Sojusz dla Polski?
Dla wielu osób być może zaskoczeniem jest, jak mogło dojść do sojuszu, a następnie formalnej koalicji PO i PSL. Platforma ma przecież opinię partii liberalnej, PSL raczej antyliberalnej. Dzisiejsza koalicja PO – PSL jest jednak logiczną konsekwencją decyzji, które zapadły przed wieloma miesiącami. Można powiedzieć, że rząd Donalda Tuska jest podzwonnym dla Ligi Polskich Rodzin, a działania, które miały wzmocnić i scementować koalicję PiS – LPR – Samoobrona, antycypowały rząd wyłoniony po wyborach 21 października.
Ta historia formalnie zaczęła się przed jesiennymi wyborami samorządowymi w 2006 roku. Wówczas z inicjatywy LPR podjęto prace na zmianami w ordynacji wyborczej i przy poparciu PiS oraz Samoobrony wprowadzono tak zwane blokowanie list. Ówczesna koalicja chciała w ten sposób zapewnić sobie gwarancję zwycięstwa, a tracąca poparcie społeczne Liga Polskich Rodzin liczyła na to, że zmieniona ordynacja ułatwi jej prześlizgnięcie się do samorządów i rozmydli porażkę. PiS kalkulowało, że blokowanie list jest dla tej partii podwójnie korzystne, bo nawet jeśli Liga nie przekroczy progu wyborczego, to oddane na tę partię kilka procent głosów przejdzie na PiS. Po drugie, współpraca wyborcza koalicji spowoduje, że PSL nie przekroczy progu, co jako pewnik głoszono w mediach, a osamotniona Platforma Obywatelska zostanie wyizolowana.
Tymczasem zmiana ordynacji dała impulsy do nieoczekiwanego połączenia sił. Stanowiła też doskonałe alibi do politycznej współpracy partii, które dotąd były sobie dość odległe ideowo, programowo i mentalnie. PO i PSL podpisały umowę o wspólnym blokowaniu list, a ten – wydawałoby się – ryzykowny dla obu ugrupowań eksperyment obu tym partiom przyniósł sukces wyborczy i wymierne korzyści. Dziś wspólnie rządzą w 12 na 16 sejmików wojewódzkich w kraju. PiS co prawda głównie kosztem LPR i częściowo Samoobrony zyskał na blokowaniu list, zwłaszcza w tych województwach, w których te partie nie przekroczyły 5 proc. progu. Lecz ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego zostało zepchnięte do opozycji wobec sukcesu PO – PSL, które się uzupełniały i uzyskały efekt synergii (PO wygrywała w dużych miastach, a PSL odbudowało naruszone przez Samoobronę i PiS swoje wpływy w mniejszych ośrodkach i na wsi).
Strategiczne porozumienie
Ten wymuszony przez zmianę ordynacji eksperyment zinstytucjonalizował ścisłą współpracę PO i PSL, które mimo wcześniejszych uprzedzeń okazały się partiami zdolnymi do zgodnego współdziałania. Dziś horyzont wspólnych rozmów nie ogranicza się do warunków koalicji rządowej, lecz perspektywy strategicznego porozumienia, które na lata zablokuje PiS i przynajmniej na dwie kadencje pozwoli na wspólne rządy PO i PSL.
Trudno też nie zauważyć, że oba ugrupowania po wyborach samorządowych podjęły intensywny trud zmiany swoich dotychczasowych wizerunków. PO usiłuje z pozycji liberalnych przesunąć się bardziej w stronę prospołeczną. „Polsce jest potrzebna duża formacja centroprawicowa, która cieszyłaby się poparciem większości Polaków i mogła rządzić dłużej niż jedną kadencję. Kilka lat temu taka sztuka udała się na Węgrzech Viktorowi Orbánowi. Ktoś taki już w Polsce jest. Nazywa się Jarosław Kaczyński”. Tak dwa lata temu w wywiadzie dla „Wprost” mówił premier Kazimierz Marcinkiewicz. Dziś ten wielki – notabene niespełniony na własne życzenie – plan Jarosława Kaczyńskiego zamierza zrealizować Donald Tusk.
