Czas potwierdził, że Radio Maryja jest dobrym dziełem

Zbliża do Boga, łączy ludzi

16. rocznica powstania Radia Maryja


Rozmowa z JE księdzem arcybiskupem Sławojem Leszkiem Głódziem, ordynariuszem warszawsko-praskim



W odniesieniu do Radia Maryja bardzo często mówi się o fenomenie – w świecie mediów i w życiu religijnym. Na czym polega ten fenomen?


– Oczywiście na tym, że Radio Maryja upodmiotowiło słuchacza. To znaczy, iż tu każdy radiosłuchacz jest zauważony, może zadzwonić, uczestniczyć w programie, czuje – nawet będąc gdzieś w odległym miejscu czy na emigracji – że jest we wspólnocie ludzi wiary. Każdy człowiek potrzebuje wspólnoty. A wspólnota jest tym mocniejsza, im silniej oparta jest na wartościach. Tymi wartościami są religia, przynależność do Kościoła, umiłowanie Ojczyzny, tego, co Polskę stanowi. Inne oznaki fenomenu Radia Maryja to zwłaszcza ciągła katecheza, szkoła ewangelizacji, formacji religijnej, podtrzymywanie treści narodowych. Fenomen Radia Maryja to także fakt, że jest to medium, które liczy 5 milionów odbiorców w społeczeństwie pluralistycznym. W trwającym procesie globalizacji Radio daje ogromne pole do oddziaływania. Dlatego ten fenomen jest zauważony i przez tych, którzy są słuchaczami Radia Maryja, i przez tych, którzy prowadzą nasłuch Radia, a także przez tych, którzy to Radio zwalczają.


Wiadomo, że media katolickie, jeżeli zachowują wierność nauce Kościoła, zawsze są znakiem sprzeciwu. Ale w tym prześladowaniu Radia Maryja chodzi o coś więcej. Dlaczego jest ono tak zwalczane?


– Sam często stawiam to pytanie. Dlaczego wśród wielkiej rodziny medialnej brak ducha solidarności? Poszczególne media mogą się nie lubić między sobą, powinny ze sobą konkurować, które z nich jest lepsze, doskonalsze, ale niech to będzie konkurencja uczciwa. Tymczasem jesteśmy świadkami spuścizny PRL-owskiej, swoistej walki klas, ducha walki, zaciśniętej pięści. W zwalczaniu Radia Maryja przejawia się swoisty – świadomy bądź nieświadomy – „oddech Lenina”, ciągłej walki, szukania wroga, a jeżeli nie klasowego, to ideowego. Ta walka bynajmniej szybko się nie zakończy. Media, które tak się chlubią szybkością informacji, obiektywnością, szukaniem prawdy, powołują działy śledcze dla odkrycia prawdy, idą często w kierunku zafałszowania, dyfamacji, wrogości prowadzącej do zniweczenia godności ludzkiej. Niestety takich przejawów widzimy zbyt wiele. Dobrze, że Radio Maryja gromadzi archiwum ataków medialnych, będzie to kiedyś przyczynek dla nowego pokolenia, które z pewnością potrafi zanalizować i sprawiedliwie ocenić doznania, krzywdy, oskarżenia, jakie przez te wszystkie lata dotknęły Radio Maryja, w tym także słuchaczy. Bo nie tylko rozgłośnia jest obiektem ataku, ale także radiosłuchacze. Dzisiaj do dobrego tonu w wyperfumowanych środowiskach mieniących się salonami inteligenckimi należy powiedzieć coś pejoratywnego o Ojcu Dyrektorze, a także o słuchaczach Radia Maryja bądź o Kościele.


Zastanawiające, że nawet młodzi dziennikarze powielają stare metody z arsenału skompromitowanych metod manipulacji z czasów komunistycznych i służb specjalnych, np. nagrywanie ukrytą kamerą.


– To się bierze stąd, że ta pępowina PRL-owska nie została jeszcze definitywnie odcięta. Jak czytamy w Piśmie Świętym, nie można starej łaty przyszyć do nowego sukna, a przeżywamy już dość długo ten proces łatania, cerowania starymi łatami i nićmi. Dominuje wciąż stare sukno.


