„Sercem Polak” – opowieść o Fryderyku Chopinie (9) Sieroty polskie

"Zbierają się nasi w Poznaniu (…). Bóg wie, jaką to drogą wszystko pójdzie,
żeby znów Polska była (…). Nie obejdzie się to bez strasznych rzeczy, ale na
końcu tego wszystkiego jest Polska świetna, duża, słowem: Polska (…).
Czekajmy" – pisał Fryderyk Chopin w kwietniu roku 1848, gdy w Europie rozgorzała
Wiosna Ludów, do rówieśnika, pianisty, bohatera Powstania Listopadowego –
Juliana Fontany. "W duszy tam gdzieś mnie kochasz jak ja Ciebie, bośmy obadwa
sieroty polskie" – dodał ze smutkiem.

16 lutego roku 1848 wszystko, co Paryż miał wytwornego, wstępowało po
wspaniałych schodach ubranych kwiatami do sali koncertowej Pleyela. Fryderyk
Chopin dawał koncert. Nikt nie wiedział, że będzie to koncert ostatni i
pożegnanie Chopina z Paryżem.

"Jestem w Szkocji…"
20 kwietnia 1848 roku Chopin znalazł się w Anglii. Do tej wyprawy namówiły go
dwie wielbicielki Szkotki – zakochana we Fryderyku Jane Wilhelmina Stirling i
jej siostra lady Catherine Erskine. Niestety, Chopin czuje się fatalnie i 1
czerwca 1848 roku pisze: "Plułem krwią – leczyłem się jedynie cytryną i lodami".
Koncertuje, jak doniesie w tymże samym liście, "w obecności Królowej, księcia
Alberta, Wellingtona (…). Jej Królewska Mość powiedziała mi kilka łaskawych
słów. Wątpię jednakże, czy będę grał na dworze". Na dworze nie grał. Wojciechowi
Grzymale, wiernemu druhowi, pisał z Londynu 2 czerwca: "Księżna Somerset także
bardzo grzeczna dla mnie; zaprasza mnie na wieczory (…), ale książę
nieszczodry, więc nie płacą (…). Żebym mógł jeszcze łazić po całych dniach od
Annasza do Kajfasza, żebym od kilku dni krwią nie pluł, żebym był młodszy (…),
to bym może na nowo mógł życie zacząć", dodając: "Poczciwe moje Panie Szkockie
wiele mi tutaj przyjaźni okazują…". Namówiły one Chopina na wyjazd do Szkocji.

