Matka wszystkich porażek

Jeśli by przyrównać ludzkie upadki do cegieł, z których buduje się wieżę Babel, to grzech pychy jest niewątpliwie podwaliną tej budowli. Tylko pozornie mocną. Budowanie na niej, wcześniej czy później, zawsze kończy się tragedią.

Uzdrowienia, jakich dokonuje Bóg, mają zwykle dwa etapy. Naaman, który jedzie do proroka Elizeusza, by ten zdjął z niego trąd, wcześniej musi pozostawić skarby, zdjąć szaty i wejść pokornie do Jordanu (2 Krl 5, 1-27). Odkryć to, co chciał zachować tylko dla siebie. Najpierw musiała zostać uleczona jego dusza – dopiero potem ciało. Syn marnotrawny musiał skosztować menu, jakim karmiono świnie, które pasł, by zrozumieć, co stracił. Po co to wszystko? Aby otworzyć się na moc Uzdrowiciela. Skruszyć twardy pancerz, który otula serce. To inna logika, nie ludzka.

Ewangeliczne pierwsze miejsca za stołem i dążenie, by za wszelką cenę dominować, zamieniają religię w farsę. To Bóg ma służyć, błogosławić i siedzieć cicho, gdy akurat zamarzy się nam, by np. zreformować nieco Dekalog. Religia zamienia się w grę pozorów. Klasycznym przykładem tego, do czego może doprowadzić pycha, byli faryzeusze. Jezus prostymi pytaniami sprawiał, że gubili się w najprostszych sytuacjach, gdy tylko trzeba było wyjść poza ciasne legalistyczne myślenie. Wbrew głoszonym deklaracjom nie było w nich miejsca dla Boga i dla drugiego człowieka. Stąd taka wściekłość, która w końcu doprowadziła Chrystusa na krzyż.

Paradoksalnie to brzmi, ale ta sytuacja jest wciąż aktualna. Mija 2 tys. lat, a nadal wielu chrześcijan jest niewolnikami swojego „ja”. Z ciasnym sercem i przeświadczeniem, że to oni właśnie wiedzą najlepiej.

– Proszę księdza, przecież chodzę do kościoła – zapewniają „porządni” chrześcijanie. – Na tacę daję. Spowiadam się 2 razy w roku. Do konfesjonału częściej nie muszę chodzić, bo i grzechów nie mam… A co mi tam ksiądz o nawracaniu będzie gadał! Fakt, czasem się tam coś zakombinuje, ale przecież wszyscy to robią, więc nie ma problemu. Nikogo przecież nie zabiłem, przykazania zachowuję, pacierz odmawiam, to chyba wystarczy, no nie?…

Można i tak. To nie wymyślone słowa. To wyznania chrześcijan absolutnie przekonanych o swojej doskonałości i nienaganności. Tylko rodzi się pytanie: skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Dlaczego tej doskonałości nie widać w domach i na ulicach? Skąd tyle pogaństwa wokół?

Za mało przestrzeni na miłość. „O ile wielki jesteś, o tyle się uniżaj, a znajdziesz łaskę u Pana” – mówi mędrzec. A Jezus po raz kolejny przypomina, że ten jest prawdziwie wielki, kto jest pokorny.


Marcin Jasiński
drukuj