Szef PO w końcówce kampanii podjął szereg zobowiązań, takich jak: przyspieszenie wzrostu gospodarczego, radykalny wzrost płac w budżetówce, wzrost emerytur i rent, polityka prorodzinna, budowa sieci dróg ekspresowych (autostrad i obwodnic), gwarancja bezpłatnego dostępu do opieki medycznej, szybkie wypełnienie polskiej misji w Iraku. A wszystko to – według liderów PO – spowoduje, że już wkrótce wrócą Polacy z emigracji, bo praca w Polsce zacznie się opłacać, będą nas leczyć dobrze zarabiający lekarze i pielęgniarki, a dobrze zarabiający nauczyciele będą uczyć nasze dzieci. Dobrze opłacani policjanci będą lepiej dbać o nasze bezpieczeństwo.
Platforma powstała na gruzach AWS i Unii Wolności w 2001 r., a przede wszystkim na bazie 17-procentowego poparcia dla Andrzeja Olechowskiego w wyborach prezydenckich 2000 roku. Jak wynika z oficjalnych dokumentów, jej program opiera się w dużej części na hasłach konserwatyzmu oraz chrześcijańskiej demokracji. PO z jednej strony opowiada się za likwidacją etatyzmu, z drugiej zaś strony postuluje zwiększenie roli Komisji Europejskiej i jest za ograniczeniem ingerencji państwa w gospodarkę; popiera wprowadzenie dochodowego podatku liniowego i jednocześnie obniżenie składek na ubezpieczenia społeczne.
W Deklaracji Ideowej PO z 21 grudnia 2001 r. zapisano, że „fundamentem cywilizacji Zachodu jest Dekalog”, łamanie praw w nim zawartych jest „pozbawianiem godności i praw innych osób”, a rolą państwa jest sprzeciw wobec działań sprzecznych z Dekalogiem. Partia sprzeciwia się wprowadzeniu w prawie rejestrowanego związku partnerskiego dla par osób tej samej płci oraz niemałżeńskich par heteroseksualnych żyjących w konkubinacie. Ponadto PO przeciwna jest legalizacji eutanazji, zmianom w prawie dotyczącym przerywania ciąży i legalizacji tzw. miękkich narkotyków, a także planom przywrócenia kary śmierci. Trzeba jednak stwierdzić, że chadecki i konserwatywny profil, tak mocno akcentowany w dokumentach ideowych i programowych, nie zawsze współgra z wypowiedziami najbardziej wpływowych polityków PO, zwłaszcza tych wywodzących się z dawnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego.
Z kolei PSL, pod przywództwem Waldemara Pawlaka, konsekwentnie zmierza w stronę politycznego centrum. Próbuje się przekształcić z branżowego ugrupowania reprezentującego środowisko rolników w stronę nowoczesnej ogólnonarodowej partii o obliczu ludowo-chrześcijańskim. Ma o tyle ułatwione zadanie, że może czerpać z imponującego dorobku i ponadstuletniej tradycji ruchu ludowego w Polsce, który był od swego początku wielonurtowy i potrafił funkcjonować w różnych realiach politycznych i ustrojowych. Mimo tego zbliżenia programowego oba koalicyjne ugrupowania mają zróżnicowane spojrzenie zwłaszcza na sferę gospodarki i społecznych skutków postulowanych przez PO zmian, co może otwierać pole do sporów o priorytety działania i program nowego rządu.
Od zręczności lidera PSL będzie zatem zależało bardzo wiele, a sam Waldemar Pawlak staje przed wielką szansą na wyprowadzenie ruchu ludowego na szerokie wody. Choć Klub Parlamentarny PSL liczy 31 posłów, a więc 1/8 całej koalicji, to jednak Waldemar Pawlak ma w ręku bardzo istotny argument. By prąd mógł płynąć, potrzebny jest zamknięty obwód. Innymi słowy, bez niego rząd nie uzyska wotum zaufania i nie jest w stanie przeprowadzić w Sejmie żadnej ustawy.
