Nie udzielono głosu żadnemu Polakowi
Odmawiając złożenia oświadczenia lustracyjnego, Geremek dał okazję do ataku na Polskę. W Parlamencie Europejskim pod adresem Polski i polskiego rządu padają sformułowania o „reżimie zbliżonym do komunistycznego”
Z Bogdanem Pękiem, posłem do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Małgorzata Goss
Docierają do Polski echa bojów toczonych przez prof. Geremka, który odmówił złożenia oświadczenia lustracyjnego, a teraz mobilizuje Parlament Europejski, by bronił go przed polskim prawem przewidującym w takim wypadku utratę mandatu…
– Ta sprawa nabrała tu ogromnego rozgłosu i bardzo szkodzi Polsce, albowiem przedstawiona została w krzywym zwierciadle. Uczyniono z niej symbol walki o podstawowe prawa człowieka, które są jakoby w Polsce łamane, nie udostępniając przy tym deputowanym elementarnej wiedzy faktograficznej i prawnej na ten temat. Padały pod adresem Polski i polskiego rządu sformułowania o „reżimie zbliżonym do komunistycznego” i słowa „potępienia wobec prześladowań prof. Geremka”…
Czy do posłów Parlamentu Europejskiego nie dotarła informacja, że chodzi o ujawnienie komunistycznej agentury i jej współpracowników?
– Świadomość tego posiadają tylko jednostki, natomiast ogół deputowanych absolutnie nie ma pojęcia, o co chodzi. Uzyskali tylko informację, że polski rząd, podkreślam – rząd, a nie Państwowa Komisja Wyborcza i przepisy powszechnie obowiązującej ustawy – chce pozbawić wielce zasłużonego prof. Geremka mandatu europarlamentarzysty. Na ostatnim posiedzeniu PE w Strasburgu zorganizowano spektakularną akcję. Kierownictwo obrad objął, jak sądzę – celowo, nie Hans-Gert Pöttering, lecz socjalista Pierre Moscovici, przyjaciel Geremka, i na wstępie wygłosił oświadczenie w obronie profesora. Nie było ono poprzedzone żadnym aktem formalnym ze strony Polski, ani aktem woli ze strony Państwowej Komisji Wyborczej. Przewodniczący wygłosił je wyłącznie na podstawie doniesienia prof. Geremka o tym, że ma on kłopoty. Następnie przewodniczący udzielił głosu lewicowym przywódcom – socjalistom, komunistom, liberałom, zielonym. Cała ta socjalistyczna międzynarodówka przemawiała w tonie bardzo agresywnym, w nieprzyzwoity sposób atakując Polskę.
Pozostali polscy europarlamentarzyści nie mieli okazji wytłumaczyć, o co chodzi?
– W całym tym spektaklu, cynicznie przygotowanym przez Geremka i lewicę PE, nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że Moscovici nie dopuścił do głosu przedstawicieli Polski. Zgłaszało się nas dwóch – poseł Michał Kamiński i ja. Ponieważ Kamiński jest wiceprzewodniczącym grupy UEN [Unii na rzecz Europy Ojczyzn – przyp. red.], miał większe ode mnie prawo do zabrania głosu, bo udzielano go przewodniczącym frakcji. Nie został jednak wysłuchany. Co ciekawe, przewodniczący frakcji UEN, Irlandczyk, pan Brian Crowley, długo zwlekał z wystąpieniem, a wreszcie gdy zabrał głos – jego wypowiedź na tle ataków była, najdelikatniej mówiąc, mętna i praktycznie – wymuszona tym, że posłowie polscy podchodzili do niego i domagali się, aby zareagował. Nie udzielono głosu żadnemu Polakowi, który by potrafił wyjaśnić, o co chodzi. A warto przypomnieć, że prof. Geremek jako jedyny z polskich posłów, senatorów i europosłów nie złożył oświadczenia lustracyjnego. Nie złożył świadomie, pouczany i ponaglany przez PKW. Moim zdaniem, rzecz była z góry ukartowana – Geremek chciał po prostu stworzyć okazję do ataku na Polskę.
Ale w jakim celu?
– Myślę, że miał na względzie dwie kwestie. Pierwsza – to kłopoty własnego środowiska politycznego z lustracją, która zaczyna zagrażać niektórym mocno rozdętym, nadmuchanym autorytetom. Część z tych ludzi okazuje się współpracownikami bądź pracownikami aparatu bezpieczeństwa, i to w najgroźniejszym okresie przed 1956r., gdy mordowano Polaków. Notabene, sam Geremek nie ma czystej karty, bo od 1950 r. był sekretarzem partii, która przewodziła terrorowi antypolskiemu, i opinia o nim osób, które się w tym okresie z nim stykały, jest bardzo niekorzystna. Atak na ustawę lustracyjną i polskie władze był mu więc na rękę.
