Trudne małżeństwo


Pobierz Pobierz

TRUDNE MAŁŻEŃSTWO

” …że cię nie opuszczę aż do śmierci”

„Nie ma skuteczniejszej drogi odrodzenia społeczeństw, jak ich odrodzenie przez zdrowe rodziny. A rodzina, która „jest pierwszą szkołą cnót społecznych, potrzebnych wszelkim społeczeństwom” (Deklaracja o wychowaniu chrześcijańskim, 3), jest dziś bardzo zagrożona. Wiemy to wszyscy. Jest zagrożona od zewnątrz i wewnątrz. I trzeba, by o tym zagrożeniu, o własnym losie mówili, pisali, wypowiadali się przez filmy czy środki przekazu społecznego nie tylko ci, którzy – jak twierdzą – „mają prawo do życia, do szczęścia i samorealizacji”, ale także ofiary tego obwarowanego prawami egoizmu. Trzeba, by mówiły o tym zdradzone, opuszczone i porzucone żony, by mówili porzuceni mężowie. By mówiły o tym pozbawione prawdziwej miłości, ranione u początku życia w swej osobowości i skazane na duchowe kalectwo dzieci, dzieci oddawane ustawowo instytucjom zastępczym – ale… jaki dom dziecka może zastąpić prawdziwą rodzinę? Trzeba upowszechnić głos ofiar – ofiar egoizmu i „mody”; permisywizmu i relatywizmu moralnego; ofiar trudności materialnych, bytowych i mieszkaniowych. „Dlatego też Kościół – słowami adhortacji Familiaris Consortio – otwarcie i z mocą broni praw rodziny przed niedopuszczalnymi uzurpacjami ze strony społeczeństwa i instytucji państwowych”.

(Źródło: Homilia Jana Pawła II w czasie Mszy św. odprawionej dla rodzin, Szczecin, 11 czerwca 1987)

Kryzys małżeństw staje się coraz bardziej żywy i wciąż przybiera coraz większe rozmiary. Coraz częściej poprzez rozwody niszczone są nasze małżeństwa, rodziny. Nie sposób więc milczeć, gdy taka sytuacja wpływa na obraz całego społeczeństwa, które przecież współtworzą małżeństwa. Wraz ze wzrostem ilości rozbitych małżeństw coraz częściej pojawiają się głosy małżonków doświadczających kryzysu, którzy pragną ratować swoje sakramentalne małżeństwa. W Kościele katolickim, w którym zawierali sakrament, szukają pomocy. Pragną oni trwać w swoich małżeństwach w wierności „na dobre i na złe”. Te pragnienia stały się zaczynem do powstania Wspólnoty Trudnych Małżeństw SYCHAR. Założyli ją małżonkowie sakramentalni, których małżeństwa mimo, że – patrząc tak po ludzku rozpadły się, to oni sami postanowili wytrwać w wierności złożonej wzajemnie przysiędze współmałżonkowi w obliczu Boga.

Dokładniejsze informacje dotyczące wspólnoty i różnych form pomocy małżonkom (duchowa, psychologiczna, prawna, informacyjna, itp.), podane są na stronach internetowych: www.sychar.org i www.kryzys.org . Dostępne są również strony mobilne (do przeglądania na telefonach komórkowych): www.sychar.mobi i www.modlitwa.info

Każde trudne sakramentalne małżeństwo jest do uratowania!!!

Charyzmatem wspólnoty jest wiara, że każde trudne sakramentalne małżeństwo przeżywające kryzys (niezależnie od jego stopnia, także po rozwodzie) ma szanse na uratowanie! Współpracując z Jezusem Chrystusem – Bogiem w każdej sytuacji nawet, po ludzku patrząc, beznadziejnej możliwe jest odrodzenie małżeństwa. Dla Boga bowiem nie ma rzeczy niemożliwych. Prawda o mocy sakramentu oznacza, że nawet, jeśli małżonkowie nie potrafią ze sobą być i odchodzą w stan separacji, czyli oddzielnego mieszkania, to ich małżeństwo – Sakramentalne Przymierze małżonków z Bogiem – trwa nadal. Nadal są mężem i żoną, i jako tacy staną przed Bogiem. Sakrament małżeństwa jest darem Boga, który daje małżonkom siłę odtwarzania wspólnoty małżeńskiej właściwie w każdej sytuacji. Najważniejsza w procesie uzdrowienia jest aktywna wiara – wiara w nadprzyrodzoną moc Stwórcy – współpraca z łaską Jego sakramentu.

