Polskie mięso europejskie

Janusz Wojciechowski

Problem polskiego mięsa, którego Rosja nie chce wpuszczać na swoje terytorium, stał się problemem europejskim. Na szczycie Unia – Rosja w Samarze UE wreszcie postawiła sprawę jasno: to nie jest sprawa polsko-rosyjska, to jest sprawa europejsko-rosyjska. Nawet wielka Rosja nie może sobie pozwolić na dyskryminację któregokolwiek z państw członkowskich, bo będzie miała przeciwko sobie solidarność państw wspólnoty europejskiej. Taki sygnał popłynął z Samary, a szansa na uchylenie rosyjskiego embarga znacznie się zwiększyła. Mimo to moja radość z powodu postawy Unii w Samarze jest umiarkowana i daleka od euforii, w jaką wpadła część polskiej prasy.

Długo walczyliśmy o to, żeby polskie mięso stało się europejskie, żeby ten problem został uznany za problem polityczny całej Unii. Nalegał na to rząd, silny nacisk wywieraliśmy w Parlamencie Europejskim. Wreszcie doczekaliśmy się poparcia i należą się podziękowania państwom UE, które murem stanęły za nami. Rodzi się jednak pytanie, czy tak będzie już zawsze. Czy Unia stanie się na trwałe klubem wzajemnej solidarności, w której jeden broni wszystkich, a wszyscy jednego. Coś mi szepcze do ucha, że niekoniecznie tak będzie.

Sprawa polskiego mięsa jest superważna, ale powiedzmy szczerze, w wymiarze politycznym i ekonomicznym nie jest to sprawa wielka. Chodzi o setki milionów dolarów, które mogłyby wpłynąć do polskiej kasy, gdyby rynek rosyjski został otwarty. Kraje Unii mają jednak z Rosją znacznie potężniejsze interesy, jak choćby słynny już gazociąg bałtycki, który Rosja buduje wespół z Niemcami, za nic mając protesty Polski i kilku innych krajów bałtyckich. Rosja może robić swoje, nie oglądając się na Polskę, ale Niemcy będące naszym unijnym partnerem powinny się liczyć z naszym interesem, tak samo jak my liczymy się z niemieckim. Niestety, Niemcy mają to w nosie i też robią swoje. Taka jest unijna rzeczywistość, że gdy w grę wchodzą prawdziwe interesy, europejskiej solidarności zazwyczaj nie ma. W każdym razie my rzadko jej doświadczamy.

Daj Boże, żeby sprawa polskiego mięsa została jak najszybciej rozwiązana. Jeśli do tego dojdzie, Unia z pewnością wystawi nam polityczny rachunek. Wsparliśmy was, więc teraz wy pokażcie swoją europejskość, poprzyjcie eurokonstytucję. Obawiam się, że nasi rodzimi euroentuzjaści też wykorzystają ewentualny sukces sprawy mięsnej do prokonstytucyjnej kampanii. Musimy zachować właściwą miarę spraw – obyśmy za cenę mięsa nie sprzedali nieodpowiedzialnie naszej suwerenności.

Obawiam się też o inny syndrom – wiary w to, że odtąd Unia rozwiąże za nas wszystkie problemy, wszystkie spory z Rosją. O mięso, o tarczę rakietową, o pomniki i Bóg wie co jeszcze. Obawiam się takiego podejścia naszych polityków, że z Rosjanami już wcale nie musimy rozmawiać, bo zrobi to za nas Unia. To nie będzie dobra perspektywa. Czy się komuś podoba, czy nie, Rosja jest naszym sąsiadem, a z sąsiadami, nawet trudnymi i uciążliwymi, trzeba utrzymywać stosunki jeśli nie dobre, to przynajmniej przyzwoite. Rolnicy najlepiej wiedzą, ile jest warte dobre sąsiedztwo. Ono zawsze jest lepsze niż ciągłe chodzenie do wójta.

Janusz Wojciechowski, od 2004 r. poseł do Parlamentu Europejskiego, wiceprzewodniczący Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Poseł na Sejm RP II kadencji z listy PSL. W latach 1995-2001 prezes Najwyższej Izby Kontroli. W 2001 r. został ponownie posłem. Od marca 2004 r. do stycznia 2005 r. prezes PSL, usunięty z partii wszedł do ugrupowania PSL „Piast”.

drukuj