Oblicze miłości w świetle encykliki Ojca Świętego Benedykta XVI „Deus Caritas Est”
Święta Bożego Narodzenia, najbardziej oczekiwane i ulubione ze wszystkich świąt kościelnych, przepełnione są szczególną radością i pokojem oraz miłością i weselem. Ich przesłanie streszcza się w słowach anioła, wypowiedzianych do pasterzy: „Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan” (Łk 2,10-11). Skończył się okres niewoli i panowania złego ducha, ducha ciemności i nienawiści, a zostało zapoczątkowane wieczne Królestwo Boga, Królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju. Miłość Boża to sprawiła, że nastąpiły nowe czasy, nowa era, w której wszystko zostanie odnowione i przemienione. „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (1 J 3,16). Prawda o Bogu, który zbawia przez swą miłość, została celnie wyrażona w przepięknej polskiej kolędzie „Niech Ci Jezu, będą dzięki za Twe Narodzenie, bo przez nie zacząłeś nasze sprawować zbawienie. Miłość, która to sprawiła, iż Cię do nas sprowadziła, niech swą iskrą nas zapali, abyśmy Cię miłowali teraz i bez końca w wieczności” (Mioduszewski, Ach, witajże pożądana perło droga z nieba). Zaprawdę, narodzenie Syna Bożego dokonało się mocą niepojętej miłości Boga do człowieka. Z tej racji okres Bożego Narodzenia stwarza szczególną okazję, by pochylić się nad tajemnicą miłości Boga Wcielonego, oraz by zastanowić się jaką rolę pełni ona w nauce wiary i życiu chrześcijańskim.
1. Miłość istotą chrześcijaństwa
Ojciec Święty Benedykt XVI, już we Wprowadzeniu do swej encykliki Deus caritas est, zamieścił dwie ważne wypowiedzi dotyczące nadrzędnej i centralnej roli miłości w życiu chrześcijańskim. Pierwsze zdanie encykliki, o charakterze programowym i sumarycznym, jest cytatem zaczerpniętym z Pierwszego Listu św. Jana: „Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1 J 4,16). Po tym cytacie następuje bardzo ważna konstatacja papieska: „Słowa z Pierwszego Listu świętego Jana wyrażają ze szczególną jasnością istotę wiary chrześcijańskiej; chrześcijański obraz Boga i także wynikający z niego obraz człowieka i jego drogi”. Istota wiary chrześcijańskiej (Fidei christianae centrum) wyraża się w tym jednym słowie, jakim jest słowo „miłość”; w nim streszcza się cała nauka o Bogu; bowiem Bóg chrześcijan jest „miłością”. W tym samym słowie „miłość”, streszczają się wszystkie nakazy moralności chrześcijańskiej, określone jednym greckim terminem agapéseis (Mt 22,37) – „będziesz miłował”: Boga i bliźniego. Człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, który jest miłością, został ukierunkowany na miłość, został powołany do „trwania w miłości”, tj. do trwania w Bogu, który jest miłością.
Podobny, globalny charakter, posiada druga wypowiedź Benedykta XVI, zamieszczona również we Wprowadzeniu do jego encykliki, gdzie Ojciec Święty stwierdza: „Wiara chrześcijańska, wyznając miłość jako swoją główną zasadę (cum medio puncto amoris suscepit christiana fides), przyjęła to, co stanowiło istotę wiary Izraela, a równocześnie nadała temu nową głębię i zasięg”. Ojciec Święty, w tymże Wprowadzeniu zaznacza, że pragnie się skupić tylko na głównych liniach nauki o miłości, zdając sobie sprawę z obszernego zakresu tej tematyki. Mając to na uwadze, stwierdza: „Jest to tematyka bardzo szeroka; nie jest jednak celem tej encykliki prowadzenie długiego wywodu. Chcę podkreślić niektóre fundamentalne elementy, aby pobudzić świat do nowej, czynnej gorliwości w dawaniu ludzkiej odpowiedzi na Bożą miłość”.
