Abyśmy byli wolni
Ewangelia
Święto Chrztu Pańskiego
Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc:
„To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?”. Jezus mu odpowiedział: „Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”. Wtedy Mu ustąpił.
A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębica i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”.
Mt 3, 13-17
Abyśmy byli wolni
Od początku teologia widziała w chrzcie Chrystusa zapowiedź chrztu chrześcijańskiego. To także „prapremiera” dobrowolnego uniżenia się Jezusa – pokornego Sługi Jahwe – którego finałem stał się krzyż i zmartwychwstanie.
Jako dawną Betanię Zajordańską, gdzie według opisu Janowego miał być ochrzczony Jezus, wskazuje się dzisiejsze Chirbet el Medesz – znajduje się tu potok wpływający do Jordanu, mający wodę nawet w upalne lata. Tu, jak podaje tradycja biblijna, miał się niegdyś ukrywać prorok Eliasz. W pobliżu Jordan jest dość płytki, tutaj właśnie przeprawiały się brodem karawany kupców i wędrowców udających się ze wschodu na zachód. Przechodziło tędy wielu ludzi różnych profesji i stanów. Łączyło ich jedno: upokarzająca świadomość bycia w niewoli Rzymian, zdrady wielu swoich przywódców, ale także poczucie grzechu i niemocy duchowej, która była jeszcze bardziej dojmująca niż nieprzyjacielski zabór. I to wielkie pragnienie: by być wolnym! Cokolwiek to słowo znaczy!…
To właśnie miejsce, szczególne z racji swojej symboliki, wybrał Jan Chrzciciel. Tutaj też któregoś dnia pojawił się Jezus. Byli rówieśnikami. Jan Go już oczekiwał – świadczą o tym jego słowa: „Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym” (J 1, 33). Proroctwo wypełniło się w dniu, w którym Jezus stanął na brzegu rzeki – Słowo spotkało się z Głosem. Po raz pierwszy tak wyraźnie objawiła się Trójca Święta. Po raz kolejny Bóg objawił to, co nieustannie przez wieki przypominał wiarołomnemu narodowi wybranemu: choć ludzie tyle razy zawiedli, On jest wierny do końca. „Tak się godzi wypełnić wszystko, co sprawiedliwe” – potwierdza to Jezus, wchodząc do wody. W swoim uniżeniu ukazuje miłość Boga, który schyla się do człowieka tak bardzo, że wydaje się bezbronny w jego rękach. Wiemy, że finał tej decyzji był tragiczny. Ale też i przesłanie Stwórcy nie mogło być już bardziej jasne i czytelne…
Kończy się okres Bożego Narodzenia. Wkrótce znikną z kościołów szopki, a choinki z domów trafią na śmietnik. Zacznie się zwyczajność. Takie jest życie. Ale może warto, aby choć jedno pytanie dalej pozostało w nas i przypominało o sobie niepokojącym szeptem: Po co to wszystko? Po co, Jezu, przyszedłeś na ziemię? Dlaczego stało się to w takim uniżeniu i biedzie? Po co Mędrcy? Po co chrzest Janowy?… Odpowiedź daje pierwsza część dzisiejszej Liturgii Słowa: abyśmy byli wolni. I aby wolność nie była tylko przywilejem nielicznych, wybranych, ale by mogli się nią cieszyć wszyscy. Tylko wolny człowiek może prawdziwie kochać, a kochając – stawać się tym, kim chciał nas widzieć Bóg. A dzięki temu przekraczać granice czasu i przestrzeni. Po to rodzice przynoszą swoje dziecko do kościoła, aby przez chrzest stało ono dzieckiem samego Boga – by uczestniczyło w Jego wolności. Po to zostały nam dane Eucharystia, pozostałe sakramenty, aby zniweczyć lęk przed niebytem, skruszyć pęta grzechu, który odbiera człowiekowi to, co określa jego istotę, w którą jest wpisana wolność. Gdyby nie było Betlejem, wydarzenia nad Jordanem, wieczernika i Golgoty, a wreszcie poranka niedzielnego, dzieje ludzkości pewnie potoczyłyby się dalej, ale skażone niemocą lęku przed nicością przypominałyby staczanie się po równi pochyłej – aż do samozagłady. Religia to nie „opium dla ludu”, nie wytwór ludzkiej samoświadomości broniącej się w ten sposób przed nicością. To brama do wolności. I biedny jest ten, kto tego nie chce zrozumieć.
Marcin Jasiński
