„Uderz Pasterza, aby rozproszyły się owce” [Za 13, 7]

Czy można zasmucić cały Kościół? Czy można skrzywdzić cały Naród? – okazuje się, że można. Właśnie w niedzielę Chrztu Pańskiego przeżyliśmy coś w tym rodzaju. Przeszła nad naszymi głowami burza nienawiści wobec Kościoła i Polski. Ktoś powiedział, że grupa zorganizowanych złoczyńców może sterroryzować całe społeczeństwo.

Medialny terroryzm

Byliśmy świadkami takiego ataku terrorystycznego skierowanego przeciw ks. abp. Stanisławowi Wielgusowi. Grupa terrorystów medialnych uzbrojonych w środki masowej dezinformacji pełnymi nienawiści słowami napadła na księdza biskupa w sposób nieuzasadniony żadnymi racjami merytorycznymi. Kampania przeciw nowo mianowanemu arcybiskupowi Warszawy przypominała dokładnie styl, metodę i ducha owej niesławnej kampanii przeciw ks. bp. Czesławowi Kaczmarkowi, mającej doprowadzić go do śmierci cywilnej, prawnej, a potem fizycznej. W podobnym duchu rozpętano w czasie trwania Soboru Watykańskiego II ofensywę kłamstwa i nienawiści przeciw polskim biskupom, którzy ośmielili się napisać do biskupów niemieckich list natchniony duchem Ewangelii. W podobny sposób atakowano „Solidarność” i kapłanów wspierających duchowo ruch społeczny mający doprowadzić Polskę do niepodległości. Ofiarami tamtej kampanii stali się: ks. Jerzy Popiełuszko, ks. Stefan Niedzielak, ks. Stanisław Suchowolec, ks. Roman Kotlarz i inni. Jest czymś zastanawiającym, że w teraźniejszej Polsce, kiedy się mówiło, że budujemy IV Rzeczpospolitą, wolną od trucizny komunistycznej i ubeckiej, w telewizji i pewnych pismach sterowanych z zagranicy głównie przez ośrodki masońskie panuje ten sam duch antykościelny i antypolski, po prostu antychrześcijański, zawoalowany bardzo niedokładnie hasłami liberalizmu i demokracji.

Skrzywdzono Kościół

Należy podkreślić, że ta grupa zorganizowanych terrorystów medialnych skrzywdziła nie tylko jedną konkretną osobę: ks. abp. Wielgusa. Biskup w Kościele jest szczególnym symbolem: na mocy swego urzędu i powołania reprezentuje Chrystusa Pana i to niezależnie od mniej lub bardziej wysokiego poziomu swojej moralnej doskonałości. W biskupie wierni odnajdują ośrodek żywotnego kontaktu – przez wiarę – właśnie z Chrystusem. W biskupie uobecnia się symbolicznie cała wspólnota kościelna ożywiona Duchem Świętym. Chodzi tu więc o symbol sakralny, a nawet sakramentalny, jako znak obecności Chrystusa pośrodku wspólnoty wierzących. Poszanowanie dla tego symbolu, cześć dla tej widzialnej symboliki „sacrum” należy do istoty religii chrześcijańskiej. Wie o tym, niestety, także śmiertelny przeciwnik Chrystusa, szatan, i dlatego czyni wszystko, by znaleźć sposób, jak „uderzyć Pasterza, aby rozproszyły się owce”. W taki sposób instruuje swoich najemników, aby uderzali w ośrodek wiary, w centrum jedności kościelnej. Takie uderzenie jest podobne do zaatakowania samych fundamentów domu: dom bez fundamentu się rozpada. Taki zamach na biskupa jest zamachem na Kościół i uderza we wszystkich, którzy czują się z nim związani właśnie więzami wiary i nadprzyrodzonej miłości. Trudno ocenić, jaki ból zadały te ataki milionom wiernych w Polsce.

Ponadto coś niewidzialnego, nieuchwytnego dla zmysłów zostało bezpowrotnie zniszczone, coś, co tworzyło duchowy klimat polskiej kultury, tak cierpliwie odbudowywany przez Jana Pawła II po okresie komunistycznego barbarzyństwa. Teraz być może bezpowrotnie zburzono tę duchową barierę strzegącą nietykalności sacrum i nasz polski świat kultury już nie będzie taki sam, znów pogrążymy się w otchłani barbarzyństwa i nihilizmu panoszących się bezkarnie w medialnej przestrzeni. Podobnie jak po zamachu na Papieża w owym niezapomnianym i tragicznym dniu 13 maja 1981 roku, kiedy mówiono otwarcie, że „świat odtąd już nie będzie taki sam”. Zburzono coś, czego nie da się odbudować, ponieważ zbudowanie duchowego klimatu czci dla świętości wymaga tysiąca lat. Ale bez tego klimatu czci człowiek nie jest zdolny być w pełni człowiekiem; żadnego „humanizmu” nie da się już zbudować. Przecież i Lenin, i Hitler mówili o jakimś nowym „humanizmie” i wiemy, co z tego wynikło.

