Urodziłam – jestem zdrowa


Powiedzieć życiu TAK

To działo się wiele, wiele lat temu. Dziś moja córka jest dorosła, a ja cieszę się wnukami. Wydarzenia sprzed lat są jednak wciąż obecne w moim sercu.

Kiedy miałam 25 lat, zachorowałam na gruźlicę. To był straszny czas w moim życiu, zwłaszcza że byłam młodą małżonką. Po jakiś czasie znalazłam się w stanie błogosławionym. Radość i strach. Boleść. Cieszyliśmy się z mężem i płakaliśmy. Bardzo ufaliśmy Bogu, dużo modliliśmy się, pojechaliśmy nawet na pielgrzymkę na Jasną Górę prosić Maryję o opiekę nade mną i nad naszym dzieckiem.

Nie mogę jednak powiedzieć, że przestałam się bać… Zwłaszcza że w tym czasie bardzo „podłamali” mnie lekarze.

Kiedy podczas wizyty u ginekologa powiedziałam, że jestem chora na gruźlicę, lekarz nie chciał słyszeć o kontynuowaniu ciąży. Od razu postawił wyrok na moim dziecku. Podobnie zachował się pulmonolog, który nawet powiedział, że dziecko po tabletkach, które zażywam, na pewno nie urodzi się normalne, więc trzeba już się go pozbyć. Czułam się tak, jakby mi ktoś wbił nóż w serce…

Nie zgodziłam się z lekarzami i już więcej do nich nie poszłam. Skierowanie na aborcję spaliłam w piecu. Widziałam, jak bardzo cierpi moja przyjaciółka, która zabiła kilkoro swoich dzieci, więc stanowczo powiedziałam „nie”.

Czas dziewięciu miesięcy był dla mnie bardzo trudny. Dzięki pomocy męża i bliskich udało mi się go przetrwać. Do szpitala pojechałam dopiero wtedy, gdy poczułam pierwsze bóle. Po kilku godzinach na świat przyszła moja Marysia. Zdrowa, śliczna dziewczynka. Imię dostała na cześć Matki Bożej. Niedługo potem okazało się, że po mojej gruźlicy pozostały tylko blizny…

Dziś wiem, że to dar od Matki Bożej za to, że nie zabiłam swojego dziecka. Cieszę się Marysią i jej pociechami. Dziękuję Bogu za opiekę nad nami i za to, że nie pozwolił, bym zbrukała swoje sumienie. Dziś mogę spokojnie stanąć przed Bogiem i Matką Najświętszą.


Krystyna z Małopolski

Wysłuchała i spisała Małgorzata Pabis

drukuj