Wierzę, że Polacy się przebudzą
Rozmowa z ojcem Tadeuszem Rydzykiem CSsR, założycielem i dyrektorem Radia Maryja
Czy 15 lat temu myślał Ojciec, że Radio Maryja, które było wtedy niewielką rozgłośnią, rozrośnie się w tak potężne dzieło?
– Przede wszystkim już na samym początku nie wyobrażałem sobie, że to będzie małe dzieło. W marcu 1990 r., w pierwszym piśmie do Ministerstwa Łączności – wtedy jeszcze nie było Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji – napisałem, że w imieniu naszej prowincji redemptorystów proszę o radio na całą Polskę. Oczywiście zdziwili się bardzo. Popatrzyli na mnie, jakbym spadł z księżyca, co ja tu w ogóle robię, co tu wymyślam. I wtedy zaczęły się schody. Pragnienie ewangelizacji było od wielu lat, od zawsze. Ono jeszcze nie jest zrealizowane do końca.
Czyli Radio to dopiero początek?
– Myślę, że przed nami są ogromne zadania. Tu chodzi o ewangelizację, o to, by wszyscy Polacy rzeczywiście należeli do Chrystusa. Przecież my jesteśmy Narodem Królowej Polski, jesteśmy Narodem ochrzczonym od 1000 lat, przez 1000 lat wzrastającym na gruncie Ewangelii. Widać, że jest jeszcze dużo pracy. Bez Chrystusa człowiek nie jest szczęśliwy. Jeżeli kochamy swój Naród, to życzymy mu szczęścia. Pełne szczęście jest dopiero wtedy, gdy odnajdziemy cały sens, a pełny sens odnajdujemy w Chrystusie. Szanujemy oczywiście wolność wszystkich ludzi, ale modlimy się o to, żeby wszyscy przyjęli Chrystusa, i powinniśmy wszystko dla tej sprawy robić. Gdy Polacy będą umocnieni, gdy każdy z nich powie: „jestem uczniem Chrystusa, kocham Chrystusa”, to poniosą Chrystusa w cały świat. A świat w tej chwili jest bardzo pokaleczony. Mimo że Chrystus przyszedł już ponad 2000 lat temu na ziemię, to jednak w bardzo wielu miejscach jest nieznany i niekochany. Niezależnie od tego są coraz silniejsze tendencje, aby wyrzucić Go z życia całych narodów, z życia całego świata.
I dlatego właśnie ewangelizacja poprzez media? 15 lat temu mało kto zwracał uwagę na społeczną rolę mediów, bardziej upominano się o gospodarkę, ekonomię, a media były traktowane jak obszar jakby zastrzeżony dla drugiej strony – komunistycznej.
– Myślę, że i w tej chwili jeszcze nie wszyscy zdają sobie sprawę z roli mediów. 15 lat temu ci, którzy wiedzieli, jakie są przemiany w Polsce, podsuwali nam różne hasła, a sami zawłaszczali dorobek całego Narodu i równocześnie opanowali media. Wiedzieli wyraźnie, że bez mediów, bez wpływu na świadomość, ludzie mogą ich odrzucić, mogą zauważyć dokonujące się manipulacje. Dlatego potrzebne były media, aby w sposób ukryty, niewidoczny doprowadzać do celów znanych tylko tym, którzy manipulowali. I w dużej mierze to się udało. Media były potrzebne, żeby mieć władzę. Władza potrzebna, żeby mieć pieniądze. I tak to wszystko się toczy. A ta strona, powiedziałbym – prawa, która może jeszcze wtedy nie była przygotowana do tych spraw, w tym również katolicy, nie doceniała, czy może nie dowierzała, że można to zrobić. Brakowało dziennikarzy, bo w całej masie to byli ludzie dawnego systemu.
Jaki kształt przybiera dziś ta manipulacja?