Jest więc problem braku rozliczenia się mediów z przeszłością, natomiast nie ma „problemu” Radia Maryja?


– Unikałbym słowa „problem”, bo dziennikarze często pytają, czy jest problem Radia Maryja. Jeśli nie ma, od razu następuje atak. Mówmy o tym, że nie ma mediów doskonałych, i Radio Maryja też nie jest najdoskonalszym medium. A co do problemów, to ze wszystkimi mediami są problemy. Chodzi o udoskonalenie programu, dlatego powstał Zespół Duszpasterskiej Troski o Radio Maryja, złożony z sześciu księży biskupów. W 2006 r. Konferencja Plenarna Episkopatu Polski przyjęła tekst poprawionej umowy i statutu, powołała nową Radę Programową, która wciąż działa. Rada złożona jest z czterech przedstawicieli Episkopatu i czterech reprezentantów prowincji zgromadzenia redemptorystów, do którego należy Radio Maryja. Rada zbiera się regularnie, przekazuje ustalenia przewodniczącemu Zespołu, czyli mnie, ja zaś na bieżąco informuję Konferencję Episkopatu Polski.


Episkopat wyraził podziękowanie i uznanie dla Radia Maryja.


– Słowo to było formą uznania i dowartościowania całej wieloletniej pracy Radia Maryja. Prowadzenie takiego medium nie jest sprawą łatwą, prostą, a także tanią. Za tym stoją ludzie, ogromny wysiłek pracowników. Jednocześnie to Radio zadomowiło się w rodzinach i w wielu środowiskach. Zamierzeniem Radia Maryja było wyjście naprzeciw ludziom chorym, samotnym, opuszczonym, rodzinom. Radio na takie oczekiwanie odpowiedziało i dziś, po 16 latach, możemy powiedzieć, że im sprostało.


Dyżurny zarzut stawiany Radiu to oskarżenie o mieszanie się do polityki. Z czego wypływa niezrozumienie apostolstwa świeckich?


– Właśnie w tym miejscu użyję słowa „problem”, bo mamy problem z tym stwierdzeniem. Jeszcze nikt na świecie nie odpowiedział, czym jest polityka, a czym nie jest, czym jest robienie polityki w mediach, a czym nie jest. W PRL kółko różańcowe zaklasyfikowane zostało do organizacji politycznych, jakiekolwiek zgromadzenia miały charakter polityczny. „Polis”, czyli lud, to, co się ociera o sprawy ludzi, zawsze ma zabarwienie polityczne. Wiemy, że w przypadku Radia Maryja chodzi przede wszystkim o te 10 proc. audycji społecznych, które wynikają z ustaleń z KRRiT. Paradoks polega na tym, że to KRRiT, jeszcze za czasów pani Danuty Waniek, czuwała nad tym, aby te proporcje były przestrzegane, by w Radiu Maryja nie było za mało modlitwy. Karcone było nawet Radio Plus.


Zarzut o mieszanie się do polityki jest żywcem wzięty z minionych czasów, gdy wiarę chciano zamknąć tylko w kościele. Natomiast Radio Maryja, zgodnie z wezwaniem Benedykta XVI, aktywizuje ludzi, żeby odważnie angażowali się w życie publiczne.


– Pani była łaskawa postawionym pytaniem dać odpowiedź. Dodam tylko, że nauczanie zgodne z oczekiwaniem katolickiej nauki społecznej często odbierane jest jako mieszanie się do polityki ludzi świeckich. A jest to ich święty obowiązek. Jeszcze dalecy jesteśmy od pełnego uczestnictwa w życiu politycznym, publicznym. Najlepszy dowód to frekwencja wyborcza, gdy połowa naszych obywateli, w tym wiernych, nie bierze udziału w głosowaniu. Większość nie rozumie różnicy między wyborami samorządowymi, które z natury swej nie są polityczne, a wyborami do parlamentu czy na prezydenta RP. Te dwa ostatnie są wyborami politycznymi, nie mówiąc już o ordynacji wyborczej.