Kryzys małżeński – rozwód czy ratowanie małżeństwa?

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze (…) i zadali Mu pytanie: „Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?”. On odpowiedział: „Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę?”. I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19,3-6).

Pytanie faryzeuszów: „Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?” – jest aktualne i dzisiaj. Stawiają je osoby żyjące w trudnych małżeństwach, które przeżywają różnorakie kryzysy, które są skłócone, żyją w separacji, bądź i takie małżeństwa, w których małżonkowie są uwikłani w związki pozamałżeńskie, dla których rozwód wydaje się jedynym rozwiązaniem. Niestety bardzo często tego pytania nie stawia się bezpośrednio Panu Jezusowi i z Nim nie szuka się sposobów uzdrowienia małżeństwa w oparciu o moc sakramentu małżeństwa, tylko najczęściej szuka się rozwiązania (niezgodnego z wolą Bożą) tam, gdzie go nie ma np. poprzez rozwód. A przecież Pan Jezus odpowiadając na owo pytanie, odwołuje się do Bożego planu miłości, jaki miał Bóg w momencie stwarzania świata, gdy czynił człowieka: „mężczyzną i niewiastą”. Bóg łączy małżeństwo i dlatego jest ono nierozerwalne. Nie jest przypadkiem, że ten mężczyzna i owa kobieta stają się mężem i żoną. Dzieje się tak z woli Boga. Wiele problemów związanych z pytaniem o rozwód powstaje dlatego, że nie traktuje się małżeństwa jako powołania i że Bóg wybrał oraz złączył te dwie konkretne osoby.

Ja … biorę Ciebie … za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

Ślubowanie dotyczy rzeczy, które nas przerastają, ale których chcemy dokonać. Ślubujemy podobnie jak żołnierz idący na wojnę ślubuje wierność swojemu dowódcy – ślubuje, bo będzie narażony na pokusy odmowy wykonania rozkazu, ucieczki przed śmiercią, przed zagrożeniem, zdradą, układania rzeczy na własną rękę. Zawierając małżeństwo, ślubuję posłuszeństwo w miłości i wierności, a to znaczy, że decyduję się na coś, co narażone będzie na pokusę ucieczki, na coś co mnie przerasta, ale czego bardzo pragnę. Ślubowanie małżonków jest jak wyjście na wojnę o wierność, miłość i uczciwość. Wierzymy i ufamy, że ta wspólna droga, która może okazać się nawet bolesna, doprowadzi nas razem – umocnionych przyjętym Sakramentem – do Boga, który stoi na straży nierozerwalności naszego związku.

Najmocniej objawia się ta prawda o nierozerwalności małżeństwa i współodpowiedzialności małżonków za swoje zbawienie, w trudnych sytuacjach kryzysowych, gdy ma miejsce zdrada, porzucenie i nowy pozamałżeński związek współmałżonka. Wtedy w takich szczególnie skrajnych przypadkach wierność dochowana przynajmniej przez jednego z małżonków jest czymś bardzo wielkim i ma wartość bezcenną. Także jest to najwyższy poziom realizacji słów przysięgi: „oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci”, zatem że: „nie dopuszczę do twojej śmierci duchowej, kiedy wejdziesz na drogę grzechu”.

Bóg zatem błogosławi sakramentalnym wiernym małżonkom i mówi im, że tak jak On zmartwychwstał, tak wraz z Jego zmartwychwstaniem może zmartwychwstać każde trudne małżeństwo. Jeżeli sami małżonkowie zechcą (a przynajmniej jeden z nich) pójść drogą współpracy z Jego sakramentalną łaską, to takie małżeństwo ma szanse przetrwać kryzys – nawet w sytuacji szczególnie trudnej. Wejście przynajmniej jednego z małżonków na drogę wierności, i wykorzystania sakramentalnej mocy stwarza szansę uzdrowienia związku. Otwiera drogę do pojednania.

