Kochać Boga w dzieciach
Pod patronatem Naszego Dziennika
Dobiegły końca rozgrywki w XVII Międzynarodowym Turnieju Halowym w Piłce Nożnej, jaki w dniach 26 stycznia – 1 lutego odbywał się na warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Na turniej do stolicy zjechały drużyny parafialnych klubów sportowych z Polski oraz z zagranicy. W nich chłopcy uczą się nie tylko zasad gry, ale przede wszystkim tego, jak grać uczciwie, jak wygrywać i przegrywać z honorem, a także kultury osobistej. Każdy dzień zawodów rozpoczynał się kilka minut przed godziną 9.00, gdy na halę sportową wybiegali młodzi sportowcy w różnokolorowych koszulkach klubowych, by wspólnie się modlić.
– Cieszę się, że tu jesteście i kochacie Pana Boga w dzieciach – mówił na porannej odprawie trenerów ks. Mirosław Mikulski, organizator turnieju. Choć dla wielu zawodników droga do Warszawy była długa i męcząca, chłopcy tryskają energią. Wszyscy przyjechali tu z ogromną radością. Kibicują im także niejednokrotnie całe rodziny. Iwona Wróblewska, mama zawodnika z klubu Jana Chrzciciela z Tych, jeździ na wszystkie turnieje. – Lubię piłkę nożną, nie opuszczam żadnego meczu, jestem wiernym kibicem – podkreśla.
– Celem turnieju nie są mistrzostwa, nie jest współzawodnictwo. Chcemy przywracać dzieciom radość. Bo te radości dzieciaków są różne… One się często śmieją, ale w środku mogą być smutne. Tutaj doznają takiej radości zwyczajnej, naturalnej – podkreśla ks. Mikulski. – Po drugie, chcemy pomóc rodzicom w wychowaniu ich dzieci również przez kulturę fizyczną i sport. Kościół ma znaczniejsze środki wychowawcze, ale dla tych, co chodzą do kościoła, dla tych, co nie chodzą, jest sport, do którego się garną. To wychowanie w bardzo ludzkich, zwyczajnych sprawach – podnieś, powiedz: przepraszam, dziękuję; przeproś – dodaje. A opiekunowie muszą dawać jak najlepszy przykład. Ksiądz Mikulski dla nich zorganizował puchar dla najlepszego opiekuna, który otrzyma specjalną nagrodę.
Turniej jest tak pomyślany, że każdy gra z każdym. – Tak żeby do końca nikt nie odpadał, żeby do końca nikomu nie było smutno – podkreśla ks. Mikulski. Codziennie odbywa się po 14 meczów, w których uczestniczy 7 drużyn w danej kategorii wiekowej – każdego dnia innej. Jeden klub mógł zgłosić dwie drużyny. Za rok przyjadą następne.
Co 7 minut nowa drużyna wybiega na boisko. Trzeba się spieszyć, do wieczora muszą zagrać wszyscy.
Bramki są szerokie. Część dzieci i trenerów narzeka – będzie trudno obronić. – Ale będzie łatwiej strzelić gola! – podkreśla ks. Mikulski. – Jeżeli drużyna ma wygrać 2:0, to lepiej niech wygra 7:5. Jedna drużyna ma wtedy 7 radości, a druga ma 5 – wyjaśnia. Jak dodaje duszpasterz sportowców, najchętniej zrobiłby jeszcze większe bramki, by było jak najwięcej tego „hurra”, tej radości.
Poziom zawodników jest bardzo różny. Są tacy, którzy dopiero się uczą, i tacy, po których już widać, że daleko mogą zajść w sporcie. Ale jak podkreśla Jerzy Gańko, prezes parafialnego klubu sportowego Gabriel w Zamieniu koło Mińska Mazowieckiego, przy parafii Zwiastowania Pańskiego, uczeń ks. Mikulskiego, tu nie chodzi o wygraną. – Z naszego klubu przyjechały najmłodsze dwie grupy, one są najmniej „ograne”. Tutaj raczej się uczymy, oglądamy i więcej dostarczamy radości innym niż sobie samym. Ale to nie jest czas zmarnowany. Nie jesteśmy nastawieni na osiąganie sukcesów. Chcemy dzieciom dobrze zorganizować czas. Uczymy także przegrywania, co dziś na pewno będziemy trenować intensywnie… Ale i wygrywać trzeba umieć, nie chełpić się nadto – podkreśla. Jako nauczyciel dobrze wie, że do sportu niestety dzieci trzeba namawiać. – Te najmłodsze są spontaniczne, ale już po jakimś czasie trzeba je zachęcać. Coraz częściej dzieci wolą pograć z kolegą w gry komputerowe, niż poruszać się na powietrzu. Coraz częściej mają wady postawy, niechętnie ćwiczą na wychowaniu fizycznym – wyjaśnia. – Takie inicjatywy jak ten turniej są bardzo cenne, bo nie pozwalają młodemu człowiekowi zgnuśnieć, tylko promują ruch i szlachetną rywalizację – dodaje.
Po każdym meczu zawodnicy podają sobie ręce. Jak podkreśla ks. Mikulski, to istotne, uczy wzajemnego szacunku. A na koniec wszyscy otrzymali nagrody – niezależnie od wyników. Bo przecież najważniejsze są gra, dobra zabawa i budzenie w dzieciach sportowego ducha.
Maria Popielewicz