Karty historii
Polski ruch ludowy należy do najstarszych w Europie. Jest jednym z trzech wielkich nurtów politycznych – obok narodowego i socjalistycznego – które wywarły największy wpływ na losy Narodu i państwa w XX wieku. Jest znakomicie zakorzeniony na terenach wiejskich i małomiasteczkowych. PSL obecnie liczy 140 tys. członków, dysponuje licznymi i doświadczonymi politycznie kadrami na szczeblu samorządowym i rządowym. Po 1989 r. kilkukrotnie było partią współrządzącą krajem. Posiada ogromne zaplecze w samorządach. Posłowie należący do Klubu Parlamentarnego PSL są najlepiej wykształceni ze wszystkich klubów VI kadencji. Poza jednym parlamentarzystą wszyscy legitymują się wyższym wykształceniem, a trzech posłów, w tym prezes Waldemar Pawlak, uzyskało tytuł doktora.
PSL dysponuje też najsilniejszymi strukturami terenowymi ze wszystkich partii politycznych. Posiada ogromny majątek i bazę lokalową. Ruch ludowy to jednak nie tylko partie polityczne, ale także znaczący ruch społeczny liczący ponad 100 organizacji społecznych, gospodarczych, kulturalnych i oświatowych, które orientowały się politycznie na system wartości reprezentowany przez ludowców. Do organizacji tych należały: kółka rolnicze, straże ogniowe, chóry, amatorskie zespoły artystyczne i teatry ludowe, ruch młodzieżowy, uniwersytety ludowe, szkolnictwo rolnicze i wiele innych. Niektórzy wypominają tej partii, że w okresie międzywojennym silny był w niej nurt lewicowy wyrażany przez PSL „Wyzwolenie”. W czasach PRL był okres ZSL i rola partii sojuszniczej w stosunku do PZPR. Po 1989 r. PSL współtworzyło rządy z postkomunistami działającymi pod szyldem SLD i uchodziło za „partię obrotową”. Podnoszona jest też sprawa słabego wynegocjowania dla polskich rolników warunków akcesji do UE w okresie, gdy wicepremierem był Jarosław Kalinowski. W tym samym czasie ze Stronnictwa odeszli na znak protestu Janusz Dobrosz, Bogdan Pęk. Gdy w 2004 r. prezesem PSL został ponownie Waldemar Pawlak, w partii nastąpił rozłam. Część działaczy: Janusz Wojciechowski, Zdzisław Podkański, Zbigniew Kuźmiuk, założyła PSL „Piast”, które politycznie współpracowało z PiS. Z drugiej strony, trzeba przyznać, że ruch ludowy ma bogatą i wielowątkową historię i może przy jej pomocy uzasadniać meandry swej polityki, także te poddawane słusznej krytyce.
Ruch ludowy w czasie swej datowanej od końca XIX wieku działalności deklarował narodowy charakter. Odwoływał się do tradycji niepodległościowych, demokratycznych i chrześcijańskich. W okresie międzywojennym – najwybitniejszy przedstawiciel tego nurtu w jego historii i człowiek olbrzymich zasług dla II Rzeczypospolitej – Wincenty Witos, był prześladowany i więziony. Zaskakująca jest niekiedy logika życia politycznego powodująca represjonowanie przez sanację człowieka, który w 1920 r. kierował Rządem Obrony Narodowej i przyczynił się do obrony państwowości polskiej zagrożonej rewolucją i najazdem bolszewickim w 1920 roku. Ruch ludowy do zamachu majowego 1926 r. odgrywał bardzo istotną rolę w życiu politycznym II RP i dwukrotnie stanowił zaplecze dla tak zwanego Chjeno-Piasta, czyli rządów stworzonych w drodze porozumienia Związku Narodowo-Ludowego, Chrześcijańskiej Demokracji – Chjeny, oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego Piast. Rządy Witosa miały ewidentnie chadecko-endecko-ludowy charakter. Były szczególnie zajadle zwalczane przez lewicę, a w środowiskach konserwatywno-narodowych do dziś są modelowym przykładem współpracy z ruchem ludowym.
