Oto Matka twoja…

ks. bp Tadeusz Płoski, ordynariusz polowy
Wojska Polskiego

Kazanie wygłoszone w uroczystość Najświętszej Maryi Panny
Królowej Polski w bazylice św. Krzyża w Warszawie 3 maja 2006 r.

Krzyżowanie miało się ku końcowi. Skazańcy oddychali bardzo nierówno. Najbardziej
wyczerpany był ten w środku. Co pewien czas poruszały się Mu spalone usta.
Do tych, co stali pod krzyżem, dochodziły urwane słowa. Wokół kłębiło się od
brunatnego kurzu i dymu. Ludzie nasyceni widokiem powoli schodzili w dół. Ona
tylko została pod krzyżem. "Oto syn Twój" – rozległo się. "Matko,
oto syn Twój". A potem – "Synu, oto Matka twoja". Mówił, a oczyma
wyobraźni wodził po obcych, odchodzących gdzieś daleko, daleko ponad czasem
i przestrzenią.
Stała bezsilna. Chciała Mu w jakikolwiek sposób pomóc, ale nie było sposobu.
Stała nieruchoma i całą sobą chciała się przemienić w Syna, by On to odczuł,
że nie jest sam, by Mu było lżej. Tymczasem On zrezygnował z tego dzielenia
wspólnej męki. Chciał tylko powiedzieć do Matki swojej: "Matko, oto dzieci
Twoje". Oto dzieci Twoje, którym jesteś bardzo potrzebna. Bo spójrz tylko,
co oni ze mną zrobili. Patrz, jak są zepsuci, zdenerwowani, bez serca, osieroceni,
wykorzystywani, smutni, beznadziejnie zagubieni… Dlatego tu przyszli, dlatego
szukają kogoś. Strach przed samym sobą dodał im odwagi, aby Jezusa wepchnąć
na krzyż. Oni nie wiedzą, co robią. Im trzeba Matki, im trzeba miłości. Patrz
dalej…
Spójrz na rok 2006. Zobacz, są tacy sami jak ci pod krzyżem i zagubieni w tłumie,
którym można kierować jak pajacem na sznurku, który można wykorzystywać do
własnych interesów. Czy widzisz twarze młodych, beznadziejnie znudzonych? Są
młodzi, a nic ich nie cieszy. Rozpędzeni rytmem, głośną muzyką, w jakimś transie
starają się zapomnieć o smutku. Nadrabiają jak mogą, udają przed samymi sobą.
Ale gdy kończy się zabawa czy dyskoteka, gdy milkną ostatnie takty muzyki i
gasną światła luminofonii – znowu są smutni. Potrzeba im ciepła. Potrzeba im
miłości serca matczynego. Matko, przygarnij ich do siebie. Od teraz wszystkie
dzieci świata to Twoje dzieci.
Stała nieruchoma. Rozumiała wszystko, przyjęła, choć to było tak ciężkie jak
krzyż. Niełatwo zostawić swego jedynego Syna, który umierał, aby otoczyć sercem
matczynym tych, którzy śmierć Mu zadają. Jest to heroizm – bohaterstwo. I stoi
tak do dziś, i troszczy się o wszystkich ludzi, o ich zbawienie. Dlatego Matka
Boża ciągle do ludzi przychodzi…
Rok 1858 – Lourdes. Gdy świat, Kościół borykał się z trudnościami, które wydawały
się nie do pokonania, gdy pękało wszystko i niebezpiecznie zaczęło się chwiać,
przyszła Niepokalanie Poczęta. Mówi Bernadecie o sprawach ludzi, błaga o pokutę,
nawrócenie. Prosi tylko o jedno, o Różaniec.
Rok 1877 – Gietrzwałd. Kiedy katolicyzm był zagrożony przez Kulturkampf, a
żelazny kanclerz Bismarck szalał, niemalże wszczynając batalię przeciw chrześcijaństwu
– znowu przychodzi Ona – Matka, do swoich udręczonych dzieci. Znowu przemawia,
prawie to samo co w Lourdes. Prosi o pokutę za grzechy pijaństwa; prosi tylko
o Różaniec.
La Sallette. Matka Boża przychodzi do ludzi w wiejskim stroju. Już mówi mniej,
płacze… jakby chciała powiedzieć więcej łzami. Skoro słowa nie trafiają,
może przemówią łzy Matki…
Fatima. Świat ubroczony krwią rewolucji. Następna pożoga wojenna już blisko.
