Nie jesteśmy zwolnieni od odpowiedzialności

Napomnienia: „Pokutujcie!” i „Ratujcie się z tego przewrotnego pokolenia!”, dotyczą także nas. Nie można świadczyć o Chrystusie Zmartwychwstałym i być znakiem Ducha Świętego, którego posyła Zmartwychwstały, bez wierności i gotowości do pokuty i pojednania. W żadnym wypadku nie możemy zakładać, że jesteśmy zwolnieni z odpowiedzialności w świecie takim jak ten, w którym żyjemy. Wielkopostne wezwanie: „Pokutujcie” – jest wezwaniem do odpowiedzialności. Jest więc służbą kapłańską okazywaną Chrystusowi, jest misją kapłańską w Kościele spełnianą przez biskupa, prezbitera i każdego wiernego, jeśli demaskuje się zaniedbania, winy i grzechy.

Nie wolno nam przemilczać przewrotności i bezbożności, które ciągle nękają lud Boży. Nie możemy, nie zdradzając posługi słowa, ignorować przerażającej obojętności wiernych wobec form zła duchowego, które zagrażają społeczeństwu chrześcijańskiemu, wobec kompleksu niższości w stosunku do ideologii alienujących od poczucia winy, wobec straszliwej apatii na agresywność ze strony rozmaitych ataków, które zagrażają nie tylko misji, ale i tożsamości Kościoła.


Nie brakuje „mistyków” nieposłuszeństwa


Uderzając w Kościół instytucjonalny, który jest apostolski, uderza się w wiarę i posłuszeństwo wiary; sprzyja się desakralizacji darów Ducha prawdy i miłości. Nie brakuje dzisiaj takich, którzy chcieliby świadczyć o Duchu Świętym, równocześnie kontestując Kościół, którego On jest duszą, sprzeciwiając się pasterzom, których On ustanowił, aby nim kierowali, odrzucając objawienie prawdy, która jest zawarta w Credo, negując uświęcenie, które jest podstawą moralności chrześcijańskiej, pomijając sakramenty i normy, które są podstawą zbawienia, tworząc rozmaite irenizmy rozbijające Kościół Chrystusa na autonomiczne wspólnoty, jakby Chrystus był podzielony. Nie brakuje „mistyków” nieposłuszeństwa wierze i łasce, którzy naiwnie igrają z laicyzmem, dokonując profanowania chrześcijaństwa.

Sprytni manipulatorzy i mistyfikatorzy Ewangelii pod pretekstem dokonania oczyszczenia Kościoła pozbawiają go wartości sakramentalnych; redukują go w jednostronnej ortopraksji, odrzucając teologię wiary i nadprzyrodzoności. Zaczyna się od dyskredytacji, od rzucania podejrzeń i budzenia nieufności, by potem spojrzeć na niego negatywnie w reinterpretacji jego struktur i jego orędzia – reinterpretacji pełnej odrzucenia i buntu. Usiłując uczynić chrześcijan ateistami i niewiernymi, w pogłębiającym się kwestionowaniu dogmatów i moralności, wprowadza się do Kościoła formy ateizmu i niewierności, gdy głosi się pluralizm i tolerancję także w rzeczach istotnych dla wiary, a przez to wystawia się Kościół na poważne niebezpieczeństwa, a niekiedy wprost rozbija się jego jedność. Nie słucha się już głosu nauczania kościelnego, odrzuca się wypowiedzi Papieża i biskupów bądź też przepuszcza się to nauczanie przez filtr tak zwanej opinii publicznej, która fałszuje treść i intencje duszpasterskie.

Jest rzeczą bolesną stwierdzić działania tak zwanych chrześcijan, którzy narzucają innym skrajnie indywidualne sposoby myślenia i odczuwania w imię prawdy ewangelicznej. Poddają oni wiarę chorym ideologiom, demaskowanym przez Kościół jako narzędzie władzy, która chciałaby go potraktować narzędziowo oraz zredukować jego działanie do kompromisów politycznych na rzecz „wyzwoleń” społecznych. Tymczasem te „wyzwolenia” są zawsze niewystarczające, jeśli nie gwarantują autentycznej wolności dzieci Bożych – wolności od zniewoleń ciała i krwi, egoizmów indywidualnych i kolektywnych – wyzwolenia i wolności, które Duch Święty dał swojemu Kościołowi i które Kościół otrzymuje w nieustannej Pięćdziesiątnicy duchowej.


