Owoce zostaną na polach?
Brakuje pracowników do zbiorów truskawek
Właściciele truskawkowych plantacji mają duży kłopot, bo zaczyna brakować pracowników sezonowych, którzy mogliby się zająć zbiorem tych owoców. Dlatego niewykluczone, że część truskawek się zmarnuje. Co ciekawe, takie problemy mają nie tylko polscy producenci, ale i plantatorzy w całej Europie.
Wkrótce pełną parą powinien ruszyć zbiór truskawek z plantacji w gruncie. Dlatego rolnicy chętnie zatrudnią tysiące zbieraczy. Jeśli bowiem ktoś ma kilka hektarów upraw, to nie jest w stanie zebrać owoców tylko siłami własnej rodziny. Od lat rolnicy mają mniejsze lub większe problemy z siłą roboczą, ale w tym roku szukanie sezonowych pracowników jest wyjątkowo trudne.
– Za nieco ponad tydzień powinien rozpocząć się największy zbiór, tymczasem mam tylko czterech ludzi do pracy – mówi Krystyna Lutomierska, która razem z mężem uprawia ponad 3 ha truskawek. – Jeśli nie uda się przyjąć jeszcze przynajmniej kilku pracowników, może być problem z zebraniem wszystkich owoców – dodaje.
Lutomierska tłumaczy, że dojrzałe truskawki nie mogą zbyt długo pozostawać na krzakach, bo owoce szybko się psują i tracą swoje walory smakowe. Jeśli więc nie zbierze się wszystkich na czas, część plonów trzeba będzie spisać na straty. – Najgorsze jest to, że i tak już straciliśmy w tym roku z powodu wiosennych mrozów owoce wczesnych odmian, które wymarzły. Teraz może być problem ze zbiorem pozostałych – podkreśla Krystyna Lutomierska. Małą pociechą dla niej jest fakt, że podobne kłopoty mają także inni właściciele truskawkowych pól, bo ludzie niechętnie chcą pracować przy zbiorach, w przeciwieństwie do tego, jak było kilka lat temu.
Okazuje się, że takie same problemy mają także plantatorzy w krajach zachodnich. Na alarm biją m.in. farmerzy z wielkiej Brytanii, Szwecji i Norwegii. W tych krajach od lat tradycją było to, że na truskawkowe żniwa przyjeżdżało wielu emigrantów zarobkowych, także Polaków. Stanowiło to znakomitą okazję, aby przez miesiąc lub dwa zarobić sporo pieniędzy. Dlatego na truskawki jeździli studenci, ale nie tylko. Teraz jednak sytuacja się zmieniła i zachodni farmerzy twierdzą, że coraz mniej obcokrajowców jest zainteresowanych pracą u nich.
Ta sytuacja jednak nikogo specjalnie nie dziwi. Praca w rolnictwie była kiedyś bardzo popularna wśród obcokrajowców odwiedzających Europę Zachodnią, bo dawała dobrze płatną i nielegalną pracę. Jeszcze kilka lat temu, gdy zagraniczne rynki były zamknięte np. dla Polaków, imali się oni takich zajęć, które można było wykonywać na czarno i rolnictwo, w tym zbiory truskawek, stwarzało taką możliwość. Miejscowe władze doskonale o tym wiedziały, ale zjawisko nielegalnej pracy było często tolerowane, gdyż brakowało rodzimych pracowników chętnych do wykonywania tych zajęć. Teraz jednak to się zmieniło, bo skoro Polacy mogą legalnie pracować na Wyspach Brytyjskich lub w Hiszpanii, to wybierają dla siebie atrakcyjniejsze i bardziej płatne zajęcia, jak np. w hotelach, restauracjach, zakładach przemysłowych czy w budownictwie. W efekcie chętnych do ciężkiej pracy na roli, często w letnim skwarze, po prostu nie ma. Dlatego producenci truskawek w całej Europie ostrzegają, że część owoców nie zostanie zebrana. Wówczas na rynku też będzie ich mniej i ceny truskawek w sklepach mogą się w tym roku okazać wyjątkowo wysokie. Dotyczy to zresztą nie tylko tego sektora rolnictwa. Podobne problemy mają choćby ogrodnicy, którzy już teraz się martwią, kto będzie pracował przy zbiorach marchwi, kapusty, sałaty czy ogórków. Te prace też wykonywało do tej pory wielu emigrantów, ale i wśród nich jest coraz mniej chętnych do pracy.
KL
