Dla nas on już jest święty

W tym roku obchodzimy 30. rocznicę protestu robotników Radomia,
Ursusa, Płocka przeciwko komunistycznej władzy. Wybuchł on na wieść
o drastycznych podwyżkach cen żywności, nie był zaplanowany, nie
miał przywódców, ale miał setki bezimiennych bohaterów, którzy za
to, że podnieśli głowy i walczyli o godność, byli poddawani szykanom
i represjom. W tych wydarzeniach symbolem oporu przeciwko zniewoleniu
człowieka był niewątpliwie ksiądz Roman Kotlarz, wówczas proboszcz
parafii Pelagów pod Radomiem. Za to, że bronił ludzi skrzywdzonych,
zapłacił najwyższą cenę – cenę życia.

Od tamtej pory co roku jego grób w rodzinnych Koniemłotach koło Staszowa
odwiedzają dawni parafianie z Pelagowa i innych miejscowości,
w których pracował ks. Kotlarz. Wierzą, że pielgrzymują do grobu
męczennika, który dostąpił łaski zbawienia. Czekają – i modlą
się o to – by Kościół ogłosił to światu i wyniósł bohaterskiego kapłana
na ołtarze. I wkrótce zapewne zapadnie decyzja o rozpoczęciu
procesu beatyfikacyjnego ks. Romana Kotlarza.
Coroczne obchody rocznicy śmierci kapłana mają bardzo uroczysty
charakter. W tym roku były wyjątkowe, bo od tamtych wydarzeń minęło
30 lat. Księdza Kotlarza wspominano już podczas obchodów Czerwca
`76 w Radomiu, w lipcu w jego pierwszej parafii w Szydłowcu odsłonięto
pamiątkową tablicę ku czci księdza, 18 sierpnia, dokładnie w 30. rocznicę
jego śmierci w Radomiu, została odprawiona Msza św., a dwa dni później
główne uroczystości odbyły się w Koniemłotach.

Błogosławił robotników
Scena błogosławieństwa robotników idących ulicami Radomia przez
księdza Kotlarza jest jednym z najważniejszych symboli tamtego
protestu. Pelagowski proboszcz nie miał wątpliwości, że protest
robotników jest słuszny. Gdy tysiące ludzi szły przez centrum miasta
w kierunku siedziby Komitetu Wojewódzkiego PZPR, aby upomnieć
się o swoje prawa, ks. Kotlarz stanął na schodach kościoła Świętej
Trójcy przy placu Kazimierza Wielkiego i pobłogosławił zgromadzonych,
czyniąc znak krzyża nad ich głowami. Wywołało to ogromny entuzjazm
wśród ludzi, ale całą scenę widzieli także tajniacy, którzy oczywiście
zawiadomili o postępowaniu księdza swoich przełożonych w SB.
Gdy do mieszkańców miasta i okolic zaczęły docierać informacje o
torturowaniu, biciu, maltretowaniu zatrzymanych ludzi, ks. Roman
Kotlarz w przejmujących kazaniach bronił ich godności, co spotkało
się z agresywną reakcją komunistów. Proboszcz był nachodzony na
plebani, bity. Jak wspominają świadkowie, kapłana zawijano w dywan,
aby nie było śladów pobicia. Zmaltretowanego księdza znajdowali
potem parafianie. Zdarzało się też, że ciosów nie szczędzono również
ludziom spotkanym na plebanii. Ponieważ ks. Kotlarz i tak nie cieszył
się zbyt dobrym zdrowiem, te przeżycia szybko dały o sobie znać: pojawiły
się lęki, nerwice, kapłan jakby momentami tracił kontakt z otoczeniem.
Był wyczerpany fizycznie i psychicznie.
Michalina Kawalec, jedyna żyjąca siostra ks. Kotlarza, wspomina,
że miesiąc przed śmiercią przyjechał udzielić ślubu swojej siostrzenicy.
– Był zadowolony, że się z nami widzi, ale roztrzęsiony. Myliły
mu się teksty liturgiczne, a potem żegnał się z nami tak, jakby przeczuwał,
że niedługo umrze – mówi pani Michalina. – Nam nie chciał jednak nigdy
mówić o pobiciach, nie chciał nas martwić. Myśmy jednak dowiadywali
się o wszystkim od parafian albo jego kolegów księży. Kiedyś pojechał
do niego tata, chciał nawet nocować na plebanii, ale Romek prosił
go, żeby jechał do domu. Bał się, że jak wpadną esbecy, to pobiją nie
tylko jego, ale i starego ojca.
Siostra pamięta też, że ks. Roman z wielką pokorą i wiarą przyjmował
cierpienia, jakich doświadczał. – Mówił: "Będę cierpiał tak, jak pan
Jezus cierpiał. Ja nie robię komunie nic na złość. Ja postępuję według
własnej drogi" – relacjonuje Michalina Kawalec. Ksiądz nie chciał
też uciekać z parafii, choć proponowano mu, aby się ukrył i gdzieś przeczekał
najtrudniejszy czas. Obawiał się bowiem, że gdy zniknie, SB będzie nachodzić
jego rodzinę i bliskim może stać się coś złego.
Jeszcze dzisiaj, 30 lat po śmierci brata, pani Michalina nie może
powstrzymać łez, wspominając te tragiczne wydarzenia. Ksiądz Roman
zasłabł 15 sierpnia 1976 roku podczas Mszy Świętej. Trzy dni później
zmarł w Radomiu w szpitalu psychiatrycznym, w którym był kapelanem.
Rodzina nie była w Pelagowie, czekali na ciało księdza w domu, w
Koniemłotach. Ale wiedzą z opowiadań parafian, jak pięknie pożegnano
ich syna i brata. Ciało księdza nieśli ludzie na swoich barkach przez
cztery kilometry: od szpitala do kościoła. Na drugi dzień zawieziono
je do Koniemłotów i złożono w rodzinnym grobie, obok matki, która
zmarła kilka lat wcześniej. Od tamtej pory przyjeżdżają tu ludzie
i modlą się do Boga o łaski za wstawiennictwem księdza Kotlarza.