Nigdy nie powinno mówić się, że jakieś małżeństwo nie ma szans, że jest nieodwracalnie stracone. Zawsze – dopóki człowiek żyje może się nawrócić. Nie powinniśmy przekreślać żadnego małżeństwa mówiąc: „oni się bezpowrotnie rozpadli”, „ten związek nie ma już szans na odrodzenie, bo on czy ona jest już w nowym związku, w którym pojawiły się dzieci”, itp.. Takie przesądzające na niekorzyść małżeństwa przekonanie narusza nie tylko wolną wolę człowieka (odbiera mu nadzieję), ale i odmawia prawa samemu Bogu do Bożej „interwencji” poprzez sakrament. Nikt z ludzi nie ma takiego prawa przesądzać z góry o losach jakiegokolwiek małżeństwa, a zwłaszcza nie ma prawa odbierać nadziei wiernym małżonkom – nadziei opartej na wierze w sakrament!

Źródła kryzysów małżeńskich. Jak wytrwać w wierności Bogu i małżonkowi?

Małżonkowie żyjący w niezgodności z wolą Boga są tymi, którzy „najskuteczniej” niszczą jedność swojego związku. Nie zewnętrzne czynniki, albo inne osoby, lecz oni sami, poprzez zaniedbywanie tego, co chroni małżeństwo przed rozpadem. Rozdzielanie małżeństwa, a więc, tego, co Bóg złączył, przez małżonków, dokonuje się poprzez lekceważenie sakramentalności swojego związku. Za fundament małżeństwa, wymagający konkretnego zaangażowania, przez które realizuje się jego istotę, uznać trzeba wspólną modlitwę małżeńską, wspólny udział w Mszy św., noszenie obrączki, świętowanie rocznicy ślubu i nieustanną modlitwę za współmałżonka. Tyle jest Bożej miłości w małżeństwie, ile jest Chrystusa w nim, czyli wspólnej codziennej modlitwy małżonków!!!

Małżeństwa, które konsekwentnie i systematycznie realizują działania wynikające z sakramentalności ich związku nie rozpadają się! Potwierdzają to badania naukowe np. Przeprowadzone przez amerykańska socjolog mercedes Arzur Wilson:

1. Związek tylko cywilny – rozchodzi się jedna para na dwie: 50%.

2. Po ślubie kościelnym, bez praktyk religijnych – jedna para na trzy zawarte: 33%.

3. Po ślubie kościelnym i przy coniedzielnym wspólnym udziale we Mszy św. – jedna para na pięćdziesiąt: 2%.

4. Po ślubie kościelnym, przy coniedzielnym wspólnym udziale we Mszy św. I przy codziennej wspólnej modlitwie małżonków – rozpada się jedna para na 1429, a więc zaledwie 0,07%, czyli 0,7 promila (!).

(Źródło: Mieczysław Guzewicz „Fundament małżeństwa” – Miłujcie się! Nr 4-2006)

Nadzieja na uzdrowienie każdego małżeństwa sakramentalnego

Źródłem nadziei jest sam Bóg, który mocą sakramentu małżeństwa dokonuje cudu przemiany serc małżonków, udziela swego błogosławieństwa, pomaga w przezwyciężaniu wszelkich przeszkód na drodze budowania jedności i miłości małżeńskiej. Najlepszym przykładem jest cud na weselu w Kanie Galilejskiej, gdzie po ludzku wydawałoby się, że interwencja jest spóźniona, ale Pan Bóg na końcu ofiarowuje małżonkom najlepszą cząstkę w postaci wybornego wina. Z tej historii wynika, że należy więc cierpliwie czekać i ufać Panu. Tak z Bożą pomocą będzie i w każdym sakramentalnym małżeństwie – że po trudnym doświadczeniu, kiedy małżonkowie się odnajdą, ich miłość małżeńska będzie głębsza i prawdziwsza niż kiedykolwiek.

Warto zdawać sobie sprawę z tego, że sens życia porzuconego małżonka powinien opierać się na całej nadziei pokładanej w Bogu, a nie we współmałżonku. Niezależnie od tego, czy on wróci czy nie wróci, powinienem robić, co w mojej mocy, żeby nasze małżeństwo mimo wszystko zostało uratowane (uzdrowione). Taka bowiem postawa pokładania całej nadziei w Bogu zapewnia większe poczucie pokoju i wolności.

Co robić, gdy ukochany współmałżonek odchodzi?

