Życie: jak je obronić

Temat życia pojawia się w dzisiejszym kontekście kulturowym jako uwikłany
w koncepcje myślowe, ideologie, programy polityczne, propozycje naukowe i w
różne inne struktury, w których życie traci swoją tożsamość, swoje pierwszeństwo
egzystencjalne, aksjologiczne, prawne i staje się jednym z elementów świata
podległego coraz to nowym projektom przekształceniowym w oparciu o świeżo wymyślone
(lub tylko odnowione) programy "nowego porządku świata".

W ostatnich wiekach zaszły daleko idące zmiany w stosunku tak zwanych cywilizowanych
społeczeństw do tematu "życia". Zupełnie zagubiono nie tylko sakralny wymiar
życia (życie jako dar Boga Stwórcy), lecz także modne w swoim czasie romantyczno-emocjonalne
podejście do tajemnicy życia, pozwalające wzruszać się takimi fenomenami,
jak pierwsze kwiaty wiosenne lub – zwłaszcza – pierwszy uśmiech nowo narodzonego
dziecka. Życie stało się surowcem, treściowo pustym, pożądanym lub niewygodnym
w obecnym świecie, przeżartym filozofią materializmu i utylitaryzmu.

Życie z perspektywy
Stworzenia

Życie stworzone od początku zostaje ogarnięte miłością Stwórcy i Ojca: przypominają
o tym takie dokumenty, jak encyklika "Humanae vitae", adhortacja "Familiaris
consortio", List do Rodzin, encyklika "Evangelium vitae", nie licząc osobnych
wypowiedzi Jana Pawła II skierowanych do różnych grup ludzkich. Życie stworzone
jest również od początku przeniknięte wymiarem powołania (List do Rodzin, 9;
EV 2), co oznacza, że Bóg sam stwarza nowemu człowiekowi nieskończone możliwości
osiągnięcia pełni życia, o ile będzie trwał w zjednoczeniu ze swoim Źródłem
i Celem. Bóg od początku wprowadza życie ludzkie w orbitę świętości, o czym
przypomina "Evangelium vitae": "Każdy człowiek, szczerze otwarty na prawdę
i dobro, może dzięki światłu rozumu i pod wpływem tajemniczego działania łaski
rozpoznać w prawie naturalnym wypisanym w sercu (por. Rz 2, 14-15) świętość
ludzkiego życia od poczęcia aż do kresu oraz dojść do przekonania, że każda
ludzka istota ma prawo oczekiwać absolutnego poszanowania tego swojego podstawowego
dobra" (EV 2). W tymże dokumencie czytamy: "Bóg ogłasza, że jest absolutnym
Panem życia człowieka ukształtowanego na Jego obraz i podobieństwo (por. Rdz
1, 26-28). Życie ludzkie ma zatem charakter święty i nienaruszalny, w którym
odzwierciedla się nienaruszalność samego Stwórcy" (EV 53).
Właśnie ze względu na świętość życia ludzkiego, które jest równocześnie sposobem
istnienia osoby ludzkiej, należąc do tożsamości osobowego podmiotu, Bóg postanowił,
aby życie ludzkie pojawiało się w środowisku również świętym i przenikniętym
Jego obecnością jako Ojca i napełnionym Jego miłością. Dlatego Bóg, stwarzając
człowieka mężczyzną i kobietą, uczynił ich szczególną jednością, powołując
ich, by stali się "sanktuarium życia" jako wspólnota miłości, "objawiająca
i przekazująca miłość samego Boga Stwórcy" (por. FC 11 oraz 17).
Ponieważ stworzenie (powołanie do życia) każdej nowej osoby ludzkiej jest bezpośrednim
i wyłącznym dziełem Boga, dlatego rola małżonków jako rodziców może być pojęta
tylko jako uczestnictwo i współdziałanie z miłością Boga jako Stwórcy. Kładą
na to nacisk wszystkie dokumenty Kościoła zawierające naukę o powołaniu małżeństwa.
Jest to właściwy powód, dla którego małżeństwo jest sakramentem (już jako "sakrament
Stworzenia!"), ponieważ jego istotna rola polega na tym, aby objawiać Boga
u początków ludzkiego istnienia i stanowić więź łączącą nowe życie ze swoim
Źródłem. Momentem istotnym, decydującym o prawdzie tej więzi i prawdzie profetycznej
rodzicielstwa (o objawianiu Boga Stwórcy) jest zjednoczenie małżonków z tą
samą miłością, "którą Bóg chce stwarzanego człowieka dla niego samego". Ponieważ
"Bóg chce człowieka obdarzyć uczestnictwem w swym Boskim życiu", dlatego "trzeba,
ażeby w to chcenie Boga włączyło się ludzkie chcenie rodziców: aby oni chcieli
nowego człowieka, tak jak go chce Stwórca" (List do Rodzin, 9).
Jest więc oczywiste, że małżonkowie pełnią wolę Bożą, a nie własną, a jeśli
ich własna wola ma dojść do głosu, bo jako wola istot osobowych powinna się
wyrazić w sposób wolny i świadomy, to może się to stać tylko w ten sposób,
że wyraża pragnienie zjednoczenia się z tą Nieskończoną Miłością Stwórcy, który
stwarzając nowego człowieka, otwiera przed nim cały świat i całe niebo, czyli
całe bogactwo Boskiego Serca. Do takich wyżyn są powołani małżonkowie i po
to właśnie małżeństwo jest sakramentem, a rodzina jest sanktuarium życia. Małżeństwo
nie jest po to, aby małżonkowie mogli "się kochać", ale po to, aby Bóg Stwórca
mógł przez nich kochać – w Chrystusie – "każdego człowieka, który na ten świat
przychodzi" (por. J 1, 9), aby mógł kochać ich sercem i całym wymiarem ich
ofiary życia. Oczywiście mają także siebie wzajemnie miłować, obdarowując się
tą samą miłością, mocą której w dłoniach Stwórcy zostali sobie wzajemnie podarowani
– jak to wyjaśnia Jan Paweł II w swoich wspaniałych katechezach. To "Miłość
Piękna", o której Papież powiedział, że jest wyłącznym darem Ducha Świętego
(List do Rodzin, 19-20).

