Wychowanie do ojcostwa
Problem ojcostwa jest, jak się wydaje, kluczowym zagadnieniem
we współczesnym świecie. Bez żadnej przesady. Tak jak "przyszłość świata idzie
przez rodzinę",
tak bez wątpienia nie da się ocalić rodziny, a tym samym świata, bez odnowy
ojcostwa. Przecież kryzys autorytetów, szokujący nieraz brak odpowiedzialności
i związana z tym zapaść władzy wszelkich szczebli są pochodną, a nawet wręcz
prostą konsekwencją degradacji ojcostwa.
Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele. Leżą one zarówno w świecie zewnętrznym,
w agresywnej, niszczącej ojcostwo postawie wielu kobiet, jak i oczywiście w
samych mężczyznach. W ich niedorozwoju i degradacji, nie tylko moralnej. W
ich hołdowaniu prymatowi techniki nad etyką, w dążeniu za wszelką cenę do "mieć"
ponad "być", w hedonistycznym nastawieniu na przyjemności i użycie nawet za
cenę życia swego rodzonego (choć nie urodzonego) dziecka…
By odmienić ten alarmujący stan rzeczy, trzeba podjąć wyzwanie "stworzenia
nowego człowieka". Człowiek tworzy się, konstytuuje przez wychowanie i samowychowanie.
Trzeba zatem opracować i wprowadzić w życie skuteczną, a więc atrakcyjną dla
chłopców strategię wychowania do ojcostwa. Pierwszym jej elementem musi być
określenie celu, który ma zostać osiągnięty, a więc naszkicowanie modelu mężczyzny,
męża i ojca, oraz wzorcowej kariery ojcowskiej. Znajomość wzorca ojca daje
wiedzę, jak być powinno, umożliwia: analizę sytuacji (w rodzinie, w społeczeństwie,
w świecie), postawienie diagnozy (oceny, co "zdrowe", co "chore"), podjęcie
sensownej profilaktyki (wskazówki do pracy nad sobą, postulowania zmian obyczajów,
tworzenia planów i strategii wychowawczych), podjęcie skutecznego leczenia,
terapii (w przypadkach "chorego" ojcostwa). Wreszcie – można starać się w wychowaniu
własnych dzieci stwarzać optymalne warunki do kreowania "wzorowych karier ojcowskich"
już od poczęcia (bez żadnej przesady).
Dość łatwo można opisać, jak powinien wyglądać "efekt końcowy" wychowania:
idealny mężczyzna: mąż – ojciec. Prawdziwy mężczyzna powinien: siebie poznać
i zaakceptować, podjąć trud samowychowania, by siebie posiadać i w sposób wolny
"władać" sobą, mieć postawę altruizmu, być zdolnym do miłości, chcieć kochać,
chcieć być ojcem, chcieć być odpowiedzialnym za losy rodziny, być oparciem
psychicznym dla kobiety – żony, dawać jej dowody szacunku i miłości zarazem.
Powinien być opiekuńczy, cierpliwy, konsekwentny w dążeniu do celu, stanowczy
w egzekwowaniu dobra, wyrozumiały, komunikatywny. Powinien posiadać umiejętność
służebnego sprawowania władzy, życzliwość i poczucie humoru, wypracowywać w
sobie stale rosnącą odpowiedzialność. Powinien wyznawać hierarchię wartości:
na pierwszym miejscu Bóg, dalej żona, dzieci i w końcu inni ludzie.
Zgodzimy się pewnie, że nakreślony obraz mężczyzny jest piękny, lecz, delikatnie
mówiąc, mało powszechny. Co robić, by go upowszechnić? Wychowywać synów tak,
by przynajmniej zbliżali się do nakreślonego ideału. Pomocna w wychowaniu może
być wizja idealnej kariery ojcowskiej. Spróbujmy zatem naszkicować idealny
(rzecz jasna nierzeczywisty, stworzony jedynie w wyobraźni), modelowy przebieg
kariery ojcowskiej.
Zacznijmy chronologicznie.
Chłopiec powinien się począć jako wytęsknione, wymodlone, oczekiwane dziecko,
będące owocem prawdziwej, pięknej i ofiarnej miłości małżeńskiej jego rodziców.
