Czy masakra Libanu poprzedza atak na Iran?

Według tradycji
Talmudu, zabijanie nie-Żydów etycznie równa się zabijaniu bydła, tak więc straty
Libańczyków nie mają znaczenia dla demokracji żydowskiej, opartej
o apartheid i działającej zgodnie z tysiącletnią tradycją terroru rabinów. Neokonserwatyści
w rządzie Busha, budowniczy "wielkiego" Izraela "od Nilu do Eufratu" upierają
się, że wypad z Libanu do Izraela dokonany 12 lipca 2006 roku i wzięcie dwu zakładników
mógł mieć miejsce tylko za pozwoleniem lub, być może, na rozkaz Iranu. Zarówno
zdominowane przez Żydów media amerykańskie, jak i obie główne partie polityczne
wraz z tak zwanymi międzynarodowymi liberałami propagują właśnie taki stan rzeczy.

Gregory Gause, profesor nauk politycznych w University of Vermont, uważa, że
obecna sytuacja przypomina zdarzenia z 11 września 2001 r., pod pretekstem których
rozpoczęto wojnę przeciwko Irakowi w celu "przemodelowania" tego państwa.
Już Senat w USA głosował jednomyślnie, bez jakichkolwiek zastrzeżeń, za poparciem
dla ataków Izraela na Gazę i Liban oraz zażądał zastosowanie dyplomatycznych
i gospodarczych sankcji karnych przeciwko Teheranowi i Damaszkowi (który oparł
się "cedrowej rewolucji"). Propagandziści syjonistyczni, tacy jak Thomas
Friedman z "New York Times’a", głoszą, że "małe, demokratyczne
kwiatki w Libanie, Iraku i Palestynie są tratowane przez buty islamistów, którzy
rozpaczliwie bronią się przeciwko liberalnej demokracji i modernizacji".
Były ekspert CIA Graham Fuller uważa, że neokonserwatyści i fundamentaliści protestanccy
szerzą wizję Iranu jako środka pajęczyny konspiracyjnej obejmującej cały Bliski
Wschód w podobny sposób, jak niedawno demonizowli Saddama Husajna. Teraz Iran
jest opisywany jako "węzeł gordyjski", którego przecięcie umożliwiłoby
transformację Bliskiego Wschodu według planów USA i Izraela. Obecny kryzys służy
jako zasłona dymna fiaska pacyfikacji Iraku i katastrofy Libanu pod ciosami broni
amerykańskiej używanej przez Izrael (wbrew prawu amerykańskiemu, z którego Izrael
zawsze sobie kpił dzięki sile politycznej syjonistów w USA).
Katastrofa Libanu jest częścią planów budowy hegemonii Izraela "od Nilu
do Eufratu" przez neokonserwatystów, którzy te plany sprecyzowali już przed
10 laty. Saddam Husajn jest już obalony, degradacja Palestyńczyków jest w toku,
a destabilizacja Syrii i Libanu zaczęła się już w zeszłym roku. Pepe Escobar
21 lipca 2006 r. ogłosił w "Asia Times" artykuł pod tytułem "Lebanon
left for dead" ("Pozostawiono Liban, by umarł"), w którym opisuje
przerażające zniszczenia tego państwa pod atakami izraelskimi przy jednoczesnej
blokadzie morskiej. Poza uprzywilejowanymi cudzoziemcami setki tysięcy mieszkańców
Libanu stało się nagle uciekinierami, przepełniającymi drogi i środki transportu
w drodze do Syrii.
Druzgocŕce bombardowania izraelskie
niszczą prywatne domy, przedsiębiorstwa, kościoły, urzędy, szpitale, przemysł
farmaceutyczny, mosty, rezerwuary wody, elektrownie, stacje obsługi, ambulanse,
włącznie z dzielnicami chrześcijańskimi. Wśród tych zniszczeń widać, że bombardowania
te są izraelskim aktem terroru. Liban ma podstawy prawne oskarżyć Izrael o zbrodnie
wojenne przed trybunałem międzynarodowym. Jest już około pół miliona uciekinierów
i setki zabitych na oczach publiczności świata. Izrael zadaje straty dziesięciokrotnie
większe od własnych i stosuje represje zbiorowe na Libańczykach.
Hezbollah wystrzelił około tysiąca rakiet typu Katiusza. Organizacja ta może
mieć ich około 12 tys. Nim broń ta zostanie wystrzelona, Izrael zupełnie zniszczy
Liban w ciągu najbliższych 10 dni, mimo braku dowodów, że Iran lub Syria nakazały,
by Hezbollah atakował Izrael. Natomiast wiadomo, że Izrael więzi dziesiątki tysięcy
Arabów włącznie z kobietami i dziećmi, a solidarny z Izraelem rząd Busha twierdzi,
że Syria może w każdej chwili nakazać Hezbollahowi zawieszenie broni. Mimo piekła
stworzonego przez Izrael w Libanie sekretarz Stanu Condoleezza Rice stwierdziła,
że na razie "nie ma podstaw do zawieszenia broni".
Wygląda na to, że "demokratyczny Liban" dzięki Izraelowi znajdzie się
w tej samej sytuacji, do jakiej rząd Busha doprowadził "demokratyczny Irak",
w którym według raportu ONZ w samym czerwcu br. zginęło 3 tys. cywilów, a w ciągu
pierwszego półrocza 2006 r. – 14 339. John Bolton, notoryczny neokonserwatysta,
uważa starty poniesione przez arabską ludność cywilną jako "colateral damage" czyli "starty
uboczne".
Według pacyfisty izraelskiego Uriego Avnery’ego, celem Izraela jest "zmiana
reżymu w Bejrucie i ustanowienie tam rządu marionetkowego". Izraelski dziennikarz
Gideon Levy uważa z kolei, że ogólne poparcie Żydów dla zbrodni Izraela popełnianych
w Libanie dowodzi "zupełnego załamania się moralnego tych ludzi".
Członkowie ONZ odwrócili się od Libańczyków, którzy stają się nowymi Palestyńczykami.
Zwłaszcza podopieczni USA: Egipt, Jordan i Arabia Saudyjska, chcą zniszczenia
Hezbollahu, ponieważ jako sunnici są wrogami wzrostu sił szyitów w Libanie, Iraku
i Iranie. Państwa Unii Europejskiej pokornie podporządkowują się polityce USA
w sprawie Libanu, podczas gdy neokonserwatyści Busha od dawna planują uderzenie
na Syrię i Iran.
Pepe Escobar uważa, że nie ma możności powstrzymania katastrofy na Bliskim Wschodzie,
dopóki "Dawid" Izrael (uzbrojony w broń nuklearną) nie przestanie kraść
Arabom ziemi i nie odda ziem zagrabionych Libanowi, Syrii i Palestyńczykom. Tymczasem
marionetkowe rządy będą padać jeden za drugim, wobec gniewu ludu w Iraku, Libanie
etc. W końcu Izrael będzie zmuszony do pertraktacji z sąsiadami. Może on osiągnąć
pokój, jak się pozbędzie mrzonek o hegemonii "od Nilu do Eufratu",
o której marzą syjoniści. Nikt nie może przewidzieć, co faktycznie przygotowuje
oś USA – Izrael z posłusznym przytakiwaniem Londynu. Nadal szerzy się strach,
że nikt nie będzie w stanie powstrzymać katastrofy na Bliskim Wschodzie na wypadek
ataków na Syrię i Iran.

prof. Iwo Cyprian Pogonowski, Sarasota, USA
www.pogonowski.com

drukuj