Mecenasi?

W polu dobra i zła

Kto i dlaczego interesuje się poza naszymi granicami utrzymaniem w Polsce proaborcyjnego prawa? Ostatnią decyzją Trybunału Praw Człowieka była zainteresowana Komisja Europejska, czyli kierownicza instytucja Unii Europejskiej. Już w 2005 r. raport ekspertów prawnych Komisji (Opinion N° 4-2005: The right to conscientious objection and the conclusion by EU member states of concordats with the Holy See; 14 December 2005) wyrażał oczekiwanie na odpowiednie zajęcie się przez Radę Europy (jej Trybunał Praw Człowieka, strzegący Europejskiej Konwencji Praw Człowieka) jakoby naruszaniem „praw człowieka” przez polskich lekarzy odmawiających uczestniczenia w aborcji. To oczekiwanie ekspertów Komisji zgłoszono zwłaszcza odnośnie do toczącej się już wtedy sprawy przeciwko Polsce „Tysiąc v. Poland”. Wątpić należy, że komisarz zajmujący się w UE „prawami człowieka” nie dopilnował odpowiedniej finalizacji tej sprawy, skoro dobrano go na to stanowisko jako „antytezę” Rocca Buttiglionego. Jak pamiętamy, ten ostatni został uznany za niekompetentnego w „prawach człowieka”, ale nie z racji braku odpowiedniego wykształcenia (jest bowiem profesorem prawa i filozofii), tylko z powodu swojego sumienia, trafnie rozeznającego, jak ocenić aborcję i homoseksualizm. Domniemywać zatem należy, że wybrano zamiast niego komisarza, który takiego rozeznania nie ma, a nawet chyba w sposób szczególny stara się go nie mieć. Świadczy o tym przygotowana już pod jego skrzydłami wspomniana ekspertyza prawna, postulująca wyciągnięcie konsekwencji wobec Polski za niezmuszanie lekarzy do zagwarantowania aborcji zainteresowanym kobietom. Pierwszą ofiarą tej ekspertyzy była jednak Słowacja.

Bezpośrednim powodem powstania tego dokumentu były plany Słowacji zawarcia kolejnego konkordatu ze Stolicą Apostolską, w którym zagwarantowano by nienaruszalność sumienia tamtejszych obywateli, zwłaszcza zaś pracowników służby zdrowia i prawników. W szczegółach oznaczałoby to akceptowanie decyzji obywateli nieuczestniczenia między innymi w aborcji, praktykach sztucznego zapłodnienia, w rozprowadzaniu antykoncepcji, sprawach rozwodowych oraz tworzeniu związków „partnerskich”. Rumienić się należy, że daliśmy się wyprzedzić w dobru naszym sąsiadom, a tego nigdy porządny człowiek nie czyni, podkreślał Arystoteles. Czyżbyśmy zatem nie byli tak dobrzy, jak myślimy? Ale nie ma co tracić ducha, bo akurat w sprawach moralnych zaniedbania można nadrobić, byleby tylko tego pragnąć. Okazji już wkrótce będzie wiele, bo powraca temat konstytucji UE. Trzeba się do tego intelektualnie przygotować. W jednej ze swoich prac święty Augustyn usprawiedliwiał jej napisanie tym, że inni jeszcze nie zdążyli tego tematu podjąć. U nas wprawdzie wszyscy są znakomitymi znawcami unijnych praw, ale jakby nie nadążamy ze spisywaniem własnych myśli…

Konkordatowe plany Słowacji określić należy chyba jako „minione”, ponieważ ekspertyza prawna KE uznała je za sprzeczne z prawami UE. Otrzymaliśmy zatem znakomitą okazję, aby poduczyć się czegoś na temat tych praw od samych superekspertów prawnych Unii. U nas bowiem nawet czołowi politycy zdają się mieć w tej sprawie słabe ich rozeznanie. Dość przypomnieć powtarzane u nas jak mantra twierdzenie, iż nie ma sensu opowiadać UE o aborcji, ponieważ jest to temat jakoby wykraczający poza zakres unijnych regulacji prawnych. Warto zatem czytać, w tym także dokumenty unijne, nie poprzestając tylko na gazetowej wiedzy. W kwestii zatem tzw. aborcji z przywołanej ekspertyzy KE wynika wyraźnie, że jednak znajduje się ona w obrębie kompetencji Unii. Ostatecznie w oparciu o tę ekspertyzę wnioskować należy, iż unijne prawo kieruje się starą zasadą pokoju augsburskiego „cuius regio eius religio”, czyli zasadą łamania sumień obywateli. Lekarze, farmaceuci, prawnicy mają zostawiać swoje sumienia w domu, a w pracy mają ślepo wypełniać żądania władzy. Skoro lud życzy sobie aborcji, antykoncepcji, sztucznego zapłodnienia i adopcji dzieci przez homoseksualistów, to biada zatrudnionym w odpowiednich ośrodkach, którzy tych „usług” nie chcą wykonywać.

Na szczegóły wyjaśnienia stanowiska unijnych ekspertów nie starczyłoby ram tego felietonu, ale przy odpowiednich chęciach można resztę doczytać w przywołanym dokumencie. Zwróciłbym natomiast uwagę, że wśród zainteresowanych skazaniem Polski przez TPCz napotykamy jeszcze innych „mecenasów”. Krzątały się przy przygotowaniu tego wyroku np. Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Już sama karkołomna nazwa wskazuje, że myślano o jej stworzeniu raczej w języku angielskim. To domniemanie potwierdzają finansowe wsparcia w dolarach od George’a Sorosa, chociaż oczywiście otrzymywanie dolarów samo w sobie zdrożne nie jest, bo decydują o tym okoliczności. Dodałbym tylko, że owa Federacja powstała na bazie lęku zachodnich ośrodków, iż przemiany 1989 r. wymiotą wierne Towarzystwo Rozwoju Rodziny, afiliowane od lat 50. w londyńskim IPPF. Warto zapamiętać wśród interesujących nas mecenasów również „Klinikę Prawa UW” z tamtejszego Wydziału Prawa. Owa „Klinika Prawa” przygotowała ostatnio szkolenie polskim prawnikom, aby sprawnie organizowali kolejne pozwy do Trybunału Praw Człowieka przeciwko Polsce o łamanie „praw reprodukcyjnych”. Widać jednak wpływ „ducha czasu”, gdyż prowadząca owe „kliniki” studencka młodzież niczego już nie podpisuje po kryjomu, do jakichś „teczek”, ale głośno i jakby z dumą wszystkim ogłasza, że konieczne przecież dzisiaj fundusze zdobywa od Fundacji Forda i Fundacji Batorego. Już zatem widzimy, że nie jesteśmy sami w naszych zmaganiach o życie. Wolelibyśmy jednak, aby nam nie przeszkadzano.

Marek Czachorowski
drukuj