"Grzech świata"
Tak miało być "od początku", ale ludzkość zwiedziona przez kusiciela naruszyła
ten wspaniały Boży plan i historia człowieka po upadku pierwszych rodziców
stała się pasmem grzechów przeciw świętości przymierza i pasmem zbrodni przeciw
życiu. Pismo Święte zawiera wiele świadectw o tego rodzaju przestępstwach,
także w "narodzie wybranym", a tym bardziej wśród pogan. Nowy Testament jedynie
zwięźle i z dystansu, ale i ze zgrozą wspomina grzechy pogan, popełniane
przeciwko życiu ludzkiemu i przeciwko godności człowieka, Bożego stworzenia
(np. Rz 1, 18-32; Ef 4, 19-22). Historia nie była nigdy w pełni wolna od
przestępstw przeciwko życiu ludzkiemu; ale do pewnego przynajmniej czasu
funkcjonowało jeszcze sumienie społeczne i świadomość, że prawo naturalne
obowiązuje także tych, którzy sprawują władzę i rozporządzają środkami przymusu.
Tymczasem w ostatnim okresie (w ostatnich dwóch stuleciach) rozpowszechniły
się ideologie, wspierane przez mity i utopie polityczne, obiecujące człowiekowi
– w sposób jawnie kłamliwy – pełną autonomię w rozporządzaniu dobrami tego
świata, pod pretekstem, że Pan Bóg nie ma nic do powiedzenia w tym świecie.
Zabijanie, mordowanie, niszczenie nawet całych grup ludzkich stało się metodą
realizacji chorych ambicji imperialnych, metodą zaprowadzania "nowego światowego
porządku", metodą prowadzącą do uzyskania absolutnej władzy nad światem i
całą ludzkością, metodą "kontrolowania" płodności, metodą inżynierii społecznej,
metodą narzucania oświeconego, "postępowego" światopoglądu, metodą usuwania
wad genetycznych, metodą korygowania struktury demograficznej. Krew nienarodzonych
płynie przez świat szeroką rzeką, a ciała ofiar są traktowane jako surowiec
przemysłowy.
Okazuje się, że w filozoficznej refleksji nad życiem nie wolno odrzucić tych
zasad, które prowadzą do zrozumienia życia jako daru Boga. Istnienie osobowe
może być pojęte jedynie jako bezpośredni dar Stwórcy i jako wewnętrzne zwrócenie
całego bytu osoby ku więzi z Bogiem. Jeżeli odrzuci się tę perspektywę, nic
nie uratuje "filozofii człowieka" od zanurzenia go w masę bezdusznej materii,
"w proch ziemi"; w ostatecznej konsekwencji – także dosłownie. W rezultacie
człowiek jako jedyny świadomy siebie podmiot życia stał się niewolnikiem śmierci,
jej narzędziem i katem dla siebie i innych. Od tego upadku nic nie było w stanie
uratować człowieka, ponieważ odrzucił Boga jako Stwórcę i Ojca.