Warto zauważyć, że obok cytatów z pism św. Jana Apostoła, uprzywilejowane miejsce w wykładzie papieskim zajmują teksty, zaczerpnięte z Listów św. Pawła. Rolę programową wyznacza Ojciec Święty nauce zawartej w Hymnie o miłości, przekazanym w 13 rozdziale Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian. Zdaniem Benedykta XVI „Hymn ten powinien być Magna Charta całej posługi Kościelnej” (34). Dodaje również, że nauka w nim zawarta stała się główną podstawą źródłową dla jego encykliki („są w nim zebrane wszystkie refleksje na temat miłości, które rozwinęliśmy w tej encyklice”). Należy też dodać, że Benedykt XVI w swym wykładzie odwołuje się często do nauki Ojców Kościoła oraz nauczania swych poprzedników. Tym samym, pośrednio, akceptuje te wszystkie elementy nauki o miłości, które są zawarte zarówno w Piśmie świętym, jak i Tradycji oraz w nauczaniu Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Z tej racji w mniejszych rozważaniach, traktując priorytetowo nauczanie papieskie zawarte w encyklice Deus caritas est, będziemy również korzystać z poszerzonej bazy źródłowej, wskazanej przez Ojca Świętego.
Idąc za myślą św. Pawła, Benedykt XVI podkreśla w swej encyklice, że miłość jest najważniejsza i jedynie ważna. Dlatego też miłości nie wolno w żadnej formie, ani pod żadnym pozorem lekceważyć. W wykładzie papieskim została podana niezwykle ważna zasada, wyrażona w słowach: „lekceważenie miłości jest lekceważeniem Boga i człowieka, jest pokusą, by nie zważać na Boga” (31c). Kto lekceważy miłość ten lekceważy Boga samego! Dalej Ojciec Święty przypomina, że na Sądzie Ostatecznym miłość będzie zasadniczym i jedynym probierzem naszego rozrachunku z całego życia. W tej kwestii Benedykt XVI formułuje swą opinię bardzo wyraziście, w następujących słowach: „Należy tu w końcu przypomnieć w szczególny sposób wielką przypowieść o Sądzie Ostatecznym (por. Mt 25,31-46), w której miłość staje się kryterium oceny, ostatecznie decydującym o wartości lub bezwartościowości ludzkiego życia” (15).
Innymi słowy, od pomnożenia miłości, na miarę, którą Bóg nam wyznaczył, będzie zależeć cała nasza wieczność – nasz udział w nieśmiertelnym życiu Boga. Można więc powiedzieć, że od tej jednej, jedynej wartości jaką jest miłość doskonała, będzie zależeć nasze zbawienie, nasze postawienie po prawicy lub po lewicy. Słuszna zatem jest teza, że „Poza miłością nie ma zbawienia”. Ten wątek został bardzo wyraźnie wyakcentowany w dokumentach Soboru Watykańskiego II, w Konstytucji dogmatycznej Lumen gentium. Do tych wszystkich, którzy skłonni są lekceważyć miłość, Ojcowie soborowi kierują następujące, bardzo ważne ostrzeżenie: „Nie dostępuje jednak zbawienia, choćby był wcielony do Kościoła, ten, kto nie trwając w miłości (qui in caritete non perseverans), pozostaje wprawdzie w łonie Kościoła „ciałem”, ale nie „sercem”” (14). Kto lekceważy miłość, lekceważy własne zbawienie.
Z tej racji trzeba i warto zastanowić się, czy my wszyscy, którzy uważamy się za uczniów Chrystusa, posiadamy miłość, od której aż tyle zależy? Czy trwamy w miłości? Czy miłujemy Boga z całego serca, z całej duszy, ze wszystkich sił i całym umysłem? Czy miłujemy bliźniego jak siebie samego? Dalsze ważne pytanie dotyczy weryfikacji miłości. Należy zapytać jakie istnieją probierze, bądź sprawdziany miłości? Innymi słowy, w jakich konkretnych sytuacjach ujawnia się działanie miłości? Miłość bowiem posiada różne oblicza, z tej też racji daje się poznać wielorako.
