Zobaczcie Betlejem na własne oczy!

Z Emmanuelem Tobym*, chrześcijańskim przedsiębiorcą z Betlejem, rozmawia Mariusz Bober

Dlaczego tak wielu chrześcijan opuszcza Ziemię Świętą?

– Całe moje życie spędziłem w Betlejem. W tym mieście żył także mój ojciec. Mieszkamy tu od pokoleń. Ale teraz sytuacja jest coraz gorsza. Z powodu muru nie możemy stąd wyjeżdżać, nie możemy pracować w Izraelu ani nigdzie indziej. Aby wyjechać gdzieś dalej, trzeba mieć zezwolenie, które bardzo trudno jest uzyskać. Dzięki pomocy Kościoła rozwijają się warsztaty wytwarzające różańce i inne przedmioty, np. ozdoby choinkowe. Ale sami nie moglibyśmy ich eksportować. A ruch pielgrzymkowy zmalał. Obecnie w Betlejem pozostało zaledwie 2 proc. chrześcijan. Większość wyemigrowała do państw zachodnich, ponieważ nie mogli się tu utrzymać, nie mogli zapewnić bytu swoim dzieciom.


Czy emigracja to skutek wyłącznie wojny izraelsko-palestyńskiej, czy także konfliktu w Autonomii? Coraz częściej można też usłyszeć, że muzułmanie dyskryminują chrześcijan, a nawet prześladują?


– Jeśli chodzi o stosunki z muzułmanami tu, w Betlejem, to nie jest tak źle, jak często się mówi. Żyjemy z nimi od lat. Rzeczywiście, widoczny jest problem fundamentalizmu, ale to nie stanowi poważnego zagrożenia dla naszego przetrwania w mieście. Najpoważniejszym problemem jest brak pracy. Muzułmanie także mają z tym kłopot.


Czy rzeczywiście mur przekształcił Betlejem i inne ziemie palestyńskie w wielkie „więzienie”?


– Tak. To jest więzienie. Gdy dokończą budowę muru, nie będziemy mieli właściwie wyjścia, nie będziemy mogli się stąd wydostać, podróżować. Otoczą nas murem, tak że nie będziemy się mogli stąd ruszyć. To poważne ograniczenie dla biznesu i dla podróżnych, dla każdego.


Jak teraz mieszkańców Autonomii traktują izraelscy żołnierze i policjanci? W ostatnich latach nawet prasa izraelska donosiła o przykładach często wręcz bestialskich zachowań?


– Teraz mamy niewiele do czynienia z izraelskimi żołnierzami. Najbardziej uciążliwe jest to, że nie chcą nas stąd wypuścić. Mamy rodziny w Izraelu, ale nie możemy ich odwiedzić.


W jaki sposób chrześcijanie z innych krajów mogą pomóc chrześcijanom w Betlejem oraz w innych częściach Ziemi Świętej?


– Najlepszym sposobem jest po prostu sprawienie, abyśmy mieli pracę. Jeśli będziemy mieli pracę, nikt nie będzie myślał o wyjeżdżaniu stąd. Nie chodzi o to, by od czasu do czasu dostać pieniądze. To nie rozwiązuje problemu na dłużej. Możecie po prostu kupować nasze produkty. To bardzo pomaga. Dzięki temu, że sprzedaję owoce mojej pracy, mogłem zatrudnić 6 nowych pracowników! Ludzie teraz więcej pracują, są bardziej zadowoleni, gdy widzą, że mogą sami zarabiać na swoje utrzymanie. Każdy kupiony różaniec daje pracę! Oczywiście to nie wystarcza dla wszystkich. Jest bardzo wielu biednych, ludzie wstydzą się prosić o pomoc. Dlatego pomoc Kościoła w sprzedaży różańców i innych przedmiotów, które wytwarzamy, jest bardzo cenna.

A czy wytwarzacie tylko różańce?

– Nie, nie tylko. Robimy bardzo wiele rzeczy: rzeźby, krzyże, ozdoby choinkowe i wiele innych dewocjonaliów. Zachęcamy też do odwiedzania naszego miasta i Ziemi Świętej. Zachęcamy wszystkich – przyjeżdżajcie i zobaczcie wszystko na własne oczy!


Dziękuję za rozmowę.


* Imię i nazwisko zostały zmienione. Z powodów bezpieczeństwa prawdziwe nazwisko rozmówcy zostało podane tylko do wiadomości redakcji.

drukuj