Rozważania wielkopostne: JEZUS PŁAKAŁ NAD JEROZOLIMĄ
Nie wiem,
czy znasz takie uczucie,
że gdy się wraca po dłuższym czasie
do rodzinnych stron, miejsc,
to serce jakoś mocniej stuka.
Pierwszy raz był Pan Jezus
w Świątyni, gdy miał 40 dni.
Maryja i Józef ofiarowali Jezusa
Bogu jako pierworodnego.
Złożyli parę gołąbków na ofiarę.
Byli biedni.
Symeon, starzec sprawiedliwy,
poznał w Dzieciątku obiecanego
Zbawiciela:
Teraz mogę spokojnie umrzeć,
bo oczy moje oglądały
Zbawiciela świata.
Światłość na oświecenie pogan
i chwałę ludu mojego – Izraela.
Gdy Jezus miał 12 lat,
zagubił się Rodzicom w Świątyni.
W trzecim dniu powrotu
znaleźli Go w Świątyni:
Synu, cóżeś nam uczynił?
Ojciec Twój i ja
z bólem serca
szukaliśmy Ciebie.
Dlaczego Mnie szukaliście.
Przecież powinniście wiedzieć,
że w sprawach Ojca mego
być powinienem.
Nie zrozumieli tego.
Teraz Pan Jezus wiedział,
że to jest ostatnia Jego podróż
do Świętego Miasta.
Nie może Prorok umrzeć
poza Miastem.
Pan Jezus szedł od strony Betanii.
Droga wije się między pagórkami.
Coraz wyraźniej maluje się Jeruzalem
– Miasto Pokoju.
Nad Miastem góruje Świątynia
– Dom Ojca.
Świątynia była piękna,
lśniła złotem i białością kamieni.
Zatrzymał się Pan Jezus,
długo patrzył w tamtą stronę,
a duże łzy spłynęły Mu
po policzkach.
Płakał.
O Miasto moje
Święte Jeruzalem!
Ty zabijasz proroków
i tych, którzy do Ciebie są posłani.
Ile razy chciałem zgromadzić
synów Twoich pod skrzydła,
jak kokosz gromadzi pisklęta,
a nie chciałoś.
Oto teraz zostanie
Dom Twój pusty.
Przyjdą nieprzyjaciele,
otoczą Cię wałem
i nie zostanie z Ciebie
kamień na kamieniu.
I płakał.
Jak to jest?
Bóg płacze,
Zbawiciel płacze,
nad kim i za kogo?
Jeruzalem, Jeruzalem,
ach nawróć się
do Pana Boga Twego.
ks. bp Józef Zawitkowski
