O odpowiedzialności lekarza ginekologa położnika
Lekarz na pierwszym miejscu powołany jest do tego, aby być człowiekiem. Chodzi o dojrzałe, piękne człowieczeństwo wyrażające się w odpowiedzialności za własne czyny, a także za drugiego człowieka. Wśród wszystkich lekarskich specjalności ginekolog i położnik obdarzeni są wyjątkową misją, gdyż w sposób szczególny dotykają tajemnicy początków życia człowieka. Jakich szczególnych kompetencji wymaga właśnie ta lekarska misja? W odpowiedzi można odwołać się do słów z Księgi Wyjścia: „Zdejmij sandały z nóg, bo miejsce na którym stoisz, jest święte!” (Wj 3, 5).
Ksiądz kardynał Stefan Wyszyński mówił do lekarzy: „W szeregu powołań, które najbardziej zbliżone są do Ojcostwa Bożego, do tego ojcostwa, które znać na niebie i na ziemi, najbardziej zbliżone jest powołanie rodziców, powołanie kapłanów, powołanie nauczycieli i wychowawców, oraz powołanie lekarzy. (…)
Szczytnym zadaniem [lekarza] jest stać na straży życia, które od Ojca pochodzi, którego nikt sam sobie nie bierze, które jest największym prawem i światłością człowieka” (por. Stefan kardynał Wyszyński, „W imię miłości Ojczyzny w obronie życia Polaków. Do lekarzy Stolicy”, Warszawa, kościół Sióstr Wizytek, 15 marca 1964 r.).
Jak stwierdził prof. Władysław Szejnach, lekarz – to człowiek odpowiedzialny za życie i zdrowie drugiego człowieka. W przysiędze Hipokratesa, którą do niedawna składały wszystkie pokolenia absolwentów medycyny, dostrzega się „prawdę wieczną (…) mającą znaczenie po wszystkie czasy i we wszystkich warunkach życiowych. (…) W tej przysiędze widzieć można syntezę wielkich cywilizacji świata starożytnego” (cyt. za St. Olejnik, „Etyka lekarska”, 1994, s. 51, 57). Dziś nazwalibyśmy ją Deklaracją Praw i Obowiązków Lekarza!
Spisując normy etyki lekarskiej, Hipokrates zakładał odpowiednią moralną postawę adeptów stanu lekarskiego, cenionego wysoko w społeczeństwie. Łączył w przysiędze istotne dla lekarskiego powołania i zawodu obowiązki i prawa. Filarami przysięgi są słowa: „Nikomu, nawet na żądanie, nie dam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka poronnego” (por. dz. cyt., s. 56).
Przysięgę Hipokratesa nie tylko respektowały, ale miały ją jakby wyrytą w umyśle i sercu całe pokolenia wspaniałych lekarzy, pełnych poświęcenia w trosce o człowieka chorego i cierpiącego. Wiedzieli, że to właśnie im, lekarzom, została zawierzona służba życiu, obrona i pomoc niesiona najsłabszym i najbiedniejszym, niezależnie od okoliczności, w jakich się znajdują. Niewątpliwie, zdarzały się odstępstwa, ale ich ujawnienie powodowało zdecydowaną dezaprobatę silnego moralnie stanu lekarskiego, społeczeństwa i prawa (por. M. Wójcik, „Lekarz – sługa życia czy śmierci? Rozważania z pogranicza etyki i medycyny”, w: „Medycyna i Prawo: za czy przeciw życiu?”, Lublin 1999, s. 150-157).
W tezach zaczerpniętych z pism hipokratyków widziano podkreślenie wzniosłości zawodu lekarskiego, wynoszącej ten zawód ponad inne (por. B. Skarżyński, „Przedmowa”, w: Wł. Biegański, „Myśli i aforyzmy o etyce lekarskiej”, Warszawa 1957, s. 4).
Podstawowe kompetencje lekarza
Od lekarza oczekuje się zawodowej kompetencji i odpowiednich sprawności. I słusznie. Jednak pierwszą „sprawnością” konieczną w lekarskiej pracy jest dojrzałe, piękne człowieczeństwo. Nie jest tak, że z jednej strony jest sprawny fachowiec, a z drugiej „jednostka chorobowa” czy co najwyżej – odbiorca specjalistycznej usługi. To „Człowieka spotyka człowiek!” – podkreślał w homilii do pracowników służby zdrowia ks. abp K. Majdański – organizator w 1956 r. duszpasterstwa lecznictwa w Polsce.
