Państwo przeciwko rodzicom
Rozważania na kanwie antyklapsowej propagandy
W ustawodawstwie unijnym, a co za tym idzie rodzimym polskim, pojawia się cały szereg urzędów z gruntu nastawionych na podważanie różnych więzi społecznych.
Mamy rzecznika praw dziecka, do niedawna funkcjonował urząd do równego statusu kobiet i mężczyzn. Niedługo doczekamy się urzędu ochrony mniejszości seksualnych, ochrony mężczyzn przed kobietami, kobiet przed mężczyznami itp. O tym, że urzędy te z definicji nastawione są przeciwko więziom społecznym, w szczególności przeciwko rodzinie, świadczy przede wszystkim praktyka ich działania.
Zwykle w każdej akcji propagandowej organizowanej przez różnych „rzeczników” chodzi rzekomo o dobro człowieka. Szczególnie wyraźnie widać to w kwestii ochrony praw dzieci. Bo któż przy zdrowych zmysłach nie jest zwolennikiem karania tych, którzy maltretują niemowlaki? Któż nie chciałby ochrony bitych uczniów przez pijanych ojców? Jednakże zwykle poprzez pokazanie medialne tak skrajnych zachowań, jeden czy drugi urząd stara się rozciągnąć wizję patologii na całe społeczeństwo i próbować budować prawo, które wprost uderza w zdrowe rodziny. Podważane są różnorakie naturalne więzi. Przypomnę, że przez lata całe uderzano w nauczycieli, którzy rzekomo nieustannie znęcają się nad uczniami. Doprowadzono do sytuacji, że nauczyciel pozbawiony wszelkich narzędzi dyscyplinujących stawał się z woli ofiarą przemocy ze strony uczniów. Co więcej, zerwanie naturalnej więzi polegającej na relacji mistrz – uczeń doprowadziło do niebywałego wzrostu przemocy wśród samej młodzieży.
Wydaje się, że od kilku lat metodycznie uderza się również w rodzinę, podważając podstawową relację rodzice – dzieci. Zamiast uczyć szacunku dla rodziców, różne urzędy starają się podburzać młodzież i dzieci przeciwko ich ojcom i matkom. Dokładnie taki wymiar ma kampania na rzecz karania za klapsy wymierzone dzieciom. W 2004 roku główni polscy propagatorzy liberalizmu rozpoczęli kampanię na rzecz pozbawienia Polaków władzy rodzicielskiej poprzez prawną ingerencję w wychowanie. Główną propagatorką nowej wizji wychowania była minister Magdalena Środa, a rzecz się działa za rządów SLD.
Wydawało się, że wraz z odejściem rządów SLD, że po przykładach katastrofy wychowawczej w szkołach uznających model bezstresowego wychowania za obowiązujący, że po tym wszystkim nie znajdziemy polityków chcących uderzyć w podstawy życia narodowego. Cios jednak przyszedł z najmniej oczekiwanej strony. Oto minister Ewa Sowińska, rzecznik praw dziecka, wybrana na to stanowisko w czasach rządów prawicowych, rozpoczęła kampanię przeciwko rodzicom dającym klapsa. „Chcemy do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wprowadzić zapis – głosi pani minister – o poszanowaniu godności dziecka. Jeśli przemoc zdarzy się incydentalnie i nie wyrządzi dziecku wielkiej krzywdy, rodzic będzie musiał zgłosić się na terapię. Jeśli taki przypadek zdarzy się ponownie, wówczas sprawcę czekają sankcje prawne” („Dziennik” z 15 lutego 2008 r., s. 3). I tak pani minister chciałaby na wszystkich rodziców nałożyć grzywnę lub wsadzić ich do więzienia, wszak każdemu zdarzyło się dać swoim dzieciom kilka klapsów w swoim życiu. I tak w tym czasie, gdy rodzice będą odsiadywać karę, dzieci będą wychowywane w idealnych warunkach przez państwo za pośrednictwem domów dziecka.
Nim jednak pani minister wsadzi pół Narodu za kratki, proponuję, by sama poddała się terapii. Przeszła bowiem w swych pomysłach nawet destrukcję proponowaną przez Magdalenę Środę. Ale dzięki takiej akcji pani minister, wyśmiewana do niedawna przez liberalne media za „Teletubisie”, nagle stała się bohaterką liberalnej gawiedzi, łącznie z „Gazetą Wyborczą”. Poparł ją nawet SLD. Jak donosi „Dziennik”, „z inicjatywy Sowińskiej zadowolona jest też Katarzyna Piekarska z SLD. Oferuje projekt ustawy, który przygotowała jeszcze w zeszłej kadencji” (K. Wichowska, Zakazać klapsów. Ale jak?, „Dziennik” z 16-17 lutego 2008 r., s. 6). „Dziennik”, wzorem „Wyborczej”, publikuje „zatrważające” dane, że większość Polaków stosuje klapsy, tzn. że większość zalicza się do patologii. Gazeta dodaje, że „w Ameryce Północnej i w Skandynawii za uderzenie dziecka czy wymierzenie mu klapsa idzie się do więzienia, a młody człowiek może zaskarżyć rodzica i opiekuna”.
Pani minister uwznioślona medialną popularnością idzie dalej. Mówi, że również przemoc psychiczna jest niedopuszczalna. Zapomniała dodać, że preferowane przez nią odmawianie niesfornym dzieciom przyjemności (np. oglądania dobranocki) jest też formą przemocy psychicznej. I tak brnie rzecznik praw dziecka w sprzeczności, a światek liberalny dzięki jej nieroztropnym propozycjom triumfuje. Zapomniała pani minister, że wpisuje się, chcąc nie chcąc, w pomysły antychrześcijańskich ideologów. Ostatecznie socliberalni ideolodzy chcieliby bowiem zastąpić wychowanie rodzinne wychowaniem państwowym. To państwo ma wiedzieć lepiej od rodziców, jak wychowywać dzieci. To państwo będzie chronić dzieci przed rodzicami, a rodziców przed dziećmi. Skojarzenia z komunizmem są aż nadto wyraźne. Mamy tutaj do czynienia z pokłosiem myśli Jana Jakuba Rousseau, który nieustannie dopatrywał się zagrożeń dla wolności w naturalnych relacjach międzyludzkich. Jeśli natomiast zniszczymy te relacje, odbudować je będzie bardzo trudno.
Przeciętna rodzina polska nie jest żadną patologią. Mamy społeczeństwo niezwykle jak na warunki europejskie przywiązane do życia rodzinnego i dlatego szczęśliwe. Na przypadki patologiczne mamy odpowiednie paragrafy w prawie. Klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził. Świadczą o tym dziesiątki pokoleń dobrze wychowanych Polaków. Ogromny kryzys współczesnego wychowania jest zaś związany z propagandą bezstresowości. Zatem brońmy suwerenności polskiej rodziny przed zakusami liberalnego państwa. Państwo wszak powinno wspierać rodziców w wychowaniu, a nie być organizatorem buntu dzieci przeciwko matkom i ojcom. Miejmy nadzieję, że opamiętają się ci wszyscy, którzy zachłysnęli się trendami idącymi z Zachodu, a których realizacja skończyła się olbrzymią społeczną klęską.
Mieczysław Ryba
