Myśląc Ojczyzna – „Po stalinowsku – czy normalnie?”
Szanowni Państwo!
Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Niedaleko upada jabłko od jabłoni. Jakie drzewo, taki klin, jaki ojciec, taki syn. Wilk zmienia skórę lecz nie obyczaje. Przyzwyczajenie jest drugą naturą.
Wszystkie te przysłowia i porzekadła pasują jak ulał do środowiska „Gazety Wyborczej”. Prezentuje się ono wszystkim jako szermierz demokracji i w opinii wielu ludzi za takie nawet uchodzi. Tymczasem pozory mylą. Środowisko „Gazety Wyborczej” tworzą, a w każdym razie nadają mu ton stalinowcy w pierwszym, drugim, a nawet trzecim pokoleniu – bo stalinowcy wcale nie umarli wraz z Józefem Stalinem. Przeciwnie – nadal rozmnażają się w najlepsze, a „Gazeta Wyborcza” jest największym ich matecznikiem, przynajmniej w Europie Środkowej.
Podczas wiecu wyborczego w 1937 roku w Pierwszym Stalinowskim Okręgu Wyborczym Miasta Moskwy, przemówienie wygłosił kandydat Józef Stalin, który powiedział, że „nigdy i nigdzie nie było takiej demokracji, jak nasza”. Nasza – to znaczy – stalinowska. I rzeczywiście! W wyborach Józef Stalin dostał ponad 100 procent głosów! Wyjaśniono to w ten sposób, że wyborcy z innych okręgów powrzucali swoje karty do urn w okręgu stalinowskim, żeby mieć radosny przywilej okazania swego poparcia właśnie Ojcu Narodów.
Demokracja stalinowska, jak widzimy, polegała na tym, by w każdej sprawie nie tylko zgadzać się z Józefem Stalinem, ale również – by odgadywać jego życzenia i myśli. Tę definicję demokracji wszyscy stalinowcy przyswoili sobie tak głęboko, że wżarła się im ona nawet w instynkty, czego najlepszym dowodem jest sposób rozumienia demokracji przez trzecie już pokolenie stalinowców, w 45 lat po śmierci samego Stalina.
Oto w „Gazecie Wyborczej” natchniony autor pisze, że Irlandia „napluła do europejskiej zupy”. Chodzi mu o to, że w roku 2001 Irlandczycy odrzucili Traktat Nicejski. Wprawdzie zrobili to zgodnie z demokratycznymi procedurami, ale na demokratach stalinowskich takie rzeczy nie robią żadnego wrażenia. Przecież Stalin wyraźnie powiedział, że demokracja jest wtedy, gdy naród wybiera linię słuszną, a nie wtedy, gdy wybiera, co chce. Skoro tedy makbetowskie wiedźmy uwarzyły europejską zupę w swoim cuchnącym kotle, to narody europejskie powinny przyjąć to do wiadomości, bez żadnego wiecowania.
W kręgach rządzącej Europą biurokratycznej międzynarodówki ten punkt widzenia najwyraźniej zwyciężył – co widać w zaleceniu, by w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego nie przeprowadzać żadnego referendum. Widać wyraźnie, że spoza Adenauera i Schumana wyłania się zwolna potężny cień prawdziwego patrona Unii Europejskiej – Józefa Wissarionowicza Stalina I niech nas nie zmyli łagodne słownictwo europejskich totalniaków. Stalin też przemawiał bardzo dobrodusznie, a przygotowana przezeń konstytucja Związku Sowieckiego z 1936 roku miała wpisane wszystkie demokratyczne frazesy, ale kto przeżył ten eksperyment – ten pamięta, jak było naprawdę.
Wspominam o tym wszystkim, bo przed Świętami Bożego Narodzenia Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do premiera Donalda Tuska z prośbą, a właściwie propozycją zarządzenia referendum w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Rzecznik słusznie zwraca uwagę, że nie jest to zwyczajny traktat międzypaństwowy. Z tego względu uważa za konieczne, by w sprawie jego ratyfikacji wypowiedział się naród i to w sposób gwarantujący należyte rozeznanie – a więc po kampanii wyjaśniającej wszystkie konsekwencje przyjęcia przez Polskę tego Traktatu. Jest rzeczą oczywistą, że taka kampania powinna odbyć się z udziałem nie tylko zwolenników ratyfikacji, ale również – a może nawet przede wszystkim – z udziałem przeciwników Traktatu Lizbońskiego, którzy do tej pory mieli ograniczone możliwości przedstawienia opinii publicznej swoich argumentów.
Jak dotąd, pan premier nie udzielił Rzecznikowi Praw Obywatelskich żadnej odpowiedzi. Milczenie w tej sprawie zachowuje również pan prezydent. Wprawdzie Rzecznik do niego bezpośrednio w tej sprawie się nie zwracał, ale to nic nie szkodzi, bo prezydent powinien w takich sprawach reagować z urzędu. Zobowiązuje go do tego nie tylko konstytucja, ale również przysięga, w której zobowiązywał się bronić niepodległości państwa, na którego czele stoi i wzywał w tym celu Boskich auxiliów.
Rozumiemy, że okres świąteczny i noworoczny nie jest odpowiednim momentem do prezentowania opinii prezydenta w takich sprawach. Teraz jednak kraj wychodzi już z nirwany, więc czas przerwać to milczenie. Czekamy zatem na głos pana prezydenta i pana premiera – czy w kwestii demokracji przyłączą się do opinii stalinowców, czy zachowają własne zdanie?
Szczęść Boże!
Mówił Stanisław Michalkiewicz