Obrona życia, małżeństwa i rodziny


Zdarza się biskupowi i prezbiterowi, który jest wierny posłudze słowa, że jest źle rozumiany, jeśli nie wprost kontestowany w afirmacji prawd, które dotyczą moralności, a więc i wiary chrześcijańskiej, gdy dotykają one rozmaitych dziedzin życia prywatnego i publicznego. Są dwa problemy, na które warto osobno zwrócić uwagę, a które spotykają się z paradoksalnymi oskarżeniami o ingerencję polityczną. Jest to problem zabijania dzieci poczętych oraz problem małżeństwa i rodziny. Skoro tylko na ambonie mówi się na te tematy – i słusznie mówi się o nich na ambonie, gdyż są to zagadnienia dotyczące wiary i świadectwa chrześcijańskiego – nierzadko pojawia się posądzenie o mieszanie się w politykę, jakby problem aborcji oraz pewne tematy związane z małżeństwem i rodziną nie były problemami moralnymi i duchowymi, zanim staną się problemami politycznymi.

W potępieniu zabijania dzieci poczętych wyraża się szacunek dla prawa każdej osoby ludzkiej do życia. W potępieniu wszelkich nadużyć dotyczących małżeństwa i rodziny uznaje się miłość małżeńską za kwestię fundamentalną z ludzkiego i kościelnego punktu widzenia. Są dwie ważne rzeczywistości dotyczące życia ludzkiego i religijnego, o których biskup, prezbiter i każdy wierzący ma prawo świadczyć nie tylko prywatnie, ale publicznie, jak ma prawo demaskować upolitycznienie wiary – upolitycznienie, które nieuchronnie kończy się sprowadzeniem Kościoła do frakcji politycznej. Jest obecne w tym upolitycznieniu odrzucenie porządku moralnego, najpierw ogólnoludzkiego, a potem chrześcijańskiego, awersja do wiary i moralności katolickiej oraz domaganie się zaakceptowania postępowania w sposób wyraźnie przeciwny zasadom naturalnym etyki, które mają w Dekalogu i Ewangelii definitywną sankcję Boską i sakramentalną. Mówiąc prościej, odrzuca się w ten sposób sam zamysł życia ludzkiego w porządku chcianym przez Boga, gdyż porządek stworzony zostaje rozmyty i pozbawiony podstaw.

Żaden system polityczny nie może domagać się modyfikacji i odwrócenia tego, co stanowi wynik Boskiego uporządkowania. Kościół, posiadając depozyt Słowa Bożego, zawsze w ciągu swojej historii deklarował, nawet za cenę prześladowań, męczeństwa i schizm, nienaruszalność prawa Bożego. Jeśli kiedykolwiek była chwila historyczna, która domagała się zajęcia jasnego i otwartego stanowiska w tej sprawie, to dzisiejszy moment kulturowy i cywilizacyjny niesie ze sobą takie wymaganie. To dzisiaj, w imię wyrachowanej psychologii i socjologii, usiłuje się dokonać ateistycznego zepchnięcia na margines każdego aspektu metafizycznego, teologicznego i nadprzyrodzonego ludzkiej egzystencji. Biskup, prezbiter i świecki, który uznaje się za katolika, nie może ani nie musi być obojętny ani tym bardziej bierny w wypowiedziach, gdy zdradza się prymat Boga i godność człowieka. Wszyscy są odpowiedzialni za świadectwo i obronę praw Bożych i ludzkich; spoczywa na nas pilna misja przeciwstawienia się wszelkiemu burzeniu konstytutywnego porządku autentycznie naturalnego życia ludzkiego.


