Homilia wygłoszone we Włocławku w czasie koronacji cudownego Wizerunku Matki Bożej Łaskawej Niezawodnej Nadziei

Wasza
Ekscelencjo, Najdostojniejszy Księże Biskupie
Pasterzu Diecezji Włocławskiej
wespół z Biskupem Seniorem i Pomocniczym,
Dostojne Duchowieństwo,
Czcigodny Ojcze Prowincjale ze wszystkimi Ojcami i Braćmi w św. Franciszku,
Drogie Siostry Zakonne,
Kochani Goście i Mieszkańcy Włocławka,
Wszyscy Czciciele Matki Bożej Łaskawej Niezawodnej nadziei!
1. W październikowy dzień.
Wczoraj wkroczyliśmy w październik, miesiąc różańcowy. Wkroczyliśmy weń
wpatrzeni w Serce Jezusowe, a w tym Sercu, odmawiając Różaniec, lepiej
postrzega liśmy Serce Matki, Matki Łaskawej i jednocześnie Niezawodnej
Nadziei. I tak każdego dnia, przez cały październik Różaniec będzie z nami.
A dzisiaj wspomi namy Aniołów Stróżów. W latach dziecięcych wpatrywaliśmy
się w obrazki, przedstawiające postać pogodnego Anioła, prowadzącego za
rączki małe dzieci po jed nej z wielu kładek znajdujących się na polskich
rzeczkach. Ten Anioł Stróż budził w nas nadzieję, a seledynowe tło dodawało
ciepła jego obecności.
Teraz, w Tę maryjną pierwszą sobotę różańcowego miesiąca znaleźliśmy się
w jakże pięknej, bogatej artystycznymi dziełami malarskimi, rzeźbiarskimi
i snycerskimi – bazylice katedralnej. Ona to architekturą na zewnątrz
i wewnątrz, kieruje nasze umysły i serca ku Temu, Któremu wszystko
zawdzięczamy. To do tej Katedry, będącej wotum za grunwaldzką wiktorię,
przybył Cudowny Wizerunek Matki Bożej Łaskawej Niezawodnej Nadziei
z franciszkańskiej świątyni, jakby włocławskiej Porcjunkuli, gdzie przebywa
na stałe od trzech wieków i gdzie cieszy się szczególnym kultem, o czym,
zresztą, mówi sam tytuł. Nie odbyło się bez uwięzienia, gdyż w połowie
drugiej wojny światowej Obraz został wywieziony przez hitlerowców do
Niemiec. W ramach powojennych rewindykacji udało się go odzyskać. Przez
krótki czas gościnnie zatrzymał się w domu biskupim, aby następnie znaleźć
się przy Placu Wolności.
Maryja przybyła do katedry, jakby powtarzając wędrówkę z Nazaretu do Aim
Karim, aby podzielić się radosną nowiną o wciąż trwającym odkupieniu
człowieka i wspomóc jeszcze większą liczbę ludzi. Jest tutaj, aby usłyszeć
wyznanie św. Elżbiety � ?Błogosławionaś
między niewiastami", ten bowiem okrzyk zachwytu będzie wyraża ła korona,
którą Maryja otrzyma z rąk Pasterza Diecezji. A po spełnieniu tej jakże
ważnej misji powróci do kujawskiego Nazaret, aby trwać przy Jezusie, aby
prze chowywać Jego słowa w swoim sercu, aby cieszyć się, jak Jego obecność
daje się coraz bardziej zauważać w życiu i postępowaniu wszystkich, którzy
będą do Niej przychodzili.
2. Maryja naszą nadzieją .
Jak ten czas leci. Blisko dwadzieścia lat temu w tej katedrze modlił się
i przemawiał Sługa Boży Jan Paweł II. Wtedy to nawiązując do bogatej
i pięknej, choć często dramatycznej historii tej ziemi, a zwłaszcza Diecezji
Włocławskiej, zwrócił uwagę na Matkę Najświętszą jako źródło nadziei na
każdą próbę i na każ dy czas. Bowiem ?Na
tych wszystkich drogach waszego życia towarzyszyła wam zawsze Maryja, którą
czcicie w licznych sanktuariach rozsianych po całej diece zji. To właśnie
tutaj znalazł gościnę obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy ze Lwowa",
który tamtego właśnie dnia otrzymał koronę z rąk Jana Pawła II. (Włocławek,
z. VI 1991)
Do tej samej katedry przychodzi też Matka Boża z pobliskiego kościoła ojców
reformatów. Ona również otrzyma koronę, pobłogosławioną przez następcę
Papieża z Polski, przez Benedykta XVI. Ale ta korona staje się wyróżnieniem
i hołdem wdzięczności, który pragniemy oddać Maryi, nie ze względu na złoto
i perły w materialnym wymiarze. Ta korona skądinąd bierze swój blask i swoją
wartość. Ona będzie przypominała wszystkim, modlącym się przed cudownym
Wizerunkiem, że jest Matką Bożą Łaskawą Niezawodnej Nadziei.