2. „Miłość… pochodzi od Boga”
W wykładzie Benedykta XVI miłość została w sposób szczególny nobilitowana, co więcej, dostąpiła swoistego rodzaju apoteozy. Ojciec Święty bowiem nie tylko głosi, za św. Janem Apostołem, że „miłość jest z Boga” (1 J 4,8), ale wprost mówi, że „miłość jest „Boska” (Amor „divinus” est)” (18). Dalszą wyraźną tendencją, występującą w nauczaniu papieskim, jest wielokrotnie akcentowana prawda o tym, że miłość w swej istocie jest jedna. Daje się to zauważyć już w sformułowaniu tytułu pierwszej części jego encykliki: „Jedność miłości w stworzeniu i historii zbawienia”. Do tej idei Ojciec Święty powraca, kiedy mówi o „jedynej rzeczywistości miłości” (7), lub kiedy stwierdza wprost „”miłość” w gruncie rzeczy jest jedną rzeczywistością, ale mającą różne wymiary” (8). W konsekwencji Benedykt XVI odrzuca, jako błędne, tendencje usiłujące przeciwstawiać sobie, dwie rzekomo różne miłości, określane terminami eros i agápe. Mając na uwadze te próby, Ojciec Święty pisze: „W tym względzie natrafiliśmy na dwa fundamentalne słowa: eros jako określenie miłości „ziemskiej” i agápe jako wyrażenie oznaczające miłość opartą na wierze i przez nią kształtowane. Obydwa pojęcia są przeciwstawiane jako miłość „wstępująca” i miłość „zstępująca”. Są także inne podobne klasyfikacje, jak na przykład rozróżnianie pomiędzy miłością posesywną i miłością ofiarną (amor concupiscentiae – amor benevolentiae), do którego czasami bywa dołączona jeszcze miłość interesowna” (17).
Takie przeciwstawienie, nie biorące pod uwagę jedności osobowej człowieka, jest z gruntu rzeczy błędne. Pomija ono bowiem prawdę o psycho-fizycznej jedności, jaką stanowi człowiek ze swej natury. Ojciec Święty przypomina, o tej jedności osobowej człowieka, w słowach: „Kocha jednak nie sama dusza, ani samo ciało: kocha człowiek, osoba, która kocha jako stworzenie jednostkowe, złożone z ciała i duszy. Jedynie wówczas, kiedy obydwa wymiary stapiają się naprawdę w jedną całość, człowiek staje się w pełni sobą” (5).
Głosząc prawdę o jednej miłości, w której eros i agápe pozostają w harmonijnym zespoleniu, Ojciec Święty zwraca uwagę na zakłócenia tej równowagi, które dokonują się przez jednostronną klasyfikację erosu. Tendencje te, występujące już w starożytności, ze zdwojoną siłą na nowo pojawiają się w czasach współczesnych. Benedykt XVI przypomina, że „fałszywe ubóstwienie erosu” (4), które miało miejsce w starożytnych kultach płodności, „pozbawia go jego godności, czyniąc go nieludzkim. Prostytutki w świątyni, które mają dawać upojenie boskością nie są traktowane jako istoty ludzkie i osoby, lecz służą jedynie jako narzędzia do wzniecania „boskiego” szaleństwa… Dlatego eros upojony i bezładny jest upadkiem i degradacją człowieka” (4). Fałszywą apoteozę erosu daje się też zauważyć w czasach współczesnych. Ojciec Święty stwierdza, że „sposób gloryfikacji ciała, jakiego dzisiaj jesteśmy świadkami, jest zwodniczy. Eros sprowadzony jedynie do „seksu” staje się towarem, zwykłą „rzeczą”, którą można kupić i sprzedać, co więcej – sam człowiek staje się towarem” (5).
Z tej racji eros potrzebuje – jak stwierdza wielokrotnie Benedykt XVI – „dyscypliny i oczyszczenia” (4). „Konieczne jest oczyszczenie i dojrzewanie, które osiąga się także na drodze wyrzeczenia. Nie jest to odrzuceniem erosu, jego „zatruciem”, lecz jego uzdrowieniem w perspektywie jego prawdziwej wielkości” (5). Eros „wymaga ascezy, wyrzeczeń, oczyszczeń i uzdrowień” (5). „Wiara biblijna… akceptuje całego człowiek, interweniując w jego dążenie do miłości, aby je oczyścić, ukazując mu zarazem jej nowe wymiary” (8). Ostatecznie więc eros oczyszczony i zdyscyplinowany, eros uporządkowany według „Bożej mądrości” – łączy się i harmonijnie zespala z agápe, stanowiąc nierozdzielną jedność. „W rzeczywistości eros i agápe – miłość wstępująca i miłość zstępująca – nie dają się nigdy całkowicie oddzielić jedna od drugiej. Im bardziej obydwie, niewątpliwie w różnych wymiarach, znajdują właściwą jedność w jednej rzeczywistości miłości, tym bardziej spełnia się prawdziwa natura miłości w ogóle” (7).
