W polityce Waszyngtonu i Berlina dominuje przekonanie, że znaczący wzrost wojskowej pomocy dla Ukrainy – z powodu zbudowania jej przewagi na froncie – będzie odebrany w Moskwie jako działanie eskalacyjne, co może spowodować nieobliczalne konsekwencje – nie tylko jeżeli chodzi o arsenał jądrowy, ale np. rozszerzenie wojny, a tego rodzaju scenariusza liderzy tych państw starają się uniknąć. W efekcie mamy do czynienia z tego rodzaju strategiczną kalkulacją na wojennym froncie, że żadna ze stron nie jest w stanie uzyskać na tyle istotnej przewagi, żeby zmienić sytuację, dlatego mamy przewlekłą, bardzo krwawą, ale niewiele zmieniającą wojnę, która najprawdopodobniej będzie trwała dość długo. Ukraińskie władze mówią nawet o końcu 2024 roku – mówił red. Marek Budzisz, ekspert do spraw wschodnich, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.