Jeszcze przed urodzeniem mały mężczyzna powinien wzrastać w atmosferze miłości,
akceptacji i pełnego bezpieczeństwa. Powinien być zaakceptowany nie tylko w
ogóle jako dziecko, ale w pełni ze wszystkimi cechami. W szczególności jako
dziecko "swojej" płci. Jego rodzice muszą rozumieć, na czym polega wychowanie
chłopca, wiedzieć, do jakich zadań życiowych mają mu pomóc dorosnąć i się przygotować.
Powinni pamiętać, że najważniejszym celem wychowania jest pomoc dziecku w osiągnięciu
szczytu możliwości człowieczych na drodze trafnie rozpoznanego powołania (dla
wierzącego szczytem możliwości jest pełna wolność w wypełnianiu dobra i odrzucaniu
zła, czyli świętość). Powołania rozpoznanego przez dorastające dziecko wspierane
mądrością i miłością rodziców, a nie narzuconego przez kogokolwiek. Prawdziwym
(obiektywnie rzecz biorąc!) powołaniem każdego mężczyzny jest ojcostwo (choć
różne są drogi jego realizacji).
Mądrzy rodzice powinni obmyślać i na bieżąco korygować i wprowadzać w życie
strategie wspierające ich synów w świadomym wzroście ukierunkowanym na przyszłe
zadania i role, jakie przyjdzie im pełnić w rodzinie, w społeczności lokalnej,
w kraju i w świecie. Adhortacja Jana Pawła II "Familiaris consortio" wymienia
najważniejsze funkcje ojca w rodzinie:
– odpowiedzialność za życie poczęte,
– udział w wychowaniu powierzonych sobie dzieci (niekoniecznie rodzonych),
– praca zawodowa zapewniająca byt i bezpieczeństwo rodzinie,
– przykład dojrzałej postawy chrześcijańskiej nie tylko dla swych dzieci, ale
i dla otoczenia, dla świata.
By dorosnąć do pełnienia wymienionych zadań – funkcji, chłopiec musi rozwijać
się i wzrastać. Rodzina ma mu stworzyć możliwie idealne warunki tego wzrostu,
lecz na tym jej rola się nie kończy. Chodzi o uruchomienie w dziecku pragnienia
pracy nad swym rozwojem i wspieranie procesu samowychowania.
Decyzja o podjęciu trudu własnego rozwoju jest ważna, konieczna, lecz jeszcze
niewystarczająca do zrobienia prawdziwej kariery ojcowskiej. Dalej jest miejsce
na codzienny trud, cieszenie się wzlotami i powstawanie z upadków z mądrym
wyciąganiem z nich wniosków na przyszłość. W trudzie chłopiec powinien poznawać
siebie (m.in. rozpoznawać talenty i godzić się z ograniczeniami, ale także
poznawać swoją psychikę oraz swe ciało i jego reakcje). Poznanie siebie jest
konieczne, by następnie móc dojrzale zaakceptować siebie jako człowieka, mężczyznę,
ojca.
Dalej, po samopoznaniu i samoakceptacji, jest miejsce na trud samoopanowania.
Samoopanowanie powinno dotyczyć "odporności" zarówno na pobudzenia zewnętrzne
(ze świata), jak i na pobudzenia wewnętrzne (reakcje zmysłów na bodźce oraz
zapanowanie nad wyobraźnią – bodźcami psychogennymi). Ogromnym współczesnym
wyzwaniem dla chłopców (i mężczyzn w ogóle) jest zapanowanie nad reakcjami
ciała na bodźce o charakterze seksualnym. Są to głównie bodźce wzrokowe, bo
na takie mężczyźni są najbardziej podatni. W szczególności chodzi o umiejętność
odwrócenia wzroku i nieprzetwarzanie przez wyobraźnię obrazów budzących niepokój
ciała. Wyzwanie to jest aktualne szczególnie dzisiaj, kiedy to z premedytacją
i, niestety, profesjonalnie produkuje się, pod różnymi pretekstami i nazwami,
nieprawdopodobne ilości bodźców mających na celu pobudzenie seksualne oglądających
je mężczyzn. Napędza to "seksbiznes" i staje się źródłem przerażającej liczby
tragedii osobistych, rodzinnych i społecznych. Wszelka przestępczość na tle
seksualnym tu właśnie ma swoje korzenie. Tak więc niezwykle ważnym zadaniem
rozwojowym dla chłopców jest zapanowanie nad własnym wzrokiem.