– Myślę, że media w tej chwili odgrywają niesamowitą rolę, by jeszcze inaczej manipulować ludźmi. Dawniej ludzie sterujący zniewalającym nas systemem mieli do dyspozycji aparat przemocy, UB – SB, cały system szpiegowania jeden drugiego, zastraszania. A w tej chwili ci, którzy męczyli prawych, świadomych Polaków, pragnących żyć w prawdzie i wolności, opanowali media. Bardzo często jest tak, że starzy ubowcy czy esbecy obecnie przeszli swoistą mutację. Dziś często pracują w mediach. W tej chwili na Rakowieckiej w Warszawie nie przesłuchuje się ludzi i nie dręczy, jak to robiono w wielu miejscach Polski, ale posługuje się tzw. dziennikarzami. Nie nazywam ich dziennikarzami, bo to są najemnicy. To ludzie, którzy wykorzystują media, żeby terroryzować innych, linczować tych, którzy są niewygodni, odbierać im dobre imię, niszczyć ich. Robi się to z ludźmi Kościoła, z patriotami, robi się to po to, żeby tak zmanipulować świadomość ludzi, by występowali przeciwko sobie. By nie żyli w zgodzie, nie szukali prawdy, tylko ze sobą walczyli. Posługują się złym słowem, kłamstwem, intrygą, podsycaniem nienawiści. To widać na każdym kroku. Media nie odgrywają tej roli, jaką powinny. Media powinny być środkami komunikowania, a komunikowanie ma prowadzić do communio, czyli do jedności w prawdzie i miłości. Do zgody wzajemnej, do wspólnego budowania dobrej przyszłości, tak jak mówi Chrystus – królestwa prawdy, miłości, sprawiedliwości i pokoju. Tego właśnie brakuje w tej chwili. Media bardzo często idą za kłamstwem – nie mówię, że wszystkie, jest trochę świadków, to są ludzie bardzo odważni, którym na pewno nie jest łatwo, ale w przeważającej masie jest odwrotnie. Gdy oglądam pewne programy telewizyjne i widzę zachowanie tych ludzi, którzy nazywają się dziennikarzami, to przypominam sobie przesłuchania na SB. Już w nowicjacie byłem identycznie przesłuchiwany, nawet miny mają podobne… I ta agresja. Jakby byli panami życia i śmierci. To oni chcą decydować, co jest prawdą, a co nie, co jest słuszne, a co niesłuszne. A właściwie prowadzą jakieś ukryte interesy, ukryte dla wielu ludzi, którzy nie zauważają manipulacji, nie są wyczuleni na manipulację.
Ofiarą tych niegodziwych metod padało przez te wszystkie lata Radio Maryja i osobiście Ojciec Dyrektor…
– Nie uważam się za ofiarę. Pytam: co się dzieje z Polską? Jak można posuwać się do takich kłamstw? A z drugiej strony – tylu dobrych ludzi, Polacy – taki mądry Naród, który dał sobie radę w stanie wojennym, który dawał sobie radę za komunizmu, okupacji – teraz nie może sobie poradzić z kłamstwami? Uważam, że to jest ogromna krzywda wyrządzana ludziom.
Co gorsza, czyniona świadomie.
– To są ludzie dobrze przygotowani, by doprowadzić do własnych celów, na pewno nie do sprawiedliwości, prawdy, miłości, do zgody. Na pewno nie.
Pewne światło na nędzny stan naszych mediów, na źródła manipulacji rzucają informacje o wykorzystywaniu mediów i dziennikarzy przez służby specjalne. Raport z likwidacji WSI wyjaśni być może kulisy organizowania np. nagonek na Radio Maryja.
– Mam nadzieję. Myślę, że musimy być zawsze przygotowani, że będziemy konfrontowani ze światem – nie ze światem dobra, ale mocy ciemności. Obserwujemy, co się dzieje, chociażby to wszystko, co prowadzi do śmierci zachodniej cywilizacji łacińskiej, to umieranie całych narodów. Widać, jak Chrystus odchodzi z Europy, bo Europa zamyka serce na Chrystusa i idzie gdzie indziej… Wietnam, Korea, Afryka, Ameryka Łacińska. Widać też działanie przeciwko Panu Bogu, chociażby nowej lewicy. Ona jest bardziej radykalna niż lewica Marksa i Lenina. Ludzie jeszcze tego nie dostrzegają. To jest zorganizowane działanie. Widać też walkę liberałów z chrześcijaństwem w Ameryce. My zawsze będziemy z tym konfrontowani, jeżeli chcemy być uczniami Chrystusa. Po prostu trzeba być gotowym, być wychowanym do tworzenia i do odbioru mediów. Nie wszystko złoto, co się świeci. Dlatego trzeba uważać też na opakowanie, na reklamowanie się tego zła.
Bo może przybierać fałszywe postacie?
– Widać, jak to idzie przez media. Gdy mówię media, mam na myśli również produkcję filmów, pism, książek, muzyki, telewizję. Musimy być bardzo wyczuleni. Najpierw trzeba kochać prawdę, żyć w prawdzie, od najdrobniejszych szczegółów, zachowania się na co dzień, żeby było w nas ciągle pragnienie „tak – tak, nie – nie. Co nadto jest, od złego pochodzi”.
Co Ojca umacniało szczególnie przez te lata? Gdzie szukał Ojciec nadziei, gdy było ciężko?
