Oswoić media

Ostatnie tygodnie życia sługi Bożego Jana Pawła II ukazały inne niż zazwyczaj
oblicze mediów. Rok po tamtych wydarzeniach możemy się zastanawiać, co robić,
aby mediom przywracać normalność. Bo czy wszystkie tytuły prasowe, stacje radiowe
i telewizyjne działające w Polsce są wierne prawdzie, rzetelnie informują i
służą człowiekowi? Czy nie doświadczamy sprzeniewierzenia się duchowi służby
przez świat mediów i komunikacji, ich instrumentalizacji i praktyki wykorzystywania
jako środka dominacji jednych nad drugimi? Czy nie zdarza się, że niektóre
media obrażają uczucia religijne ludzi wierzących, sprzyjają radykalnemu antykatolicyzmowi,
dzielą, zamiast łączyć, atakują zbudowaną na fundamencie chrześcijaństwa tradycję
kultury polskiej, propagują relatywizm moralny i ideologię "róbta, co chceta"?

Istnieje przecież bezsporny i wyraźny związek przyczynowo-skutkowy między
nasilającą się patologizacją coraz szerszych obszarów życia społecznego a eskalacją
manipulacji, przemocy, agresji, brutalności i pornografii w dzisiejszych środkach
przekazu. Nastawione często, niestety, antyewangelizacyjnie media przyspieszają
procesy laicyzacyjne i wykorzeniają ludzi z ich dziedzictwa religijnego i kulturowego.
Nie mówiąc o dziedzictwie Ewangelii, współczesne media wypierają prawdę z życia
współczesnego człowieka, bo skoro nie nawiązują wyraźnie do tego dziedzictwa,
to zdaje się ono współczesnemu człowiekowi, poddanemu naciskowi mediów, nieważne.
Znawcy tematu zdają sobie sprawę z tego, że zagrożenie z powodu oddziaływania
środków przekazu stanowi obecnie jeden z najbardziej istotnych problemów, przeciwko
któremu niełatwo jest podjąć środki zaradcze. Dzisiaj kultura masowa dokonuje
przewartościowania i na nowo określa materialne oraz duchowe potrzeby odbiorcy,
i z pominięciem zasad moralnych popularyzuje tylko to, co jest modne i wygodne
z racji czysto biologicznych. "Potęga środków przekazu jest tak wielka – czytamy
w instrukcji duszpasterskiej "Aetatis novae" Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego
Przekazu – że wpływają one nie tylko na to, jak ludzie myślą, ale także o czym
myślą. Dla wielu rzeczywistością jest to, co środki przekazu uznają za rzeczywiste;
wszystko, czemu nie poświęcają uwagi, wydaje się pozbawione znaczenia".

Obojętność umacnia zło
Oczywiście środki masowego przekazu
nie są bytem samym w sobie. Stanowią przedłużenie sposobów działania ich dysponentów,
którym mimo wszystko łatwiej jest zdobyć
wpływ na media, niż kontrolować tak szerokie sektory życia publicznego, jak:
władza ustawodawcza, władza wykonawcza, władza sądownicza. Mówi się za Thomasem
Macaulayem, że środki masowego komunikowania stanowią czwartą władzę – po ustawodawczej,
wykonawczej i sądowniczej. Przyglądając się obecnym praktykom świata mediów,
można zweryfikować tę dziewiętnastowieczną diagnozę i dojść do wniosku, że
czwarta władza stała się pierwszą. Mówi się nawet: czyja informacja, tego władza.
Przemawiające ex cathedra współczesne media ustalają prawa dla władzy i opinii
publicznej, sprawują władzę poprzez propagandowy rząd dusz, często wyręczają
sądy: wystawiają cenzurki i ferują wyroki. A orzeczenia środków przekazu są
niejednokrotnie ostateczne i nieodwołalne. Od zarania dziejów proces informacyjny
warunkował zbiorowe działanie człowieka. Dlatego dziś, przy niebywałym rozwoju
techniki i technologii ludzie władzy, dysponując środkami społecznego przekazu,
rozwiązują ten problem od drugiej strony: starają się tak wpłynąć na opinię
publiczną, aby kierowała się ona w swoich poglądach i postępowaniu według kryteriów
zasugerowanych przez media.
Bardzo pomocnym narzędziem ułatwiającym rozpoznanie status quo środków przekazu
jest zawarty w nich obraz i stosunek do człowieka. Manipulator nie interesuje
się człowiekiem jako osobą, jako rozumnym i wolnym w swoich decyzjach podmiotem
działania. Interesuje się nim tylko o tyle, o ile może go wykorzystywać w realizowaniu
propagandowych planów i zamierzeń. Stara się przy tym zapewnić człowiekowi
określoną iluzję autonomii i stworzyć wrażenie, że "obiektywnie" przedstawia
fakty, a do zasugerowanych przez wymieszanie informacji z komentarzem wniosków
dochodzi sam odbiorca środków przekazu.
Uczciwy dysponent środków masowego dostrzega w każdym człowieku jego odrębność
i niepowtarzalność. Czuje się w pełni odpowiedzialny za przekaz, który upowszechnia
i spełnia rolę służebną, a więc kształtuje, informuje i bawi. Przecież środki
przekazu są dla człowieka, a nie człowiek dla środków przekazu. Warto o tym
pamiętać. Nie można dać się "znieczulić" i przyjmować postawę, że skoro media
często traktują osobę ludzką instrumentalnie, to nie będziemy się tym interesować,
bo nas to nie obchodzi. Obojętność prowadzi do utrwalania i wzmacniania zła.