Samopoznanie i samoopanowanie składają się na samoposiadanie. Osiągnąwszy elementarny
poziom samoposiadania, człowiek staje się zdolny do samoofiarowania, oddania
siebie, czyli do obrania drogi miłości – drogi powołania życiowego. Wszak poważnie
rozumiana miłość jest "bezinteresownym darem z siebie samego" (Jan Paweł II).
Nie można siebie uczciwie dać – ofiarować – nie władając sobą w sposób wolny,
czyli innymi słowy nie posiadając siebie. Osobisty i zarazem osobowy rozwój
jest procesem, który powinien być weryfikowany np. według klucza: czy dziś
jestem bliżej celu (potencjalna zdolność do miłości, do idealnego ojcostwa)
niż wczoraj.
Obok troski o swój wzrost powinna w chłopcu dojrzewać decyzja o osobistym powołaniu,
czyli o wyborze drogi realizacji miłości w życiu. Miłości mężczyzny, a więc
o drodze swego ojcostwa. Najpowszechniejszą drogą ojcostwa i zarazem najnaturalniejszą
jest ojcostwo w rodzinie, ojcostwo wobec własnych rodzonych dzieci. Chłopak
musi zadbać nie tylko o to, by sam nadawał się do przyszłej funkcji ojca –
głowy domu, ale też o wybór możliwie najlepszej żony – matki swych dzieci.
Właśnie – żony jako przyszłej matki, a nie jedynie żony jako towarzyszki życia,
kochanki czy, jak dziś się mówi, partnerki seksualnej.
Po "wstępnym" wyborze najlepszej z możliwych matki dla swych (a poprawniej
mówiąc, dla ich wspólnych) dzieci powinien być podjęty kolejny rozumny i wytrwały
trud. Trud wzajemnego wspierania się w dalszym indywidualnym wzroście osobowym
ukierunkowanym na bycie żoną-matką i mężem-ojcem oraz trud budowy więzi, czyli
właściwej relacji, komunii osób.
Oba wymienione trudy są "trudne". Bo oto zamierzony rozwój już nie jest ściśle
indywidualny (w pojedynkę), ale powinien być nastawiony na dobro pary i przyszłej
rodziny. Musi więc być korygowany, dostosowany do potrzeb, możliwości i pragnień
wybranej drugiej osoby.
Tak więc ważnym elementem robienia kariery ojcowskiej powinno być piękne i
czyste narzeczeństwo, charakteryzujące się wspólną pracą i wzrostem ukierunkowanym
na dobro przyszłego małżeństwa. Kolejnym krokiem na drodze idealnej kariery
ojcowskiej jest zawarcie małżeństwa z wybranką najlepiej nadającą się i "wstępnie"
przygotowaną do pełnienia roli kobiety – żony-matki, słowem wspaniałej pani
domu. Dalej jest czas na rozwój miłości małżeńskiej i jej owocowanie. Jednym
z najważniejszych i najpiękniejszych owoców miłości małżeńskiej obok rosnącej
komunii męża i żony są dzieci. Oby pojawiły się one w możliwie najlepszym czasie,
w odpowiednich odstępach i było ich tyle, ile stanowi najlepszą liczbę dla
tej właśnie rodziny.
Dalszym elementem kariery ojca jest wychowywanie dzieci, aż do pełnej dojrzałości
i wyjścia ich z gniazda rodzinnego. Wychodzące z domu dzieci powinny być zdolne
do życia całkowicie niezależnego od rodziców. Przy tym powinny być wychowane
nie tylko na uczciwych dojrzałych ludzi, ale też "specjalistycznie": dziewczynki
do macierzyństwa, a chłopcy do ojcostwa. Po wyjściu dzieci z domu, kiedy skończył
się czas bezpośrednich oddziaływań wychowawczych, ojciec powinien pozostać
wspaniałym wzorcem do naśladowania. Jego stabilna postawa, a szczególnie dozgonna
miłość i wierność żonie uwiarygodniają w oczach dzieci postawy wpajane od dzieciństwa
przez ojca.
Tak pokrótce można by przedstawić idealną karierę ojcowską. Może ta opowieść
obudzi w kimś tęsknotę i wiarę w to, że drogą do szczęścia mężczyzny jest ojcowanie.
Oby ten "ktoś" (może więcej niż jeden) przełożył tę tęsknotę i wiarę na własne
działania, na swoje życie.
Jacek Pulikowski