Tak rozumiana miłość, jako od Boga jedynego pochodząca, jest „boska” i jedna. Bóg, który jest miłością (1 J 14, 16), stwarzając człowieka na swój obraz i podobieństwo (Rdz 1, 26), przeznaczył go do miłości i ukierunkował go na miłość. Innymi słowy, miłość została nijako zakorzeniona w naturze człowieka (11). Ta miłość, rozpatrywana w aspekcie ludzkiej natury, jawi się jako pragnienie i upodobanie dobra. Święty Tomasz z Akwinu określa miłość jako „upodobanie dobra” (complecantia boni) oraz jako „pragnienie dobra” (appetitus ad bonum) (Suma teologiczna I, II 27, 2). W procesie powstawania miłości, aktem wstępnym jest poznanie. Najpierw przecież jakiś byt musi być poznany i określony jako dobry. Bez tego wstępnego „poznania” nie może być właściwego aktu miłości, jakim jest „upodobanie”, które budzi pragnienie dobra.
Ludzka zdolność poznania jest ograniczona i ułomna. Nikłe światło ludzkiego rozumu, nie pozwala często w pełni odkryć dobra prawdziwego. Człowiek, sam z siebie rozpoznaje dobro „jakby po omacku”, wybierając zazwyczaj dobro cząstkowe lub pozorne. Jeśli jednak, światło jego umysłu i serca zostanie zasilone Bożą światłością, jaśniejszą i potężniejszą od światła słońca, to wtedy człowiek będzie w stanie nieomylnie rozpoznać dobro prawdziwe i ku niemu skierować swoje pragnienia i dążenia. Innymi słowy, miłość ludzka bezwzględnie potrzebuje „Bożego zasilenia”, tj. boskiego dopełnienia. Bóg miłuje każdego człowieka. Bóg jako pierwszy wychodzi z inicjatywą miłowania, co Ojciec Święty ujął w słowach: „Bóg pierwszy nas ukochał i nadal nas kocha jako pierwszy” (17). Pytanie, czy człowiek pozytywnie odpowie na Bożą miłość? Czy otworzy się na jej przyjęcie? „Obrazem serca ludzkiego są drzwi mające klamkę tylko od wewnątrz. Przed tymi drzwiami stoi Chrystus i puka” (A. Nosal, Ku cywilizacji miłości, Opole 1984, s. 21).
Jeśli człowiek pozytywnie ustosunkuje się do propozycji miłującego Boga, jeśli otworzy „drzwi swego serca” na Jego przyjęcie, to wtenczas, Bóg w swej dobroci nieprzebrany, w sposób nadobfity, miarą utrzęsioną i przesypującą się, przepełni całą naszą istotę wszechpotężną mocą swej miłości. Może to dokonać się tylko wtedy, kiedy będziemy nieustannie szukać miłosnego kontaktu z Bogiem, w każdej chwili naszego życia. Przez obcowanie z Bogiem w nieustannej modlitwie i Eucharystii, zostaniemy napełnieni Bogiem, czyli Bożą miłością. Ta miłość jest ogniem, który jest źródłem światła i mocy; Ten ogień Bożej miłości staje się światłem dla umysłów, żarem dla naszych oziębłych serc i mocą naszego chcenia i działania. Potęga miłości bywa przyrównywana do potęgi Boga: „żar jej to żar ognia, uderzenie boskiego gromu. Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości, nie zatopią jej rzeki” (Pnp 8,6-7). Miłość najpełniej upodabnia nas do Boga; mocą jej ognia dokonuje się nasze uświęcenie i zbawienie.