Służebna rola mediów
W jaki więc sposób można pozytywnie oddziaływać na środki masowego przekazu?
Przede wszystkim trzeba je poznać. "W dzisiejszym świecie – czytamy w cytowanej
instrukcji – na który tak silnie oddziałują środki przekazu, jest na przykład
rzeczą konieczną, aby osoby pozostające w służbie Kościoła posiadały przynajmniej
praktyczną wiedzę o wpływie, jaki nowe techniki informacji i przekazu wywierają
na jednostki i na społeczeństwo". Po rozeznaniu sytuacji następuje faza ustalania
zadań i trzeba mieć wielką odwagę, by podejmować i przeprowadzać konkretne
działania.
Ojciec Święty Jan Paweł II wielokrotnie zachęcał ludzi wierzących do większej
aktywności na polu społecznym. Podczas spotkania w Rzymie z rodakami, gdy w
Polsce została reaktywowana Akcja Katolicka, wypowiedział znamienne słowa:
"Dlaczego jest tak cicho o was [tzn. katolikach]. Jeśli jest tak cicho, to
wtedy głos podnoszą inni".
Zawsze apelujmy do pracowników środków masowego przekazu, zachęcając ich do
służby prawdzie, do przyjęcia odpowiedzialności, do rzetelności i uczciwości
zawodowej. Możemy przecież wysyłać listy, faksy, maile czy telefonować do redakcji
gazet i czasopism, do rozgłośni radiowych, stacji telewizyjnych i zabierać
głos: dziękować za rzeczy dobre, a jednocześnie wyrażać zaniepokojenie, gdy
coś wzbudza nasz sprzeciw. Rozwój internetu stwarza nowe szanse, gdyż coraz
popularniejsze są fora dyskusyjne oraz akcje protestacyjne poprzez sieć. Społeczność
internetowa – w czasach globalizacji – otrzymuje możliwość skutecznego reagowania
na nieprawidłowości: naruszanie godności człowieka, obrażanie uczuć religijnych,
propagowanie przemocy, agresji, pornografii, manipulacje polityczne. Ogromną
siłą jest wywieranie presji na konkretne media i na przykład korporacje, które
zamieszczają niestosowne reklamy naruszające ogólnie przyjęte normy i zasady.
Akcje protestacyjne i bojkot konkretnych mediów oraz firm działających i reklamujących
się w sposób niestosowny w wielu krajach okazał się bardzo skuteczny. Tak więc
możliwości działania są bardzo szerokie i nie jest prawdą, że odbiorcy mediów
są zupełnie bezbronni. Lecz aby mieć realny wpływ na otaczającą rzeczywistość,
trzeba się organizować i być aktywnym. Niedobrą postawą jest bierność i konstatacja,
że i tak na nic nie mamy wpływu, więc to nas zwalnia ze wszelkich działań.
Nie zapominajmy, że po drugiej stronie kamery, mikrofonu czy klawiatury komputera
są ludzie, którzy może czekają na to, byśmy zajmowali stanowisko i głośno wyrażali
swoje opinie na temat treści i jakości ich przekazu. A gdy mamy znajomych wśród
ludzi środków przekazu, możemy przecież poprzez bezpośrednią rozmowę zwracać
uwagę na to, co się nam podoba, a co nie. Osobisty kontakt stwarza duże możliwości
oddziaływania. Miejmy więc odwagę mówić o tych sprawach.
Zabezpieczeniem służebnej roli środków przekazu wobec społeczeństwa jest praktyczna
realizacja postulatu, aby w mediach pracowali ludzie odzwierciedlający opcje
obecne w społeczeństwie. W odczuciu znacznych kręgów społeczności ludzi wierzących,
mimo obowiązującego prawa, większość programów telewizyjnych jest nastawiona
jeżeli nie wrogo, to przynajmniej niechętnie do naszej wiary. Wynika to poniekąd
z faktu, że tworzą je często ludzie religijnie obojętni albo nawet niechętnie
nastawieni do świata wartości utrwalonego w Polsce od wieków. Mówi się: przecież
są programy katolickie w Telewizji Polskiej. Ale na setki godzin łącznego czasu
emisji wszystkich programów telewizji zajmują one mniej niż 1 proc. całego
czasu! Czy to oznacza, że w Polsce jest mniej niż 1 proc. ludzi wierzących?
Nawet najwięksi przeciwnicy Kościoła nie zaryzykują takiej tezy.