Po II wojnie światowej ruch ludowy został ciężko doświadczony przez komunizm. Pomimo szerokiego poparcia społeczeństwa i środowisk katolickich, w wyniku fałszerstw w wyborach do Sejmu w 1947 r., szykan i aresztowań, PSL poniosło klęskę. Represje wobec działaczy PSL, a wśród nich liczne kary więzienia i mordy, doprowadziły do rozbicia Stronnictwa. Jego przywódca – Stanisław Mikołajczyk, zagrożony aresztowaniem, musiał wyjechać z Polski. Był to początek totalitaryzmu w Polsce trwającego przez ponad 40 lat. Od tego czasu, jak to historycy określają eufemistycznie, „ruch ludowy działał w szczególnych warunkach systemu komunistycznego. W 1949 r. zostało powołane Zjednoczone Stronnictwo Ludowe. Był to okres poszukiwań własnej drogi i miejsca dla ruchu ludowego w zaistniałej rzeczywistości, a także wielu rozczarowań, błędów”.
Podobnie jak i w innych środowiskach, był w nim obecny nurt kolaboracji, współpracy i poszukiwania kompromisu oraz nurt sprzeciwu, zwłaszcza w oparciu o depozyt ideowy i programowy przechowany w obiegu nieoficjalnym i na emigracji. Z drugiej strony, będąc przez blisko czterdzieści lat jedyną legalną strukturą dla działalności politycznej ludowców, ZSL skupiło w swych szeregach – obok ludzi niezwiązanych ideowo z ruchem ludowym, a nawet obok zupełnie przypadkowych, niejako skierowanych z zewnątrz – wielu autentycznych działaczy chłopskich, którzy w specyficznych warunkach PRL starali się w narzuconych ramach organizacyjnych bronić interesów wsi i jej mieszkańców. W czasach gomułkowskiej „małej stabilizacji” i w okresie gierkowskim w ZSL działało wielu ludzi, którzy dzięki przynależności do tego stronnictwa, albo dzięki jego rekomendacji, mogli działać na szerszą skalę w życiu publicznym, zwłaszcza w obszarze rolnictwa, leśnictwa, przemysłu rolno-spożywczego czy drzewnego.
Okrągły Stół i czerwcowe wybory 1989 r. przyspieszyły procesy rozliczeń i odnowy. 17 sierpnia 1989 r. zostało podpisane porozumienie między NSZZ „Solidarność”, ZSL i SD w sprawie utworzenia koalicji rządowej, do powstania której w znacznej mierze przyczynił się Jarosław Kaczyński. Powstał rząd Tadeusza Mazowieckiego. W listopadzie 1989 r., po 40 latach istnienia, zakończyło swoją historię Zjednoczone Stronnictwo Ludowe. 5 maja 1990 r., na Kongresie Jedności Ruchu Ludowego, powstało Polskie Stronnictwo Ludowe, które połączyło działaczy dawnego ZSL, PSL (wilanowskiego) gromadzącego działaczy PSL z lat 1945-1947 oraz innych środowisk ludowych. W oficjalnych dokumentach PSL nawiązuje do dorobku partii chłopskich okresu międzywojennego i ruchu oporu w latach okupacji hitlerowskiej. Jest także bezpośrednim kontynuatorem PSL utworzonego przez Wincentego Witosa i Stanisława Mikołajczyka w 1945 roku.
Dylematy PSL
Wyzwaniem stojącym przed obecnym kierownictwem PSL jest przyszłość tej formacji. Ludność rolnicza i polska wieś poniosły w ciągu minionych kilkunastu lat tak zwanej transformacji bodaj największe koszty przemian społeczno-gospodarczych. Zmiany związane z globalizacją i integracją europejską oraz kurczenie się sektora rolniczego stawiają pytanie o perspektywy na przyszłość dla tej partii. Poza tym coraz silnej ujawnia się tendencja do budowania w Polsce systemu dwupartyjnego, w którym nie ma miejsca na „partię branżową” typu PSL. Dlatego udział tej partii w rządzie, a poprzez to wpływ na kierunki polityki w państwie, w tym w sektorze rolnym i przetwórczo-spożywczym, zwiększa szanse na przyszłość i może ułatwić modernizację PSL i przekształcenie się w ogólnonarodową partię o obliczu ludowo-chrześcijańskim.