Pamiętamy o księdzu
O 30. rocznicy męczeńskiej śmierci bohaterskiego kapłana pamiętano
we wszystkich parafiach, w których pracował ksiądz Kotlarz. Tuż po
święceniach w 1954 roku został skierowany przez biskupa sandomierskiego
do Szydłowca (od 1992 roku to diecezja radomska), tam pracował 2
lata. Ale to wystarczyło, aby zaskarbił sobie miłość i wdzięczność
ludzi. Już wtedy dał się poznać jako obrońca wiary i Narodu. W efekcie
władze państwowe wysyłały do kurii skargi na księdza. W jego obronie
stanęli parafianie, którzy złożyli petycję z setkami podpisów.
Trzeba zaś pamiętać, że było to jeszcze kilka miesięcy przed Październikiem
`56. Był to więc akt ogromnej odwagi. Zresztą wiele osób, które podpisały
się pod petycją, było potem wzywanych przez milicję na przesłuchania.
Pamięć o ks. Kotlarzu jest jednak w Szydłowcu wciąż żywa. 23 lipca
podczas uroczystej Mszy św. biskup radomski Zygmunt Zimowski dokonał
odsłonięcia tablicy upamiętniającej księdza Romana. A w kruchcie
kościoła św. Zygmunta otwarto wystawę poświęconą 2-letniej pracy
wikarego w tej parafii. Są na niej np. zdjęcia księdza z dziećmi przystępującymi
do Pierwszej Komunii Świetej.
Także w innych parafiach, w których pracował, zdobył uznanie u ludzi,
a jego postawa i kazania coraz bardziej nie podobały się władzom.
Był za to także karany przez kolegia. W 1961 roku biskup skierował
go do Pelagowa, aby tam objął funkcję proboszcza. Jego poprzednik,
ks. Skowron, odchodził na emeryturę, ale ks. Kotlarz prosił go, aby
postał w parafii, w której miał utrzymanie do końca życia. Wiele można
by opowiadać o ewangelicznej postawie młodego proboszcza. Wspierał
swoich parafian nie tylko słowem, pomagał finansowo biednym rodzinom,
walczył z alkoholizmem i melinami, w których sprzedawano wódkę.
Gdy był na weselach, zachęcał ludzi do śpiewania, a nie picia. Do księdza
chętnie lgnęła młodzież i dzieci. Ministrantów zabierał na wycieczki
krajoznawcze, organizował w parafii jasełka, a w Wigilię stawał
się Świętym Mikołajem i w saniach rozwoził dzieciom prezenty. Gdy
rodziców nie było stać na podarki, proboszcz kupował je za własne
pieniądze.
Ksiądz Roman zaangażował się w obronę jedności Kościoła podczas
konfliktu w leżącej nieopodal Wierzbicy. Doszło tam do buntu części
parafian i wikarego przeciwko proboszczowi i biskupowi. Budynek
kościoła, przy poparciu władz, przejął wikary. Parafianie, którzy
pozostali wierni Kościołowi, spotykali się na Mszach św. i nabożeństwach
w prywatnych domach. Byli za to karani przez sądy i kolegia, podobne,
a nawet ostrzejsze represje dotykały także kapłanów, w tym i księdza
Kotlarza, którzy przyjeżdżali z posługą duszpasterską do Wierzbicy.
W świetle choćby tamtych wydarzeń nie może nikogo dziwić postawa
proboszcza z Pelagowa w 1976 roku.