Współmałżonek, od którego odeszła ukochana osoba (odeszła fizycznie lub duchowo, np. w grzech, nałóg) musi się nieustannie modlić o powrót, ale także zapewniać, że ten zagubiony zawsze może wrócić, że jest kochany i oczekiwany. Zapewnienia, w miarę możliwości, powinny być kierowane słownie, ale także przez stworzenie w domu atmosfery oczekiwania, nie odepchnięcia. Konieczne jest także zapewnianie o swojej modlitwie za niego, wybaczeniu, gotowości pomocy w powstaniu. Wówczas, jeżeli w świadomości osoby, która odeszła pojawi się delikatne odczucie chęci zmiany sytuacji, powstania, „zabrania się i pójścia”, będzie ono potęgowane myślą, że są osoby, które czekają, że istnieje miejsce, do którego zawsze można wrócić. Zagubiony współmałżonek często dopuszcza do siebie nieśmiałą myśl o powrocie, ale nie znajduje motywacji, słysząc wyrzuty, wiedząc o zamkniętych przed nim drzwiach, a być może o zajęciu jego miejsca przez inną osobę. Niestety, postawa czynienia wyrzutów współmałżonkowi, odrzucanie go, kierowanie pod jego adresem złości, jest postawą starszego syna z przypowieści o „Synu marnotrawnym”. A adresatem wyrzutów jest w istocie sam Bóg, który przebacza największemu grzesznikowi, jeżeli ten uznaje swoją winę i wyraża chęć powrotu na drogę Przykazań. To właśnie Ojciec Niebieski zachęca skrzywdzonego współmałżonka do przyjęcia z otwartymi ramionami powracającego krzywdziciela, do przywrócenia do wcześniejszej godności, włożenia na palec obrączki, wyeksponowania zdjęcia ślubnego. Zachęca do rozpoczęcia wszystkiego od nowa, radowania się z powrotu, do wyprawienia uczty. Może ona mieć wymiar ponownej uczty weselnej z zaproszeniem gości, aby radość z nawrócenia nabrała wymiaru publicznego, jako zademonstrowanie na zewnątrz radości wewnętrznej, ale i formą zadośćuczynienia po dokonaniu publicznego zgorszenia. Taka uczta jest też zachętą dla środowiska do podobnego postępowania, do wybaczania, wyczekiwania, traktowania osoby zdradzającej, jako wartościowej i kochanej. Jest też wyrażeniem radości z powodu ponownych narodzin już nie tylko dla domu, dla rodziny, dla małżeństwa, ale przede wszystkim narodzin dla nieba.

(Źródło: Mieczysław Guzewicz „Małżeństwo – tajemnica wielka”)

„Był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się” (Łk 15, 24)

„Bóg bowiem przywraca to, co przeminęło” (por. Koh. 3, 15)

Taka właśnie oparta na prawdzie i miłości współpraca z Bogiem może przyczynić się do przemiany serca niewiernego współmałżonka („Uzdrowienie paralityka”) – otworzyć je na prawdę i miłość. Nie może być większego powodu do radości i ucztowania, jak powrót człowieka do życia z Jezusem, powrót do życia sakramentalnego i „zmartwychwstanie” małżeństwa. I jeśli na tej drodze aktywnej współpracy z Bogiem napotykamy na trudności, kosztuje nas to dużo wysiłku i starań, to ten trud zawsze ma sens, jest przez Boga nagrodzony. Pan Jezus mówi do św. s. Faustyny: „Nie za pomyślny wynik nagradzam, ale za cierpliwość i trud dla Mnie podjęty” (Dz. 86)

Z sakramentu małżeństwa wynika szczególna jedność i odpowiedzialność wzajemna małżonków za siebie oraz troska o dobro nie tylko doczesne, ale i duchowe, związane z wiecznym zbawieniem. Jeśli się kogoś kocha, to chce się jego dobra. Im bardziej żona kocha męża, tym bardziej chce tego, co jest jego prawdziwym dobrem. Forma pomagania trudnemu współmałżonkowi może być przez słowo, czyn, ofiarowanie cierpień i umartwień, modlitwę, osobisty przykład chrześcijańskiego życia. Nie można być biernym i nawet, kiedy wszelkie próby nie przynoszą efektu, zawsze pozostaje cicha modlitwa i ofiarowywanie codziennych krzyży w intencji drugiego małżonka.

W skrajnych sytuacjach: dlaczego separacja a nie rozwód?

Nic nie usprawiedliwia występowania o rozwód i zgody na rozwód w sytuacji obowiązującej w Polsce już 8 lat ustawy o separacji, która w sytuacjach skrajnych daje nie gorsze zabezpieczenie np. przed przemocą niż rozwód. De facto każda jakakolwiek zgoda lub znak aprobujący rozwód godzi w naszą wiarę (albowiem Bóg zakazał rozwodów) i godzi także – poprzez zgorszenie – w inne małżeństwa. Przyczynia się do rozpadu innych małżeństw.