– Tam, gdzie i teraz: w modlitwie. Jestem księdzem, wybrałem kapłaństwo, rozumiem rolę modlitwy w życiu. Trzeba jak najwięcej być przed Chrystusem. Najpiękniejsza modlitwa to być przed Najświętszym Sakramentem, wtedy doznaje się najwięcej łask i czuje się, jak działa Chrystus. Oczywiście nie byłoby Najświętszego Sakramentu bez Mszy Świętej. Niejednokrotnie modlę się w czasie przygotowania darów – oddaję to wszystko, co było w danym dniu, to, co było radosne i smutne, moje zwycięstwa i porażki, również duchowe. Wszystko. Przy Przeistoczeniu mówię do Chrystusa: „Weź to wszystko, Ty jesteś Mocą jedyną, Ty jesteś Panem, Odkupicielem”. Patrzę na Ciało Chrystusa, na Jego Krew i modlę się w swoim sercu, tak jak mi ono dyktuje. To jest bardzo krótka modlitwa, bo ludzie nie mogą czekać, ale wystarczy chociażby spojrzenie i wtedy wszystko można powiedzieć. I modlitwa do Matki Najświętszej, to ciągłe oddawanie się: „Prowadź mnie”. Uciekam w samotność, przynajmniej na godzinę w swoim pokoju.
Wiele wsparcia doznaję też od życzliwych, dobrych ludzi. Bez nich nie byłoby Radia Maryja. Wspiera mnie także wspólnota w zgromadzeniu. Żyjemy w wielkiej jedności, ale to nie znaczy, że sobie jakoś schlebiamy, nie mamy czasu, żeby ze sobą nawet dużo rozmawiać, ale jest harmonia. Wszyscy mamy jeden cel, czy to ojcowie w Radiu, czy ojciec prowincjał, czy współbracia w innych domach, ojciec generał, zarząd generalny. W tym widzę rolę Matki Najświętszej. To jest Jej działanie. Ona organizuje to wszystko, tak jak reżyseruje nieraz nasz program. Myślę wtedy: „Jak Ty pięknie to robisz, my byśmy tego nie wymyślili”.
Wspiera nas też wielu księży biskupów. To niesamowite, ile życzliwości, zachęty doznaję w rozmowach, ile dostrzegam troski o oblicze Kościoła w Polsce i w świecie. A jeżeli już sięgać najwyżej, to Ojciec Święty Jan Paweł II był naszym największym umocnieniem. Tych spotkań z Ojcem Świętym było kilkadziesiąt. O tym nie mówiłem nawet wtedy, gdy media laickie szalały, gdy nas linczowano, rzucano potworne oskarżenia – modlę się o nawrócenie tych ludzi, przecież każdy odpowie kiedyś przed Panem Bogiem za wszystko. Wtedy Ojciec Święty nas wspierał… I teraz też modlę się do niego, czuję, że on prowadzi. Kiedyś, po śmierci Ojca Świętego, dostałem list z Rzymu, w którym m.in. było napisane: „Niech się ojciec nie boi, Jan Paweł II czuwa nad ojcem i nad jego dziełem”. Nie spodziewałem się tego listu.
Na pewno od ważnej osoby…
– Niech wystarczy, gdy mówię „z Rzymu”. Również spotkanie z Ojcem Świętym Benedyktem XVI na początku lutego 2006 r. było umocnieniem w czasie szaleństwa medialnego przeciwko nam w Polsce. Mówiłem wtedy Ojcu Świętemu o Radiu Maryja, Telewizji Trwam, Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej, „Naszym Dzienniku”. Rozmawialiśmy po niemiecku. Ojciec Święty mówił: „Wiem, wiem wszystko”. To było niesamowite. Gdy ojciec prowincjał mnie przedstawiał, widziałem spojrzenie Benedykta XVI pełne życzliwości i miłości, które wyraziło się w błogosławieństwie. I to się liczy.
Dziękuję Panu Bogu za miłość moich współbraci, prowincjała, który też jest kamienowany ze względu na mnie. Dziękuję za ojca generała, wspaniałe siostry zakonne. Razem można wiele zrobić. Dziękuję wszystkim świeckim.
