Myśląc Ojczyzna
Za dużo wolności, czy za mało?
Szanowni Państwo!
Wygląda na to, że w miarę przeciągania się wojny na górze między okupującymi nasz nieszczęśliwy kraj bezpieczniackimi watahami, premier Donald Tusk i cała Platforma Obywatelska imienia generała Gromosława Czempińskiego, nie ma już takiego dobrego fartu, jak kiedyś. Kiedyś premier Tusk mógł opowiadać bajki, jakie tylko chciał i żaden przedstawiciel mediów głównego nurtu nie ośmielił mu się sprzeciwić. Przeciwnie – wszyscy skwapliwie przytakiwali, cmokali z zachwytu i ostentacyjnie się radowali. Dzisiaj jest inaczej i nawet na konferencji prasowej, poświęconej uczczeniu sukcesu premiera Tuska, któremu starsi i mądrzejsi obiecali, że będą go wpuszczać za drzwi gabinetu, w którym się namawiają – żeby nie stał na mrozie, jak jakiś kołek – nawet podczas konferencji prasowej, pomyślanej jako akademia ku chwale premiera Tuska, pojawiły się pytania, ile Polskę będzie kosztował ten radosny przywilej i co jeszcze obiecał w zamian premier Tusk Naszej Złotej Pani Anieli i jej francuskiemu kolaborantowi.
Tego rodzaju zgrzyty potrafią zatruć każdą przyjemność i nadwątlić świadomość sukcesu, więc trudno się
dziwić premieru Tusku, że go taka dociekliwość irytuje. Skoro irytacji ulega nawet premier Tusk, to cóż dopiero mówić o Umiłowanych Przywódcach drobniejszego płazu? Toteż dla nikogo chyba nie był zaskoczeniem atak wścieklizny, jakiego podczas przesłuchania u „Stokrotki” dostał człowiek o zszarpanych nerwach, wzięty do Platformy Obywatelskiej imienia generała Gromosława Czempińskiego na chłopaka do pyskowania – czyli poseł Stefan Niesiołowski. W tym ataku wścieklizny, z pianą na ustach, wyrzucał z siebie plugawe wyzwiska pod adresem Radia Maryja – aż dziwował się temu przesłuchiwany jednocześnie z nim przywódca tubylczych sodomitów, poseł Biedroń.
Ten atak wścieklizny, jakiego dostał poseł Niesiołowski, byłby interesujący co najwyżej dla jakiegoś weterynarza, gdyby nie to, że między owymi wyzwiskami wypsnęła się posłowi Niesiołowskiemu uwaga, ze w Polsce jest „za dużo wolności”. Bardzo możliwe, że również ta uwaga stanowiła objaw wścieklizny – ale nie przesądzajmy tego z góry, bo nawet wariatom w sensie medycznym przytrafiają się momenty normalności, nazywane uczenie „lucida intervalla”. Nie jest zatem wykluczone, że i posłowi Niesiołowskiemu, który zresztą wariatem w sensie medycznym chyba nie jest, a tylko – człowiekiem o zszarpanych nerwach, ulegającym częstym atakom wścieklizny, taki moment się przytrafił i dlatego warto się nad tym chwilę zastanowić. Czy
rzeczywiście mamy w Polsce za dużo wolności, czy przeciwnie – mamy jej za mało?
Na przykład w świetle decyzji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, odmawiającej Telewizji TRWAM koncesji na platformie cyfrowej, można by odnieść wrażenie, że wbrew opinii posła Niesiołowskiego, wolności jest jednak za mało. Co to bowiem za wolność, kiedy jeśli jeden człowiek chce coś powiedzieć, albo pokazać drugiemu człowiekowi, to musi prosić o pozwolenie trzeciego człowieka, w tym przypadku – pana Jana Dworaka? Najwyraźniej swoją opinię poseł Niesiołowski musiał wygłosić w ataku wścieklizny, bo aż nie chce mi się wierzyć, by nie rozumiał, co tak naprawdę oznacza wolność.
Bo przecież niedostatek wolności w naszym nieszczęśliwym kraju daje się zauważyć nie tylko w dziedzinie mediów. Weźmy taką gospodarkę. Według Economic Freedom Network, w 2011 roku Polska pod względem wolności gospodarczej zajęła 53 miejsce na 141 ocenianych krajów. Lepiej od Polski wypadła Gwatemala, Honduras i Uganda, nie mówiąc o Węgrzech, które pod względem wolności gospodarczej znalazły się na miejscu 15, czy Niemczech, które znalazły się na miejscu 21. Wyprzedzają nas również Czechy, uplasowane na 46 miejscu. Widać wyraźnie, ze również pod względem
wolności gospodarczej sporo nam brakuje.
Z pozoru najlepiej wygląda poziom wolności politycznej – ale czy na pewno? Owszem, możemy sobie wybrać Umiłowanych Przywódców, których podsuną nam tajne służby – na przykład w postaci Umiłowanych Przywódców z Platformy Obywatelskiej imienia generała Gromosława Czempińskiego – ale czy jest to aby na pewno świadectwo wolności? Niekoniecznie – jeśli już o czymś świadczy, to raczej o skuteczności manipulacji. Bo – powiedzmy sobie szczerze – cóż nam przyjdzie z tego, że możemy wybrać sobie naszych ciemięzców – ale nie wolno nam podjąć legalnej inicjatywy, by zlikwidować ucisk? Bo tego właśnie nam nie wolno, co wyraźnie stwierdza artykuł 63 ust. 2 punkt 1 ustawy z 14 marca 2003 roku o referendum ogólnokrajowym. Stanowi on, że „referendum z inicjatywy obywateli nie może dotyczyć wydatków i dochodów, w szczególności podatków oraz innych danin publicznych.” No to co nam z tego, że możemy wybierać sobie Umiłowanych Przywódców – ale nie mamy nic do gadania, na ile wolno im nas okradać? Stanowczo poseł Niesiołowski jak zwykle się myli twierdząc, jakoby w Polsce było za dużo wolności i musiał również tę opinię wygłosić pod wpływem wścieklizny.
Mówił Stanisław Michalkiewicz