Wiele razy spotkałam się ze zdziwieniem – Chopin był w Szkocji? A przecież to
bardzo ważny rozdział w jego życiu, dramatyczny i świetnie udokumentowany w
listach kompozytora. Marzył mi się kiedyś piękny album, a może nawet film
dokumentalny "Szkockimi tropami Fryderyka". Bo przecież ten kraj oszczędziła
wojna. I jeszcze niedawno można było odwiedzić wszystkie zamki i pałace, które
gościły Chopina, w których od 1848 r. nic się nie zmieniło. I można było je
zwiedzać z listami Chopina w dłoni. Niestety, nie miałam nawet szansy na
zrealizowanie tych marzeń.
Szkocja mnie oczarowała. Jak ją widział Chopin? "Jestem w Szkocji, tym pięknym
kraju Waltera Scotta, ze wszystkimi wspomnieniami o Marii Stuart, dwóch
Karolach… Włóczę się od jednego lorda do drugiego, od jednego hrabiego do
drugiego, a wszędzie przyjmują mnie z najserdeczniejszą życzliwością i
gościnnością, wszędzie znajduję doskonałe fortepiany, piękne obrazy i doborowe
biblioteki, polowania, psy, obiady bez końca, piwnice, z których najmniej
korzystam, wyszukany przepych i komfort" – pisał do jednego ze swych uczniów 16
października 1848 roku. Przyjechał tu na początku sierpnia. Pierwszy szkocki
przystanek był w Calder House, nieopodal Edynburga, u starego lorda, w starym
zamczysku, gdzie miał – jak napisze – "najzupełniejszy spokój" i słuchał
"ślicznych pieśni szkockich".
Szkocja jest do dziś krajem pieśni, które płyną nad bielą, fioletem i purpurą
wrzosowisk, nad lazurem i szmaragdem jezior niezwykłej urody. W Edynburgu
wieczorami, przy kominku Polacy śpiewali mi pieśń "Chyba nikt nie był tak
kochany jak ty…". Nikt nie był kochany bardziej niż ty – piękny książę Karolu.
"Bonnie prince Charlie" to młody dowódca ostatniego powstania Szkotów przeciw
Anglikom – Karol Edward Stuart, prawnuk dwóch monarchów – króla Anglii Karola II
i króla Polski Jana III Sobieskiego. Jego pamięć żyje w Szkocji. W Calder House
Chopin brał do rąk dzieła Waltera Scotta, który bohaterem swej powieści "Waverley"
uczynił księcia Karola. Szkoda, że współczesna polska edycja tej książki nie
wspomina ani słowem o polskich parantelach bohaterskiego młodzieńca i fakcie, że
był potomkiem ostatniego wielkiego króla Polski. Walter Scott nazywa księcia
Karola "rycerzem z baśni, szlachetnym, dwornym, wspaniałomyślnym, dla którego
warto żyć i umierać". Prawnuk naszego zwycięzcy spod Wiednia do końca nie
opuszczał pola bitwy, która o kwietniowym świcie roku 1746 zamknęła epopeję
bohaterskiej walki Szkotów. Ocalili oni pięknego, dobrego księcia Charliego,
stali przy nim do końca. "Chyba nikt nie był tak kochany jak ty…".
Niestety, mimo piękna pejzażu i serdecznej gościnności Szkotów Chopin czuje się
bardzo źle. Napisze 11 sierpnia 1848 roku: "O jakichkolwiek pomysłach muzycznych
nie ma mowy. Jestem całkowicie wykolejony". Do starego przyjaciela Juliana
Fontany, pianisty i bohatera Powstania Listopadowego, napisze smutno: "Jesteśmy
stare cymbały, na których czas i okoliczności swoje tryliki nieszczęsne
powygrywały (…). Ja już ledwo dyszę, a ty łysiejesz zapewne i zostaniesz
jeszcze nad moim kamieniem jak te wierzby nasze, pamiętasz? – co to goły łeb
pokazują. Wegetuję (…), marzę to o domu, to o Rzymie, to o szczęściu, to o
biedzie (…). Co mi się zostało, to nos duży i czwarty palec niewyrobiony…".
28 sierpnia 1848 roku koncertował w Manchesterze z wielkim sukcesem, potem grał
w Glasgow 27 września. Przybyła cała szkocka arystokracja, a przede wszystkim,
ku radości Chopina, pojawiła się tam z mężem i synkiem księżna Marcelina
Czartoryska, wyjątkowo lubiana uczennica Fryderyka: "Odżyłem cokolwiek pod ich
polskim duchem" – napisze Chopin i doda w innym liście: "Największą pociechą w
obcym kraju jest mieć kogoś, kto myślą przenosi nas do Ojczyzny". I ciągle myślą
jest w Ojczyźnie. Przechadzając się pod szumiącymi drzewami szkockiego parku,
pisze: "Park przecudnie oświecony – i zapominam o wszystkim (…) jestem z Wami.
Jak to dobrze, że Ludwika na wsi! i Mameczka, i Izabelińsko powinny także się
przejechać mimo ogrodu, w którym widzę wszystkie kwiaty, owoce i sztachety…".
Swój trzeci koncert Chopin dał w Edynburgu 4 października. Do "Najukochańszych
swoich" w Warszawie napisał: "Grałem w Edynburgu, cała arystokracja okoliczna
zebrała się, by mnie słyszeć, mówią, że było dobrze – trochę powodzenia i nieco
pieniędzy". Był to ogromny program. Grał etiudy, nokturny, kołysankę, preludia,
mazurki i walce – w tym sławny Grande Valse Brillante. Trawestując słowa króla
Jana III, obecni na koncercie Polacy zakrzyknęli: "Przyszedł, zagrał i
zwyciężył". Czołowe pismo "Edinburgh Courant" pisało: "Kompozycje Chopina są od
dawna wspaniałą częścią muzyki europejskiej i zaliczają się do najcudniejszych
utworów w dziedzinie klasycznej muzyki fortepianowej. O jego grze powiemy tylko
tyle – jest najdoskonalszą ze wszystkich, jakie się nam kiedykolwiek słyszeć
zdarzy".
Jesień Chopin miał spędzić w miejscowości Keir, u kuzyna Jane Stirling, skąd
napisze do Grzymały mglistego październikowego dnia: "I chociaż z okna, przy
którym Ci piszę, najpiękniejszy mam widok pod nosem na Stirling Castel, i góry,
i jeziora – i prześliczny park – słowem jeden ze znanych bardzo pięknych widoków
szkockich – jednakże nic z tego nie widzę…". Świat osnuty mgłą. Chopin ciągle
jest bardzo słaby. "Jak się ubiorę, wszystko mnie żenuje i tak dyszę aż do
obiadu, po którym dwie godziny trzeba siedzieć z mężczyznami u stołu (…)
znudzony na śmierć idę do salonu, gdzie trzeba całej siły duszy, żeby siebie
trochę ożywić! – bo wtenczas zwykle ciekawi mię słyszeć…". Kiedy już odbędzie
pańszczyznę występu, służący odnosi go po schodach, bo nie ma już siły sam wejść
na piętro, "(…) zostawia świecę i wolno mi dyszeć i marzyć aż do rana".
Skomentuje złośliwie arystokratyczny świat, który bywa w Keir: "Rozmaite sławne
piękności teraz tu są: toalety, diamenty, krosty na nosie, istoty szatańsko
piękne i szatany pozbawione piękności". Wiernie towarzyszą mu obie Szkotki,
które śmiertelnie go nużą: "Moje Szkotki pokoju mi nie dają (…) one mnie przez
dobroć zaduszą, a ja im tego przez grzeczność nie odmówię". Do Paryża dotarły
wieści o admiracji Chopina przez Jane. Wyjaśnił w liście do Grzymały złośliwie:
"Poczciwe, ale takie nudne, że niech Pan Bóg chowa (…) jak tylko gdzie pojadę,
tak za mną przyciągną (…) to może myśl komu dało, że się żenię, ale (…) za
bardzo do mnie podobna ta, co nie żeniata, jakże się z sobą samym całować".
Biedna Jane Stirling – może jedyna kobieta, która naprawdę Chopina kochała –
miała niestety bardzo długi, do Fryderykowego podobny nos.