Wielki Post domaga się pełni wiary


Musimy, niestety, stwierdzić rozpowszechnianie się nietolerancyjnej i bezkrytycznej mentalności, która odmawia wierzącym wolności wypowiedzi i obrony ich przekonań, której domagają się dla siebie, i nie znosi w tym żadnych sprzeciwów. Zdumiewa mnie w najwyższym stopniu, że podobnej mentalności ulegają także ci, którzy mienią się chrześcijanami, a nawet teologami. Oto czytam w jednym z pism teologicznych wskazówkę duszpasterską, że jeśli w jakimś środowisku coś kogoś drażni (chodzi oczywiście o drażliwość jasnych postaw chrześcijańskich), to nie należy o tym mówić! Jest to nie tylko paradoksem, lecz zarazem bolesnym wskaźnikiem kryzysu i zamieszania, który wszystkich zobowiązuje do reformy i odnowy religijnej. Broniąc praw Boga i osoby ludzkiej, broni się samych podstaw społeczeństwa ludzkiego. Problem ma radykalne znaczenie dla chrześcijanina – nie może nazywać się chrześcijaninem ten, kto nie jest religijny, ani w pełni chrześcijaninem ten, kto nie jest katolikiem. Można być religijnym, a nie chrześcijaninem, chrześcijaninem, a nie katolikiem. Zmysł transcendencji i nadprzyrodzoności oraz pełna akceptacja objawienia wykluczają teorie i systemy laickie oraz wszelkie alianse z nimi.

Kto wyznaje wiarę indywidualistyczną i takiej wiary się domaga, narusza Credo apostolskie i żywą Tradycję Kościoła, ten nie może nazywać się katolikiem. Wielki Post domaga się pełni wiary, domaga się przywrócenia wartości duchowych do ich funkcjonowania w realizacji przeznaczenia człowieka na poziomie stworzenia i odkupienia, w historii, w którą Bóg wszedł przez swoje Słowo, które stało się człowiekiem, i który nadal dokonuje uświęcenia ludzkości w mistycznym Ciele Chrystusa, którym jest Kościół.


Kochajmy Kościół


Są kontestacje, które burzą, i takie, które budują Kościół. Wielki Post, oczyszczając i uświęcając ludzkie nadzieje, potępia niewłaściwą sakralizację natury i władzy. Sprawiedliwość zawsze idzie za miłością; jest owocem wierności i poddania się prawdzie. Poza prawdą i miłością nie ma prawdziwej wolności, prawdziwego wyzwolenia, prawdziwego dążenia do odnowy. Trzeba więc w tym okresie liturgicznym otworzyć się na działanie Ducha Świętego, który jest Duchem prawdy, miłości, wolności, z radością, w całkowitym powierzeniu się Opatrzności Bożej, z pewnością, że jest się prowadzonym do powszechnego dobrobytu duchowego i doczesnego, z zadowoleniem z przynależności do Kościoła – tego Kościoła pielgrzymującego, z tym Papieżem, z tymi biskupami i prezbiterami, z tymi wiernymi, wierząc mocno, że jest to Kościół Chrystusa – „święty Kościół grzesznych ludzi”, jak mówił św. Ireneusz.

Słabości i braki mogą być uleczone, jak zostały uleczone słabości i braki apostołów w Wieczerniku. Szczera wiara pozwoli nam odkryć w Kościele ukryte siły i ciche działanie, zdolne do odnowienia jego wiecznej młodości. Kochajmy Kościół taki, jaki jest, unikając składania go w ofierze przejściowym modom, które go postarzają. Przeżywajmy katolicyzm „otwarty”, ale otwarty na prawdę i miłość, gdziekolwiek się manifestują, z pokorą i zdrowym rozsądkiem, z dyskrecją i mądrością. Oby powstrzymano się od ciągłego atakowania Kościoła, choćby z najlepszymi intencjami, aby uczynić z niego „kościół” prywatnych opinii i stronnictw czy też wyrachowanych interesów. Niech pozwoli się mu pełnić jego niezastąpioną misję matki wszystkich ludzi, dobrych i złych, sprawiedliwych i grzeszników, aby to, co Ojciec i Syn chcą od Kościoła i czego Duch Święty dokonuje w świecie, było „szerokością, długością, głębokością i wysokością” miłości i mądrości – aby było darem powszechnego zbawienia i nadzieją chwały.

ks. prof. Janusz Królikowski

Autor jest wykładowcą teologii na Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie, Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie oraz Wydziale Teologicznym Sekcja w Tarnowie.

Biskup, prezbiter i świecki, który uznaje się za katolika, nie może ani nie musi być obojętny ani tym bardziej bierny w wypowiedziach,

gdy zdradza się prymat Boga i godność człowieka.

Oby powstrzymano się od ciągłego atakowania Kościoła, choćby z najlepszymi intencjami, aby uczynić z niego „kościół” prywatnych opinii i stronnictw czy też wyrachowanych interesów.

drukuj