Spróbuj pomyśleć: „Rzecznik interesu narodowego polskiego potrzebny jest od zaraz”


Pobierz Pobierz

Szczęść Boże!

Każdy w swojej dziedzinie specjalności mógłby – gdyby chciał – być takim rzecznikiem.

Jednak w żadnym razie rzecznik interesu narodowego polskiego nie powinien być w jakikolwiek sposób związany z dominującą partią polityczną lub jej przybudówką, n. p. pod postacią centrali związkowej, na
tyle potulnej, aby jej oficjele mogli występować na wspólnej scenie teatru politycznej poprawności. Co potrafią obecni i byli luminarze establishmentu, wiemy już niemało, a w miarę ożywienia partyjnej walki,
choćby o stołki w eurokołchozie, dowiemy się jeszcze więcej. W swoim podstawowym wymiarze walka ta jest po prostu kopią walki coca-coli z pepsi-colą. Pozorowany konflikt budzi zainteresowanie całym
asortymentem oferty rynkowych gigantów i niszczy przy tym B-brandy. Wojowanie o pietruszkę odwraca też uwagę od rzeczywistych problemów. Cel niby ten sam: zysk za wszelką cenę. A jednak z małymi
wyjątkami koncerny napojowe nie udają zbawców ludzkości, co najwyżej pojawiają się na liście ukochanych sponsorów organizacji pozarządowych, w tym ekologicznych, ślepych raz na jedno, raz na drugie oko.
A jednak koncerny płacą mediom i partiom za reklamę, promocję i lobbowanie swoich interesów. Tymczasem politycy, mając gęby pełne frazesów, nie wykorzystują oddanych im przez naród narzędzi
chronienia i rozwijania wspólnego dobra, za wysokie apanaże i rozległe przywileje co najwyżej wygłupiają się jak dzieci w przedszkolu, opowiadają facecje, stroją miny do kamery, to się naburmuszą, to
spiorunują wzrokiem, to krzywo uśmiechną. Czy to jest poważne traktowanie wyborców? Mnie osobiście obraża błazeńska forma narracji, którą posługuje się wielu polityków niewyżytych w kabarecie. To
jasne, że błazenada pod publiczkę jest ich sposobem zdobycia popularności, ale i oczywiste, że tak się zachowując, pokazują co naprawdę myślą o poziomie umysłowym wyborców i jak gardzą majestatem
Rzeczypospolitej. Jeszcze do tego jeden z drugim potrafi powiedzieć, że najważniejsza jest popularność i daje do zrozumienia, że nikt nie przebije jego popularności, bo to on ma wpływy w takich czy innych
środkach masowego przekazu. Ma bo je zawłaszczył, albo wyłudził, aby nie dopuścić do głosu konkurencji i jej poglądów niebezpiecznych dla rządzącej kasty.

Każdy zawsze powie: „dajcie mi święty spokój, nie chcę słyszeć o żadnych problemach, ta czy ten poseł, senator, minister, czy jeszcze inny prominent, to sympatyczna postać, ma poczucie humoru, nie marudzi i
ładnie mówi.”

I z takimi opiniami na temat polityków dotarliśmy do obecnego etapu likwidacji Polski.

Dla zwycięzców skryty i wyjątkowo skuteczny Blitzkrieg to okazja to podziału niebywałych dzisiejszym świecie trafiejnych łupów. Ci mogą spokojnie eksploatować odbierane Polakom przebogate zasoby
naturalne. A i najemnikom należy się premia za dobrze wykonaną brudną robotę. Podobno w Polsce są trudności z zakupem sztabek złota. Wszystkie zostały już wykupione.

Jest też druga strona tej wojny. To przegrani, którym wkrótce na minimum przeżycia nie postanie nic innego jak sprzedaż własnej nerki. Oczywiście sprzedaż nielegalna. Kto jednak stwierdzi legalność bądź
nielegalność działalności gospodarczej, w ramach której pod dowolnym szyldem można poza wszelką kontrolą robić co się chce?

W grudniu ubiegłego roku sejm jednomyślnie uchwalił, a w styczniu bieżącego roku prezydent podpisał, nowelizację ustawy z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej. Działalnością
gospodarczą jest zarobkowa działalność wytwórcza, budowlana, handlowa, usługowa oraz poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobywanie kopalin ze złóż, a także działalność zawodowa, wykonywana w sposób
zorganizowany i ciągły. Zgodnie z nowym prawem, które weszło w życie w marcu 2009 r. organy kontroli zawiadamiają przedsiębiorcę o zamiarze wszczęcia kontroli. Kontrolę wszczyna się nie wcześniej niż
po upływie 7 dni i nie później niż przed upływem 30 dni od dnia doręczenia zawiadomienia o zamiarze wszczęcia kontroli. Zawiadomienia o zamiarze wszczęcia kontroli nie dokonuje się, w przypadku
zaistnienia wymienionych w znowelizowanej ustawie okoliczności, z których dwie odnoszą się szczególnie do działań na rzecz zdrowia publicznego wykonywanych przez Państwową Inspekcję Sanitarną, a więc
gdy:

1) kontrola ma zostać przeprowadzona na podstawie bezpośrednio stosowanych przepisów powszechnie obowiązującego prawa wspólnotowego albo na podstawie ratyfikowanej umowy międzynarodowej;
5) przeprowadzenie kontroli jest uzasadnione bezpośrednim zagrożeniem życia, zdrowia lub środowiska naturalnego;

Oczywiście, aby stwierdzić czy działalność gospodarcza powoduje bezpośrednie zagrożenie życia, zdrowia lub środowiska naturalnego należy kontrolę przeprowadzić zanim jest już za późno i nie czekać, aż
powiadomiony o terminie kontroli przedsiębiorca zwinie niebezpieczny interes i zatrze wszelkie jego ślady, mając do dyspozycji co najmniej tydzień. Przynależność do partyjnej szajki, czy lokalnego układu
pozwala przedsiębiorcom unikać kontroli w nieskończoność. Według nowego prawa, jeżeli kontrola nie zostanie wszczęta w terminie 30 dni od dnia doręczenia zawiadomienia, wszczęcie kontroli wymaga
ponownego zawiadomienia.

Po latach anemizacji i paraliżowania Państwowej Inspekcji Sanitarnej grupa niezmiennie trzymająca władzę w mijającym dwudziestoleciu osiągnęła sukces w postaci ostatecznego rozwiązania problemu
będącego solą w oku już w PRLu i definiowanego wtedy pod hasłem: „sanepid przeszkadza”.

Rzecznik interesu narodowego polskiego potrzebny jest od zaraz. Ktokolwiek zechce podjąć to zadanie w obszarze własnej specjalności, musi zacząć od przeglądu obowiązującego prawa i zaproponować w nim
zmiany eliminujące zapisy sprzeczne z naszym interesem narodowym. Do publikacji proponowanych zmian i dyskusji nad nimi można wykorzystać najbardziej demokratyczny środek masowego
komunikowania, jakim jest internet i te media ogólnodostępne, na których Polacy nigdy się nie zawiedli.


Z Panem Bogiem

dr Zbigniew Hałat

drukuj