"Tak tęskni serce"
Pałac w Keir trwa w swej niezwykłej urodzie zachowany. Miałam szczęście słuchać
w nim koncertu chopinowskiego na tym samym fortepianie, na którym grywał Chopin.
Nic się tu nie zmieniło od 1848 roku. Nie przestawiono ani jednego mebla, nie
zniknął żaden z obrazów, o których wspomina Chopin w swoich listach. Gośćmi
koncertu, w którym dane mi było uczestniczyć, byli Polacy – żołnierze walczący
na frontach II wojny światowej w Narviku, Tobruku i pod Monte Casino. Piękny
pałac otaczał ogród strzyżony grzecznie i sztywno. Wokół wrzosowiska, kraj Marii
Stuart i tajemniczych "Pań Jeziora" z poematów Waltera Scotta. A nastrój był
dokładnie taki, jak we wspaniałym wierszu Artura Oppmana (Or-Ota) "Koncert
Chopina".

Więc siedli emigranci,
by słuchać Chopina.
Fortepian milczy jeszcze,
jak senna syrena,
Jeszcze w zmarłych melodyj
zatopiony echa,
Smętną bielą klawiszy
jakby się uśmiecha.
Chopin wszedł. W lamp półcieniu
dziwny jak zjawisko,
Nad rebusem klawiszów
pochylił się nisko

W niemą salę padł
pierwszy dźwięk. Improwizuje.
On oczy ma zamknięte.
Lecz nie gra. Maluje.
Przypomniał jakiś obraz:
wieś w gruszkowych sadach,
Bose dzieci na progach,
malwy na lewadach (…)

I ten wiersz dał tytuł mej książce "Malwy na lewadach", którą otwiera opowieść o
mej wędrówce tropami Chopina w Szkocji. Wybaczcie, Państwo, może nadto osobisty
wtręt, ale jest to tytuł, który przysporzył najwięcej kłopotów szanownym
recenzentom, a nawet doktorom habilitowanym polonistyki. Jeden z nich na próżno
szukał słowa "lewady" w "Słowniku wyrazów obcych", podczas gdy wystarczyło wziąć
"Mały słownik języka polskiego", który podaje: "Lewada – nieporośnięta, okolona
drzewami przestrzeń, łąka, polanka". Do dzisiaj znają to słowo Polacy
mieszkający w Krzemieńcu, mieście Juliusza Słowackiego, który tęsknił za krainą
nad Ikwą, "gdzie konwaliją woniące lewady". Wszystko to oczywiście cytuję w
książce, której tytuły pobiły rekord wariantów. Warszawskie pismo literackie
podało tytuł "Malwy na lewantach", w innym wyczytałam "Morwy na lawendach",
rekord pobił pewien dziennik, anonsując spotkanie z autorką znanej książki
"Malcy na zawodach". Ponieważ bohaterami tej książki obok Fryderyka Chopina są
Szekspir, Conrad, Kościuszko, romantycy polscy – to bardzo ładni "malcy". I była
jedyna trawestacja tytułu, która mnie wzruszyła. Łączniczka Armii Krajowej
chciała mówić z autorką książki "Kwiaty na lawetach". I takie właśnie kwiaty na
lawetach pamięci kładła młodziutka Szkotka, grając w Keir na Chopinowskim
fortepianie.