To człowiek uczynił
człowiekowi

W piątek, 18 sierpnia, dokładnie w 30. rocznicę śmierci ks. Kotlarza,
w jego intencji odprawiono Mszę św. w Radomiu. Dawni parafianie,
związkowcy z "Solidarności" zgromadzili się na placu noszącym imię
ks. Romana, przy którym stoi też niewielki kamień-pomnik jemu poświęcony.
Honorową wartę przy nim, w asyście pocztów sztandarowych, pełnili
harcerze. Mszy św. przewodniczył ks. bp Edward Materski, który wygłosił
także homilię. – Dlaczego człowiek człowiekowi może uczynić tyle
zła? – pytał ksiądz biskup. – Patrząc na kamień, zadajemy sobie pytanie
nie tylko o cierpienie księdza Romana, ale i o ofiary Radomskiego
Czerwca `76.
Ksiądz biskup Materski podkreślił, że podobne pytanie o sens śmierci
i cierpienia stawiał Papież Benedykt XVI w obozie Auschwitz. Ale z
tym pytaniem trzeba się cofnąć jeszcze dalej w głąb historii, aż na
Golgotę. – Kościół pragnie, aby nikt na świecie nie cierpiał głodu,
brutalności, wojen, ale wie, że zbawienie dokonało się przez Krzyż
– zaznaczył kaznodzieja, podkreślając, że Chrystus wiele razy przepowiadał
uczniom prześladowania za głoszenie Jego nauki. Mówił jednak o konieczności
głoszenia Ewangelii mimo tych prześladowań.
– "Brat na śmierć wyda brata" wolno nam odczytać jako "Polak na śmierć
wyda Polaka" – podkreślał ksiądz biskup. – Ksiądz Roman głosił Ewangelię
i upominał się o prawa człowieka – stwierdził ks. bp Materski. Swoje
kazanie zakończył zaś przesłaniem nadziei: – Sam Chrystus obiecuje,
że kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. Modlimy się przecież za
tego, który do końca wytrwał.
Po Eucharystii uczestnicy uroczystości złożyli kwiaty pod pomnikiem
księdza Romana Kotlarza. Dwa dni później główne obchody 30. rocznicy
jego śmierci odbyły się w Koniemłotach.

To świadek prawdy
Na koniemłockie uroczystości przybyły delegacje z parafii, w kórych
pracował ks. Roman Kotlarz. Byli też związkowcy "Solidarności"
z Radomia, Kielc, Staszowa i Grzybowa. Rangę obchodów podniosła
również obecność marszałka Sejmu Marka Jurka i ministra w kancelarii
premiera Przemysława Gosiewskiego. Wierni tradycyjnie już spotkali
się najpierw na modlitwie różańcowej odmawianej w intencji księdza
Kotlarza. Potem krótkimi wspomnieniami o kapłanie podzielił się
z obecnymi Jan Rejczak, członek Rady Miejskiej w Radomiu. Kulminacyjnym
punktem uroczystości były Msza św., którą koncelebrowali ks. bp
Edward Materski i ordynariusz sandomierski ks. bp Andrzej Dzięga,
oraz procesja do grobu bohaterskiego kapłana.
W homilii ks. bp Dzięga zaliczył ks. Kotlarza do grona wielkich postaci
polskiego Kościoła w latach komunistycznego zniewolenia. Powiedział,
że pelagowski proboszcz godzien jest znaleźć się w gronie sług Bożych
razem z Papieżem Janem Pawłem II, Prymasem Stefanem Wyszyńskim,
ks. bp. Piotrem Gołębiowskim i ks. Jerzym Popiełuszką. Kaznodzieja
podkreślił, że ks. Roman walczył o zachowanie Bożych i ludzkich praw.
Jego kapłaństwo ukształtował dom rodzinny, a droga między domem i
kościołem byłą tą, którą najczęściej pokonywał. Jego ofiara – przekonywał
ks. bp Dzięga – nie poszła na marne, bo kilka lat później narodziła
się Polska solidarna i rozmodlona. Ksiądz biskup podkreślił też,
jak bardzo postać księdza Kotlarza jest świadectwem prawdy o czasach
polski komunistycznej. Na przekór tym, którzy w historii Kościoła
tamtych lat "chcieliby widzieć Delegatów i inne pseudonimy".
– Prawdą jest natomiast portret kapłana, który swoje życie oddawał
na ziemi radomskiej i sandomierskiej. To jest prawda o tamtym czasie
i w świetle tamtej prawdy rozpatrujmy dzisiejszą Polskę – apelował
biskup sandomierski. Wzywał też wiernych do modlitwy o wyniesienie
księdza Kotlarza na ołtarze. – Modlimy się o formalne rozpoczęcie
procesu beatyfikacyjnego, ale modlimy się za Polskę, aby Bóg dawał
jej bohaterów duchownych i świeckich. (…) Księże Romanie, żyjesz
w sercach naszych, przed Bogiem mów za nami. Ty znasz nasze problemy
i wołaj do Boga, abyśmy umieli Bożą drogę rozpoznawać i umieli nią
iść – powiedział ks. bp Dzięga.