Bóg mścicielem

Ale Bóg zwykł się upominać o podeptaną świętość swoich pomazańców. W Księdze proroka Zachariasza czytamy słowa Pana Boga skierowane do tych, których wybrał: „Kto was dotyka, dotyka (źrenicy) mojego oka” (Za 2, 12). Nie wiem, która to święta mistyczka słyszała od Pana Jezusa zupełnie podobne słowa ostrzegające, by nie krzywdzić kapłanów Kościoła. W historii nie jeden raz znalazły potwierdzenie ostrzeżenia, że Pan Bóg nawet w tym życiu niekiedy zsyła karę na świętokradców poniżających Chrystusowych kapłanów. Przed laty pewien kapłan uczestniczący w kursie licencjackim na Papieskim Wydziale Teologicznym w Krakowie opowiadał mi historię, która głęboko zapadła mi w pamięć, może z wyjątkiem jednego szczegółu, który nie zmienia sensu całości. Otóż w tej parafii, w której ten kapłan pracował (powiem tylko tyle, że było to w Polsce południowej), któregoś roku tuż przed wojną lub zaraz po niej jacyś parafianie podnieśli bunt przeciw proboszczowi i postanowili go demonstracyjnie wywieźć z parafii na wozie konnym. Trzech czy czterech mężczyzn bezpośrednio zaangażowanych w akcję „załadowania” proboszcza na furę (jak mówiono) wywiozło go poza teren parafii, oczywiście z poleceniem, aby do parafii nie wracał. Życie niby wróciło do normy, przyszedł nowy proboszcz i wszystko było po staremu. Tymczasem zaczęły się dziać dziwne rzeczy ze sprawcami tejże „wywózki”. Wszyscy po kolei ginęli tragicznie w takich okolicznościach, w których „główną rolę” pełniły właśnie zwierzęta. Jeden z tych mężczyzn, bronując pole, został nagle „zabronowały” na śmierć przez konie, które niespodziewanie zerwały się i zaatakowały go właśnie jego narzędziem pracy. Drugi mężczyzna, prowadząc buhaja, został przez niego zaatakowany i dosłownie przygwożdżony do ziemi i, stratowany na śmierć. Trzeci zginął w bardzo podobnych okolicznościach, też od zwierząt, ale nie potrafię podać szczegółów.

W innej parafii (też w Polsce południowej) dwaj antyklerykałowie buntowali wieś, żeby nie pozwoliła tam na budowę kościoła (stara świątynia była już za mała). Ich hasło brzmiało: „Po co nam księża”. Niedługo trzeba było czekać na znak. Jeden z tych antyklerykałów zwoził z pola siano, a ponieważ droga była nieco pochyła, podpierał wóz od dołu. Czy się poślizgnął, czy popełnił inny błąd, fakt, że się przewrócił i został przykryty całym ładunkiem siana. I tak został. Wyzionął ducha – bez księdza. Nie był mu „potrzebny”. Drugi także rychło zginął tragicznie. Okazało się, że był zdaje się donosicielem na usługach gestapo. Pewnego dnia spotkało go na moście dwóch ludzi z AK. Odczytali wyrok, padł strzał. Ksiądz nie był mu „potrzebny”…

Tu nie chodzi o to, że Pan Bóg zaraz za wszystko karze, ale karze niekiedy, aby ostrzec, że nie pozwala profanować tego, co jest święte. Pan Bóg najczęściej „mści się” w ten sposób, że biednego łotra doprowadza do pokuty i pozwala mu doświadczyć swego nieskończonego miłosierdzia. Ale my musimy mieć świadomość, że ci złoczyńcy, którzy z ukrycia, za barykadą zmontowaną z mikrofonów, ekranów, monitorów, tranzystorów itd. bombardują całe społeczeństwo pociskami swojej nienawiści, okrucieństwa i podłości, są tragicznie nieszczęśliwi, ponieważ oddali się na bezwarunkową służbę szatanowi i dlatego ich zbawienie jest bezsprzecznie zagrożone. Oni sami są ofiarą tego spisku, w jaki się wmieszali przez swoją naiwność, głupotę lub już nawet z piekielnej przewrotności, i nie zdają sobie sprawy, w jaki sposób ich „szef” ciągnie ich za włosy w czeluście piekła. Trzeba więc rozpocząć wielkie modły o nawrócenie tych wszystkich uwiedzionych i zaślepionych wrogów Kościoła, tak jak św. ojciec Maksymilian Kolbe zwykł modlić się za masonów i innych przeciwników wiary, polecając ich przemożnemu orędownictwu Maryi.

