Nauczcie się szanować dorobek ludzi
W agresywnych akcjach kierowanych przeciwko Radiu Maryja i o. Tadeuszowi Rydzykowi charakterystycznym elementem jest brak poszanowania materialnego i duchowego dorobku, który zgromadzono dzięki wielkim, piętnastoletnim nakładom pracy i wyrzeczeniom. Źle świadczy to o tych, którzy przykładają rękę do tych ataków. Obnaża to bowiem nie tylko niezrozumienie znaczenia materialnego i duchowego dorobku konkretnych ludzi, organizacji i społeczeństw, ale coś znacznie bardziej niebezpiecznego: potężny czynnik destrukcji społecznej i gospodarczej.
Bardzo łatwo zbagatelizować problem, sprowadzając wszystko do jednostkowego przypadku „pozbycia się” czegoś (lub kogoś), co jest uznane za zbędne albo niezgodne z pożądanym stanem rzeczy (radio, dziennik, szkoła). Pozwala to lekko przejść nad nieprzyjemnymi konsekwencjami „pozbywania” się wartości materialnych i duchowych. To odprysk szerszego zjawiska, a mianowicie lekceważenia ekonomii, którą czasem nawet w dobrej wierze uznaje się za dziedzinę podrzędną, a nawet wrogą uznawanym koncepcjom społecznym. Trudno bowiem zaprzeczyć, że zachowania polegające na „pozbywaniu się” dorobku materialnego i duchowego, który jakimś czynnikom nie odpowiada i – rzecz szczególna – wcale do nich nie należy, są fenomenem ekonomicznym. Poznanie tego fenomenu pozwala wiele powiedzieć o owych czynnikach, zwykle działających anonimowo (czyli nieuczestniczących bezpośrednio w akcjach, lecz wysyłających do kruszenia kopii harcowników).
Liczne dzisiaj przejawy podważania zasadności ekonomii, podawania w wątpliwość motywów, którymi kierują się ekonomiści, albo forsowanie poglądów i haseł dotyczących spraw gospodarczych, które z akademicką ekonomią nie mają nic wspólnego, tworzą klimat specyficznej „wolności przekonań”, nad której sensem warto się zastanowić. Jednakże zadaniem tego artykułu nie jest zajmowanie się tym zagadnieniem (chociaż ów klimat „wolności przekonań”, wolnych od dyscypliny rozumowania ekonomicznego, jest wielkim nieszczęściem).
Ekonomia unika rozpatrywania wyizolowanych z szerszego kontekstu, jednostkowych zjawisk i zdarzeń, lecz zajmuje się działaniem całego systemu społecznej współpracy, z uwzględnieniem wszystkich czynników i zależności tego systemu. „Każda zmiana zachodząca w jednym obszarze zjawisk ekonomicznych oddziałuje na wszystkie inne elementy. I nie dowiemy się, jakie korzyści przynosi pewna określona polityka lub zmiana, jeśli ograniczymy swoje badanie do jednego konkretnego segmentu całego systemu”1. W takim ujęciu okazuje się, że ataki na katolicką rozgłośnię w Toruniu są jedynie fragmentem szerszego zjawiska degradacji materialnej i duchowej Polski, ale przy tym wysoce pouczającym. Są również, co wynika z rozpoznania tego zjawiska, przejawem szczególnej mentalności, jaka zakorzeniła się w umysłach znacznej części krytyków tej rozgłośni (nie zawsze świadomych, że to właśnie ta mentalność wyznacza ich stosunek do Radia Maryja).
Spróbujmy zatem przyjrzeć się najpierw konsekwencjom kilkunastoletniej degradacji materialnej Polski, obejmującej praktycznie wszystkie dziedziny życia społecznego i gospodarczego. Dwa przykłady muszą tutaj wystarczyć.
Przykład pierwszy. Likwidując w latach 1990-2005 polski przemysł, uzasadniając to jego nieefektywnością (w większości przypadków fałszywie, gdyż całkowicie zrezygnowano z zastosowania ekonomicznych kryteriów oceny efektywności), niejako „przy okazji” zlikwidowano także jego zaplecze naukowo-badawcze. Wiele mógłbym powiedzieć choćby o likwidacji nowoczesnego, mającego wybitną kadrę i prestiż w świecie instytutu naukowego CEMI (posiadającego na nieszczęście atrakcyjne nieruchomości w Warszawie). Obecnie możemy się tylko przyglądać uroczystościom z okazji otwarcia (i za kilka lat – zamknięcia) „siódmego programu ramowego UE”, w którym praktycznie Polska nie ma nic do powiedzenia. Chodzi o ponad 50 mld euro na rozwój wiedzy i zaawansowanych technologii. Program został tak skonstruowany, iż o kierunkach finansowania tego rozwoju praktycznie decyduje wielki przemysł krajów europejskich (przy współpracy jego własnego zaplecza naukowo-badawczego i uniwersytetów). Świetnie, tylko Polska nie ma własnego wielkiego przemysłu i zaplecza naukowo-badawczego.
Nie chodzi bynajmniej o to, że nie możemy dobrać się do atrakcyjnej puli funduszy europejskich, ani o to, że dokładamy się do nich. Chodzi o to, by wreszcie rząd i społeczeństwo przyswoiły sobie poszanowanie dorobku materialnego i niematerialnego. Co z tego, że rzeka euro popłynęłaby do naszego kraju? Skoro nie potrafimy zadbać o ten dorobek, to nie możemy również go wytwarzać. Taka jest podstawowa prawda ekonomiczna.