Czy nie odczuwał Ojciec lęku, gdy rozpoczynał dzieło Radio Maryja? Przecież zaledwie dwa lata wcześniej, w 1989 r., „nieznani sprawcy” zamordowali trzech kapłanów angażujących się szczególnie w życie społeczne: ks. Niedzielaka, ks. Suchowolca, ks. Zycha. A jeszcze wcześniej była zbrodnia na ks. Jerzym Popiełuszce. W takim żyliśmy kraju, można było spodziewać się wszystkiego…
– Myślę, że w tej chwili też można spodziewać się wszystkiego. Nie miałem tego rodzaju lęków, ale inne: czy dam radę, skąd wziąć ludzi, środki, pozwolenia. Ciągle było wszystkiego za mało, a potrzeby były i są ogromne. W tej chwili mamy radio, uczelnię, szkołę, telewizję – tu dopiero zaczynamy. Pragnienia są ogromne, a my żyjemy od pierwszego do pierwszego. To jest nieraz bólem. Wtedy mówię: „Boże, to jest Twoja sprawa, najwyżej wszystko się skończy. Będzie to, czego Ty chcesz”. Ciągle jest za mało ludzi. Albo może tak: tylu ludzi, a brak człowieka. Co do tamtych spraw, czyli gróźb fizycznych, to one były raz po raz i są – takie nękania, jakbym miał do czynienia z jakimś satanizmem. To jest przerażające, że ludzie mogą do tego dojść, iż pozwolą się opanować złu i być na usługach zła. Teraz, gdy rozmawiamy, jak zwykle patrzę na krzyż i dlatego mogę spokojnie o tym mówić, próbować rozumieć. Były różne sytuacje, jestem nawet pewien, że to były próby, które mogły skończyć się bardzo źle.
I cały czas białe męczeństwo.
– Ja bym to nazwał inaczej. To jest ciągle tak: jest głos – „Rób to, idź tam”. A przede mną ściana i ciemność. Ale idę, i okazuje się, że przechodzę przez tę ścianę, jakby ktoś prowadził mnie za rękę. Nie odbieram tego jako męczeństwa. Takie jest życie i trzeba dawać świadectwo. To jest radość dawania świadectwa. Wierzę, że Polacy się przebudzą i będą bardzo mądrzy, nie pozwolą się ogłupić, zmanipulować. Ten proces trwa cały czas, jest bardzo sprytnie prowadzony w mediach, w polityce. Trzeba patrzeć, jakie owoce kto przynosi, czy tylko mówi. „Po uczynkach ich poznacie”. To jest bardzo proste – trzeba iść tam, gdzie są dobre owoce, a nie tylko słówka.
Czy wiele mamy do zrobienia w edukacji medialnej?
– Ogromnie. Nieraz zastanawiam się, czy w ogóle damy radę. Gdy patrzę na Apel Jasnogórski, na Jasną Górę, na modlitwę ludzi, to wierzę, że Pan Bóg nas wysłucha. On nas prowadzi. Ludzie mogą sobie planować przeróżne rzeczy, nawet złe, ale to Pan Bóg rządzi światem, to On nas przeprowadzi. My mamy robić tak, jakby wszystko od nas zależało, i zaufać Panu Bogu, mamy z Nim współpracować i na Nim budować. Pan Jezus nam wcale nie obiecał raju na ziemi, ale powiedział: „Będziecie mi świadkami aż po krańce ziemi”.
Czyli najważniejsze to zachować wierność Panu Bogu?
– Zachować wierność i żyć w prawdzie, to daje wielki pokój wewnętrzny i radość.
Kiedy będą media nasze, polskie, uczciwe?
– Wiele zależy od świadomości wszystkich ludzi. Już kiedyś Witos powiedział, że Polski nie zbawi nawet geniusz, ale cały świadomy naród. Świadomy i o prawym sumieniu. Czyli żyć w prawdzie, w prawdzie kształtować sumienie. I być kompetentnym i prawym świadkiem. Wtedy potrafimy budować dobro wspólnie z Panem Bogiem. Pan Bóg błogosławi ludziom, którzy kochają prawdę i wierzą. Wtedy nie trzeba bać się przeróżnych nacisków. Bo popatrzmy, w jakim kierunku zmierza świat, jak usiłuje się wymazać imię Boga z życia całych narodów. Lecz nie jesteśmy sami, z nami jest Pan Bóg, Pan Jezus, Maryja. To wszystko zależy od nas, czy powiemy Panu Bogu konsekwentnie „tak” w naszym życiu. I śmiało iść naprzód.
Powiedział Ojciec na początku naszej rozmowy, że pragnienie ewangelizacji nie jest jeszcze zrealizowane. Czego możemy się spodziewać? Czym Ojciec nas zaskoczy?
– Proszę tylko o modlitwę, o pomoc, bo razem możemy uczynić wiele. To Radio istnieje dzięki łasce Bożej i ludziom. Proszę o modlitwę, żebyśmy się wszyscy nie zmęczyli, również ja. Żebyśmy byli bardzo sprawni, pełni ognia wewnętrznego, żeby służyć Panu Bogu, Kościołowi, Ojczyźnie, Narodowi. To jest piękne, że jednoczy się tylu Polaków, że możemy się spotkać razem i wspólnie budować. To jest właśnie communio. Dzięki środkowi komunikacji możemy dochodzić do zjednoczenia w prawdzie, w Chrystusie. Tu prowadzi nas Matka Najświętsza, bo to Ona nas prowadzi do Chrystusa. Dlatego wybraliśmy imię Maryi dla tego Radia.
Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Rutkowska