Dziwna piosenka, wszystkim
słuchaczom przyjemna,
Ktoś myśli: to znad Ikwy,
inny ktoś: znad Niemna,
Jeszcze komuś od Wisły
gra echem znajomem,
Jakby ją dzieckiem słyszał
pod rodzinnym domem:
A to tylko tak szumi liść
na polskim drzewie,
A to tylko tak pluszcze
polski deszcz w ulewie,
A to tylko tak tęskni serce
po tym wszystkiem:
Za kamieniem przydrożnym
– za niebem – za listkiem.

W jednym z paryskich listów Chopina czytamy: "Wieczór u siebie przegrałem,
przenuciłem śpiewami znad Wisły".
Niestety, nie sfilmujemy już pałacu w Keir ani nie wysłuchamy koncertu
chopinowskiego na fortepianie Pleyelowskim opartym na lirze, na którym on
grywał. Na ostatnich Targach Książki Historycznej na Zamku Królewskim w
Warszawie podeszła do mnie Japoneczka, dźwigając pod pachą opasły tom "Malwy na
lewadach", otworzyła na zdjęciu pałacu Stirlingów w Keir i powiedziała uroczą
polszczyzną: "Wieś, juś nie moźna źwiedzić tego palacu, bo go spsiedali Ajabom".

Mam tylko nadzieję, że może żaden szejk nie kupił domu w Edynburgu przy ulicy
Warriston Crescent numer 10. Ten adres podawał Fryderyk Chopin, prosząc
przyjaciół o wysłanie mu kilku słów. Mieszkał tam doktor polski Adam Łyszczyński,
o którym Chopin napisał: "Polak, doktor homeopata w Edynburgu, który się
porządnie ożenił, spokojnie siedzi i Anglik zupełny". Nie zawsze tak spokojnie
siedział. Absolwent prawa Uniwersytetu Wileńskiego walczył w Powstaniu
Listopadowym, a gdy znalazł się na emigracji, miał szczęście trafić do Szkocji.
Szkoci, o czym powiedzmy z najwyższym uznaniem i wdzięcznością, starali się
stworzyć Polakom możliwie najlepsze warunki pracy i studiów. Adam Łyszczyński
ukończył medycynę na sławnym uniwersytecie w Edynburgu. Chopin czuł się w jego
domu pod prawdziwie polskim dachem i duchem. Przyjął mnie w tym domu młody
Anglik Gilbert Burnett, który zagrał mi na pięknym fortepianie… "Tańce
szkockie" Chopina brzmiące jak nuta, która niesie się nad Edynburgiem, gdy
każdego wieczoru żołnierze w kraciastych spódnicach paradują na dziedzińcu
zamkowym… Owe "Tańce szkockie", czyli "Ecossaises", Chopin napisał
prawdopodobnie, gdy miał lat szesnaście, a wydano je już po jego śmierci. Młody
Anglik pokazał mi w ogrodzie starannie zakonserwowane i otulone siatką pnie
jabłoni, w których cieniu podobno Chopin lubił siadywać.
W ostatnim liście z Edynburga, datowanym 30 października 1848 roku, pełnym
skreśleń i smutku, zawarł Chopin rozdzierające wyznanie: "Moja sztuka gdzie się
podziała? A moje serce gdziem zmarnował? Ledwie, że jeszcze pamiętam, jak w
kraju śpiewają".
Z Londynu 21 listopada 1848 gotując się do powrotu, prosił Grzymałę: "Każ bukiet
fijołkowy kupić, żeby w salonie pachniało – niech mam jeszcze trochę poezji u
siebie wracając (…) – może przyjdę do siebie jeszcze".


Barbara Wachowicz
 

drukuj