3. Miłość „harmonizuje serca wiernych z sercem Chrystusa” (19)
W powyższych słowach Ojciec Święty wyraził w lakonicznym skrócie istotę całego procesu doskonalenia chrześcijańskiego. Proces ten dotyczy zasadniczo dwóch działań: likwidowania tego, co jest przeciwne harmonii naszych serc z sercem Chrystusowym oraz realizowaniu tego wszystkiego, co buduje ową harmonię. Innymi słowy, chodzi o proces oczyszczenia, który polega na odrzuceniu zła, we wszystkich jego formach i wymiarach oraz o proces wzrostu w dobrym, który dokonuje się przez nabywanie cnót i realizację dobra w szerokim wymiarze. Występujący w łacińskim tekście encykliki termin conciliat – przetłumaczono przez polski czasownik „harmonizuje”. Warto dodać, że termin conciliare przyjmuje znaczenie: „zjednać, pozyskać, zaprzyjaźnić kogoś z kimś, pogodzić kogoś z kimś, uczynić zgodnym, życzliwym” (por. A. Jougan, Słownik kościelny łacińsko-polski, Warszawa 1992, s. 133). „Harmonia” oznacza więc zgodność z Chrystusem.
a) „Miłość nie wyrządza zła bliźniemu” (Rz 13,10)
W powyższych słowach, zawartych w Liście św. Pawła do Rzymian, została zwięźle określona funkcja oczyszczająca miłość, która przywraca zniszczoną harmonię z Bogiem. Apostoł Narodów w Pierwszym Liście do Koryntian wylicza aż osiem wad, które jedna miłość pokonuje oraz eliminuje, pisząc: „miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości” (1 Kor 13,4-6). Mając na uwadze powyższe wyliczanie, należy powiedzieć, że funkcja uzdatniająca i oczyszczająca miłość, polega na odrzuceniu wad, które najdotkliwiej godzą w nas samych oraz niszczą naszą zgodę z Bogiem i bliźnimi. Do tych wad św. Paweł zalicza: zazdrość, chełpliwość, pychę, bezwstyd, egoizm, gniew, pamiętliwość, oraz radość z niesprawiedliwości.
Środkiem zaradczym i skutecznym, na wyżej wymienione wady, jest jedna miłość. Ona jedna sama aż tyle może. Ona jedna naprawia wszystkie „dysharmonie” jakie istnieją między człowiekiem uwikłanym w zło i Chrystusem. Miłość uwalnia od powyższych wad, które jawią się jako choroby moralne, czyniąc nas zdolnymi do przyjaźni z Chrystusem. Miłość uzdrawia.
b) „Miłość buduje” (1 Kor 8,1)
Prócz wyżej opisanej funkcji oczyszczającej, miłość pełni rolę budującą dobro. „Miłość ożywia i inspiruje praktykowanie wszystkich cnót. Jest ona „więzią doskonałości” (Kol 3, 14); jest formą cnót; wyraża je i porządkuje między sobą; jest źródłem i celem ich chrześcijańskiego praktykowania” – stwierdza Katechizm Kościoła Katolickiego (1827). Miłość pełni rolę nadrzędną i kierującą w całym procesie doskonalenia chrześcijańskiego. Miłość „kieruje wszystkimi środkami uświęcenia, formułuje je i prowadzi do celu” (KK 42). „Miłość jest matką wszystkich cnót” – stwierdza św. Leon Wielki (Mowa 38,4). Święty Paweł w „Hymnie miłości” wyliczając zalety i działanie budujące miłości, pisze: „miłość jest cierpliwa, łaskawa; współweseli się z prawdą; wszystko znosi; wszystkiemu wierzy; we wszystkim pokłada nadzieję; wszystko przetrzyma; miłość nigdy nie ustaje” (1 Kor 13,4. 6-8). Wyżej wymienione działania miłości prowadzą do nabywania stałych dyspozycji moralnych, zwanych cnotami. Można, więc powiedzieć, że jedna moc miłości, potężnej jak żywioł ognia, staje się siłą sprawczą powstawania wielu cnót, takich jak: cierpliwość, łagodność, radość, wytrwałość, wiara i nadzieja. Stąd Ojcowie Kościoła twierdzą, że jedna miłość daje się poznać wielorako: „albo jako łagodność, albo jako szlachetność, albo jako wytrwałość, albo jako wyzbycie się zawiści, fałszywej ambicji, czy nienawiści, albo jako zapomnienie uraz” (Klemens Aleksandryjski, Stromaty