Mówię jako człowiek niewierzący: to Radio jest fenomenem w skali światowej

Spieram się i przekomarzam z ludźmi, którzy mówią: „Jak ty możesz słuchać Radia Maryja”

Z dr. Jerzym Achmatowiczem, iberystą, znawcą Meksyku, z Instytutu Filologii Romańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, rozmawia Katarzyna Cegielska

Panie Doktorze, deklaruje się Pan jako agnostyk, jako człowiek, który jeszcze nie został obdarzony łaską wiary, a jednocześnie jest Pan słuchaczem i więcej nawet – obrońcą Radia Maryja, jeśli zachodzi taka potrzeba…

– Precyzyjnie rzecz ujmując, jestem człowiekiem, który poszukuje. Kiedy jako agnostyk uczestniczę we Mszy św., być może jestem najbardziej uważnym słuchaczem, bo wiele rzeczy chciałbym poznać. Dziś byliśmy w kościele i kiedy wszyscy wyszli po Mszy św., spytałem ojca Tadeusza Rydzyka, co to jest wiara. I proszę sobie wyobrazić, że ojciec Tadeusz usiadł obok mnie, wziął mnie za rękę i powiedział do mnie: „Chrystus do ciebie przyjdzie, nie spiesz się, On przyjdzie, a jeśli pytasz mnie, co to jest wiara, to jest to ofiarowanie Bogu całego mnie”. Ja jestem filozofem, latynoamerykanistą i chciałbym znaleźć taki porządek w sobie, w pani i w świecie, chciałbym znaleźć porządek i ład. I być może Ewangelia, być może Chrystus jest tym ładem. I ja się temu przyglądam, studiuję, czytam.

Co skłoniło Pana do słuchania Radia Maryja, czy właśnie to poszukiwanie?

– To się stało może trochę z przekory, bo jeżeli cały czas ktoś mi trąbi do głowy propagandę, nie boję się powiedzieć, propagandę w stylu komuny, że Radio Maryja jest niedobre, to ja sobie właśnie dlatego je włączyłem. I nawet jeśli w Radiu są treści konfesyjne, to dla mnie, dla człowieka, który nie otrzymał jeszcze łaski wiary, jest to szalenie interesujące. W Radiu znajduję bowiem pytania, które stają przede mną, przed panią, przed wszystkimi. I wtedy kiedy słucham np. komentarza do Biblii albo kogoś, kto dzwoni na antenę, podczas tej interakcji Radia Maryja ze słuchaczami, odczuwam rzecz nieprawdopodobną. Radio Maryja jest jedynym medium, które daje czas, ażeby człowiek się wypowiedział. On może mówić długo, może się powtarzać i Radio Maryja daje mu czas. Jest takie powiedzenie hiszpańskie i sądzę, że jest to powiedzenie bardzo ewangeliczne, choć świeckie, że należy dać czasowi czas, trzeba poczekać, trzeba zrobić tę pauzę. I dlatego ja słucham Radia Maryja, bo chcę zobaczyć, jak ludzie, którzy żyją ze mną, Polacy, których nie dzielę na lepszych i gorszych, jak oni przeżywają wasze Radio. I muszę powiedzieć, że wasze Radio jest fenomenem w skali światowej. Mówię to jako człowiek z zewnątrz. I za to cenię Radio Maryja. I mało tego, nie tylko cenię, ale spieram się z ludźmi, którzy mówią: „Jak ty możesz słuchać Radia Maryja”.

Co Pan wtedy mówi takiej osobie?