Tę łaskawość i tę niezawodną nadzieję potwierdzają liczni święci i błogosła
wieni, ludzie wiary i nadziei jak zauważył Jan Paweł II: ?Czy
takim człowiekiem nie był bł. opat Bogumił, późniejszy arcybiskup
gnieźnieński, (…) czy też bł. Jolanta, księżna piastowska, (…)? A w tym
naszym trudnym wieku XX, czy takim człowiekiem nie był św. Maksymilian Maria
Kolbe i biskup Michał Kozal? Czy nie był nim wielki Prymas Tysiąclecia,
kardynał Stefan Wyszyński? A przed nim jeszcze – ci wszyscy męczen nicy
obozów koncentracyjnych, w których diecezji włocławskiej wypadło zapłacić
szczególnie wysoką cenę krwi? Samych tylko kapłanów zginęło podczas
ostatniej wojny aż 220, co stanowiło ponad połowę duchowieństwa" (Jan
Paweł II, Włocławek 7 czerwca 1991).
Do wyżej wymienionych wypada dodać bł. Edwarda Grzymałę, pochodzącego
z diecezji drohiczyńskiej i pięciu franciszkanów, duszpastersko pracujących
pod bokiem tegoż Cudownego Wizerunku w kościele Wszystkich Świętych. Ojciec
Święty nie zapomniał ks. Jerzego Popiełuszko, dziś błogosławionego. A
nawiązując do Niego wyraża nadzieję, że kultura europejska i nasza obecność
w Unii nie zmarnuje duchowego wkładu męczenników Kościoła w jej jakość
i wartość. Papież mówił: ?Kulturę
europejską tworzyli męczennicy trzech pierwszych stuleci, tworzyli ją także
męczennicy na wschód od nas w ostatnich dziesięcioleciach. Tak tworzył ją
ks. Jerzy. On jest patronem naszej obecności w Europie za cenę ofiary
z życia, tak jak Chrystus" (Jan
Paweł II, Włocławek, 7.VI.1991).
Ci wszyscy świadkowie, niezależnie od czasów i okoliczności, w jakich żyli
i działali, od Matki Najświętszej uczyli się nadziei, która pozwalała im
stawiać mężnie czoła wszelkim trudnościom. Dzięki nadziei nie lękali się też
oddać swego życia, aby dać świadectwo , że oni, jak Maryja są gotowi wyznać: ?Oto
my słudzy Pańscy, niech nam się stanie według Twego słowa"(por. Łk 1,
38).
3. Maryja jest radosną nadzieją.
Dowiadujemy się o tym już w raju. Tak mówi Księga Rodzaju. Pogubili się
bowiem pierwsi rodzice. Przerażeni własną niewiernością poszukiwali jakiegoś
schro nienia, aby nie spotkać się ze Stwórcą. Ale Pan Bóg wyszedł sam do
człowieka, pytając ?Gdzie jesteś?" To grzech sprawił, że okazał się
lękliwym, pełnym wew nętrznego niepokoju. Czuł, że stało się coś złego.
Pan Bóg jednak nie pozbawił Adama i Ewy nadziei. Wprost przeciwnie, wyklął
złego ducha. I wypowiedział słowa o wyjątkowym znaczeniu: ?Wprowadzam
nieprzyjaźń między ciebie (węża) a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje
a potomstwo jej; ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę" (Rdz
3, 15).
Żyjemy w dziwnej epoce, gdzie zło tak się pomieszało z dobrem, iż walczy
o swoiste równouprawnienie, jakby prawda mogła zostać zrównana z kłamstwem,
miłość z nienawiścią, śmierć z życiem, a wolność z niewolą. Co więcej,
powstają różne organizacje i domagają się, aby ludzkie ustawodawstwo
sankcjonowało zło, a nie kiedy, żeby nawet je wywyższało.
