Centrum pod supermarket

Już dawno w Radomiu nie było sprawy, która wywoływałaby
takie emocje, jak zagospodarowanie 11 hektarów gruntów w centrum miasta.
Samorząd chce wydzierżawić
działkę na 99 lat jednemu z siedmiu inwestorów, którzy przystąpili do przetargu.
Przeciwko temu najbardziej protestują kupcy, którzy obawiają się, że w
samym środku miasta powstanie kolejny supermarket, który spowoduje nową falę
bankructw
rodzimych małych firm handlowych. Czy jednak te protesty coś przyniosą?
Dowiemy się za kilka dni, gdy prezydent miasta ogłosi swoją decyzję w sprawie
przetargu.

Działka, którą miasto chce oddać inwestorowi, to teren położony w samym
centrum Radomia między ulicami Chrobrego, Malczewskiego, Struga i Kelles-Krauza.
Kiedyś
był tu jeszcze stadion piłkarski Czarnych Radom, stało kilka budynków
mieszkalnych po byłych koszarach wojskowych. Wszystko zostało zrównane z ziemią
kilka
lat temu, gdy teren miała wykupić izraelska firma Plaza Centre. Chciała
wybudować
tu multikino i inne obiekty rozrywkowe wraz z kilkudziesięcioma małymi
sklepami. Projekt jednak upadł, inwestor nie wywiązał się z zadania,
był nawet winny
miastu kilka milionów złotych. Przez kilka lat terenem nikt się specjalnie
nie interesował – aż do tego roku. Urząd miejski ogłosił przetarg na
jego zagospodarowanie. Zgłosiło się dziewięć firm, z których dwie potem się
wycofały.

Sesja (prawie) tajna
Sprawa przetargu od razu wywołała emocje. Postanowiono, że w całą procedurę
zaangażuje się rada miejska. 10 kwietnia odbyła się więc nadzwyczajna sesja,
ale było to dość dziwne posiedzenie. Otóż radni zapoznali się z ofertami
potencjalnych inwestorów, ale nikt poza przewodniczącym rady miejskiej Tadeuszem
Derlatką nie znał nazw firm pokazujących projekty (?!). Chodziło podobno
o to, aby zachować procedurę przetargową. Był nawet pomysł, aby całkowicie
utajnić obrady, a radni mieliby podpisywać specjalne oświadczenia w tej sprawie,
ale przy sprzeciwie samych radnych ten pomysł upadł. Czego więc dowiedzieliśmy
się podczas tego częściowo tajnego posiedzenia?
Przede wszystkim tego, że firmy obiecują postawienie apartamentowców, budynków
z ogrodami na dachach, ale chcą też budować centra handlowe.
Pierwsza wizja zakłada budowę przeszklonych budynków z pasażami i ogrodami
na dachach. Mają tu powstać: lodowisko, liczące siedem sal kino, kawiarnia,
restauracja, kamienice z drogimi apartamentami i obiekty handlowe o łącznej
powierzchni 38 tys. m kw. Ma być tu 7 dużych sklepów i 130 małych.
Druga koncepcja, obok apartamentowców, zakłada wybudowanie aquaparku, amfiteatru
i – jak to określono – centrum handlu i rozrywki z dwoma dużymi sklepami: spożywczym
i z artykułami elektronicznymi. W zasadzie niewiele różnią się od nich inne
pomysły prezentowane przez architektów i developerów. Wszystkie zakładają budowę
kamienic z drogimi mieszkaniami oraz sklepów, ale pod tym niewinnym pojęciem
mogą się kryć supermarkety. Co prawda warunki przetargu określają, że jeden
sklep nie może mieć powierzchni większej niż dwa tysiące metrów, ale to akurat
wystarcza, aby zainstalować tu supermarkety. Nie wspominając o mniejszych placówkach
handlowych. Zresztą, radni najwięcej głosów oddali na koncepcję numer 1, która
zakłada urządzenie sklepów na powierzchni prawie czterech hektarów. To prawie
tyle samo, ile liczy niemieckie Centrum Handlowe M1, obecnie największy w Radomiu
kompleks handlowy.
Gdy niektórzy radni zaczęli dopytywać inwestorów, czy nie uważają, iż centrum
handlowe w centrum miasta odbierze źródła dochodu rodzimych kupcom, ci odpowiadali,
że przecież radomskie firmy mogą wynająć sobie sklepy w takim centrum.
– Czy nie da się stworzyć galerii handlowej, w której nie byłoby dużego sklepu?
– dopytywał się jeden z radnych. – Nie ma na to szans – usłyszał w odpowiedzi
od jednego z architektów. – Sklepy muszą mieć dużą powierzchnię, by móc eksponować
towar.
Ostatecznie radni zaakceptowali wstępnie pięć z siedmiu koncepcji. Komisja
przetargowa ma wybrać jedną z nich 25 kwietnia. W głosowaniach nie brali jednak
udziału radni Wspólnoty Samorządowej, którzy najgłośniej protestują przeciwko
przetargowi. Zapowiedzieli, że zaskarżą uchwały sesji do wojewody, który –
jako organ nadzorujący działalność gmin – ma prawo je unieważnić. Wspólnota
protestuje zwłaszcza przeciwko budowaniu przy ul. Chrobrego nowych obiektów
handlowych. Ta walka przybrała zresztą także inne formy. Wspólnota powiesiła
w mieście plakaty z nazwiskami prezydentów, którzy w przeszłości wydawali pozwolenia
na budowę supermarketów i w ten sposób – zdaniem radnych – niszczyli rodzimy
handel. Podobnie myślą radomscy kupcy.

