Przekraczanie progu nadziei

Zwiastowanie Pańskie

Tradycja nadpisała tu wiele informacji, których próżno szukać w ewangelicznym opisie Łukaszowym. Że młodziutka Miriam w chwili zwiastowania czytała Psałterz. Że tkała tkaninę, z której później zrobiono zasłonę Przybytku w świątyni jerozolimskiej, a która rozerwała się w chwili śmierci Jezusa. Nie to jest najważniejsze. Mnogość pism apokryficznych pokazuje jednak, jak niezwykły dla rozumienia historii zbawienia był to moment.

Bardzo ważna jest konstrukcja opisu zwiastowania. Jest ona uniwersalnym schematem dialogu, jaki dokonuje się od wieków. Przychodzi Bóg ze swoim słowem. Wkracza w ludzkie plany i odwraca ich bieg. Oznajmia swoją wolę człowiekowi. To moment krytyczny i najtrudniejszy. Łatwo wtedy się przestraszyć, odrzucić to, czego się nie rozumie i co na początku wydaje się brutalnym pogwałceniem wolności. Ważne jest wtedy to, aby podjąć dialog. Mimo niepewności i lęku. Tak stało się z Miriam. „Zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie”. Anioł oznajmia Jej, że będzie Matką Syna Bożego. Jakże trudne słowa! Niepojęte? Czy nie ma lepszych? Świętszych? Godniejszych? I jeszcze to jedno: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża”. Dużo tych pytań. Czy to nie bunt? Nie bluźnierstwo – Bogu stawiać pytania? Dyktować warunki?

Dostaje znak. Krewna Elżbieta, staruszka już, której łono, wedle ludzkiej wiedzy, już dawno umarło, naznaczona hańbą bezdzietności, nosi pod swoim sercem dziecko! Niesamowite! Niemożliwe! Jak to – niemożliwe? „Dla Boga nie ma bowiem nic niemożliwego”. Czyż to nie oczywiste potwierdzenie mocy Tego, który przez anioła wypowiedział przedtem tak ważne słowa? Dobrze to zrozumiała Maryja. „Oto ja służebnica Pańska. Niech mi się stanie według Twego słowa”.

Wiara jest rozumna. To nie ślepe przyjmowanie Słowa Bożego. Nie pozwalanie na to, by Chrystus, a w Jego imieniu Kościół „terroryzował” (jak by to wyrazili niektórzy) swoich wiernych prawdami, których „nijak się nie da wytłumaczyć”. Wiara to rozważanie tego, co mówi Bóg. On tego chce! Chce wiary świadomej i pełnej, choć po ludzku ułomnej. Przygarnia do siebie szukających i wątpiących. Największy zaś kłopot ma z tymi, którym „wszystko jedno”…

Szukającemu daje znak. Nie musi to być spektakularny cud. Może to być potwierdzenie, które człowiek jest w stanie odczytać tylko w swoim sercu. Jakieś pokonanie niemożności. Przekroczenie granicy lęku, które po ludzku byłoby nierealne. My często takie znaki uparcie odrzucamy. Nazywamy je zbiegami okoliczności, przypadkami. Ale kiedy taki znak zostanie dobrze odczytany i kiedy zostaje wypowiedziana wewnętrzna zgoda na to, by Słowo zaczęło w nas działać, zaczynają się dziać w życiu wspaniałe rzeczy! Rodzi się dobro, miłość, pokój.

Taki dialog nieustannie dokonywał się w Starym Przymierzu. Próbom byli poddawani: Abraham, Mojżesz, patriarchowie i prorocy, a także św. Józef, apostołowie i rzesze świętych, którzy przyszli potem. Wszyscy wygrali, bo powiedzieli Bogu „tak”. To zawsze jest trudna decyzja. Za każdym razem, kiedy pada, zostaje przekroczony kolejny próg nadziei. I zawsze wtedy dzieją się wielkie rzeczy.

Marcin Jasiński
drukuj