Grunt do takich zmian jest przygotowany. Ruch ludowy tradycyjnie odwołuje się do polskości i chrześcijaństwa. Ludowcy bronili polskiego interesu narodowego, nie odrzucając współżycia z sąsiadami. Rolnicy z dziada pradziada są przywiązani do Kościoła katolickiego i większość polskiego duchowieństwa wywodzi się z rodzin rolniczych. Polska wieś jest ostoją wiary i mimo procesów modernizacyjnych nadal w znacznie mniejszym stopniu niż ludność w dużych miastach ulega laicyzacji. O związkach pracy rolnika z wiarą wielokrotnie i dobitnie mówili Prymas Tysiąclecia i Jan Paweł II. Podczas historycznego głosowania 13 kwietnia 2007 r. o godzinie 16.32 nad zmianą Konstytucji i uzupełnieniem art. 38 ustawy zasadniczej o słowa „od momentu poczęcia do naturalnej śmierci” Waldemar Pawlak głosował „za”, podobnie jak 72 proc. posłów PSL. Donald Tusk głosował „przeciw”, a Jarosław Kaczyński „wstrzymał się”, co de facto również było głosem przeciw tej zmianie w Konstytucji, tyle że zmiękczonym. Jeżeli obecne kierownictwo Stronnictwa będzie umacniało chrześcijańskie korzenie PSL poprzez pracę formacyjną ze swoimi działaczami, choćby w zakresie społecznej nauki Kościoła, i otwierało się na środowiska katolickie oraz w swej działalności dawało świadectwo chrześcijańskiej inspiracji, to będzie budowało swą wiarygodność jako formacja o obliczu chrześcijańsko-demokratycznym. Być może ta wiarygodność zainteresuje nie tyle obecny chadecki establishment unijny, ile chrześcijańskie wspólnoty religijne i ich kierownictwo. Nierozsądne „unowocześnienie” i „europeizacja” PSL oznaczałyby dla tej partii utratę elektoratu.
Kolejną szansą na drodze do przekształcenia PSL w ugrupowanie ogólnonarodowe jest struktura społeczna. Mimo urbanizacji na terenach wiejskich mieszka 15 milionów Polaków, czyli prawie 40 proc. mieszkańców Polski, a większość naszych rodaków wywodzi swe korzenie ze wsi. Utrzymywane są żywe więzi między mieszkańcami miast i wsi. PSL w swoich dokumentach programowych postuluje działania na rzecz tworzenia równych szans życiowych dla ludzi żyjących w miastach i na wsi oraz nawołuje do solidaryzmu społecznego. PSL zdecydowanie odwołuje się do nowoczesnego neoagraryzmu, w którym jest uwzględniona potrzeba przewartościowania roli warstwy chłopskiej i dostosowania form życia społeczno-gospodarczego do wymogów rewolucji naukowo-technicznej. Neoagraryzm nawiązuje do nauki społecznej Kościoła i postuluje zasadę pomocniczości, prymat pracy przed kapitałem, odrzucenie monetaryzmu i neoliberalizmu oraz dążenie do systemu regulowanej gospodarki wolnorynkowej.
Wyzwaniem dla PSL jest przyszłość rolnictwa, co ma doniosłe znaczenie dla przyszłości Polski. Tymczasem, według socjologa wsi dr Barbary Fedyszak-Radziejowskiej, wieś ma problemy. Problemem jest niski poziom dochodów większości polskich rolników, jawne oraz „ukryte” w gospodarstwach rolnych bezrobocie; ubóstwo polskiej wsi i związany z nim gorszy niż w mieście poziom wykształcenia jej mieszkańców; brak pozarolniczych miejsc pracy na obszarach wiejskich oraz słabe powiązanie producentów z przetwórczym przemysłem rolno-spożywczym i organizujący się dopiero rynek zbytu. Skalę tych problemów łatwiej zrozumieć, gdy sobie uświadomimy, że obszary wiejskie to ponad 90 proc. terytorium naszego kraju, a ich mieszkańcy stanowią prawie 2/5 całego społeczeństwa.