W wielu miejscowościach działają Koła Przyjaciół Radia Maryja. Ksiądz Arcybiskup ma możliwość obserwować ich apostolstwo na terenie swojej diecezji. Jak obecność tych wspólnot wpływa na życie parafii?


– Słowo „mohery” weszło już do obiegu i chyba się od niego nie uwolnią ani najpobożniejsze panie, ani język potoczny. Bynajmniej nie jest ono obraźliwe, chociaż wypowiedziane zostało w takim kontekście. W życiu parafialnym istnieją Koła Przyjaciół Radia Maryja, w czasie wizytacji pastoralnych spotykam się ze wszystkim grupami, w tym także z tymi Kołami. Każde z nich jest jakąś swoistą formą aktywizacji duszpasterskiej i jest pomocą w życiu parafii dla duszpasterzy. Im więcej jest „pączkowania” wszelkiego rodzaju form strukturalno-organizacyjnych, ruchów, stowarzyszeń, tym bardziej świadczy to o żywotności parafii.


A w skali całego Kościoła w Polsce? Czy Radio Maryja jest odpowiednio wykorzystywane przez kapłanów jako pomoc w pracy duszpasterskiej?


– Radio Maryja ułatwia proces katechizacji i ewangelizacji. Radiowe katechezy prowadzone są na wysokim poziomie, przez specjalistów, często profesorów wyższych uczelni, wytrawnych duszpasterzy. Wychodzą naprzeciw wszystkim wyzwaniom, które niesie czas. To należy też do tego pojęcia swoistego fenomenu, czyli zjawiska formacyjnego.


Radio prowadzi też nie do przecenienia formację patriotyczną, umacniając świadomość narodową.


– Przede wszystkim formuje świadomość religijną w środowiskach, które często były dalekie od Kościoła. Miałem okazję poznać dość dobrze przez 14 lat wojsko. Zwracałem często uwagę pracownikom Ordynariatu Polowego WP, oficerom, którzy w pracy słuchali Radia Maryja: „Panowie, pracujcie, a nie słuchajcie Radia Maryja, wpadniecie w dewocję”. „Proszę nam pozwolić, bo my nadrabiamy 'zaległości'”. Doskonale ich rozumiem. Ci ludzie doznali swoistej pustki religijnej, którą m.in. wypełniają dzisiaj audycje Radia Maryja. To zjawisko, które wciąż się poszerza, i to nie o krąg ludzi niedołężnych, starszych, ale także o nowe środowiska, intelektualnie uformowane, które zagospodarowane są dla sfery religijnej, dla Kościoła, dla Pana Boga. Wielu słucha, ale z tym się nie obnosi, nie chwali, by nie prowokować agresji towarzyskiej.

A tak wielu chciałoby ograniczyć oddziaływanie Radia tylko do ludzi starszych…

– My z pewnych stereotypów nie wyleczymy się jeszcze przez następne 20 lat. Licząc czas przebytych 20 lat, trzeba jeszcze kolejnych 20, żebyśmy doszli do pokolenia Mojżeszowego, które szło przez pustynię i Morze Czerwone. Pamiętam, kiedy trwała dyskusja o miejscu mediów katolickich, padały głosy, że nieboskłon polskiego nieba pokryty jest pajęczyną rozgłośni radiowych. Bogu dzięki dziś Ewangelia może być „głoszona na dachach”, jak mówi Pismo Święte, ale nie jest tak, że obejmuje cały nieboskłon. Miejmy świadomość, że my mamy święte prawo jako Naród katolicki, chrześcijański, by w wolnej Polsce Ewangelia była głoszona w sposób nieskrępowany, za pomocą wszystkich dostępnych środków, w tym przez radio, telewizję, internet. Co do pism, to daleko nam do czasów przedwojennych. Wtedy mieliśmy 3 proc., dzisiaj 2 proc. udziału w rynku mediów. Takie są realia. Wystarczy rzucić okiem na zalegające kioski czasopisma, by zobaczyć, jaka jest proporcja. Stoimy przed wielkim wyzwaniem, by wychować naszych wiernych do czytania prasy katolickiej, słuchania audycji religijnych, radia diecezjalnego bądź radia ogólnopolskiego, jakim jest Radio Maryja, bo one wszystkie służą pogłębieniu świadomości religijnej.