Przychodzi do prostych ludzi – dzieci, które szczerze potrafią kochać: Łucja,
Hiacynta i Franek. Matka mówi: pokutę czyńcie, nawracajcie się. Jeśli świat
się nie zmieni, niedługo rozpocznie się gehenna… A świat się nie zmienił.
Przyszła straszna noc sześcioletnia – II wojna światowa. Starsi to pamiętają,
wiedzą dokładnie, co to znaczyło. Wydawało się, że to będzie koniec. Wtedy
Papież Pius XII szuka ratunku u Matki. Szturmuje wraz z Kościołem bramy domu
Matki, która zawsze była ze swoimi dziećmi: była przy nich za drutami obozów
koncentracyjnych; w hermetycznie zamkniętych komorach gazowych; była w bunkrach
głodu; była w chwilach rozstrzeliwania; w morderczych walkach, gdzie ginęły
jej dzieci.
A teraz spójrz w Twarz naszej Matki Narodu, w Twarz Czarnej Pani z pociętym
obliczem. Ileż ta Twarz mówi? Jak bardzo jest bolesna, smutna, załzawiona,
ze szramami na dobrych matczynych policzkach. To wspaniały podarunek od Jej
dzieci.
A Ona 600 lat trwa wśród nas, w Jasnogórskim Domu. Broni, troszczy się, wędruje
po Ojczyźnie, boleje nad złem. Prosi i błaga o powrót, o przyjście do Syna…
do Ojca.
Jak często jest niesłyszana. Dzieci zaczynają żyć po swojemu, na własną rękę,
uciekają od Ojca, od Matki. Chcą wolności, a zakuwają się w niewolę… Nie
zdają sobie sprawy, że to ich klęska. Jeżeli nie wrócą do domu Ojca, do Matki
– zginą… Ruszyła jednak im na ratunek. Tak przychodzi do nas jako Matka –
Matka Nieustającej Pomocy. Już nic nie mówi – robi co może, rozdziela się na
części i rozdaje wszystkim… O Matko! Jakże nieskończone i niezgłębione są
potrzeby świata. Czy widzisz te nieprzeliczone rzesze o sercach skamieniałych,
bez ducha? Ty jednak zawsze zwyciężałaś… Na polach bitew, w sercach, w sumieniach…
I tak odniesione 350 lat temu zwycięstwo nad Szwedami – przypisane wstawiennictwu
Maryi, wpłynęło na utrwalenie przekonania o Jej królewskości. Przyczynia się
do tego dwór królewski, szlachta i duchowieństwo. Król Jan Kazimierz 1 kwietnia
1656 roku w Katedrze lwowskiej, przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Łaskawej,
obrał Maryję za Królową swoich państw, a Królestwo Polskie polecił Jej szczególnej
obronie. Król Polski, pełen wdzięczności i nadziei, w obecności senatorów,
biskupów, szlachty i ogromnych rzesz zwykłego ludu, wypowiadał słowa ślubów:
"
Wielka człowieczeństwa Boskiego Matko i Panno! Ja, Jan Kazimierz, Twego Syna,
Króla królów i Pana mojego, i Twoim zmiłowaniem się, król, do Twych Najświętszych
stóp przychodząc, tę oto konfederacyję czynię: Ciebie za Patronkę moją i państwa
mego Królową dzisiaj obieram. Mnie, Królestwo moje… wojsko obojga narodów
i pospólstwo wszystko Twojej osobliwej opiece i obronie polecam, Twojej pomocy
i miłosierdzia w teraźniejszym utrapieniu królestwa mego przeciwko nieprzyjaciołom
pokornie żebrzę…". W czasie podniesienia król zszedł z tronu, złożył
berło i koronę i padł na kolana przed wielkim ołtarzem. Zaczynając od słów: "Wielka
Boga-Człowieka Matko, Najświętsza Dziewico", ogłosił Matkę Bożą szczególną
Patronką Królestwa Polskiego. Przyrzekł szerzyć Jej cześć, ślubował wystarać
się u Stolicy Apostolskiej o pozwolenie na obchodzenie Jej Święta jako Królowej
Korony Polskiej, zająć się losem ciemiężonych pańszczyzną chłopów i zaprowadzić
w kraju sprawiedliwość społeczną. Po Mszy Świętej, w czasie której król przyjął
również Komunię Świętą z rąk nuncjusza papieskiego, przy wystawionym Najświętszym
Sakramencie odśpiewano Litanię do Najświętszej Maryi Panny, a przedstawiciel
Papieża odśpiewał trzykroć, entuzjastycznie powtórzone przez wszystkich obecnych
nowe wezwanie: "Królowo Korony Polskiej, módl się za nami".