– Mówię wtedy do takiego człowieka: „A ty słuchałeś kiedyś Radia Maryja?”, „Nie, ale wiem, że…”, „A skąd to wiesz?”, „No, stamtąd, stamtąd”, „No to chodź i posłuchaj”. Nie tak dawno moja znajoma jechała ze mną samochodem i zaczęliśmy rozmawiać o Radiu Maryja. I ja powiedziałem jej: „Posłuchajmy tego Radia, żebyś wiedziała, co to jest”. Zaczynamy słuchać i co się dzieje? Ta kobieta, która dotąd mówiła mi, że to jest bzdura, że ojciec Rydzyk, że to, że tamto…, teraz mówi, że to jest ciekawe. A ja wtedy powiedziałem jej rzecz najważniejszą podczas tej rozmowy: „Zwróć uwagę, że oni mówią do ciebie i nic od ciebie nie chcą”. I chciałbym powiedzieć wszystkim, że to jest moje świadectwo dobrej roboty Radia Maryja w wielkiej Winnicy Pańskiej. Chciałbym może kiedyś uczestniczyć w tym dziele, teraz jestem z boku, choć czasem mi się wydaje, że jak jestem w kościele i słucham kazania, modlitw, to jestem bardziej w środku niż inni. Bo jest taki Byt, On jest. Pani mówi, że to jest Chrystus, dobrze, oczywiście, ale myślę, że to jest również Najświętsza Panienka z Guadalupe, którą się zajmuję. To jest Chrystus i to jest Matka. I tak sobie myślę, że być może świat byłby inny, gdyby te masy, które mówią, że Chrystusa kochają, autentycznie Go kochały. Muszę powiedzieć, że kiedy wychodzę z kościoła, jestem bardzo poruszony w całym swoim jestestwie. Bo później widzę tych samych ludzi, którzy wychodzą z kościoła, że oni się zmieniają. Ja tego nie rozumiem, jak można ofiarować wiarę Bogu, a następnie wyjść i robić coś innego. I chciałbym kochani, żebyście wy wszyscy, którzy wychodzicie z kościoła, a mówię do was jako człowiek niewierzący, może inaczej – jako nieobdarzony łaską wiary – chciałbym, żebyście wychodzili z tego kościoła i wypełniali tę naukę. Chodzi o to, żebyśmy to robili na co dzień, kupując chleb, robiąc wykład, sprzątając ulicę, każda funkcja jest ważna. Muszę pani powiedzieć, że za każdym razem jak wchodzę na wykład u mnie na uniwersytecie, to mam ze sobą Ewangelię, ale w takim sensie, że mam świadomość, iż nie mogę okłamywać studentów. Mało tego, ja im mówię, po hiszpańsku oczywiście: „Ja wam ofiarowuję wszystko, co dobre, weźcie to, ja wam ofiarowuję wszystko co dobre ze mnie”. A oni pytają: „Panie profesorze, skąd to przesłanie”. A ja mówię: „sami spróbujcie odpowiedzieć na to pytanie”, bo sala wykładowa jest dla mnie przestrzenią, gdzie moi studenci na najważniejsze pytania muszą sobie odpowiadać sami.

Jak się słucha Pańskich słów, aż trudno uwierzyć, że mówi to osoba nieobdarzona łaską wiary. Mam wrażenie, że te słowa wypływają z łaski. Może te przeżycia, doznania związane są z pracą, jaką Pan Doktor wykonuje, a jest ona związana z Matką Bożą z Guadalupe… Skąd się wzięło zainteresowanie objawieniami?

– To się zaczęło tak. Najpierw była beatyfikacja, potem kanonizacja Juana Diego i podniósł się straszny szum, że to jest wymysł, fałszerstwo. A ponieważ zawsze zajmowałem się Meksykiem, i tak jak ojciec Tadeusz Rydzyk mówi, że trzeba iść pod prąd, ja również poszedłem pod prąd i dotarłem do tej Matki właśnie. W zeszłym roku w Punta del Este oglądając moje konto pocztowe podczas obrad USOPAŁ, przyszedł do mnie e-mail, że otrzymałem stypendium do Meksyku, a myślałem, że to się już nie uda.

Kim dla Pana jest Matka Boża z Guadalupe?