Katolicy w
środkach przekazu

Ważne jest również, aby dziennikarze katolicy o wiele liczniej wchodzili
do redakcji pism, mieli możliwość pracy w rozgłośniach radiowych czy stacjach
telewizyjnych i przez swoją obecność – w świeckich środkach przekazu – wpływali
na to, co i w jaki sposób jest w nich serwowane. Skierowanie uwagi na to
działanie
w sposób szczególny winno leżeć na sercu ludziom zatroskanym o dobro wspólne.
Nie jest to łatwe z wielu przyczyn. Chociażby dlatego że społeczność katolicka
w Polsce nie dysponuje, między innymi z powodu uwarunkowań polityczno-ideologicznych,
odpowiednią do swej liczby i aspiracji grupą wierzących dziennikarzy z dobrym
przygotowaniem zawodowym.
Warto więc zachęcać młodzież, aby – o ile odkryje zdolności i zainteresowanie
pracą w mediach – wybierała zawód dziennikarza. By jak najliczniejsza rzesza
młodych katolików studiowała ten kierunek na uczelniach i w szkołach świeckich
oraz przez swoją aktywność wpływała na atmosferę w tych środowiskach. Pojawia
się także coraz więcej nowych możliwości kształcenia adeptów pióra, mikrofonu
i kamery. W ten sposób skutecznie przełamuje się dotychczasowy monopol i
mechanizmy selekcji zawodowej. Można wspomnieć tu choćby o Wyższej Szkole
Kultury Społecznej
i Medialnej. Trzeba też tworzyć nowe media. Doświadczenie Radia Maryja, "Naszego
Dziennika", Fundacji "Nasza Przyszłość", Telewizji Trwam pokazuje, że nawet
w trudnych warunkach można stworzyć alternatywę wobec mediów postkomunistycznych
i demoliberalnych.
Sprawdzoną formą apostolatu w mediach jest wypowiadanie się, wyjaśnianie
i prostowanie nieprawdziwych informacji w środowiskach, w których żyjemy.
Jest
to metoda bardzo prosta i skuteczna: po prostu ludzie bardziej wierzą, jeśli
coś usłyszą bezpośrednio od drugiego człowieka niż za pośrednictwem mediów,
które często jawią się jako anonimowa machina propagandowa o niejasnych celach
działania. Przestrzeń społeczna jest przecież utkana z osobistych kontaktów
oraz spotkań i jest to bardzo istotny obszar komunikacji międzyludzkiej,
tym ważniejszy, że odbywa się twarzą w twarz, bez pośredników. Daje impuls
do osobistego
uczestnictwa oraz dociera do głębszych warstw ludzkich odczuć i motywacji.
Zdarza się jednak, że idziemy do pracy, szkoły, na spotkanie rodzinne, przebywamy
na ulicy, czy korzystamy z publicznej komunikacji i bezwolnie słuchamy, jak
inni, często pod wpływem mediów, krytykują Kościół, kapłanów, etykę katolicką
czy ludzi zaangażowanych w obronę wiary i życia. Dla "świętego" spokoju milczymy,
o ile się do tych głosów nie dołączamy. A przecież każdy z nas, obojętnie
czy jest kioskarzem, profesorem, ślusarzem, handlowcem, lekarzem, biznesmenem,
robotnikiem sezonowym, rolnikiem czy kimkolwiek innym, może szczerze, na
miarę
swoich umiejętności dawać świadectwo w otoczeniu, w którym żyje i pracuje.
Wyjaśniać istotę naszej wiary, prostować nieprawdę oraz nie dopuszczać do
wypierania Ewangelii z ludzkich serc. W instrukcji "Aetatis novae" została
zapisana istotna
myśl: "ważne jest, aby chrześcijanie potrafili dostarczyć brakujących informacji
tym, którzy ich nie otrzymują, i dopuszczać do głosu tych, którzy zostali
go pozbawieni".

Jan Maria Jackowski

drukuj