Za naszą i waszą wojnę?
Żołnierz polskiej misji afgańskiej został zabity przez talibskich bojowników podczas rutynowego patrolu. Podporucznik Łukasz Kurowski zawodową służbę wojskową pełnił jako dowódca plutonu czołgów w 10. Brygadzie Kawalerii Pancernej w Świętoszowie. Był żonaty, miał 28 lat.
Według informacji Ministerstwa Obrony Narodowej, polski żołnierz, podporucznik Łukasz Kurowski z Operacyjnego Zespołu Doradczo-Łącznikowego został ranny, kiedy ok. 9.15 czasu polskiego konwój patrolowy został ostrzelany przez talibskich bojowników. Po przewiezieniu do szpitala polowego niestety zmarł. Rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych mjr Dariusz Kacperczyk poinformował, że polscy żołnierze brali udział we wspólnym patrolu razem z żołnierzami armii afgańskiej. – Zgodnie z procedurami, konwój zatrzymał się, żołnierze opuścili pojazdy. Po zatrzymaniu wymiana ognia trwała nadal. Podporucznik Kurowski został ranny w wyniku postrzału. Rannemu natychmiast udzielono pomocy na miejscu zdarzenia i przetransportowano do bazy Wilderness. Mimo udzielonej pomocy ppor. Łukasz Kurowski zmarł w wyniku odniesionych ran – zrelacjonował zdarzenie Kacperczyk.
– Afganistan jest miejscem, w którym służba wszystkich formacji, również polskich żołnierzy, czego nie ukrywałem, jest bardzo niebezpieczna – stwierdził minister obrony narodowej Aleksander Szczygło na zwołanej w tej sprawie konferencji. Dodał, że tego, czy to pierwszy z elementów rozpoznania możliwości bojowych Polaków, nie można wykluczyć, ale dowodów na to nie ma.
– W ostatnim czasie wśród Afgańczyków rośnie wrogość do stacjonujących w ich kraju wojsk NATO – zauważa dr Piotr Balcerowicz z Instytutu Orientalistyki UW. Ma to, zdaniem eksperta, bezpośredni związek z dużą liczbą ofiar wśród ludności cywilnej. Doktor Balcerowicz wykluczył natomiast, że atak mógł mieć związek ze świętem Wojska Polskiego. – Polska pozostaje dla krajów tej części świata państwem egzotycznym – stwierdził.
W opinii stratega i byłego wiceministra obrony gen. Stanisława Kozieja, powodem większego narażenia na ataki może być też fakt, że polscy żołnierze są „porozrzucani” w oddziałach amerykańskich. – Na ich tle polskie pododdziały są niewątpliwie słabsze, gorzej wyposażone, mniej doświadczone, gorzej znają teren, są więc łatwiejszym celem ataków. Można oceniać, że przywódcy wojskowi przeciwnika będą nastawiać się na ataki sił polskich – uważa Koziej. Jako możliwy powód ataków podał również komplikującą się sytuację na pograniczu afgańsko-pakistańskim, gdzie działa polski kontyngent.
Były wiceminister obrony Janusz Zemke (SLD) ocenił, że należy przeanalizować sposób postępowania po ostrzale. – Wierzę, że wojskowi przeprowadzą analizę tego smutnego zdarzenia, bo gdyby doszło do ostrzału z granatników czy innej ciężkiej broni, straty mogłyby być niestety dotkliwsze – dodał. – Zasadą jest albo opuścić miejsce zasadzki, albo się rozproszyć – podkreślił.
Polski kontyngent w liczbie ponad 1000 żołnierzy stacjonuje w Afganistanie w ramach prowadzonej przez NATO misji ISAF (Międzynarodowych Sił Stabilizacyjnych i Wsparcia), a do jego zadań należy zapewnienie bezpieczeństwa w wyznaczonych rejonach (Kabulu, Bagram, Mazar-i-Szarif, prowincjach Ghazni i Paktika oraz w Kandaharze), ochrona projektów odbudowy oraz szkolenie armii afgańskiej i policji.
W Afganistanie giną też Niemcy
Podczas zamachu bombowego w okolicach obozu „Warehouse” w Kabulu zginęło wczoraj trzech funkcjonariuszy niemieckiej policji, którzy należeli do korpusu ochrony niemieckiej ambasady w Kabulu. Zamachu dokonali najprawdopodobniej talibowie. Według informacji kabulskiej policji, pod jednym z pojazdów konwoju, którym poruszali się niemieccy policjanci, wybuchła bomba, która doszczętnie zniszczyła pojazd. Zamachu dokonano w trakcie ich drogi na trening szkoleniowy. Prasa niemiecka spekuluje, że zamach ten był wymierzony dokładnie w niemieckich funkcjonariuszy, gdyż samochody miały zawieszone dobrze widoczne niemieckie flagi. W maju tego roku w zamachu bombowym także zginęło trzech niemieckich żołnierzy.
Uczestnictwo w Pakcie Północnoatlantyckim zobowiązuje, ale co ma do tego Afganistan? Nie jest to przecież żaden z członków NATO, w którego granice wkroczyła wroga armia. Czy rzeczywiście mamy obowiązek ponosić koszty, w tym ten najwyższy – ludzkie życie, broniąc interesów Zachodu? Stany Zjednoczone również nie traktują nas jako równoprawnego sojusznika. Swoisty papierek lakmusowy wartości zapewnień naszego partnera stanowią wizy dla Polaków, przy pomocy których Waszyngton prowadzi względem Polski politykę „kija i marchewki”.
Warto zatem zastanowić się, do czego tak naprawdę potrzebne są wojska sojusznicze tak w Iraku, jak i w Afganistanie. Jakie korzyści przyniesie nam ta interwencja? Dlaczego miejscem akcji stał się Afganistan, a nie Pakistan, gdzie znajdują się bazy talibów? Czy nie mają z tym nic wspólnego naturalne zasoby Afganistanu? W kwestii interwencji w obu wspomnianych państwach pojawia się wiele pytań, na które odpowiedź wcale nie jest prosta. Jedno jest pewne: jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze, i należy mieć poważne obawy, że jakikolwiek zysk w tej wojnie nie stanie się naszym udziałem.
