Myśląc Ojczyzna
Umiłowani Przywódcy się niepokoją?
Szanowni Państwo!
Od wczoraj do dnia jutrzejszego odbywa się w Warszawie Kongres Gospodarczy. Zwraca uwagę fakt, że wśród uczestników Kongresu przeważają urzędnicy i politycy, a więc osoby, które w życiu nie zarobiły normalnie nawet złotówki. Jak bowiem zauważył nieżyjący już amerykański ekonomista Rothbard, każdy człowiek chcący osiągnąć dochód, musi wyświadczyć jakąś przysługę drugiemu człowiekowi: sprzedać mu coś, czego tamten potrzebuje, uszyć mu ubranie, wyprać bieliznę, wyleczyć z choroby, przewieźć z jednego miejsca do drugiego – i tak dalej. Wyjątkiem są funkcjonariusze publiczni, to znaczy – politycy i urzędnicy, którzy swoje dochody wymuszają siłą. W związku z tym niepodobna sprawdzić, czy praca, jaką wykonują, jest pożyteczna. Jak wiadomo, praca pożyteczna to taka, za którą inny człowiek gotów jest dobrowolnie zapłacić. W przypadku funkcjonariuszy publicznych o żadnej dobrowolności nie ma mowy. Takiemu testowi żaden z nich przezornie się nie poddaje, więc chyba sami świetnie wiedzą, że ich podstawowym zajęciem jest pasożytowanie na Rzeczypospolitej. Czy tacy ludzie są w stanie wymyślić jakieś sensowne rozwiązania dla gospodarki? Mało prawdopodobne.
No dobrze – ale dlaczego w takim razie zorganizowali ten cały Kongres? Z przemówienia byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju Lecha Wałęsy wynika, że nasi Umiłowani Przywódcy niepokoją się, czy przypadkiem naród im się nie zbuntuje, a zbuntowawszy się – nie przypomni boleśnie, skąd wyrastają im nogi. Wprawdzie nasi Umiłowani Przywódcy na wszelki wypadek jeszcze w ubiegłym roku przygotowali zarówno prawne narzędzia terroru w postaci przepisów o stanach nadzwyczajnych, jak i narzędzia do pacyfikowania tłumów, na przykład – urządzenia do obezwładniania ludzi hałasem – ale pewnie woleliby, póki co, pacyfikować nastroje po dobroci. Dlatego właśnie z wielkim przytupem zorganizowali ten cały Kongres, żeby zamarkować troskę o prostych ludzi i w ten sposób przychylnie ich do siebie usposobić. Oczywiście jest to jeszcze jedno łajdactwo w całym łańcuchu łajdactw, bo jestem pewien, że o prawdziwej przyczynie naszych gospodarczych problemów żaden z uczestników Kongresu się nie zająknie, zgodnie z zasadą, że nie mówi się o sznurze w domu wisielca.
Bo prawdziwą i najważniejszą przyczyną problemów gospodarczych Polski jest ekonomiczny model państwa, ustanowiony w Magdalence przez generała Kiszczaka i jego konfidentów w roku 1989, który nazywam sobie kapitalizmem kompradorskim. Czym różni się kapitalizm kompradorski od zwyczajnego kapitalizmu? W zwyczajnym kapitalizmie o dostępie do rynku i możliwości funkcjonowania na rynku decyduja cechy podmiotu działającego: czy jest pracowity, przedsiębiorczy, pomysłowy, czy nie boi się ryzyka, a wreszcie – czy ma szczęście. Jeśli tak, to przeboruje sobie dostęp do rynku i osiągnie tam mniejszy lub większy sukces. Natomiast w kapitalizmie kompradorskim o dostępie do rynku decyduje przynależność do sitwy, której najtwardsze jądro tworzą tajne służby z komunistycznym rodpowodem. W tym modelu sitwa kontroluje kluczowe segmenty gospodarki z sektorem finansowym na czele – co jak w soczewce widać właśnie na warszawskim Kongresie.
Kapitalizm kompradorski sprawia, że wszyscy, którzy do sitwy nie należą, a więc – zdecydowana większość społeczeństwa, wyrzucani są poza główny nurt życia gospodarczego i najwyżej dłubią sobie coś tam na jego obrzeżach. W rezultacie narodowy potencjał ekonomiczny wykorzystany jest w niewielkim stopniu, ze wszystkimi tego konsekwencjami dla interesu narodowego i interesu panstwowego. Naród nasz zaczyna się zwijać, a państwo nie jest w stanie stworzyć siły w żadnym segmencie swego funkcjonowania, zwłaszcza w militarnym.
W następstwie utrzymywania w Polsce modelu kapitalizmu kompradorskiego, najbardziej przedsiębiorczy ludzie emigrują. Inni zmuszeni są do zejścia do konspiracji w szarej strefie, a jeszcze inni – coraz natarczywiej prezentują postawy roszczeniowe, domagając się by rząd wziął ich na swoje utrzymanie. I w tym właśnie kierunku zmierza Kongres, próbując wymyślić sposoby narzucania współobywatelom obowiązku utrzymywania tych ludzi. Podatki bowiem już dawno przestały na to wystarczać i obecnie jedynym sposobem utrzymywania iluzji płynności finansowej państwa jest powiększanie długu publicznego, który zbliża się do biliona złotych z szybkością około 10 tysięcy złotych na sekundę.
Ale o tym na Kongresie nikt się nie zająknie, bo z sitwą nie ma żartów. Gdyby nawet ten, co to skokiem przez płot obalił komunizm, podczas gdy motorówka Marynarki Wojennej przywoziła do stoczni sobowtóra, odważył się pisnąć choćby jedno słowo, zaraz ktoś znalazłby kserokopie donosów ubeckiego konfidenta o pseudonimie „Bolek”. Na takich fundamentach opiera się III Rzeczpospolita.
Mówił Stanisław Michalkiewicz