II 87,2) Inaczej mówiąc, jedna miłość buduje wszystkie wyżej wymienione cnoty, przez które najpełniej upodobniamy się do Chrystusa. Wzrost miłości przyczynia się do wzrostu wszystkich powyższych cnót, przez które harmonizujemy nasze życie z życiem Chrystusa. Mając to na uwadze można powiedzieć, że miłość posiada różne oblicza: raz jawi się jako łagodność, raz jako cierpliwość, raz jako wytrwałość i szlachetność (por. P. Szczur, Oblicza miłości…, Lublin 2002). Cnota bywa określana też jako „dyspozycja duszy będącej w zgodzie z Chrystusem (Logosem) przez całe życie” (Klemens Aleksandryjski, Paedagogus I 101,2). Odpowiednikiem polskiego terminu „zgoda”, jest grecki wyraz symfonía. Miłość, budująca cnoty, zaprowadza symfonię zgody z Chrystusem, tj. „harmonizuje nasze serca z sercem Chrystusa”, jak to określił Benedykt XVI.
4. Miłość – „to serce, które widzi”
Powyższe określenie miłości zostało podane w następującej wypowiedzi Benedykta XVI, dotyczącej dobroczynności: „Program chrześcijański – program dobrego Samarytanina, program Jezusa – to „serce, które widzi”. Takie serce widzi, gdzie potrzeba miłości i działa konsekwentnie” (31.b). Ojciec Święty uważa działalność charytatywną za fundamentalne zadanie Kościoła. Według niego: „Wewnętrzna natura Kościoła wyraża się w troistym zadaniu: głoszenie Słowa Bożego (kerygma – martyria), sprawowanie sakramentów (leiturgia), posługa miłości (diaconia). Są to zadania ściśle ze sobą związane i nie mogą być od siebie oddzielone” (25.a).
Uznając potrzebę posługi charytatywnej, Ojciec Święty ostrzega przed niebezpieczeństwem zredukowania jej do dobroczynności, rozumianej tylko w kategoriach materialistycznych. Odwołując się do nauki Apostoła Narodów pisze: „Święty Paweł, w swoim Hymnie o miłości (por. 1 Kor 13) naucza nas, że caritas jest zawsze czymś więcej, niż zwyczajną działalnością: „gdybym rozdał na jałmużną całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże” (1 Kor 13,3)” (34). Pełnowartościowa dobroczynność (agathopoiia, euergesia, eupoiia) winna zawsze wypływać z miłości (agápe); w oderwaniu od niej zatraca swoją prawdziwą wartość.
Dlatego Ojciec Święty apeluje o potrzebę prawdziwego humanizmu o niezbędności „formacji serca”, gdy pisze: „Chodzi bowiem o istoty ludzkie, a osoby ludzkie zawsze potrzebują czegoś więcej niż opieki poprawnej technicznie. Potrzebują człowieczeństwa. Potrzebują serdecznej uwagi. Ci, którzy działają w instytucjach charytatywnych Kościoła, powinni odznaczać się tym, że nie ograniczają się do sprawnego wypełniania tego, co stosowne w danej chwili, ale z sercem poświęcają się na rzecz drugiego, w taki sposób, aby doświadczył on bogactwa ich człowieczeństwa. Dlatego takim pracownikom – oprócz profesjonalnego przygotowania – potrzeba również, i nade wszystko „formacji serca”: trzeba ich prowadzić ku takiemu spotkaniu z Bogiem w Chrystusie, które by budziło w nich miłość i otwierało ich serca na drugiego – tak, aby miłość bliźniego nie była już dla nich przykazaniem nałożonym niejako z zewnątrz, ale konsekwencją wynikającą z ich wiary, która działa przez miłość (por. Ga 5,6)” (31.a). Apele powyższe w pełni korelują z wezwaniami papieża Leona Wielkiego (440-461), który w swych Mowach pisze: „Dajmy odczuć nasze ludzkie współczucie (humanitatem nostram) chorym, przykutym do łoża boleści, niedołężnym kalekom, znękanym wygnańcom, opuszczonym sierotom, w smutku i troskach pogrążonym wdowom. By zaradzić ich wszystkim potrzebom, winien każdy wnosić cząstkę własną, swojej dobrej woli. Kto wielkie ma serce, temu środków nie zabraknie nigdy!” (Mowa 40,4).