Dla porównania w krajach Unii Europejskiej ludność mieszkająca na wsi stanowi średnio 21 proc. ogółu. Wspólna Polityka Rolna – która absorbuje corocznie prawie połowę budżetu Unii Europejskiej – ukierunkowana jest na gwarancję poziomu dochodów rolniczych oraz na zmianę struktury agrarnej i uprzemysłowienie rolnictwa. Ta polityka – o ile byłaby konsekwentnie realizowana w Polsce – oznacza doprowadzenie do likwidacji większości gospodarstw rodzinnych na rzecz powstania dużych zakładów rolnych przejmujących ziemię o powierzchni setek hektarów i dzierżawionych bądź uprawianych przez pracowników najemnych. Już obecnie w Unii Europejskiej średnio 50 proc. ziemi uprawianej przez rolników do nich nie należy. We Francji aż 80 proc. ziemi nie jest własnością pracujących na niej rolników.
Sprawą o zasadniczym znaczeniu jest zatem racjonalne i korzystne dla naszych rolników i dla naszego kraju rozwiązanie problemów wsi, w tym struktury agrarnej. W myśl art. 23 Konstytucji podstawą ustroju rolnego w Polsce jest gospodarstwo rodzinne, którego areał w ustawie o kształtowaniu ustroju rolnego został określony do 300 hektarów. Należy przenieść akcenty wsparcia ekonomicznego z gospodarstw wielkotowarowych, ponad 300-hektarowych, na gospodarstwa rodzinne, którym trzeba zwiększyć zdolność inwestycyjną poprzez proeksportową politykę rolną. Według programu PSL, niezbędne jest zachęcenie rodzin wiejskich do podjęcia programów modernizacji swych gospodarstw, poprzez instrument poręczenia pożyczek zaciąganych na ten cel, utrzymanie preferencyjnego oprocentowania kredytów na zakup ziemi, a także wspieranie kredytem zakupu maszyn, urządzeń rolnych, obiektów budowlanych, zaopatrzenia w wodę, wykorzystania źródeł energii czy nasadzenia drzew i krzewów. Sensowne wydaje się wsparcie publiczne dla funduszy pożyczkowych w każdym powiecie.
Polskie rolnictwo ze względów ekonomicznych nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału i mocy produkcyjnych. Produkcja jest niższa niż popyt, a niedobór oznacza import. Kwestią o podstawowym znaczeniu jest prowadzenie takiej polityki, by zapewnić naszemu krajowi samowystarczalność żywnościową. Warto podkreślić, że Polska ma znacznie bardziej naturalne rolnictwo niż inne kraje Unii Europejskiej, co stwarza szanse na produkcję przez gospodarstwa rodzinne zdrowej, ekologicznej żywności, która znajdzie zbyt na rynkach Unii Europejskiej. Rozwiązywanie problemów polskiego rolnictwa i jego modernizowanie jest wielkim zadaniem, które – jeżeli się powiedzie – otworzy przed PSL znakomite perspektywy na przyszłość.
PO i PSL: między igrzyskami a dobrym rządzeniem
Znana jest anegdota opowiadana przy okazji zmian rządu. Stary premier udziela rad nowemu. Daje mu trzy zapieczętowane koperty i mówi: „Gdy po okresie miodowym pojawią się pierwsze poważne problemy, otwórz pierwszą kopertę, gdy pojawią się następne – otwórz drugą kopertę, a gdy kolejne – otwórz ostatnią”. Po pół roku funkcjonowania nowego rządu pojawiają się napięcia, premier wyciąga z sejfu pierwszą kopertę, otwiera i czyta: „Zwal wszystko na poprzedników”. I tak właśnie robi, zyskując na czasie w nadziei, że będzie lepiej. Mija jakiś czas i pojawiają się następne poważne kłopoty. Wyciąga z sejfu drugą kopertę, otwiera i czyta: „Zaproponuj reformy”. Pomysł się podoba i faktycznie rząd ogłasza reformy. Odbywa się wielka publiczna debata, parlament pracuje dniami i nocami i uchwala potrzebne ustawy. Lecz po miesiącach względnego spokoju pojawia się niezadowolenie i wybucha ogromny kryzys. Premier sięga po ostatnią kopertę, otwiera. Wypada z niej kartka z zaleceniem: „Przygotuj trzy koperty dla twojego następcy”.
