Santo subito

Ksiądz biskup Adam Lepa o świętości Jana Pawła II:

Prawdziwa świętość rozwija się i dojrzewa w codzienności. Jej bogactwo jest darem dobrego Boga. Na co dzień świętość ta, postrzegana przez innych, jest przedmiotem podziwu, a nawet głębokiego zachwytu. Dzięki temu możemy podejmować próby jej naśladowania.

Świętość jest tak czytelna, że nie trzeba zgłębiać teologicznych ksiąg i przewodników po życiu duchowym, aby ją zrozumieć i wprowadzić do własnego życia. Taką właśnie świętość obserwowaliśmy u sługi Bożego Ojca Świętego Jana Pawła II, Piotra tamtych czasów i największego z rodu Polaków. Wdzięczność za wielki dar tej tak bardzo bliskiej człowiekowi świętości wyrażamy w sposób dość nieudolny, ale będący również spłacaniem zaciągniętego długu. Dlatego w prostocie serca wspominamy oznaki świętości, jakie widzieliśmy u Jana Pawła II. One wszystkich urzekały i były pomocą w pracy formacyjnej nad sobą. Można by ich wymieniać wiele. Przypatrzmy się jednak niektórym z nich. Wobec każdego bez wyjątku Ojciec Święty był zawsze bardzo ludzki. Umiał cierpliwie i z uwagą słuchać swojego rozmówcy – także tego najbardziej „maluczkiego”. Przedkładane w rozmowie sprawy były zawsze dla Jana Pawła II bardzo ważne, by nie powiedzieć – najważniejsze. W bezpośrednim kontakcie ze sługą Bożym znikały dystans i skrępowanie, a tworzyła się przedziwna więź. Każda rozmowa z Papieżem była inspirująca i dawała wielką radość. Były to bardzo wyraźne oznaki miłości Jana Pawła II do człowieka – miłości najtrudniejszej i dlatego zawsze fascynującej. Aby tak kochać, trzeba stale stawiać się w sytuacji drugiego człowieka. Dlatego w licznych wypowiedziach nazywano Papieża Polaka niedościgłym mistrzem w sztuce empatii – będącej ewangeliczną postawą, dzięki której człowiek może przejść przez życie, czyniąc dobrze, uświęcając siebie i innych. Gdy tę postawę odnajdujemy u człowieka świętego, przypominają się słowa Chrystusa, który mówił, że „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć…” (Mt 20, 28). Miłość Boga i bliźnich wyrażana w wytrwałej służbie – zawsze pełnej ofiary i prostoty – staje się obliczem autentycznej świętości.

not. Mariusz Kamieniecki

drukuj