„Z miłości (agape) wykwitają dobre czyny” (Klemens Aleksandryjski, Quis dives salvetur 28,4). W życiu codziennym, jakże często spotykamy ludzi zgnębionych, smutnych, zdesperowanych i zniechęconych. Czekają oni na nasze życzliwe spojrzenie, dobre słowo, gest życzliwości, czy odruch serdeczności. Pragną oni doświadczyć „prawdziwego humanizmu, który uznaje w człowieku obraz Boży i pragnie wspierać go w realizacji życia odpowiadającego tej godności” (30.b).
5. Miłość jednoczy
Jedna ze swej istoty miłość, jednoczy człowieka z Bogiem i ludzi między sobą jako dzieci jednego Boga. Tę funkcję jednoczącą miłości, określił Benedykt XVI następująco: „Miłość jest „Boska”, ponieważ pochodzi od Boga i łączy nas z Bogiem, a ten jednoczący proces przekształca nas w „My”, które przezwycięża nasze podziały i sprawia, że stajemy się jednym tak, że ostatecznie Bóg jest „wszystkim we wszystkich” (por. 1 Kor 15,28)” (18). W powyższej wypowiedzi znajdujemy aluzję do jedności jedynego Kościoła, który jest Ciałem Chrystusa, my zaś przez chrzest, stajemy się członkami tego Ciała. „Jedność Ciała Mistycznego rodzi i pobudza wśród wiernych miłość: „stąd, jeśli jeden członek cierpi, wespół z nim cierpią wszystkie członki; a jeśli jeden członek czci doznaje, wszystkie członki wespół z nim się radują” (Lumen gentium 7, por 1 Kor 12,26). Jedność Ciała Mistycznego przezwycięża w końcu wszystkie podziały: „Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,27-28)” (K 791).
Spoiwem, czy też „więzią”, jednoczącą wszystkich w jeden organizm, jest sakrament miłości – Eucharystia, Ojciec Święty, mając na uwadze jej funkcję jednoczącą, stwierdza: „Zjednoczenie z Chrystusem jest jednocześnie zjednoczeniem z wszystkimi, którym On się daje. Nie mogę mieć Chrystusa tylko dla siebie samego; mogę do Niego należeć tylko w jedności z wszystkimi, którzy już stali się – lub staną się – Jego. Komunia wyprowadza mnie z koncentracji na sobie samym i kieruje ku Niemu, a przez to jednocześnie ku jedności ze wszystkimi chrześcijanami. Stajemy się „jednym ciałem”, stopieni razem w jednym istnieniu. Miłość Boga i miłość bliźniego są teraz naprawdę jednym: wcielony Bóg przyciąga nas wszystkich do siebie” (14).
Miłość jednoczy wszystkich wierzących w jednym Ciele Chrystusa. Miłość weryfikuje się w dążeniu do jedności i zgody. Ci, którzy bezustannie jątrzą i sieją niezgodę, ci, którzy antagonizują ludzi między sobą, są „asystentami” i poplecznikami złego ducha, ducha niezgody, który bezustannie dąży do skłócenia ludzi z Bogiem i skłócenia ludzi między sobą. Takie działania rodzą nienawiść między braćmi. Nienawiść, jako przeciwna miłości, jest największym zagrożeniem. Święty Jan Apostoł ostrzega: „Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego” (1 J 3,15). Tylko miłość może ocalić nasz świat i naszą cywilizację.