Konieczna moralna mobilizacja

Równocześnie nie wolno nam biernie poddawać się trującemu oddziaływaniu takiego bombardowania świadomości przez te środki masowej dezinformacji i musimy zająć wobec nich właściwe i zdecydowane stanowisko. Trzeba dokładnie „zarejestrować” tych najgorliwszych „aktywistów” atakujących nasz polski Kościół i zadecydować, że z tą telewizją, z tą gazetą, z tym dziennikiem, z tym piśmidłem, z tym tygodnikiem – zrywamy wszelki kontakt i raz na zawsze przestajemy je uważać za źródło informacji. Przestańmy ich słuchać i czytać, niech oni sami trują się swoim smrodem, niech grzęzną w swoim bagnie kłamstwa i podłości. Należy za to rozpowszechniać prawdziwie katolickie i polskie pisma i inne media, abyśmy mieli dostęp do prawdy i wzrastali w świadomości współodpowiedzialności za Polskę i Kościół. Powinno takie ogłoszenie paść z ambony, powinno się zakazać jakiejkolwiek współpracy z masońskimi, antykościelnymi i antypolskimi ośrodkami czy organami propagującymi fałsz i nienawiść. Powinno się ze wszech miar popierać Radio Maryja i Telewizję Trwam, aby Polacy mogli kształtować zdrową opinię publiczną. Trzeba nadal rozwijać ogólnopolską sieć informacji i ewangelizacji. A na tych „aktywistów” antykościelnych i antypolskich powinno się rzucić ekskomunikę, jak też centra ich propagandy obłożyć interdyktem, aby żaden katolik nie odważał się wchodzić w te ośrodki i współpracować z wrogami Kościoła i Polski.

Wiem, że takie pojęcia, jak „ekskomunika” i „interdykt” są „niemodne” i niezgodne z poprawnością polityczną, ale doświadczenie pewnego biskupa w Stanach Zjednoczonych dowodzi, że zastosowanie tych „konserwatywnych” metod przynosi zbawienne owoce dla społeczeństwa katolickiego. Chodzi o biskupa nazwiskiem Fabian Bruskewitz (diecezja Lincoln), który za pomocą nałożonej w roku 1996 ekskomuniki rozprawił się z dwunastoma organizacjami, które wnosiły do jego diecezji ferment antykościelny i wprost amoralny. W wywiadzie dla pisma „National Catholic Register” prawnik kanonista (autor książki „Surprised by Canon Law”) Pete Vere stwierdził: „Wydawać by się mogło, że to dość niecodzienna sytuacja, a przecież biskup Bruskewitz potraktował po prostu bardzo serio trzy funkcje biskupa, o których mówi Sobór Watykański II: funkcję rządzenia, uświęcania i głoszenia Ewangelii. On rządzi swoim Kościołem, dbając o dyscyplinę wśród katolików, uświęca ich, troszcząc się, by nie zostali wciągnięci przez antykatolickie organizacje, a głosi Ewangelię poprzez wskazywanie na to, co jest z Ewangelią niezgodne” (na podstawie: Tim Drake, Vatican Upholds Excommunications, National Catholic Register, March 27-April 2. 2005).

Nie byłoby niczym dziwnym, gdyby Kościół polski podjął bardzo stanowcze decyzje wobec tych grup zorganizowanych i sterowanych przez ośrodki antykościelne (już pewnie nie Moskwę, lecz trochę bardziej na Zachód…), które podjęły w sposób niezwykle złośliwy i okrutny całą kampanię przeciw ks. abp. Wielgusowi, nie w celu „uzdrowienia Kościoła”, bo w to nawet idiota nie uwierzy, ale w celu burzenia Kościoła poprzez niszczenie jego głównych przedstawicieli. Ktoś mnie poinformował, że słyszał w pewnym programie telewizyjnym wypowiedź, iż trzeba doprowadzić do tego, aby arcybiskup Wielgus „zupełnie zniknął”, co oznacza totalny zamach na jego osobę, a może na jego życie. Cała wojna rozpętana przez media swoim charakterem świadczy o tym, że jej celem było zniszczenie księdza arcybiskupa psychiczne, moralne, odebranie mu dobrego imienia, zniesławienie radykalne, czyli zniszczenie człowieka jako osoby, jako podmiotu godności i praw. Taki totalny atak na człowieka ma wszystkie cechy bandytyzmu i tak powinien być potraktowany przez prokuraturę i sąd, o ile rzeczywiście mamy już Polskę niepodległą. Jeżeli prokuratura i sąd nie zrobią niczego, aby ukarać przestępców „medialnych” i dać pełną satysfakcję pokrzywdzonej osobie księdza arcybiskupa, będziemy musieli podejrzewać, że epoka stalinowska w wymiarach sprawiedliwości jeszcze się nie skończyła.Media nie mogą sobie uzurpować stanowiska ponad prawem, absolutnie nietykalnego, niezależnie od tego, jakich się dopuszczają zbrodni i łajdactw.