– Muszę powiedzieć, że Ona jest niesamowitym, nieprawdopodobnym fenomenem. To jest Matka, która mówi do swojego ludu w języku nahuatl, w języku Indian meksykańskich. Ta Matka jest również moją Matką. Ona jest ze mną, to nie ulega wątpliwości. Skąd to wiem? Wydaje mi się, że ja to w pewien sposób czuję. Ona schyla się do Juana Diego i mówi: „Jestem twoją Matką, czegóż chcesz więcej, chcesz czegoś więcej?”. To jest tekst, który przetłumaczyłem na język polski. Ona mówi do niego w języku nahuatl takie słowa: „Kochany mój Janeczku, synu mój”. A proszę sobie wyobrazić, że jest wiek XVI, kiedy jeszcze była dysputa, czy Indianie mają duszę. I przychodzi Ona i mówi do Indian: „Jesteście moimi dziećmi”. Jeśli ktoś chce zrozumieć Latynoamerykę, to nie jest w stanie jej zrozumieć bez Matki Bożej z Guadalupe. Załóżmy, że to był cud, ja nie wchodzę w sprawy teologiczne, ale wiem, że ta Matka – piękna, wspaniała, w sensie estetycznym i głębszym, Ona upodmiotowiła Indian. Ona powiedziała, wy jesteście moimi dziećmi. Kiedy Juan Diego przychodzi do biskupa Zumarragi, który był inkwizytorem, zresztą wspaniałą postacią renesansową, i kiedy biskup wziął te kwiaty, Ona do niego mówi, ja jestem waszą Matką, jestem Matką Tego, który daje życie, a w języku nahuatl to znaczy więcej, znaczy – jestem Matką tego, który jest tu i wszędzie, obok nas. A przecież to jest Bóg. I to jest fantastyczne, że ta Osoba przychodzi do Indianina i mówi w jego języku, posługując się jego pojęciami, jego sposobem widzenia świata. I ja to właśnie badam. Badam także udział franciszkanów w tym wszystkim, udział Kościoła katolickiego. Chcę zobaczyć, jak dokonała się ewangelizacja. Bo jak pani otworzy jakikolwiek podręcznik, to przeczyta, że dokonała się krwią i szpadą, a ona była cudem, w pewnym sensie była cudem i tym cudem jest rzeczywiście ta Matka, która mówi, chodźcie, ja jestem waszą Matką.

Dokonał Pan przekładu oryginalnego tekstu o objawieniach na język polski…

– Próbuję na podstawie oryginalnego tekstu o objawieniach pokazać, co w języku nahuatl znaczy to, co się tam wydarzyło. I mam dla wszystkich chyba pierwsze filologiczne tłumaczenie właśnie tego tekstu na język polski wraz z komentarzami. Być może przyjdzie taki moment, że będę mógł się podzielić ze słuchaczami Radia Maryja wynikami moich badań. Myślę, że jest to ważne, gdyż Radio ma w nazwie imię Matki Bożej, a to jest ta sama Matka. Chciałbym opowiedzieć o Matce czczonej na innym kontynencie, która odgrywa podobną rolę jak Matka Częstochowska dla słuchaczy pani Radia…

Naszego Radia…

– Tak, naszego Radia. Tą niesamowicie ważną postacią jest Matka Boża Częstochowska, Pani z dwoma bliznami, nieprawdopodobna Pani. Ja Ją bardzo kocham. Chciałbym przybliżyć kiedyś Matkę Bożą z Guadalupe, która przyszła pewnego grudniowego dnia 1531 r. na wzgórze Tepeyac i spotkała Indianina św. Juana Diego, i powiedziała: „Nie obawiaj się niczego synu Mój, ja jestem twoją Matką”. Do mnie ta Matka z Guadalupe powraca echem, i choć ja nie jestem Indianinem, Ona przychodzi do mnie i mówi mi, musisz zrobić to i to. Jak robiłem tłumaczenie, to nagle przychodziły do mnie słowa nie wiadomo skąd, polskie słowa. A tłumaczenie tego tekstu jest ogromnie trudne, potwornie trudne, bo język jest kwiecisty, wspaniały, barokowy, cudowny. I gdy pojawiał się jakiś problem, przychodziło odpowiednie słowo. Skąd? Nie chcę powiedzieć, że ode mnie, ale myślę, że o tych słowach jeszcze porozmawiamy, bo to są wspaniałe słowa jeszcze w Polsce nieznane. To całe spotkanie, ten cały rytuał trzeba pokazać od strony duszy Indianina, ale też naszego bliźniego, który potwornie cierpi z powodu najazdu hiszpańskiego itd. I kiedy to cierpienie sięgnęło dna, wtedy pojawiła się Ona i mówi: „Jestem twoją Matką”, czy to nie jest cud? Ja nie wiem.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.


drukuj