Odrębnym zagadnieniem jest oddziaływanie kulturowe, językowe, szczególnie w krajach, gdzie zamieszkują Polacy, na emigracji. Radio Maryja łagodzi tęsknotę za Ojczyzną, a jednocześnie jest ambasadorem kultury i języka polskiego, czy to w dalekim Kazachstanie, czy w krajach skandynawskich. Wystarczy w „Rozmowach niedokończonych”, w czasie przekazywanych na antenie życzeń, modlitw, posłuchać, skąd dzwonią słuchacze, w jakim są wieku, kim są… Wtedy wczujemy się w ich życiorysy, nostalgię za krajem, a jednocześnie zobaczymy wielką wdzięczność dla Radia Maryja. To jest także fenomen, który nie został zaspokojony przez chargé d’affaires w naszych ambasadach. Nie jest żadną przesadą, że satelitarny przekaz Radia Maryja, szczególnie na rozproszone środowiska polonijne w Grecji, Irlandii, Londynie, nie mówiąc już o Chicago, USA, Kanadzie czy dalekiej Grenlandii, gdzie są ekspedycje naukowe, daje im łączność z Macierzą i z Kościołem w Polsce, z Kościołem powszechnym.


Media mają wielką siłę perswazyjną, mogą motywować do dobra, do uczciwego życia. Czy można pokusić się o refleksję, jaki jest wpływ Radia Maryja na opinię publiczną?


– Politycy zabiegają o względy Ojca Dyrektora, zwłaszcza przed wyborami. Ci zaś, którzy nie występują, pragną, by o nich przynajmniej nie mówiono źle. Nie chciałbym, aby ten wywiad został odebrany jako jedna tylko chwalba, bo wiem, że jestem zaszeregowany – czy to przez zwolenników, czy przez przeciwników Radia Maryja – do biskupów wspierających Radio. Takiego podziału nie ma, to jest podział sztuczny. Trzeba oddać to, co się komu należy, czyli uznać to, co jest i czego należy oczekiwać. Opinia publiczna ma to do siebie, że często się myli, badania opinii publicznej często wprowadzają w błąd. A w odniesieniu do spraw etyczno-moralnych opinia publiczna ma wartość bardzo relatywną bądź nie powinna być brana pod uwagę. Na płaszczyźnie etycznej, moralnej są prawidła, są normy, które nie podlegają żadnej dyskusji, bo wypływają z prawa naturalnego, z prawa Bożego. Dobre dzieło, jakim jest Radio Maryja, może być doskonalone, bo czas potwierdził, że ono jest dobrym dziełem. Mówił o tym także do słuchaczy Radia Maryja Jan Paweł II. Ale to nie oznacza, że nie może bądź nie powinno się ono doskonalić. Przed Radiem stają wciąż nowe wyzwania i nowe zadania.

Jednym z nich jest na pewno dawanie świadectwa wszystkim ludziom pracującym w mediach. To przecież szalenie ważne, że w przestrzeni medialnej jest obecne Radio, które kładzie nacisk na etyczny wymiar dziennikarstwa. Przez to możemy być bardziej wymagający wobec innych mediów: by respektowały prawdę, nie krzywdziły…

– To Opatrzność sprawiła, że Kościół w Polsce uwolnił się od polityków i układów w myśl zasady: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. Bywa, że poszczególne układy polityczne mogą być w odczuciu wiernych jakby bliżej Kościoła, a niektóre dalej. W sytuacjach, kiedy nie ma obiektywnej życzliwości wobec Kościoła albo wobec problemów nurtujących społeczeństwo, bardziej wytężony jest słuch w stronę Radia Maryja czy Telewizji Trwam, które stać na większą obiektywność. Wiemy, że w mediach publicznych czy prywatnych dominuje często zasada „chi paga, commanda” – kto płaci, ten rządzi. Dziennikarze potrafią być sprzedajni, układni, niezależnie od rządu, a więc czy rządzi noga lewa, prawa bądź inna proteza.


Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Rutkowska

drukuj