Przetarg nie dla nas
Przeciwko przetargowi od dawna protestują lokalne środowiska kupieckie, ale
jak na razie jest to głos wołającego na puszczy. Nie widać, aby urząd miejski
specjalnie się tym przejmował. Stowarzyszenie Kupców Polskich zastanawiało
się nawet, czy nie stanąć do przetargu, aby ewentualnie przeznaczyć część
tego terenu dla rodzimych firm handlowych, ale okazało się to niemożliwe.
– Poprzeczka jest zawieszona tak wysoko, że żadna firma z Radomia nie jest
w stanie spełnić wymogów przetargu – mówił Henryk Dudek, prezes Stowarzyszenia
Kupców Polskich w Radomiu. – To oznacza, że nieruchomość przejmie zachodnia
firma, która natychmiast postawi ogromny market.
Ale kupcy nie rezygnują i zapowiadają, że będą protestować w każdy dopuszczalny
prawem sposób, aby zablokować tę inwestycję. Chcą wykorzystać możliwości przewidziane
w ustawach. Czy jest na to szansa? Tak, bo jak pokazuje przykład innych miast,
jeśli tylko lokalne środowisko jest mocno zdeterminowane, może zniechęcić inwestora
do wchodzenia na dany teren.
– Market musi być szybko postawiony, aby zaczął przynosić właścicielowi dochód
– przyznaje przedstawiciel jednego z koncernów handlowych. – Jeśli jego budowa
jest długo blokowana, właściciel rezygnuje z danej lokalizacji i szuka spokojniejszego
miejsca do robienia interesów.
To daje nadzieję kupcom, a jest o co walczyć. Duże centrum handlowe, które
stałoby ledwie kilkaset metrów w linii prostej od urzędu miejskiego, w pobliżu
dużego osiedla mieszkaniowego, bardzo poważnie zagrażałoby nie tylko sklepom
zlokalizowanym w sąsiedztwie. Mogłoby doprowadzić do upadku dwóch targowisk:
przy ul. Wernera i ul. Struga. Pracuje tu kilkaset małych firm handlowych,
których raczej nie będzie stać na wynajmowanie miejsc handlowych w nowym centrum.
– Przecież tam nikt nie wpuści budki z warzywami, owocami ani stoiska z surowym
mięsem – jest przekonany pan Grzegorz, który od lat handluje przy ul. Wernera.
– Już teraz handel jest trudny, przynosi nieduże dochody. Supermarket i inne
sklepy przy ul. Chrobrego odbiorą nam wielu klientów i wtedy na pewno znaczna
część z nas będzie musiała zwinąć interes.
Kazimiera Kuczyńska już kilka razy musiała przenosić swój sklep, więc wie,
co oznacza sąsiedztwo supermarketu. – Najpierw handlowałam na Ustroniu, ale
jak weszli Niemcy z M1, zabrali mi większość klientów. Z córką prowadziłyśmy
sklep na Michałowie, ale tam z kolei działa centrum handlowe z hipermarketem
Carrefour – opowiada kobieta. – Wszystko wskazuje na to, że i tu niedługo trzeba
będzie likwidować sklep. Myślałam o tym, żeby wynająć jakieś stoisko w hali
targowej przy ul. Wernera, ale jak ma obok powstać nowe centrum handlowe, to
nie wiem, czy ma to jakiś sens. Na razie na targu są ludzie, ale potem pewnie
odpłyną.