Anegdota ma wymiar uniwersalny. Platformę poparło 41 proc. wyborców. Liderzy tej partii doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to olbrzymie poparcie nie jest wynikiem aż tak masowego entuzjazmu wobec PO, ale efektem tego, że wybory miały charakter plebiscytu. Obywatele głosowali „za” PiS lub „przeciw” PiS. Bardzo wielu wyborców, którym nie podobał się styl sprawowania władzy przez rząd Jarosława Kaczyńskiego, uznało PO za jedyne realne antidotum i niejako warunkowo głosowało na Platformę. Dlatego, jeżeli PO nie chce stracić tych wyborców, będzie musiało dobrze rządzić, ale to nie jest łatwe i może się nie udać. Poza tym dobre rządzenie musi oznaczać modernizację kraju, a to zawsze wiąże się z kosztami i niepopularnymi decyzjami. Nowy rząd może więc sięgnąć po sprawdzony mechanizm „igrzysk dla ludu” i ostro rozliczać rządzących Polską w latach 2005-2007. Na przykład poprzez różne „białe księgi” czy „raporty otwarcia”, przy pomocy sejmowych komisji śledczych, jak również poprzez różne „przecieki” do mediów. Jeżeli ta akcja ma być socjotechnicznie skuteczna, to musi też obnażać instrumentalizację słusznych haseł, takich jak walka z korupcją, realizowanych przy pomocy metod niemoralnych i zasady, że „cel uświęca środki”. Nurt rozliczeniowy nie pozostanie bez odpowiedzi ze strony PiS.
Odrębną kwestią jest profil ideowy i programowy PO. Wobec nurtu rozliczeniowego w PiS i pojawiającej się ostatnio tendencji zawężania tej partii do dawnego PC, Platforma, jeżeli chce być największą formacją centroprawicową, musi zabiegać o budowanie silnej frakcji konserwatywnej i chadeckiej. Jest to niezbędne, by neutralizować liberalny wizerunek PO i jednocześnie by marginalizować PiS. Musi zatem otworzyć się na te środowiska, już zresztą obecne w PO, i zmienić wizerunek przywództwa kojarzonego z dawnym KLD. Platforma będzie też wspierała inicjatywy prawicowe wyodrębniające się z PiS. Dryf „w prawo” z kolei wzmocni LiD, który coraz bardziej będzie się przedstawiał jako formacja centrolewicowa, a nawet „konsekwentnie lewicowa” w duchu Sławomira Sierakowskiego. Jeżeli jednak PO obierze mniej wyrafinowany kurs, to i tak będzie traciła centrolewicowego wyborcę, a poza tym po osłabieniu PiS, które z formacji o ambicjach centroprawicowych zmierza w stronę radykalno-populistyczną, wytworzy się próżnia, która zostanie wypełniona. Pojawią się inicjatywy stworzenia nowego ugrupowania o obliczu konserwatywno-narodowym, a więc wyraziście broniącego tradycyjnych wartości, praw naturalnej rodziny i interesu narodowego oraz racjonalnie wolnorynkowego, które ma szanse odwoływania się do dużego elektoratu. Na razie trudno ocenić, w jakim stopniu może tę niszę wypełnić PSL. Należy pamiętać, że nieunikniona jest mimo niechęci największych graczy ogólnonarodowa debata i być może również referendum w sprawie ratyfikacji traktatu reformującego UE, czyli de facto konstytucji europejskiej. Nie sposób wykluczyć, że wydarzenia te wyłonią nowy byt polityczny.