Druga kwestia wiąże się z europejskim traktatem konstytucyjnym. Otóż pan prof. Geremek na poprzednim posiedzeniu komisji konstytucyjnej PE zaproponował przeprowadzenie ogólnoeuropejskiego referendum w sprawie konstytucji europejskiej. To referendum miałoby ukazać wolę narodów Europy wprowadzenia konstytucji europejskiej, a w ślad za tym – formy scentralizowanego państwa europejskiego. Inicjatywa Geremka spotkała się z aplauzem większości członków komisji. Właściwie zdecydowany opór wyraziłem tylko ja i jeden z niezależnych deputowanych brytyjskich. Cóż takie referendum miałoby oznaczać? Nie miałoby oczywiście mocy wiążącej, ale stanowiłoby wielki spektakl propagandowy w celu wywarcia nacisku na polskie, czeskie, francuskie czy holenderskie władze, aby złagodziły własne stanowisko i zgodziły się na jakąś formę eurokonstytucji. Geremek był mózgiem tej operacji. Propozycja referendum zaskarbiła mu względy europejskiej lewicy, która tym mocniej broni go teraz w sprawie mandatu. Proszę zauważyć, że obie sprawy – projekt ogólnoeuropejskiego referendum i sabotowanie polskiego prawa lustracyjnego przez Geremka – łączy to, że oznaczają deprecjonowanie roli państw narodowych i podważanie autorytetu ich rządów.
Odmowa złożenia oświadczenia lustracyjnego to czytelny przekaz: nie liczę się z państwem i prawem polskim. Jestem Europejczykiem. Można to tak interpretować?
– To właśnie kwintesencja jego działania. Profesor Geremek czuje się bardziej Europejczykiem niż polskim posłem do Parlamentu Europejskiego i to jest klucz do zrozumienia jego postępowania. Swego czasu wygłosił tezę, że społeczeństwo polskie nie dorosło do demokracji. Teraz chce tym społeczeństwem manipulować przy pomocy ogólnoeuropejskiego referendum. Rzeczywiście, jeśli wrzucić narody europejskie do jednego worka, to wynik głosowania byłby przesądzony na rzecz eurokonstytucji. Nie potrzeba do tego kosztownego referendum, wystarczy zrobić sondaż. Ale jednocześnie to pogwałciłoby prawa suwerennych narodów, które głosowały lub zamierzają głosować przeciwko konstytucji europejskiej, jak Francuzi, Holendrzy i – mam nadzieję – Polacy. Propozycja Geremka to w istocie próba obejścia narodowych referendów i narzucenia przez lewicową pseudoelitę swojej woli wszystkim państwom Unii. W tę grę znakomicie wpisuje się atak na polskie władze przeprowadzony w Parlamencie Europejskim, wzmocniony propagandą w prasie, radiu i telewizji, które przedstawiały Polskę jako kraj niedemokratyczny, komunistyczny reżim, który pozbawia praw zasłużonych obywateli Europy i niewoli własny naród.
Demonstracja lustracyjna prof. Geremka jawi się więc jako przygrywka przed narzuceniem Europie eurokonstytucji, a w ślad za nią – wszechwładzy nowej lewicy?
– Nie ma ważniejszej sprawy dla Narodu i państwa polskiego niż rozstrzygnięcie kwestii konstytucji europejskiej. Przyjęcie jakiejkolwiek formy konstytucji oznacza de facto koniec suwerennego państwa polskiego. Konstytucja jest dla gremiów aspirujących do władzy nad Europą absolutnie kluczowa. Dopóki istnieje suwerenne państwo, a my jako Polacy mamy prawo weta wobec przyjętych na szczycie UE rozwiązań, dopóty możemy skutecznie realizować przynajmniej minimum własnych interesów. Jeżeli tego zabraknie, nasz wpływ stanie się zupełną fikcją. Musimy się wtedy liczyć nie tylko z narzuceniem niekorzystnych rozwiązań ekonomicznych, ale i antychrześcijańskiej ideologii, która przeżera starą Europę. Przykro to mówić, ale tutaj deputowani pozwalają sobie na szydzenie z Boga, wiary i Kościoła, eksponują zagrożone rzekomo prawa mniejszości seksualnych…
Trzyletnia obecność polskich parlamentarzystów w PE złagodziła choć trochę te zdziczałe obyczaje?
