Kiedy mięso podrożeje?

Hodowcy trzody chlewnej zapowiadają kolejne protesty

Niewykluczone, że już niedługo wybuchną kolejne protesty rolników przeciwko niskim cenom skupu żywca wieprzowego. Rok temu hodowcom trzody płacono za mięso mniej więcej tyle samo co teraz, ale w tym czasie o prawie połowę wzrosły ceny pasz. Niestety, nawet spadek pogłowia zwierząt nie przyczynił się do podniesienia taryf przez zakłady mięsne. Dlatego rolnicy są zdesperowani, zwłaszcza ci, którzy prowadzą specjalistyczne gospodarstwa, gdyż nie mają innej możliwości zarobku.

Desperacja rolników jest zrozumiała, skoro od początku października spadają ceny skupu podstawowych gatunków żywca wieprzowego. A przecież we wrześniu nie należały one do przesadnie wysokich, skoro za kilogram mięsa płacono przeciętnie najwyżej nieco ponad 4 złote. Teraz, jak wynika z danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, za żywiec wieprzowy rolnicy dostają średnio 3,57 złotych. Tylko przez tydzień, od poprzednich notowań, ceny skupu spadły o ponad 4 procent. W porównaniu do września wieprzowina jest tańsza o około 15 procent. Nawet w październiku 2006 r. ubojnie płaciły rolnikom o kilkanaście groszy więcej za kilogram żywca.

Jeśli popatrzymy natomiast na ceny w ujęciu regionalnym, to okaże się, że trzoda chlewna jest najtańsza w makroregionie zachodnim, który obejmuje województwa dolnośląskie, lubuskie, opolskie i wielkopolskie. Tutaj rolnicy dostają średnio 3,51 zł za kilogram mięsa. Z kolei w makroregionie południowo-wschodnim (województwa: lubelskie, małopolskie, podkarpackie, śląskie i świętokrzyskie) ceny są najwyższe – 3,63 złotych.

Ale właśnie w zachodniej Polsce koncentruje się produkcja wieprzowiny, tutaj jest najwięcej dużych, specjalistycznych gospodarstw, nastawionych tylko na produkcję mięsa. I właśnie te specjalistyczne gospodarstwa najbardziej odczuwają skutki dołka cenowego na rynku mięsnym.

– Rolnik, który prowadzi gospodarstwo mieszane, może uzyskiwać dobry zarobek np. ze sprzedaży zboża i jemu „świński dołek” aż tak bardzo nie doskwiera. Jeśli jednak ktoś ma dużą chlewnię i całe gospodarstwo jest nastawione tylko na taką produkcję, nie ma skąd pokryć strat, jakie ponosi na sprzedaży mięsa – tłumaczy Wiktor Sztuka, doradca rolny. – Frustracja tych rolników jest największa i hodowcy trzody z zachodniej części kraju zawsze najgłośniej protestują przeciwko niskim cenom – dodaje.

Będą protesty

Nic więc dziwnego, że związki rolnicze już zapowiadają rozpoczęcie kolejnej fali protestów. Nieoficjalnie hodowcy trzody przyznają, że dobrym momentem do rozpoczęcia akcji mogłoby być powołanie nowego rządu. – Stary już nic nie może zrobić. Natomiast nowy minister rolnictwa powinien od razu wziąć się za rozwiązanie naszych problemów – usłyszeliśmy od jednego z rolników, który jest zwolennikiem przeprowadzenia ostrej akcji protestacyjnej, łącznie z blokadą dróg i zakładów mięsnych. Nastroje innych hodowców są podobne.

Frustracja rolników bierze się stąd, że trudna sytuacja na rynku trwa od wielu miesięcy i dotychczasowe próby jej złagodzenia dawały tylko krótkotrwały efekt. Przez ostatni rok rzadko kiedy cena skupu sięgała 4,30-4,40 zł, zazwyczaj wynosiła mniej niż 4 złote. W dodatku są odnotowywane sytuacje, gdy części hodowców proponuje się obecnie ceny ledwie przekraczające 3 zł za kilogram.

Tymczasem rolnicy twierdzą, że poziom opłacalności dla produkcji żywca stanowi teraz średnia cena około 5 zł za kilogram mięsa w skupie, która i tak nie gwarantuje dużego zarobku. Rolnicy są także poirytowani tym, iż na nasz rynek trafia mięso z innych krajów, które jest u nas sprzedawane po dumpingowych cenach. W ten sposób zakłady mięsne nie są skutecznie naciskane, by podnieść ceny zakupu mięsa od rodzimych producentów.

Próby ratunku

Pewną formą wsparcia dla sektora trzody chlewnej ma być uruchomienie przez Komisję Europejską dopłat do przechowywania półtusz wieprzowych, a także ich części przez okres od 3 do 5 miesięcy. Ma to pozwolić na przetrzymanie nadwyżek mięsa i spowodowanie wzrostu cen skupu. Wnioski o dopłaty można składać od poniedziałku.

Polska uważa, że te działania KE są i tak niewystarczające, choć do tej pory Komisja w ogóle nie chciała prowadzić żadnej interwencji na rynku wieprzowiny. Do działań zmusiła ją jednak trudna sytuacja nie tylko polskich rolników, ale także tych z Europy Zachodniej. Nasze ministerstwo rolnictwa proponuje wprowadzenie subsydiów eksportowych, ponieważ dzięki zwiększeniu eksportu, wzrosłoby zapotrzebowanie zakładów mięsnych na surowiec. A wówczas jego cena musiałaby pójść do góry. Na 17 państw, które brały udział w dyskusji o rynku mięsnym, aż 14 popiera nasz postulat. To daje nadzieję na przeforsowanie subsydiów. Czy to jednak uspokoi nastroje rolników? Wątpliwe, bo nawet jeśli KE uruchomi instrumenty poparcia dla sektora, to ich pozytywny wpływ będzie widoczny być może dopiero po kilku miesiącach.

Krzysztof Losz

drukuj