Spróbuj pomyśleć: „Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy”
Szczęść Boże!
Za lasy uznawane są worki wirtualnych pieniędzy, z których nie pozostaje nawet garść popiołu. Za róże – działania z zakresu zapobiegania chorobom i przedwczesnym zgonom. Niesłusznie. Od skutków narażenia na działanie czynników szkodliwych dla zdrowia nie ucieknie się ani zagranicę, ani w odległą przyszłość.
Nadzwyczaj sprawnie realizowany plan likwidatorów Państwa Polskiego wymaga jakichś pijarowskich zasłon dymnych. Na szczęście dla likwidatorów, a na pohybel nam wszystkim, kiedy już wyczerpały się im możliwości udawania głupiego Jasia, jak królik z kapelusza wyskoczył kryzys. Światowy, potworny, bardziej straszny od terroryzmu, a nawet zmiany pogody zwanej ociepleniem klimatu. Jakaż to ulga! Jej Bohu, to nie my jesteśmy winni! To światowy kryzys pożera was i wasze dzieci. To ci wstrętni zagraniczni bankowcy nie pozwolili upleść koszyka świadczeń leczniczych, to oni pozamykali odziały położnicze i dziecięce, rozpędzili doświadczone zespoły operacyjne wybitnych chirurgów i instrumentariuszek. To oni obsadzili ludźmi z ulicy kluczowe stanowiska państwowe decydujące o bezpieczeństwie zdrowotnym 38 milionów ludzi w środku Europy. I pomyśleć, że z braku lekarzy z drugim stopniem specjalizacji w zakresie pediatrii zamyka się oddział pediatryczny szpitala powiatowego, a w tym samym czasie powołuje na stanowisko powiatowego inspektora sanitarnego człowieka, którego dotychczasowy kontakt z sanepidem ograniczał się do płacenia mandatów za niechlujstwo. Co tam powiat! Stanowiska wojewódzkich inspektorów sanitarnych wpadają w chciwe łapy ludzi kompletnie nieprzygotowanych do udźwignięcia ciężaru pracy i odpowiedzialności za zdrowie publiczne, nawet nie zdających sobie sprawy z przypadającej im części podziału zadań w naszym państwie, a tym samym w Unii Europejskiej i na całym świecie, uwzględniając odpowiedzialność za produkty na eksport oraz zdrowie i życie przebywających w Polsce turystów i migrantów. Nie lepiej na samym szczycie. Wśród wieloletnich pracowników sanepidu panuje głębokie przekonanie, że wulgarne palikocie miauknięcia wydobyły się z tej żałosnej postaci po spotkaniu na forum jego własnej partii z obsadzonymi przez POPiS spadochroniarzami, którzy wylądowali na szczycie władzy sanitarno-epidemiologicznej bez jakiegokolwiek przygotowania. Wicie, rozumiecie, dzisiaj towarzysz robi w mięsie, jutro w cukrze, a pojutrze w sanepidzie. A propos, warto tu przytoczyć definicję słowa koprolalia – jest to skłonność do używania nieprzyzwoitych, wulgarnych wyrazów i może być objawem niektórych zaburzeń psychicznych.
To ci krwiożerczy finansiści z Wall Street i Docklandu wpuszczają do Polski każdy odpad, w postaci żywności, rozmaitych wraków i rzekomych surowców wtórnych, i to im nie chce się zająć wykonywaniem jasno określonych obowiązków w ustawie o Państwowej Inspekcji Sanitarnej, ustawach powołujących inne służby nadzoru i kontroli i w przepisach wykonawczych do tych ustaw. To oni nie mogą się doczytać jasno sprecyzowanych postanowień zawartych w przedmiotowych ustawach i rozporządzeniach, które na poziomie kuchennych przepisów szczegółowo opisują procedury do wykonania przez funkcjonariuszy naszego państwa na rzecz ochrony zdrowia publicznego, ochrony nas wszystkich razem i każdego z osobna, żyjących dzisiaj i w pokoleniach, które po nas przyjdą. Dzisiaj zawinione zaniedbania sanitarne przyniosą wielu ludziom straszną chorobę i śmierć za kilkanaście – kilkadziesiąt lat, kiedy już nikt nie będzie pamiętał, kto zaniedbał wykonanie ustawowych obowiązków w zakresie możliwej do osiągnięcia eliminacji czynników rakotwórczych, a gdyby nawet, to winowajca uratuje skórę z racji przedawnienia. A kto odpowie za sprowadzeniem powszechnego zagrożenia życia i zdrowia wielu osób poprzez zaniechanie prawem nakazanej eliminacji chemicznych i fizycznych czynników mutagennych w miejscu naszego zamieszkania, pracy, nauki i wypoczynku? Nie ma ucieczki od mutacji w komórkach somatycznych i rozrodczych: nowotwory, wady rozwojowe, poronienia, choroby genetyczne wystąpią w pokoleniach bezpośrednio narażonych na działanie mutagenów, u dzieci, wnuków, prawnuków, ale i niespodziewanie po wielu pokoleniach, kiedy sprawcach przyszłych – jakże odległych w czasie nieszczęść – pozostanie na tej ziemi tylko proch. Taki jest ogrom odpowiedzialności ludzi korzystających z partyjniactwa i kolesiostwa jako trampoliny do skoku na te państwowe stanowiska, na których podejmowane są decyzje o zdrowiu milionów. Skoro sumienie nie zabrania im zabierać się do pozorowania pracy, o której nie mają żadnego pojęcia, skoro nie czeka ich kara za życia, skoro są głusi i ślepi na wszelkie argumenty natury etycznej, prawnej i naukowej, musimy bronić się sami. W kolejnych felietonach postaram się przybliżyć rodakom, polskim wyborcom i podatnikom, obowiązki organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej w przedmiocie realizacji konkretnych zadań z zakresu zdrowia publicznego, do których Państwowa Inspekcja Sanitarna jest powołana.
Z Panem Bogiem
dr Zbigniew Hałat