Przejść do ofensywy

Kościół polski musi się skonsolidować i podjąć zdecydowane działania mające na celu odbudowanie tego, co zostało zniszczone przez lata czerwonej okupacji, potem przez lata pokomunistycznej laicyzacji i demoralizacji i wreszcie przez aktualne działania „europejskich” grup antykościelnych i antypolskich. Nie możemy się zgadzać na zepchnięcie nas do permanentnej defensywy: to Kościół musi „atakować” Ewangelią, modlitwą, budowaniem radykalnej cywilizacji życia i miłości, budowaniem wspólnoty opartej na żywym doświadczeniu obecności Chrystusa w parafii i diecezji. Kościół musi rozbudować własne szkolnictwo, własną sieć informacyjną i wydawniczą, własne ośrodki promieniowania kultury. Jest nie do pomyślenia, aby na uroczystości religijne czy w ogóle kościelne wciskały się grupy dziennikarzy czy telewizje, które tyle razy wsławiły się postawą wrogą wobec Kościoła, nawet jeśli sprytnie ukrywają się za parawanem „katolicyzmu otwartego”. Niech oni nie mają prawa informować, a raczej deformować świadomości społecznej, rozpowszechniając teorie i poglądy niezgodne z prawdą i nieodpowiadające świętości Ewangelii. Nie można dłużej zgadzać się na to, co nie tak dawno temu miało miejsce w telewizji, że jakiś młodzian (ktoś nawet powiedział: „chłystek, a może nawet smarkacz”) przesłuchuje ks. Prymasa Glempa, tak jakby to była rozprawa sądowa lub jakby zadawał pytania jakiemuś sztubakowi. Dość tego upokarzania Kościoła. Jesteśmy odpowiedzialni za cześć należną Bogu i Ewangelii, za honor i świętość krwi męczenników, z posiewu której wzrosła nasza wiara.

Nie dajmy się zaślepić i omamić mitem demokracji, którą łudzono nas od lat. U nas nie ma demokracji, lecz tylko kolejno różne jej zwyrodniałe formy, dzięki którym coraz to inna mafia oszukuje i poniża Naród. Nieoceniony Waldemar Łysiak notuje krytyczne głosy na temat rzeczywistego stanu naszej „demokracji”: „Nawet okołosalonowy 'Newsweek’ zbudził się wreszcie, gdy ujawniono fałszowanie 'teczek’ przez służby specjalne II RP (…), więc piórem Dominika Zdorta zagrzmiał: 'Do niedawna wydawało nam się, że to było demokratyczne państwo prawa. Tymczasem pod powierzchnią sloganów i demokratycznych procedur kryły się bardzo głębokie pokłady postkomunistycznego totalitaryzmu, nienaruszone przez rządy po 1989 roku, a być może nawet przez nie wykorzystywane'”. Łysiak upewnia Zdorta, że nie „być może”, ale „na pewno”. Ten totalitaryzm postkomunistyczny, jak widzieliśmy, ocalał w „polskich” mediach i ma się całkiem dobrze pod osłoną swoich masońskich adwokatów. Czy mamy mu pozwolić, aby dalej niszczył Polskę i Kościół? „Bądźmy mocni w wierze!”.

Pragnę zakończyć fragmentem wiersza Kazimierza Józefa Węgrzyna:

Niech mnie kłamcy nie uczą prawdy

niech mnie tchórze nie uczą odwagi

bo nie oni będą mi miarą

sprawiedliwym języczkiem u wagi

jeszcze boli mnie moja Polska

dzięki Bogu za to cierpienie

za niepokój w gołębim sercu

co się tłucze o żebra kamieniem

bo jeśli naród w Twojej woli stanie

i przez stulecia idzie w wierze

to mu niestraszny żaden wróg

bo Twoje broni go przymierze

(Przez czerwone morze, 1997, s. 153-154).

ks. prof. Jerzy Bajda
drukuj