W ten niebezpieczny schemat nieposzanowania dorobku, a więc także pracy i wyrzeczeń, twórczości i zaangażowania w sprawy rozwoju kraju wpisują się zwłaszcza ci, którzy wymawiają i wyszydzają potencjał ekonomiczny Radia Maryja, uciekając się do insynuacji i wywoływania zawiści. Brak tego samego hamulca, który zatrzymałby ich przed forsowaniem destrukcji, wskutek której zlikwidowano polski przemysł i jego zaplecze naukowo-badawcze. Gdyby hamulec ten istniał, argumentacja wysuwana przeciwko toruńskiej rozgłośni stałaby się jawnie fałszywa i pokrętna. Jak bowiem można byłoby wówczas mówić: „Nie warto zastanawiać się, czy nasza flota płynie w dobrym czy złym kierunku, trzeba ją koniecznie zatopić”. Podobnie było z przedsiębiorstwami przemysłowymi: skoro są niekonkurencyjne – zlikwidować jak najszybciej; jeśli są konkurencyjne – też zlikwidować jak najszybciej2.
Przykład drugi. Chodzi o szpitale i konflikty w polskiej służbie zdrowia. Zdaje się, że zapomniano już, iż za usługi zdrowotne pełną odpowiedzialność ponosi rząd, gdyż taka jest natura instytucji działających w sektorze publicznym. Tymczasem rząd unika tej odpowiedzialności przed społeczeństwem. Odpowiedzialności tej nie zdejmie z niego nawet prywatyzacja3. Nikt przez kilkanaście lat w kolejnych rządach nie zdołał dotrzeć do elementarnej wiedzy z ekonomii i zarządzania, iż majątek szpitali jest zasobem strategicznym, o który należy się nie tylko troszczyć (czego nie było), ale trzeba go także rozwijać. A to oznacza, że należy inwestować w ten majątek, gdyż jest to jedyny sposób na sprostanie rosnącym jakościowym standardom opieki zdrowotnej. Owoce zaniedbań nie kazały na siebie długo czekać. Mamy więc to, co mamy.
Ten przykład mówi wiele o nieposzanowaniu dorobku materialnego i duchowego. W ślad za „bryndzą” majątkową szpitali, uniemożliwiającą stosowanie nowoczesnych technologii medycznych i modernizowanie obiektów szpitalnych (a to jeszcze nie wszystko), przyszła „bryndza” kadrowa, czyli degradacja pozycji środowiska medycznego, której widocznymi (acz niejednymi) przejawami są: niskie wynagrodzenie, przemęczenie, szukanie dochodów ubocznych czy utrudnienia w samodoskonaleniu zawodowym. I nadal chyba nikt nie chce dostrzec związku między sytuacją majątkową szpitali i sytuacją personelu.
Jest to przykład celowo dobrany po to, aby pokazać, jak niszczenie dorobku materialnego negatywnie wpływa na kondycję duchową społeczeństwa. Nie wystarczą bowiem ogólnofilozoficzne dyskusje na temat „mieć i być”. W gruncie rzeczy nawet abstrakcyjne uznanie znaczenia „mieć” dla zapewnienia bytu egzystencjalnego niewiele jeszcze daje. Zauważyć można bowiem pojawienie się jakiejś wypaczonej formy „nowoczesnej ascezy”, polegającej na usiłowaniu wytłumaczenia naiwnym, że nie ma nic złego w pozbawianiu ich dóbr materialnych, własności rzeczowej i intelektualnej, a nawet należnych dochodów, rzekomo w imię… dobra wspólnego. W ten sposób tworzy się infrastrukturę bezsilności.
Skoro pozbawianie człowieka, organizacji, całego społeczeństwa ich życiowego dorobku przychodzi tak łatwo, to nie może dziwić, że trudno jest odpierać takie ataki, jak te na Radio Maryja.
Na tym przykładzie widzimy, jak nieposzanowanie infrastruktury materialnej ważnej dla życia publicznego działalności prowadzi do upadku tej działalności oraz degradacji prowadzących ją osób. Jest to problem, który znajduje się w samym centrum odpowiedzialności władz: w równej mierze (jak sądzę) władz świeckich, jak i kościelnych (Kościół bowiem działa w sektorze publicznym).
1 Ludwig von Mises: Biurokracja,
Warszawa 2005, s. 99.
2 Niewielu (poza ekonomistami) zdaje sobie sprawę z tego, że prywatyzacja oznacza w istocie rzeczy likwidację. Likwidacja jest synonimem wycofania się z prowadzenia danej aktywności i upłynnianiem aktywów niezbędnych do jej prowadzenia. Mówiąc o likwidacji polskiego przemysłu, posługuję się precyzyjnym określeniem wyrażającym fakt wyzbycia się tego przemysłu z rąk polskich. Mówienie o tym nie daje żadnych podstaw do wysuwania zarzutu o „nacjonalistyczne odchylenie”.
3 Rząd ma zapewnić wysokiej jakości usługi zdrowotne bez względu na to, czy świadczą je publiczne czy prywatne placówki służby zdrowia.