Katechizm Kościoła Katolickiego zakazuje sakramentalnym małżonkom występowania o rozwód cywilny, jak i zgody na rozwód. Katechizm mówi, że: „Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne” (KKK 2384). Jednoznacznie w katechizmie mowa jest o rozwodzie cywilnym. Wprawdzie akt cywilny jakim jest rozwód nie jest w stanie znieść węzła sakramentalnego (bo ten raz zawiązany trwa do końca życia małżonków), ale, co jest najistotniejsze, cywilny akt rozwodu znieważa wolę Bożą – znieważa Jego sakrament! Rozwód cywilny jako grzech zgorszenia niezależnie od motywacji rozwodzących się małżonków sprzyja pladze rozwodów. Rozwód jak każde zło jest zaraźliwy. Badania szwedzkich (w Szwecji najwyższy na świecie odsetek rozwodów – 70%) socjologów wykazały, że rozwody są zaraźliwe. Jeśli rozwodzi się ktoś z zakładu pracy, jest 5 razy bardziej prawdopodobne, że współpracownicy podążą tą samą ścieżką. W tym też kontekście małżonkowie zgadzający się na rozwód cywilny przyczyniają się do wzrostu fali rozwodów, zarażają bakcylem rozwodowym innych małżonków przeżywających trudności małżeńskie i w ten sposób ponoszą w sumieniu współodpowiedzialność za rozprzestrzeniające się zło. Od tej współodpowiedzialności nie są zwolnieni prawnicy świeccy występujący w procesach rozwodowych. Pięć lat temu Papież Jan Paweł II w przemówieniu do Roty Rzymskiej zawarł apel skierowany do sędziów i adwokatów, aby nie orzekali rozwodów, lecz starali się doprowadzić do pogodzenia małżonków.

Pojednanie małżonków

Pojednanie małżonków jest możliwe tylko na gruncie prawdy, miłości, jedności, wierności i nierozerwalności małżeńskiej. Muszą być spełnione wszystkie te warunki, które do jedności małżeńskiej prowadzą, a więc wyznanie winy, powrót na drogę wypełniania zobowiązań wynikających z przysięgi małżeńskiej. Tak jak nie ma pojednania z Bogiem bez uprzedniego pojednania się z człowiekiem, tak też nie ma prawdziwego pojednania się małżonków bez Boga. Nie ma prawdziwego pojednania między małżonkami bez pojednania się każdego z nich z Bogiem w sakramencie pokuty. W pewnych sytuacjach, gdy małżonkowie sakramentalni uwikłani są w związki niesakramentalne, takie pojednanie może być trudniejsze, ale jest zawsze możliwe. Dopóki żyją małżonkowie, zawsze jest szansa, żeby do siebie wrócili. I nawet wówczas, jeśli w nowym pozamałżeńskim związku pojawiają się dzieci. W tych najtrudniejszych sytuacjach, również jest możliwe (we współpracy z łaską sakramentu) przywrócenie jedności małżeńskiej, gdy np. opuszczony prawowity i prawowierny małżonek gotów jest przyjąć współmałżonka wraz z dziećmi z niesakramentalnego związku (wraz z wynikającymi z tego stanu rzeczy wszelkimi konsekwencjami). Takie pojednanie z Bogiem i współmałżonkiem oznacza definitywne rozstanie się z niesakramentalnym partnerem, z którym również nie można wykluczyć pojednania. Nic przecież nie usprawiedliwia życia w grzechu, a dziecko nie może być kartą przetargową. Często słyszy się zdanie: „Nie mogę wrócić do sakramentalnego męża/sakramentalnej żony, bo jest dziecko”. Od strony prawa Bożego i prawa moralnego niewyobrażalna jest sytuacja, w której dziecko jest przeszkodą w pojednaniu się małżonków i usprawiedliwieniem trwania w grzechu. Nic nie usprawiedliwia życia w grzechu ciężkim. Święta przysięga małżeńska nie zawiera takiej klauzuli zwalniającej z wierności. W sytuacji konfliktu wartości zawsze wybiera się dobro wyższe, a Ewangelia wskazuje jednoznacznie, że po Bogu małżonkowie są dla siebie najważniejsi. Serce każdego człowieka posiada zdolność do otwarcia się na łaskę Bożą. „Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19,6). Jednoznacznie jest tu wyrażona wola Boża, aby małżonkowie sakramentalni byli ze sobą, albowiem Bóg widzi ich zawsze razem – nawet jeżeli którykolwiek z małżonków jest po rozwodzie i zawarł w formie cywilnej nowy związek małżeński. Jak pisze o. Jacek Woroniecki w „Katolickiej etyce wychowawczej” (str. 224, t. II/2) – wobec Kościoła taki nowy związek jest zupełnie nieważny i nawet bardziej grzeszny od zwykłego konkubinatu, gdyż zawiera pewną pogardę dla prawa Bożego, a przy tym stwarza zobowiązanie cywilne mogące być przeszkodą w powrocie do dawnych zobowiązań małżeńskich. Jednak dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, stąd też powroty małżonków do siebie i w tak trudnych przypadkach są możliwe! Przecież nawrócenie marnotrawnych małżonków może dokonać się w każdym momencie. Porzuceni małżonkowie mają wzorzec postępowania w sytuacjach kryzysowych w Ojcu Syna Marnotrawnego. Tym jednoznacznym wskazaniem jest zachowanie wierności do końca.