Miasto supermarketów
Zaniepokojenie kupców jest tym bardziej zrozumiałe, gdy weźmie się pod uwagę,
jak wygląda mapa handlowa Radomia. W tym 230-tysięcznym mieście, gdzie bezrobocie
przekracza 25 procent, jest aż ponad 20 super- i hipermarketów. Obok Reala,
Praktikera, Nomi, Media Markt, Leclerca, Carrefoura, Selgrosa w mieście działają
także mniejsze supermarkety i sklepy dyskontowe – Elea, Minimal, Globi, Leader
Price i Plus Discount. Pięć sklepów ma sieć Biedronka, a cztery – Lidl. Do
tego dochodzą też mniejsze, ale również o sporej powierzchni zagraniczne
sklepy branżowe.
Ich ekspansja rozpoczęła się w połowie lat 90., ale nasiliła na przełomie wieków.
Trudno jest w tej chwili dokładnie ocenić, jakie straty w rodzimym handlu spowodowały
zagraniczne firmy, ale są one na pewno duże. Upadły setki osiedlowych sklepików,
inne ledwie wiążą koniec z końcem. Radom należy do miast o największym nasyceniu
obiektów handlowych (pod względem ich powierzchni) w przeliczeniu na liczbę
mieszkańców.
To jest zapewne jeden z wielu powodów niechęci wielu radomian do inwestycji
przy ul. Chrobrego. Nie brakuje głosów wzywających władze miasta do rozsądku.
– Miasto chce zarobić co rok trzy miliony złotych na dzierżawie. Może się jednak
okazać, że większe będą koszty, bo jak upadnie znaczna część sklepów w centrum,
wzrośnie bezrobocie, zmniejszą się wpływy podatkowe – przekonuje Mirosław Ciupiński,
mieszkaniec Osiedla XV-lecia, obok którego ma powstać to "nowe centrum
Radomia".
– Czy nam naprawdę potrzebny jest kolejny market? Dlaczego do miasta nie przyjdzie
jakiś inwestor, który wybuduje u nas zakład produkcyjny i da ludziom pracę,
nie odbierając jej innym? – zastanawia się pani Teresa, pracownica radomskiego
magistratu. – Teren jest atrakcyjny dla handlu, więc na pewno żaden z potencjalnych
dzierżawców nie będzie miał kłopotów ze znalezieniem chętnego na zagospodarowanie
obiektów handlowych. Może się nawet okazać, że będzie to jedyna część "nowego
centrum", która zostanie szybko urządzona. Obawiam się, że np. nie będzie
chętnych na kupno lub wynajem drogich apartamentów, bo w Radomiu nie ma aż
tak wielu ludzi zamożnych. Ale supermarket i galeria handlowa na pewno ruszą.

Lepszy park
Radomianie jakby nie bardzo interesują się tym, co będzie zbudowane w centrum
ich miasta. Wiele osób nie wie nawet, że debatowali nad tym radni. Zgłaszają
nowe pomysły na zagospodarowanie spornego terenu.
– A dlaczego nie zrobić tu ładnego parku z dużymi placami zabaw dla dzieci,
oczkiem wodnym? – zastanawia się Witold Serdykowski, który czasami przyjeżdża
do Radomia do córki i z okna ma widok na pusty teren przy ul. Struga. – Czy
w Polsce każda piędź ziemi musi być od razu sprzedana? Przecież nie wszystko
da się przeliczyć na pieniądze. Gdyby tak było, nowojorczycy już dawno rozparcelowaliby
Central Park, bo jest położony w środku miasta.
Pan Witold przez wiele lat pracował przy urządzaniu zieleni w różnych miastach
i niemal wszędzie władze ograniczały powierzchnie parków. Jego zdaniem, to
błąd, bo takie miejsca nie tylko zapewniają azyl i odpoczynek ludziom. Ładnie
urządzony park może być większą ozdobą niż niejeden nowoczesny budynek.
Jednak władze Radomia mają zupełnie inną koncepcję. 11-hektarowy teren, jeśli
nic nie stanie na przeszkodzie, zostanie oddany jakiemuś developerowi, który
wybuduje tu kolejne centrum handlowe. Rachunek w postaci upadku wielu małych
firm handlowych zapłacą, tak jak wcześniej, mieszkańcy miasta.

Maciej Winnicki

drukuj