Trudnym orzechem do zgryzienia dla koalicji będą wybory prezydenckie za trzy lata. Donald Tusk prawdopodobnie zamierza w nich startować, co stawia pod znakiem zapytania stabilność rządu przez całą kadencję – do 2011 roku. Kampania prezydencka ma swoją logikę, która powoduje, że wszystkie znaczące siły polityczne czują się zobligowane do wystawienia swojego kandydata. Kandydaci muszą między sobą rywalizować. Będą również między sobą rywalizować obie partie koalicyjne, których współpraca przecież nie jest zadekretowana raz na zawsze. Misja rządowa premiera Tuska może być zatem podporządkowana celom kampanii prezydenckiej, a to może oznaczać doraźność rządzenia i socjotechniczne fajerwerki obliczone na sprzedawanie opinii publicznej wirtualnych sukcesów. Tym bardziej że nowy premier bardzo wiele już obiecał w ostatniej kampanii, a spełnienie tych obietnic jest niezwykle trudne.
Z drugiej strony, nowy rząd znajduje się jeszcze w dogodnej sytuacji. Gospodarka jest na razie rozpędzona, a kraj jest na ścieżce wzrostu z wysokim PKB. Donald Tusk, jeśli pesymistyczne prognozy związane z kryzysem na rynku finansowym nie zrealizują się, może próbować przypisać sobie sukces, który przełoży się na zadowolenie Polaków. Najgorsze sprawy zostały już załatwione, ustawy uchwalone, ścieżki dopływu funduszy z Unii Europejskiej jako tako udrożnione. Wyrzeczenia i wysiłki zaczną przynosić w najbliższych latach wymierne efekty w postaci podnoszenia się poziomu zamożności Polaków, szybkiej poprawy infrastruktury, rozwoju tańszego budownictwa mieszkaniowego, podnoszenia jakości edukacji, poprawy bezpieczeństwa, ograniczenia korupcji i innych pozytywnych zmian.
Jak będzie rządziła Polską nowa koalicja? Czy podejmie gigantyczny trud modernizacji kraju i przygotowania go do wyzwań związanych z globalizacją i integracją europejską, czy ograniczy się do horyzontu bieżącej kadencji i administrowania krajem? W takim scenariuszu „igrzyskami” dla ludu będą przygotowania do mistrzostw Euro 2012. Dla przetrwania PSL krytyczne może się też okazać niezależne stanowisko wobec nieuzasadnionych oczekiwań naszych sąsiadów. Zachowanie politycznej roli tej partii przy umiejętnym balansie w relacjach ponadnarodowych jest warunkiem funkcjonowania i aktywności gospodarczej znacznej części wiejskich elit. Ważą się losy Polski i trwa bitwa o nasze miejsce we wspólnocie międzynarodowej. Od jakości najbliższych rządów będzie bezpośrednio zależało, czy wybijemy się na pozycję na miarę naszych aspiracji i możliwości, czy zostaniemy zepchnięci do roli podwykonawców, rynku zbytu gorszych towarów, zaplecza tańszej siły roboczej i staniemy się peryferyjną prowincją państwa europejskiego.
Sukces w dzisiejszym świecie polega na tym, aby umiejętnie łączyć tradycję z nowoczesnością i korzystać z tak zwanej renty opóźnienia, co polega na ominięciu tych etapów, które w krajach rozwiniętych się nie sprawdziły i od razu wejścia w najnowsze technologie. Trzeba zakasać rękawy i podjąć ogromny wysiłek. Na tym polega dzisiejszy patriotyzm, aby twórczo adaptować dziedzictwo i tożsamość narodową do wyzwań współczesności. Żyjemy w rzeczywistości, która nieustannie się zmienia. Jeżeli uważamy, że jest to nie do przyjęcia i nie potrafimy się odpowiednio dostosować do nowych warunków, by je wykorzystywać na własną korzyść, to znaczy, że tracimy zdolność uczestniczenia w głównym nurcie wydarzeń. Tym samym oddalamy od siebie perspektywę, by Polska – wierna swemu dziedzictwu – miała zdolność do odgrywania podmiotowej roli na arenie międzynarodowej.