Święty kapłan
Po Eucharystii zostały złożone kwiaty pod pomnikiem ks. Kotlarza
stojącym na placu kościelnym, który nosi też imię bohaterskiego
kapłana. Potem w procesji setki ludzi udały się na cmentarz parafialny
na grób rodziny Kotlarzów. Tutaj także złożono wiązanki, a ks.
bp Dzięga ponownie wezwał wszystkich do modlitwy o beatyfikację.
Marszałek Sejmu Marek Jurek w swoim przemówieniu dał wyraz przekonaniu
uczestników uroczystości o świętości ks. Kotlarza. – Przyjechaliśmy
zaświadczyć o swoim głębokim przekonaniu, że stoimy przy grobie
męczennika. Zaświadczyć Kościołowi, że wierzymy w świętość księdza
Romana – podkreślił.
Przypomniał też, że w latach komunistycznej niewoli ludzie, którzy
upominali się o swoje prawa, często pozostawali sami. Jednak gdy
na ulicach protestowali robotnicy Radomia, ks. Kotlarz nie zostawił
ich samych. Marszałek zauważył, że istnieje związek między obchodzoną
niedawno rocznicą Cudu nad Wisłą a obchodami rocznicy śmierci ks.
Romana. W 1920 roku w Warszawie, gdy nacierali na nią bolszewicy,
z dyplomatów pozostał tylko nuncjusz apostolski, późniejszy Ojciec
Święty Pius XI. – 17 lat później Papież zaświadczył, że komunizm był
złem. Ksiądz Kotlarz był świadkiem zła komunizmu, jest męczennikiem
komunizmu. Próbuje się wmówić, że zło komunizmu ustało w 1956 roku,
ale to nieprawda. Świadczy o tym męczeństwo polskiego Kościoła, księdza
Kotlarza, księdza Popiełuszki (…), Suchowolca, Niedzielaka, Zycha.
Polska tego nie zapomni, Polska będzie to pamiętać – mówił marszałek
Jurek.
A wierni są rzeczywiście przekonani, że pielgrzymują do mogiły,
w której spoczywa święty człowiek. – Gdyby tego przekonania o świętości
księdza Kotlarza nie było, nie przyjeżdżalibyśmy tutaj przez 30 lat
– zaznaczył Tomasz Świtka, były ministrant i wychowanek księdza Romana
z Pelagowa. – Wiele osób modli się o łaski Boga za pośrednictwem
księdza Kotlarza.
Koniemłockie uroczystości, a zwłaszcza to świadectwo wiary ludzi
z wielu różnych miejscowości, zapewne przyspieszy decyzję Kościoła
o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego bohatera Czerwca `76.
A na kartach historii ta komunistyczna zbrodnia nadal pozostaje
niewyjaśniona. Wiemy, że do śmierci księdza przyczyniła się SB, ale
nie wiemy jeszcze, kto konkretnie wydawał rozkazy i kto je gorliwie
wykonywał. Może kiedyś poznamy prawdę…

Marek Kalita

drukuj