6. Miłość „zwycięża świat”
Benedykt XVI w zakończeniu swej encykliki kieruje do Maryi następującą prośbę: „Pokaż nam Jezusa. Prowadź nas ku Niemu. Naucz nas, jak Go poznawać i kochać, abyśmy również mogli stać się zdolni do prawdziwej miłości”. Miłość prawdziwa, jak już powiedzieliśmy, jest „Boska” i jedna; jest czysta i święta, wtedy, gdy jest uporządkowana według Bożej mądrości. Ta miłość, choć jedna, posiada różne oblicza tzn., daje się poznać wielorako. Ta miłość czerpiąca z Mocy Boga Najwyższego, uzdalnia do czynów heroicznych. Ona jedna oczyszcza nas z wszelkiej zazdrości, chełpliwości, pychy, bezwstydu, egoizmu, gniewu i zawziętości, i ona jedna uczy nas łagodności, cierpliwości, szlachetności, wytrwałości oraz wiary i nadziei; ona jedna najdoskonalej harmonizuje nasze serca z sercem Chrystusa; ona jedna uwrażliwia nas na prawdziwe potrzeby bliźnich, dając nam „oczy, które widzą” prawdziwą nędzę duchową i materialną naszych braci. Miłość łączy nas wszystkich wierzących w jednej braterskiej wspólnocie Kościoła, który jest Ciałem Chrystusa.
Miłość była i nadal jest największą mocą ludu chrześcijańskiego. Jej potęga zweryfikowała się w całej historii chrześcijaństwa. W pierwszych wiekach, w okresie prześladowań, Kościół przecież nie posiadał żadnych praw ani przywilejów. Za wyznanie wiary w Chrystusa groziła konfiskata całego mienia i kara śmierci. Pod adresem chrześcijan kierowano najstraszniejsze kalumnie: oskarżano ich o to, że są wrogami rodzaju ludzkiego, że uprawiają kanibalizm, rozpustę i praktykują związki kazirodcze. W tym świecie pełnym nienawiści i okrucieństwa chrześcijanie tworzyli oazy życia pełnego miłości, pokoju i zgody. To właśnie wzór życia chrześcijańskiego, wzór miłości prawdziwej, był głównym motorem ewangelizacji. W tych najtrudniejszych warunkach, w okresie od I do III wieku, chrześcijaństwo rozprzestrzeniło się na cały obszar ówczesnego świata! Jedyną bronią chrześcijan była miłość! To dzięki tej broni chrześcijaństwo odniosło zwycięstwo.
Czasy dzisiejsze, pod wieloma względami są podobne do tamtej epoki. Na te czasy Ojciec Święty Benedykt XVI kreśli program wyrażony zwięźle w słowach: „Najlepsza obrona Boga i człowieka polega właśnie na miłości” (31.c). Nikt nie dał lepszej wskazówki jak ta! Na wszystkie ataki wrogich sił miejmy jedną broń: miłość. Naszą najlepszą i najsilniejszą bronią jest miłość! Nie zapominajmy o tym! Nasi przeciwnicy są lepsi od nas w nienawiści i kłamstwie. Oni pragną nas sprowokować, byśmy sięgnęli po ich broń. Byłoby to naszą pewną klęską. Trzymajmy się tej najlepszej, wypróbowanej broni, jaką jest miłość. Nie przejmujmy się zbytnio naganami i zarzutami ludzi złych! Nie zapominajmy o zasadzie następującej: „Zły chwali za zło – gani zaś za dobro”! Jeśli źli nas ganią, to w istocie rzeczy, jest to pochwała! Biada, gdyby nas źli chwalili! Byłoby to najgorszą naganą. Pamiętajmy, że z niektórymi niedorzecznymi atakami, jakich ostatnio jesteśmy świadkami, nie warto polemizować. Rację miał wielki Stefan Kisilewski, kiedy ostrzegał: „Polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby”. Nie pozwólmy kierować się na „boczne tory”, ku problematyce zastępczej! Dla nas niech najważniejszą będzie miłość, jej wzrost i obecność przede wszystkim w każdym z nas i w naszych rodzinach. Niech nam otuchą będą słowa Chrystusa: „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33). Nie lękajmy się! Bóg, który jest miłością, zawsze zwycięża! Ze wszystkich sił zabiegajmy o miłość! Od niej bowiem zależy wszystko! Od pomnożenia miłości zależy nasze zbawienie i ocalenie świata. Amen.