Lekarz więc na pierwszym miejscu jest powołany do tego, aby być człowiekiem. Tutaj mieści się postawa odpowiedzialności. Chodzi o odpowiedzialność za swoje czyny, a także o odpowiedzialność za drugiego człowieka.
Wiele mówi się obecnie o działaniu zgodnie z własnym sumieniem, i słusznie, ale trzeba pamiętać, że sumienie musi być najpierw prawidłowo wychowane, żeby było prawe. Obwarowuje się jednak tę klauzulę sumienia, tak że nie wszyscy mają prawo do jej respektowania. Myślę tu o dyrektorach, kierownikach placówek medycznych, którzy w imię obowiązującego prawa są zobligowani do zapewnienia możliwości tzw. aborcji, czyli zabicia człowieka – jeżeli szeregowy lekarz tego nie dokona, powołując się na klauzulę sumienia. A Jan Paweł II naucza w „Evangelium vitae”: „Życie ludzkie jest święte, ponieważ od samego początku domaga się „stwórczego działania Boga” i pozostaje na zawsze w specjalnym odniesieniu do Stwórcy, jedynego swego celu. Sam Bóg jest Panem życia, od jego początku aż do końca. Nikt, w żadnej sytuacji, nie może rościć sobie prawa do bezpośredniego zniszczenia niewinnej istoty ludzkiej” (n. 53). I dalej: „Życie zostaje powierzone człowiekowi jako skarb, którego nie wolno mu roztrwonić i jako talent do wykorzystania. Człowiek musi się z niego rozliczyć przed swoim Panem (por. Mt 25, 14-30; Łk 19, 12-27). (…) Człowiek nie jest absolutnym władcą i samowolnym sędzią rzeczy, a tym bardziej życia, ale jest „sługą planu ustalonego przez Stwórcę” – i na tym polega jego niezrównana wielkość” (n. 52). W „Christifideles laici” czytamy: „Nienaruszalność osoby, będąca odbiciem absolutnej nienaruszalności samego Boga, znajduje swoje pełne i podstawowe wyrażenie w nienaruszalności życia ludzkiego” (n. 38). Natomiast w Przemówieniu do Papieskiej Akademii Nauk z 21 października 1985 r. Jan Paweł II powiedział: „Uczeni i lekarze nie mogą uważać się za panów życia, ale za ekspertów i wielkoduszne sługi”.
Właśnie z tego powodu wiedza powinna być sprzymierzona z mądrością, gdyż wiedza i technika są ekspansywne i z dnia na dzień przesuwają swoje granice. Dlatego mądrość i sumienie wyznaczają im nieprzekraczalne granice tego, co ludzkie. – Tak naucza Sobór Watykański II w konstytucji „Gaudium et spes”.
I znowu wracam do „Evangelium vitae”: „Człowiek nie jest panem śmierci, tak jak nie jest panem życia; w życiu i w śmierci musi zawierzyć się Woli Najwyższego” (n. 46).
Dziś nie ma już wątpliwości, że życie człowieka zaczyna się w momencie poczęcia. Nauka potwierdziła wpisany w sumienie człowieka szacunek dla każdego życia ludzkiego. Mocarstwa, chociaż szczycą się swoją potęgą, nie uwzględniają tego oczywistego faktu, który powinien decydować o całym ustawodawstwie. Ono powinno bronić prawa naturalnego wpisanego w świadomość człowieka. Prawa, które nie odnoszą się do prawa naturalnego, nie powinny być uznane za prawo, ponieważ jest to raczej siła niszcząca poprzez zniszczenie sumienia, co doprowadza całe narody do podporządkowania się cywilizacji śmierci.
Prawo państwowe musi pomagać w kształtowaniu prawych sumień, inaczej jest czynnikiem deprawacji, która traktuje człowieka jedynie w perspektywie jego użyteczności. A życie każdego człowieka jest wartością nadrzędną! Człowiek nie jest istotą, którą można dobrowolnie rozporządzać i ją urzeczowić.