Koronacja obrazu Matki Bożej Częstochowskiej koronami papieskimi 8 września
1717 roku ugruntowała przekonanie o królewskości Maryi. Świadczy o tym Konstytucja
Sejmowa z 1764 roku, w której czytamy, że Rzeczpospolita jest "do swej
Najświętszej Królowej Maryi Panny w częstochowskim obrazie cudami słynącej
nabożna i Jej protekcji w potrzebach doznawająca".
Kim jest dla Polaków Królowa Polski, okazało się w pełni w okresie zaborów:
sanktuarium częstochowskie z obrazem Królowej Polski stało się duchową stolicą
Polaków żyjących w trzech zaborczych państwach. Po odzyskaniu niepodległości
pielgrzymi przybywają do Częstochowy, aby dziękować za dar wolności. Wyrazem
wdzięczności Narodu jest ustanowione w 1920 roku osobne Święto Matki Bożej
Królowej Polski.
W czasie okupacji niemieckiej, "gdy wszystkie światła dla Polski zgasły,
to wtedy jeszcze była Święta z Częstochowy i Kościół" – pisał gubernator
Frank. I nikt tej gwiazdy nie odważył się zagasić. Bo tu – jak mówił sługa
Boży Jan Paweł II – zawsze byliśmy wolni. Można pisać dzieje tego Narodu na
różne sposoby, można je interpretować według wielorakiego klucza. Ale jeśli
chce się je zrozumieć, to trzeba przybyć tu, na Jasną Górę, trzeba przyłożyć
ucho do ziemi zroszonej krwią i potem Ojców naszych, by słyszeć, jak bije potężne
serce Narodu w Jej Matczynym sercu…
Po wyzwoleniu, u stóp Matki Bożej Królowej Polski, Naród zostaje poświęcony
Niepokalanemu Sercu Maryi (1948). Tu miało miejsce oddanie Narodu Maryi za
wolność Kościoła w Ojczyźnie i w świecie, tu rozpoczęto czcić Maryję jako Matkę
Kościoła. 13 maja 1957 roku kopia obrazu Matki Bożej Częstochowskiej zostaje
poświęcona w Rzymie przez Ojca Świętego. Obraz przywieziony przez wielkiego
Prymasa Tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego zaraz rozpoczął wędrówkę
od parafii do parafii po naszej Ojczyźnie.
Maryjo, Ty wyrosłaś jak niepowtarzalny Kwiat na płaszczyźnie naszych polskich
dziejów. Śpiewano Ci pieśni, układano hymny, bito pokłony, ale też deptano,
bezczeszczono i wyrzucano, jak przybłędę. Twój obraz aresztowano, wtedy wędrowały
same ramy. I znowu pojawiałaś się w Radomiu, bo Matka z miłości idzie do dzieci.
Nie zna lęku, nie boi się śmierci. Ty pokorna i zawsze wierna wędrowałaś razem
z nami przez lata.
Dziś przychodzisz, aby jeszcze raz uwidocznić Twoją z nami obecność. Matko,
niewiele mamy. Serca nasze skalane często brudem zła, oczy jakże często patrzące
z nienawiścią, ręce krzywdzące, nogi biegnące tam, gdzie mrok.
Ogarnij swoim matczynym wzrokiem i sercem każdego Polaka i cały nasz Naród.
Spójrz zwłaszcza na rodziny wielodzietne, borykające się z tyloma kłopotami.
Zobacz trudności rodzin niemających mieszkań. Otrzyj łzy matek, żon i dzieci
w rodzinach alkoholików, mężów i ojców pijanych już na zapas – na dziś i na
jutro. Bądź Matką dla dzieci porzuconych przez własnych rodziców. Bądź nadzieją
dla pracowników służby zdrowia i nauczycieli… Spójrz także na ciężką pracę
wiejskiego ludu. Na wytrwałe jego zmagania o należytą rangę i szacunek dla
rolnika, który wszystkich żywi… W niejednej wiosce zobaczysz, Maryjo, puste
domy, staruszków przy pracy na polu, choć już dawno zasłużyli na odpoczynek.