Zakończenie

Chciałbym zakończyć kilkoma pytaniami, na które każdy z sakramentalnych małżonków mógłby sobie odpowiedzieć, aby każde sakramentalne małżeństwo było święte w oczach Bożych i ludzkich.

Czy rozwód cywilny sakramentalnych małżonków – nawet w skrajnych sytuacjach – jest dopuszczalny przez Kościół katolicki?

Czy wolno zgodzić się na rozwód cywilny w sakramentalnym małżeństwie?

Dlaczego w skrajnych sytuacjach Kościół dopuszcza jedynie separację, a nie rozwód?

Czy wolno mówić „mój były mąż”, „moja była żona” w odniesieniu do sakramentalnych małżonków?

Czy wolno katolikowi mówić, że jakikolwiek sakramentalny związek jest nie do uratowania, że rozpadł się bezpowrotnie?

Czy wierzymy w Jezusa, który daje życie i śmierć, dla którego nie ma nic niemożliwego?

Czy potrafimy modlić się za współmałżonka i jego niesakramentalnego partnera?

Czy możliwe jest pojednanie wszystkich stron konfliktu?

Rozpoczęliśmy dzisiejszy temat homilią Ojca Świętego Jana Pawła II , zakończymy więc również homilią Ojca Świętego wygłoszoną podczas Mszy św. Kanonizacyjnej księżnej Kingi.

Święta Kinga uczy, że zarówno małżeństwo, jak i dziewictwo przeżywane w jedności z Chrystusem może stać się drogą świętości. Ona staje dziś na straży tych wartości. Przypomina, że w żadnych okolicznościach wartość małżeństwa, tego nierozerwalnego związku miłości dwojga osób, nie może być podawana w wątpliwość. Jakiekolwiek rodziłyby się trudności, nie można rezygnować z obrony tej pierwotnej miłości, która zjednoczyła dwoje ludzi i której Bóg nieustannie błogosławi. Małżeństwo jest drogą świętości, nawet wtedy, gdy staje się drogą krzyżową.

(Źródło: Homilia Jana Pawła wygłoszona podczas Mszy św. kanonizacyjnej księżnej Kingi, Stary Sącz, 16 czerwca 1999)

Źródła:

Biblia Tysiąclecia

Katechizm Kościoła Katolickiego

„Dzienniczek” Św. Siostry Faustyny

Przemówienie Jana Pawła II do pracowników Trybunału Roty Rzymskiej – 28 I 2002

Homilia Jana Pawła II w czasie Mszy św. odprawionej dla rodzin, Szczecin, 11 czerwca 1987

Homilia Jana Pawła wygłoszona podczas Mszy św. kanonizacyjnej księżnej Kingi, Stary Sącz, 16 czerwca 1999

Mieczysław Guzewicz „Małżeństwo – tajemnica wielka”

Mieczysław Guzewicz „Fundament małżeństwa” – Miłujcie się! Nr 4-2006

o. Mirosław Pilśniak OP „Umierać dla Miłości” – LIST

o. Jacek Woroniecki OP „Katolicka etyka wychowawcza” – KUL

drukuj