„Są dowódcy, na których nie pada pył zapomnienia”
O generale Władysławie Andersie mówią:
Prof. dr hab. Wojciech Narębski, żołnierz 2. Korpusu Polskiego
Należę do tych żołnierzy, którzy wyszli z Rosji, ponieważ kiedy miałem 16 lat, aresztowano mnie w Wilnie za działalność konspiracyjną. Po półrocznym więzieniu zostałem zwolniony, wówczas wstąpiłem do ówczesnej Armii Polskiej na Wschodzie, w rejonie Orenburga, gdzie zsyłano wielu Polaków. Warto w tym miejscu podkreślić, że obecnie działa tam polskie stowarzyszenie kulturalno-oświatowe „Czerwone Maki”, którego prezes W. Seliwanowska będzie uczestniczyć w naszej delegacji podczas obchodów rocznicowych na Monte Cassino.
Generał Władysław Anders najwyższe umiejętności dowódcze wielkiej jednostki, jaką był nasz Korpus, wykazał nie tyle w bitwie o Monte Cassino, ile przede wszystkim w kampanii tzw. adriatyckiej, gdzie nasz Korpus działał samodzielnie i podczas której wyzwolony został bardzo ważny dla dalszych działań wojennych port Ankona. Nasz Korpus, realizując plan operacyjny gen. Andersa, zdobył dogodne pozycje wyjściowe nad rzeką Metauro, umożliwiając aliantom skuteczny atak na główną niemiecką pozycję obronną w północnym Apeninie, zwaną linią Gotów, która została przełamana właśnie na odcinku adriatyckim, co podkreślili zgodnie dowódcy brytyjscy.
Obie wspomniane bitwy zostały rozegrane przez gen. Andersa w sposób mistrzowski, z zastosowaniem manewru okrążającego. Wykazał on tutaj wysokie umiejętności dowódcze.
Jedną z jego największych zasług było dbanie o wykształcenie młodzieży. Na Bliskim Wschodzie w Palestynie, przed wyjazdem do Włoch, na jego rozkaz zebrano całą młodzież. Miałem wtedy 18 lat. W Palestynie przy tamtejszej Junackiej Szkole Kadetów mieliśmy kursy maturalne. Zrobiłem tam małą maturę. Na południu Włoch uczęszczałem do szkoły podchorążych, a następnie do liceum. Maturę zdałem w Anglii. Zatem dzięki niemu po powrocie do kraju mogłem od razu rozpocząć studia. On był opiekunem młodzieży żołnierskiej. We Włoszech tworzył „małą Polskę”, działały ojczyste wydawnictwa, w których drukowano książki, pisma, działały szkoły, teatry. Anders rozumiał, że wymordowano inteligencję, dlatego wielką wagę przykładał do wykształcenia nowej.
Byłem na paru przeglądach wojska, których dokonywał gen. Władysław Anders. Każdemu z żołnierzy patrzył głęboko w oczy. Nie zapomnę jego przenikającego do głębi wzroku.
Tomasz Skrzyński, podporucznik Pułku Ułanów Karpackich, który był pułkiem rozpoznawczym całego 2. Korpusu Polskiego
Służyłem w Brygadzie Karpackiej, która od 1940 roku przebywała na Bliskim Wschodzie. W 1941 roku byliśmy obrońcami Tobruku – miasta portowego we wschodniej Libii.
Rok 1941 był najczarniejszy podczas II wojny światowej. Niemcy panowali już nad całą podbitą Europą, stali pod Moskwą. Zdawało się, jakby nadszedł koniec świata. Kiedy pierwszy raz usłyszeliśmy, że tworzy się Armia Polska, byliśmy szczęśliwi. Początkowo nie wiedzieliśmy, kto będzie jej dowódcą. Ta wiadomość dotarła do nas z czasem.
Mój pułk był wizytowany przez gen. Władysława Andersa w kwietniu 1942 roku, kiedy po raz pierwszy leciał z Moskwy do Londynu przez Kair. Pułk Ułanów Karpackich był jedynym oddziałem polskim, który jeszcze w tym czasie stacjonował w Egipcie, gdyż reszta wojska została ewakuowana do Palestyny. Generał Anders przyleciał wraz z naszym dowódcą gen. Stanisławem Kopańskim. Podziękował nam za „pracę bojową, o której sława dotarła do Rosji, do uratowanych z sowieckich obozów żołnierzy, dając im otuchę i nadzieję”. To są jego słowa, które wypowiedział do naszego oddziału.
Może pięć, a może sześć razy w życiu widziałem gen. Władysława Andersa, najdłużej w 1945 roku, już po wojnie. Było to we Włoszech, w listopadzie, kiedy wręczał mojemu pułkowi sztandar odznaczony Krzyżem Virtuti Militari.
Dla mnie Anders był przede wszystkim dowódcą, człowiekiem, który potrafił zyskać opinię świetnego wodza również wśród żołnierzy walczących na froncie libijskim i mających za sobą obronę Tobruku.
W Zabrzu jest pomnik poświęcony Ślązakom, żołnierzom 2. Korpusu Polskiego, którzy zginęli pod Monte Cassino. Widnieje na nim napis zaczerpnięty ze słów gen. Władysława Andersa: „Są bitwy, na które nie pada pył zapomnienia, bierze je na swoje skrzydła i zanosi do narodowego pamiątek kościoła, i do nich należy bitwa o Monte Cassino”. Sparafrazowałem te słowa: „Są dowódcy, na których nie pada pył zapomnienia, bierze ich na swoje skrzydła legenda i zanosi do narodowego pamiątek kościoła, do nich należy właśnie dowódca 2. Korpusu Polskiego generał Władysław Anders”.