W medycynie każda interwencja na ludzkim ciele „nie dotyczy tylko tkanek, narządów i ich funkcji, lecz angażuje na różnych poziomach samą osobę” („Donum vitae”, n. 74).
Za Katechizmem Kościoła Katolickiego trzeba przypomnieć: „Jedność ciała i duszy jest tak głęboka, że można uważać duszę za „formę” ciała; oznacza to, że dzięki duszy duchowej ciało utworzone z materii jest ciałem żywym i ludzkim; duch i materia w człowieku nie są dwiema połączonymi naturami, ale ich zjednoczenie tworzy jedną naturę” (n. 365). A w „Evangelium vitae” czytamy: „Człowiek – powołany, aby być płodnym i rozmnażać się, by czynić sobie ziemię poddaną i panować nad wszystkimi istotami niższymi od niego (Rdz 1, 28) – jest królem i panem nie tylko rzeczy, ale także i przede wszystkim samego siebie, a w pewnym sensie życia, które zostało mu dane, i które może przekazywać przez dzieło rodzenia, wypełniane w miłości i z poszanowaniem dla zamysłu Bożego” (n. 52).
Specjalna misja
Wśród wszystkich lekarskich specjalności ginekolog i położnik obdarzeni są wyjątkową misją, gdyż w sposób szczególny dotykają tajemnicy początków życia człowieka. Jakich szczególnych kompetencji wymaga właśnie ta lekarska misja? W odpowiedzi można odwołać się do słów z Księgi Wyjścia: „Zdejmij sandały z nóg, bo miejsce, na którym stoisz, jest święte”! (Wj 3, 5).
Specyfika lekarza ginekologa, który leczy funkcje narządów rozrodczych, przecież nie oderwanych od całości organizmu, nabiera specyficznego dramatu, gdy zamiast leczyć, decyduje o niszczeniu funkcji narządów, które ma usprawnić. Jak określić wówczas odpowiedzialność powołania lekarskiego? To wtedy rozpoczyna się przecież dramat, który dotyka nie tylko pacjentkę, ale i lekarza, który jest świadomy wszystkich, często odległych w czasie, cierpień kobiety, jej małżeństwa i rodziny. Ona może nie być świadoma okaleczenia, a lekarz powinien, a nawet musi.
Położnik wchodzi z misją w bardzo ważną i delikatną relację małżonków, by towarzyszyć im jako miłośnik życia, służąc poprzez przygotowanie zawodowe i własną miłość do życia!
Konieczna wydaje się tu prośba, by lekarze tej specjalności zechcieli w swoich kontaktach z kobietą brzemienną okazać jej radość z tego, że się człowiek ma narodzić, bez choćby cienia zachęty do zabicia go. A jakże często przy wejściu do gabinetu jest ona pytana: „To co, czy rodzimy?”.
Wszystkim położnikom zadedykowałabym książkę wydaną w 1986 r. w Instytucie Wydawniczym PAX, pt. „Narodziny bez przemocy”, autorstwa Frédéricka Leboyera, w tłumaczeniu Adama Szymanowskiego.
Zawiera ona nieocenione rady dla położnika, który dzięki swoim kompetencjom ma szansę być towarzyszem ujarzmiającym strach kobiety, a czasem i męża, poprzez swoją subtelną miłość pełną pokoju i szczęścia, że uczestniczy w wielkim misterium cudu życia, a także poprzez organizację porodu, w której dominuje przyciemnione światło oraz atmosfera ciszy i skupienia.
Książka zawiera także wiele cennych rad dla matki oraz piękną konkluzję: „Gdybyż kobiety potrafiły rozumieć i czuć: „Jestem jego matką”, nie zaś: „To jest moje dziecko”” (s. 43).
Trzeba tu też wspomnieć o diagnostyce przedporodowej (por. Karta Pracowników Służby Zdrowia, Watykan 1995, s. 59-61). Ujawnia ona własne problemy etyczne, związane z ryzykiem diagnostycznym i celem, z powodu którego może być żądana i praktykowana.
Chodzi tu m.in. o techniki diagnostyczne bardziej rozwinięte, takie jak echografia i analiza owodni. Echografia wydaje się nie stanowić ryzyka, podczas gdy analiza owodni zakłada elementy ryzyka.