– Z wielkim żalem muszę stwierdzić, że pod względem ideowym główny nurt płynie dokładnie w przeciwną stronę – całkowite odrzucenie wszystkich wartości, na czele z etyką chrześcijańską, wiarą, Dekalogiem, i budowa mitologii nowego społeczeństwa opartego na dwóch filarach – prawach człowieka rozumianych jako prawa wszelkich mniejszości i na odgórnym narzuceniu woli wszystkim narodom. Ta koncepcja zakłada powstanie tworu bez fundamentów. Aksjologia wyrosła z korzeni chrześcijańskich została całkowicie odrzucona, a w to miejsce nie powstała żadna inna logiczna podstawa funkcjonowania społeczeństwa. Ten brak fundamentu powoduje już dziś straszliwe spustoszenie moralne, zanik etyki, rozkład rodziny i związane z tym patologie. W razie jakiegokolwiek kryzysu, zapaści ekonomicznej, napięć etnicznych – grozi Europie totalnym chaosem.
Oznacza to, że nie ma szans na odwrócenie trendu, który zabija Europę? Czy nie mamy sprzymierzeńców?
– Polska jest tutaj traktowana jak „wrzód na zdrowym ciele”. Ale nie jesteśmy całkiem samotni, a ponadto jesteśmy na tyle dużym państwem, że Europa musi się z nim liczyć. Powinniśmy zbudować blok w imię obrony tradycyjnych wartości i zostać jego liderem. Dostrzegam pewne działania w tym kierunku. Najważniejsze jednak, aby wszelkimi sposobami nie dopuścić do przyjęcia konstytucji europejskiej. Trzeba odróżniać traktat usprawniający mechanizm funkcjonowania Unii Europejskiej od traktatu konstytucyjnego, odbierającego narodom europejskim prawo samostanowienia. Konstytucja pozwoli silniejszym krajom narzucać nam swoje rozwiązania, i nikt nas nie będzie bronił. Już dziś takie próby są podejmowane, np. budowa rury przez Bałtyk, która tu w Brukseli nie budzi niczyich emocji, nie protestują przeciwko niej nawet zieloni, chociaż narusza kilkanaście stref biologicznych morza. Albo cyniczne zmniejszanie budżetu europejskiego, co oznacza zmniejszenie przyobiecanych nam funduszy na infrastrukturę.
Na początku kadencji nowy rząd wyraźnie odrzucał ideę traktatu konstytucyjnego Europy, obstawał przy nicejskim systemie głosowania. Dziś wycofuje się z tego rakiem. Przyjęliśmy deklarację berlińską, która czyni poprzedni projekt konstytucji podstawą do dalszych prac i w której nie zapisano wartości chrześcijańskich, zaproponowaliśmy pierwiastkowy system głosowania w Radzie UE, którego nikt poza nami nie popiera, co w praktyce oznacza, że będziemy musieli zgodzić się na propozycje niemieckie.
– Premier i prezydent uczynili gest wobec prezydencji niemieckiej, zgadzając się, że punktem wyjścia będzie stary projekt traktatu konstytucyjnego przygotowany przez Konwent. Moim zdaniem, było to niepotrzebne ustępstwo, bo jeśli zrobiło się ten pierwszy krok, to dalsze targi toczyć się będą już tylko o to, co z tego traktatu wyjąć, aby był dla nas do zaakceptowania. Według mnie, trzeba mówić jasno, tak jak czynił to PiS przed wyborami, że żaden traktat konstytucyjny nas nie interesuje, nawet gdyby na okrasę wpisano w preambule wartości chrześcijańskie. Każdy traktat konstytucyjny Europy odbierze nam suwerenność państwową, np. poprzez wprowadzenie zasady większości głosów w Radzie, nadrzędność prawa UE nad prawem krajowym i konstytucji europejskiej ponad konstytucjami państw członkowskich. Nie wolno nam się na to zgodzić. Oczywiście prof. Geremek będzie forpocztą walki o państwo europejskie, konstytucję, centralizację i pozbawienie Polski, która go wysłała do Parlamentu Europejskiego, atrybutów realnej władzy.
Szef Parlamentu Europejskiego Hans-Gert Pöttering, który przebywa w Polsce, powiedział, że z decyzjami na temat mandatu profesora poczeka do orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego.
– Jeżeli Trybunał Konstytucyjny odrzuci tę wersję lustracji, to powstanie bardzo skomplikowana sytuacja prawna. Jeśli nie odrzuci – Geremek z mocy prawa traci mandat, bo nie będzie reprezentował w PE nikogo, poza sobą, a taka sytuacja nie może być przez Polskę tolerowana.
Jak odnoszą się do poczynań pana Geremka pozostali polscy europarlamentarzyści?
– Z dużą rezerwą, choć niewielu jest takich, którzy krytykują go wprost, z uwagi na wpływy profesora w Europie. Z pewnością jednak – poza najbliższym otoczeniem – Geremek nie uzyska aplauzu polskich posłów, bo to, co uczynił, niesłychanie zaszkodziło Polsce. Dał europejskiej lewicy pretekst do histerycznego ataku na nasze władze. Ataku, który ma osłabić po stronie rządu wolę obrony suwerenności Polski.
Dziękuję za rozmowę.
