Myśląc Ojczyzna


Pobierz Pobierz

Szanowni Państwo!



Unia Europejska pogrąża się w chaosie. Chaosie instytucjonalnym, decyzyjnym i gospodarczym. Nowowybrany Przewodniczący Parlamentu Europejskiego, socjalista Martin Schulz, stwierdził publicznie, że „po raz pierwszy od czasu powstania UE, jej upadek stał się realnym zagrożeniem”. Ten jeden z największych euroentuzjastów mówi „o dyktacie Brukseli”, powtarzając, że nie będzie „malowanym przewodniczącym” Parlamentu Europejskiego. Zapowiedział sprzeciw – właśnie, wobec czego lub kogo? Przeciw tym, którzy twierdzą, że więcej Europy można osiągnąć przy mniejszej demokracji parlamentarnej. Mówi więc tu o deficycie demokracji, które to pojęcie, trzeba dodać, nierozerwalnie związane jest z całą konstrukcją Unii Europejskiej. Cóż to znaczy? Zwrot z malowanym przewodniczącym jest nieskrywaną aluzją do poprzednika Jerzego Buzka, który, notabene, jako pierwszy poza regulaminem przedstawił posłom własny program działania wprowadził pozaregulaminową i bezprecedensową zasadę przedstawiania własnego programu. Martin Schulz jednak, jak przewidywałem dwa i pół roku temu, wykorzysta, (odbije się) ten precedens, ale w przeciwieństwie do Jerzego Buzka, skutecznie. Moment jest sprzyjający, gdyż w UE panuje chaos. Z jednej strony mamy oficjalne organy Unii Europejskiej, takie jak Rada Europejska, Rada Unii Europejskiej, Komisja Europejska i Parlament Europejski.

Z drugiej jednak strony, na wniosek Niemiec i Francji tworzy się odrębna struktura, alternatywna do już funkcjonującej, czyli Unia Europejska bis, nazywana obecnie traktatem fiskalnym bądź paktem fiskalnym. Wiemy już, że Wielka Brytania nie przyłączy się do tej inicjatywy. Zastrzeżenia formułują także inne kraje, jak Czechy i Węgry.

Jest to o tyle niebezpieczne, że w niedługim czasie ta nowa struktura ma być, jak słyszymy, sformalizowana, posiadać własne instytucje analogiczne do wymienionych. Padła także propozycja wyboru stałego przewodniczącego szczytu, którego kadencja trwałaby pięć lat. Widać więc, że jest to koncepcja obliczona na zgubienie wielu krajów UE w procesie nowej pozatraktatowej integracji. Ten demontaż Unii rozpoczął się w trakcie polskiej prezydencji, na co nie należało pozwolić. Co teraz może zrobić Polska? Czy tylko dobijać się o zaproszenie do stołu obrad w trakcie szczytów strefy euro i paktu fiskalnego bez prawa głosu? Nawet jeśli cel ten osiągnie, będzie on urojony, obliczony na wrażenie. W niczym nie poprawi to naszej sytuacji. Podobnie jak dawniej, w okresie ciasnoty mieszkaniowej mówiono do narzekających, aby na kilka dni do swego lokalu, tam, gdzie tłoczyła się rodzina, wprowadzić jeszcze konia, a po kilku dniach go wyprowadzić. Po tym zabiegu mieszkańcom od razu zdawało się, że mieszkanie jest bardziej przestronne, choć nie zmieniło swego metrażu. Taką mniej więcej grę prowadzi obecny rząd wobec Polaków.

Organizowanie kolejnych szczytów i tłok przy stole obrad realnie niewiele zmieni. Jak mawiał Stefan Kisielewski, herbata nie stanie się słodsza od samego mieszania. Trzeba dosypać cukru. Tymi dosypującymi są niestety Polacy. Zamiast cukru dodają miliardy euro do unijnego kubka, kubka bez dna, z którego piją kraje o wiele bogatsze od Polski. W tym instytucjonalnym zamieszaniu lider SPD Martin Schulz, obecnie w skórze przewodniczącego PE, jawić się będzie przez kolejne dwa i pół roku jako bojownik o demokrację, przeciwstawiając się tak naprawdę koncepcji antydemokratycznej i antywspólnotowej kanclerz Angeli Merkel, szefowej CDU. Niedługo w Niemczech odbędą się wybory i z pewnością zarówno działania kanclerz Niemiec, jak i lidera socjalistów obliczone są na zdobycie popularności wśród wyborców. Trudno zrozumieć, jaką rolę w tym całym zamieszaniu wyznaczono Polsce.

prof. Mirosław Piotrowski, poseł do Parlamentu Europejskiego

drukuj