Czynnik ryzyka może dotyczyć życia i integralności fizycznej płodu, a częściowo matki, odnośnie do różnych technik diagnostycznych i procentu ryzyka, jakie każda z nich zawiera.
Papież Jan Paweł II mówił do uczestników sympozjum „Ruch dla Życia” 3 grudnia 1982 r.: „Przede wszystkim należy uważnie ocenić ewentualne konsekwencje negatywne, które może mieć dla płodu ludzkiego użycie określonej techniki badań” oraz „unikać użycia takich metod rozpoznawczych, co do których celowości i nieszkodliwości nie posiada się wystarczających gwarancji”.
Stosowane metody, za zgodą dobrze poinformowanych rodziców, winny chronić życie i integralność embrionu i jego matki, nie narażając ich na nieproporcjonalne ryzyko. Cel powinien być zawsze dobroczynny dla dziecka i jego matki.
Diagnoza przedporodowa „sprzeciwia się poważnie prawu moralnemu, gdy w zależności od wyników, prowadzi do przerwania ciąży. Badania stwierdzające istnienie jakiejś deformacji płodu lub choroby dziedzicznej nie powinny pociągać za sobą wyroku śmierci” (Instrukcja „Donum vitae”, n. 79-80).
Potrzeba przemiany
Medycyna traci swój sens, gdy w swoich nawet najwspanialszych odkryciach gubi szacunek dla człowieka, dla jego osobowej godności i wartości podmiotowej wszelkich zabiegów lekarskich.
Cały proces zniszczenia rozpoczął się od deformowania mentalności człowieka, poprzez dezorientację i destrukcję w sferze moralnej.
Następnie wprowadzono masowe propagowanie środków antykoncepcyjnych. Uruchomiono w tej dziedzinie przemysł farmaceutyczny na ogromną skalę. Stał się on jakby skrytobójcą wynikającej z prawa naturalnego zdrowej świadomości człowieka. Rodzicielstwo próbuje się zastąpić antykoncepcją, spreparowaną w imię pozornej wolności człowieka. Kojarzy się ona łatwo ze stylem konsumpcyjnym i hedonistycznym. Egoizm aprobuje wzajemnie napędzające się koło zła: antykoncepcja – aborcja – edukacja seksualna – eutanazja.
To światowy spisek przeciw życiu! Taki program ma na celu zastąpienie radosnej miłości – „daru z siebie dla drugiego” – w realizacji powołania rodzicielskiego, aktami przemocy wobec wszystkiego, nawet własnego i cudzego życia.
Medycyna, podobnie jak prawo, nie może być bierna i na obranej obecnie drodze, musi zmienić jej kierunek, byśmy się wszyscy wzajemnie nie pozabijali.
Do dziś w Częstochowie stoi pomnik wspaniałego polskiego lekarza, Władysława Biegańskiego, wysokiej klasy specjalisty i naukowca, leczącego bezinteresownie wszystkich biedaków Częstochowy i rozległych okolic.
Pisał on w końcu XIX wieku w „Myślach i aforyzmach o etyce lekarskiej”: „Wierzę w postęp etyczny ludzkości (…) wierzę, że przepiękna myśl chrześcijańskiej miłości bliźniego nie pozostanie słowem, jak dotychczas, lecz stanie się ciałem” (s. 86).
Czy ten wspaniały przykład nie jest dla nas wyrzutem sumienia i pytaniem o odpowiedzialność za to, czego w ostatnich dniach doświadczyła Częstochowa ze strony strajkujących lekarzy?
Zakończę słowami Jana Pawła II Wielkiego, wypowiedzianymi w UNESCO 2 czerwca 1980 r.: „Świat nie może iść długo (tą) drogą [cywilizacji śmierci]. Człowiekowi, który sobie to wszystko uświadamia, kierując się równocześnie poczuciem elementarnej odpowiedzialności, narzuca się myśl, która jest zarazem moralnym imperatywem: trzeba zmobilizować sumienia! Trzeba spotęgować wysiłek ludzkich sumień na miarę tego napięcia pomiędzy dobrem a złem, jakie stało się udziałem ludzkości dwudziestego wieku. Trzeba się przekonać do pierwszeństwa etyki przed techniką, prymatu osoby w stosunku do rzeczy, wyższości ducha nad materią”.
dr med. Monika Wójcik
