Nie mamy planu awaryjnego
Z Markiem Sawickim, posłem Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL), rozmawia Jacek Dytkowski
Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald Tusk zostanie premierem?
– Myślę, że tak. Nie widzę tutaj żadnych zagrożeń. Rzeczą jakby naturalną jest, aby tekę premiera objął lider ugrupowania, które wygrało wybory parlamentarne i uzyskało najlepszy wynik. Jest to pewna tradycja demokratyczna, oczywiście nie zawsze dotrzymywana, ale najczęściej tak się postępuje.
Ale zgodnie z Konstytucją prezydent Lech Kaczyński nie ma obowiązku desygnować Donalda Tuska na premiera.
– Nie ma obowiązku, ale z pewnością nie będzie tutaj robił jakichś utrudnień dla większości parlamentarnej, bo byłoby to nie do końca zrozumiałe.
Koalicja przygotowała jakiś plan awaryjny?
– Nie ma takiej potrzeby. Ewentualnie przeprowadzi się w Sejmie procedurę związaną z kandydatem pana prezydenta i cała sprawa wróci ponownie, z tym że opóźniona o cztery tygodnie.
Pojawiają się opinie, że Sejm powinien powołać nowe komisje śledcze, m.in. w sprawie śmierci posłanki Barbary Blidy. Czy PSL poprze te plany?
– Nie jesteśmy zwolennikami rozliczeń. Uważamy, że jest wiele ważniejszych spraw. Ale jeśli ze strony innych klubów parlamentarnych będą takie wnioski padały, to z pewnością je poprzemy. Myślę, że najważniejszą sprawą jest wyjaśnienie prawomocności działania Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) w przypadku akcji w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi (MRiRW) oraz pani Beaty Sawickiej. Sprawa posłanki Blidy dotyczy bowiem kwestii technicznego wykonania pewnych czynności służbowych i nie sądzę, by mogli to wyjaśnić politycy. Cały czas mamy nadzieję, że zanim powstaną komisje śledcze, sprawy te zamkną i wyjaśnią uprawnione w tym względzie organy, a więc prokuratura.
Jakie jest stanowisko PSL wobec ewentualnego powołania Radosława Sikorskiego na ministra spraw zagranicznych?
– Nie można mówić o stanowisku partii wobec konkretnej osoby, kiedy nie znamy zarzutów, które stawia panu Radosławowi Sikorskiemu pan prezydent oraz premier Jarosław Kaczyński. Warto podkreślić, że pan premier oraz pan prezydent wcześniej obaj powoływali go do rządu i jestem przekonany, iż o tych ewentualnych przeszkodach nic nie wiedzieli. Jeżeli natomiast wiedzieli – wtedy ich to dyskwalifikuje. Jeśli bowiem były im znane okoliczności niepozwalające powołać pana Sikorskiego na ministra, czy to wcześniej obrony narodowej lub teraz – spraw zagranicznych, powstaje pytanie: dlaczego znalazł się on w rządzie premiera Jarosława Kaczyńskiego? Jeżeli natomiast okoliczności te powstały później lub zostały w późniejszym okresie ujawnione, wtedy też dobrze byśmy o nich wiedzieli. W każdym razie, dopóki nie poznamy tych okoliczności – samo słowo, że „istnieją” – nie wystarczy.
Mówi się już o „rezerwowych” kandydatach do tego resortu? Wymienia się m.in. byłego premiera Jerzego Buzka, szefa komisji spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego Jacka Saryusza-Wolskiego i obecną ambasador RP w Londynie, Barbarę Tuge-Erecińską…
– Powiem szczerze, że jeszcze tego w gremiach kierowniczych PSL nie podnosiliśmy. Podejrzewam, że w pewnej rozmowie z panem Tuskiem było brane to pod uwagę. Wiemy natomiast, że jeszcze nie dla wszystkich resortów wytypowano kandydatów. Stąd też, mamy w dalszym ciągu czas. Jeśli nawet dzisiaj pan prezydent desygnuje pana Tuska na premiera, wtedy mamy jeszcze dwa tygodnie, by uzgodnić te sprawy i wyłonić tych kandydatów.
Na marszałka Senatu wybrano senatora Bogdana Borusewicza, a na wicemarszałków Krystynę Bochenek i Marka Ziółkowskiego z Platformy Obywatelskiej. PSL odpowiada taka sytuacja w Senacie, gdy wszystkie stanowiska marszałkowskie obsadzone są przez przedstawicieli jednego ugrupowania?
– Proszę sprawdzić, jak było w Senacie poprzedniej kadencji, bo tam też był problem z powołaniem marszałka z PO. Jestem przekonany, że wcześniej czy później będzie wybrany również wicemarszałek z Prawa i Sprawiedliwości (PiS). Pozostaje tylko kwestia kolejnych głosowań.
Senator Zbigniew Romaszewski określił tę sytuację jako „gigantyczne partyjniactwo”…
– Za dużo słów. W ciągu dwóch lat było zbyt wiele agresji i wzajemnych ataków. Widziano tylko kolory czarne i białe, a życie jest o wiele bardziej szare – można by tak powiedzieć. Myślę, że trzeba więcej woli do porozumienia, aby także te kwestie przezwyciężyć. Gdzieś są jakieś wzajemne „zacięcia” między senatorem Romaszewskim a większością senacką. Nie chcę nikomu wskazywać kandydatów, bo to jest niegrzeczne i niepotrzebne. Myślę natomiast, że podgrzewanie tej atmosfery konfliktu i niechęci jest zupełnie zbędne. Wybory się skończyły, można by przejść do tego już w sposób otwarty, sygnalizujący współpracę, a nie ciągłego szukania: „tych nazwijmy partyjniakami, tamtych funkcjonariuszami, a jeszcze innych jakimiś tam historykami”. Z tego wywodzi się ten ciągły konflikt, zupełnie niepotrzebny. Za dużo złych, ostrych słów w polityce.