W światłach Odkupienia
Nic nie było w stanie uratować człowieka – poza Bogiem, który w swoim nieskończonym
Miłosierdziu postanowił człowieka przywrócić do pierwotnej prawdy. Ale nie
stało się to przez mechaniczny "powrót do przeszłości" (zresztą niemożliwy),
lecz przez tajemnicę Paschy, to jest śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.
W tej sytuacji, w jakiej znalazł się człowiek, jedynym ratującym życie, tym,
który życie ocala i przywraca mu nadzieję – jest Jezus Chrystus, który własną
śmiercią pokonał śmierć i przez zmartwychwstanie otworzył bramę życia wiecznego.
Chrystus, przychodząc na świat i spełniając swoje dzieło Odkupienia, przywraca
całe dzieło stworzenia Ojcu, a tym samym przywraca je jego pierwotnej prawdzie.
Jest to jednak już prawda Chrystusowa i w Nim i przez Niego – prawda eschatologiczna.
W dziedzinie służby życiu najważniejszymi pomocnikami Chrystusa są ci, których
uczynił sakramentem swojej jedności z całym Kościołem: małżonkowie. Oni zostali
wprowadzeni w centrum tego misterium miłości Chrystusa i Kościoła, aby byli
zdolni reprezentować tajemnicę Trójcy Świętej w historii – a przede wszystkim
u początku – rodzącego się życia. Ta ich rola wymaga szczególnej świętości
ciała jako "jednego ciała" (jest to synonim sakramentu), ponieważ ich ciało
zostało poddane mocy Ducha Świętego, którego wzywa się w samej liturgii sakramentu.
Ich jedność małżeńska ma się stać prawdziwym "sanktuarium życia", ponieważ
w pełnieniu misji rodzicielskiej (jak poświadcza Jan Paweł II), "Bóg sam jest
obecny" (List do Rodzin, 9). Małżonkowie zjednoczeni przez absolutnie bezinteresowny
dar siebie mają stać się żywym obrazem i podobieństwem miłości Ojca.
Obrona życia zaczyna się właśnie tu, u źródła. Tylko w tym miejscu – u źródła
istnienia – rodzące się życie ludzkie może być obronione przed zanurzeniem
go w otchłani absurdu, opuszczenia, pogardy i odepchnięcia, może być ocalone
przed sytuacją, w której byłoby potraktowane jako zbędny bagaż w podróży do "rajskiej krainy szczęścia we dwoje", lub byłoby napiętnowane jako nieudane,
nieprzydatne, społecznie niepożyteczne itd. Ogromna ilość sytuacji, w których
de facto życie rodzące jest traktowane z nienawiścią i agresją, prowadzącą
do niszczenia go przed narodzeniem się, świadczy o tym, że małżonkowie nie
spełniają należycie swojej roli, w której nikt inny nie może ich zastąpić.
Z tego powodu jest konieczna ogromna, zorganizowana akcja społeczna, wychowawcza,
konieczne są inicjatywy prawne, kulturowe, ekonomiczne, konieczne jest tworzenie
zupełnie nowej kultury – "kultury życia", o której szeroko czytamy w encyklice
"Evangelium vitae". Cały Kościół – jako sakrament Chrystusa – mobilizuje się,
aby ofiarować miłosierdzie tym, którzy zostali skrzywdzeni, według słów Chrystusa:
"Cokolwiek uczyniliście tym najmniejszym, Mnieście uczynili" (List do Rodzin,
22). Powiedziano, że Chrystus, przychodząc na świat, zjednoczył się w pewien
sposób z każdym człowiekiem. Zatem przychodząc na świat jako Dziecię, zjednoczył
się przede wszystkim z człowiekiem w jego sytuacji dziecka, a więc z człowiekiem
"gdy na świat przychodzi" (J 1, 9). Stan świata, jego duchowe i moralne oblicze,
zależy przede wszystkim od stanu miłości ofiarowanej – lub odmówionej – tym
najmniejszym, przychodzącym na świat. Zatem stan świata zależy przede wszystkim
od kształtu miłości łączącej mężczyznę i kobietę. Na początku miał ich łączyć
Bóg sam; dziś – w sytuacji grzechu – najczęściej łączy ich, czyli właśnie dzieli,
świat i jego pożądliwość. Dlatego Chrystus w tajemnicy Krzyża objawił światu
nową Miłość, która sama tylko jest zdolna ocalić człowieka, a także jego dom,
rodzinę. Czy świat przyjmie tę Miłość? Jeżeli nie – ustanie właściwy powód,
dla którego ten świat jeszcze istnieje, dla którego wracają wciąż ptaki i dla
którego zawsze na nowo kwitną krokusy…

ks. prof. Jerzy Bajda

drukuj