Spróbuj pomyśleć: „Broń masowego rażenia może łatwo wymknąć się spod kontroli”
Szczęść Boże!
Tragedia Polaka w Pakistanie pozwoliła przyjrzeć się realiom kontroli rządu tego kraju nad własnym terytorium. Obok wielu innych państw pałających nienawiścią do mniej lub bardziej odległych współmieszkańców Ziemi, także Pakistan kiedyś skorzystał z omijania zakazu proliferacji broni jądrowej i dzisiaj broń ta może dostać się w ręce osób, które za nic mają życie własne i cudze. Po 6. sierpnia 1945r. każdy wie, że zrzucenie małej 4-tonowej uranowej bomby atomowej zabiło na miejscu lub ciężko zraniło połowę z liczącej 275 tysięcy ludności Hiroszimy. Jak to ujął pod swoją winietą DZIENNIK POLSKI z 8. sierpnia 1945r. był to największy triumf nauki. Jeszcze większego tryumfu nauka o masowym zabijaniu mogła oczekiwać w wyniku ataku atomowego na zaplecze sowieckich armii prących na Zachód. Tym zapleczem miała być Polska. Św. pamięci płk Ryszard Kukliński, narodowy bohater i męczennik za sprawę narodową, który w wieku 17 lat wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego, a w latach 1971-1981 przekazał na Zachód ponad 40 tys. stron najbardziej tajnych dokumentów dotyczących wojennych planów Rosji Sowieckiej, uchronił znaczą część dzisiaj żyjących Polaków przed wyparowaniem i chorobą popromienną w wyniku odwetu naszych dzisiejszych sojuszników. Dla Zachodu broniącego się przed atakiem Sowietów Polska to było po prostu miejsce dyslokacji agresora, a Polacy nie zasługiwali na lepszy los niż cywilna ludność Hiroszimy. I pomyśleć, że ziejący jadem rasista i polakożerca wschodnioniemiecki arystokrata graf von Stauffenberg, strateg i ideolog nazimu, jest w obecnych Niemczech uznawany za bohatera narodowego za to, że w obliczu klęski Niemiec chciał zabić Hitlera i przy tym zachować dorobek Drang nach Osten z czasów rozbiorów. Ratujące Polaków przed zagładą, a cały świat przed III wojną światową, dzieło i ofiara pułkownika Ryszarda Kuklińskiego są nie tylko niedoceniane w krajach NATO, ale i we własnej ojczyźnie jego pamięć spotyka się z obelgami ze strony janczarów Rosji. Takie traktowanie bohatera naszych czasów jest haniebne i znamienne dla pętaków, którzy mu do pięt nie dorośli, a wypinają piersi do orderów, choć już wiele razy zostali sowicie nagrodzeni przez siebie samych lub im podobnych..
Wyobraźmy sobie, że w takim położeniu geopolitycznym, w jakim się znajdujemy, powstaną elektrownie atomowe, jakże skuteczny owoc lobbowania kolejnego rządu przez zainteresowane koncerny i ich akwizytorów, wśród których są nawet prezydenci pewnych państw. Co będzie celem ataku na terenie Polski? Nieistniejąca tarcza przeciwrakietowa, czy może elektrownia atomowa?
A jak ona będzie wykonana i konserwowana? Na poziomie sieci autostrad? A może eskadry F-16? A ile będzie kosztować import paliwa, skoro światowe zasoby uranu mają wyczerpać się w tym samym roku, w którym przypaść powinno zakończenie budowy elektrowni atomowej już rujnującej wieloletnie budżety naszego państwa. Już rujnującej z tej racji, że jest pomysłem dywersyjnym w stosunku do suwerennego wykorzystywania narodowych zasobów energetycznych o najwyższej światowej wydajności i ekonomice eksploatacji. Są one dwa. Energia geotermalna i węgiel. Obydwa dostępne, tylko trzeba po nie sięgnąć, zlecając na dziesiątki lat za ciężkie pieniądze polskich podatników ogrom zadań polskim firmom zatrudniającym polskich inżynierów, techników i robotników, z których każdy ma polską rodzinę, a ta cała rodzina płaci podatki na dobro wspólne. Nie dość, że fundusze emerytalne, monstrualne zyski obcych firm zwłaszcza handlowych, a także dochody wcześniej i obecnie znacjonalizowanych przez obce rządy przedsiębiorstw dawniej polskich, dokładają się do dochodów budżetów państw, których produkt krajowy brutto wielokrotnie przekracza nasz własny, to jeszcze jest pomysł na dalszy rabunek: pod urojonym pretekstem nie dopuścić Polaków do eksploatacji własnych zasobów energetycznych i nałożyć im nową kontrybucję w postaci niewyobrażalnej co do rozmiarów zapłaty za budowę elektrowni atomowych. Ile to miliardów złotych ma kosztować druga nitka metra warszawskiego? Dwa, trzy, pięć? Dziura w ziemi, owszem okablowana, wybetonowana i odpowiednio wyposażona, aleć zawsze to tylko pozioma dziura w ziemi. I do tego śmiesznie krótka. Zanim zacznie gwałtownie rosnąć kontrybucja nałożona na Polaków za przegraną wojnę z rozumem, warto odnieść ceny budowy elektrowni atomowych do cen za linie metra. I mając w pamięci rozwój spraw przy budowie stadionów na EURO, zwłaszcza we Wrocławiu, a także jakichś etnicznych muzeów, na które akurat w czasie kryzysu trzeba wykładać pieniądze odebrane muzeom upamiętniającym wspólne dokonania Polaków wszystkich narodowości, trzeba pomyśleć jak będą wyglądać przetargi na elektrownie atomowe. I którą część dorobku wielu pokoleń Polaków trzeba będzie zniszczyć, aby zapłacić zagranicznym koncernom? Może tak, jak dla stworzenia montowni elektrycznych wiatraków z odzysku zniszczono przemysł stoczniowy z jego dotyczącym całego kraju otoczeniem, zostanie brutalnie zlikwidowana kolejna gałąź narodowego przemysłu? Tylko jaka jeszcze pozostała do likwidacji?
Z Panem Bogiem
dr Zbigniew Hałat