Dostrzeżesz także sąsiadów mieszkających przez płot czy w jednej klatce schodowej,
którzy mijając się, odwracają od siebie głowy, zamiast mówić sobie "Szczęść
Boże" w pracy. Matko nasza i Królowo – to nas boli, to nas zawstydza.
Weź nas za rękę i pomóż wstać. Pomóż iść prosto za Twoim Synem, który jest
Drogą, Prawdą i Życiem.
Dzisiejsze Święto, będąc jednocześnie świętem kościelnym i świętem narodowym,
jest także jasnym głosem wzywającym współczesnych architektów życia społecznego
do nieizolowania człowieka od Boga, spraw ludzkich od spraw Bożych.
Przed sześćdziesięciu laty, kiedy po doświadczeniach II wojny światowej, która
pochłonęła 6 milionów ofiar wśród ludności polskiej, Ojczyzna nasza została
poddana kolejnej dziejowej próbie wierności Bogu i Jego Najświętszej Matce
oraz tradycji narodowej. Ideologia komunistyczna, która za cel postawiła sobie
stworzenie "raju na ziemi bez Boga", w sposób nadzwyczaj programowy
i wyjątkowo konsekwentny przystąpiła do walki z Kościołem katolickim i głoszoną
przez niego Ewangelią. Zerwano Konkordat z Watykanem, wyrzucono religię ze
szkół i szeregów Wojska Polskiego, sądzono i więziono siostry zakonne, kapłanów
i biskupów. Decyzją ówczesnych władz pozbawiono wolności, a tym samym możliwości
wykonywania obowiązków pasterskich Prymasa Polski Stefana kardynała Wyszyńskiego.
Polska stanęła – zresztą nie pierwszy raz w swej niezwykłej historii – na szczycie
narodowej Golgoty. I wówczas, gdy wydawało się, że Bóg zapomniał o Polakach,
opatrznościowy mąż stanu, dziś sługa Boży Stefan kardynał Wyszyński, wspomniał
na fakt historycznych zaślubin Polski z Matką Jezusa Chrystusa. Polakom tonącym
w potopie bezbożnictwa wskazał na Tę, która właśnie na Golgocie została nam
dana za Matkę. Polakom pozbawionym niepodległości i suwerennej władzy przypomniano,
że od trzystu lat żyją pod rządami Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski,
która cierpliwie, przez wieki powtarza: "Uczyńcie wszystko, co Syn mój
wam mówi".
Dlatego dzisiaj, gdy świętujemy 350. rocznicę ustanowienia nad Polską rządów
Królowej Polski oraz 215. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja, ośmielam
się skierować do rządzących i rządzonych następujące wezwanie: Nie bójcie się
Maryi, Królowej Polski, wziąć do siebie. Nie obawiajcie się Królowej Polski,
nawet wówczas, gdy usłyszycie od Niej polecenie, abyście uczynili wszystko,
co Jezus Chrystus wam powie!
Pytasz mnie, co właściwie Cię tu trzyma,
Mówisz mi, że nad Polską szare mgły.
Pytasz mnie, czy rodzina, czy dziewczyna,
I cóż ja, cóż ja odpowiem Ci.
Może to ten szczególny kolor nieba,
Może to tu przeżytych tyle lat,
Może to ten pszeniczny zapach chleba,
Może to pochylone strzechy chat,
Może to przeznaczenie zapisane w gwiazdach,
Może przed domem ten wiosenny zapach bzu,
Może bociany, co wracają tu do gniazda,
Coś, co każe im powracać tu.
Mówisz mi, że inaczej żyją ludzie,
Mówisz mi, że gdzieś ludzie żyją lżej,
Mówisz mi, krótki sierpień, długi grudzień,
Mówisz mi, długie noce, krótkie dni,
Mówisz mi, słuchaj stary, jedno życie,
Mówisz mi, spakuj rzeczy, wyjedź stąd,
Mówisz mi, wstań i spakuj się o świcie,
Czy to warto, tak pod górę, tak pod prąd.
Może to zapomniana dawno gdzieś muzyka,
Może melodia, która w sercu cicho brzmi,
Może mazurki, może walce Fryderyka,
Może nadzieja doczekania lepszych dni,
(…)
Może nadzieja dla Ojczyzny lepszych dni
(Może to przeznaczenie).
Amen.

drukuj