Nic dziwnego, że w tego rodzaju śro dowisku jest coraz mniej miejsca dla
człowieka. A cywilizacja śmierci, strojąc się w różne maski, przybierając
niewin ny wygląd sieje wszędzie beznadzieję. A kiedy do tego dodamy ludzkie
słabości, to lepiej zrozumiemy, na jakie trudności jest narażony współczesny
człowiek i jak jest mu potrzebna pomoc Maryi.
Mówi o tym sama Matka Najświętsza. Oto Jej słowa, jakie wypowiedziała do
meksykańskiego Indianina, do św. Juana Diego z Cuautitlan, który prosił Ją
o uzdrowienie swego krewnego: ?Nie
martw się tą chorobą ani żadnym innym niesz częściem. Czyż nie jestem Twoją
Matką? Czyż nie znajdujesz schronienia w moim cieniu? Czyż nie jestem twoim
zdrowiem?" Tak mówiła Maryja
w grudniu 1531 roku u stóp góry Tepeyac, dzisiaj zwanej Guadalupe!
A w naszej rzeczywistości? Sięgnijmy do dziejów Polaków spod znaku Rodła,
żyjących pod niemiecką władzą już po pierwszej wojnie światowej. W notatkach
czytamy, że ?Nigdy nie udało
(…) się ustalić ściśle, kiedy zaczął się w naszej społeczności kultu Matki
Boskiej Radosnej. (…) Ból, strata, żal to wszystko dla walczących jest
chlebem powszednim, nieważnym wobec dni przyszłych, które odmienią ból
w radość, cierpienie w zwycięstwo. Stąd modlitwy, kierowane nie do Matki
Boskiej Bolesnej, ale Radosnej" (Osmańczyk
E., Matka Boska Radosna,
(…) Paryż – SEI 1989, str. 52-53). Oni to modlili się dziękując: ?Matczynej
opiece Najświętszej Panienki zawdzięczamy, że w walce idącej z pokoleń na
pokolenia nie upadliśmy, że walkę pojmujemy jako święty, nie ciążący nam lub
przygniatający nas, ale rados ny obowiązek" (Osmańczyk,
jw. str. 107). Oni wiedzieli też dobrze, że ?Żaden
człowiek, żaden naród nie może żyć bez nadziei. Smutek beznadziei może
sparaliżować wolę samoobrony. Mądrość Polaków spod znaku Rodła polegała na
odnalezieniu radości w ocaleniu swej narodowej tożsamości, jako że nas Pan
Bóg tu bez przyczyny nie zostawił. I to kazało im obwołać swą Patronkę Matką
Boską Radosną" (Osmańczyk,
jw. str. 107-108).
To dzięki Matce Najświętszej nadziei naszej może towarzyszyć radość. A tam,
gdzie jest radość, tam łatwiej przychodzi znoszenie wszelkich dolegliwości
ziem skiego bytowania.
4. Nadzieja w czasie wojny i pokoju.
O tym możemy się przekonać zastanawiając się nad początkiem znaków, jakie
czynił Jezus Chrystus, chyba głównie dla pokrzepienia nadziei w sercach
uczniów, nadziei w obecność Mesjasza na ziemi.
Z pewnością, niekiedy zastanawiamy się, dlaczego to właśnie w takich
zwyczajnych okolicz nościach Pan Jezus dokonał cudu w Kanie. Mogły być
jakieś ważniejsze wydarzenia, bar dziej przemawiające przyczyny. A tymczasem
cud zdarzył się w Kanie Galilejskiej i to podczas skromnego wesela.
Spotykamy się z różnymi interpretacjami. Jedne będą mówiły o tym, że w tym
wypadku chodziło o podkreślenie wagi małżeństwa i rodziny, aby zaraz od
początku nie dawały się we znaki same przykrości. I chyba tak mogło być. Ale
też warto jeszcze podkreślić inną okoliczność, a jest nią pogodny klimat
wesela, atmosferę radości, a nawet beztroski.
Chrystus w tego rodzaju okolicznościach czyni swój pierwszy cud. Jego zna
czenie nie ma większego związku z materialnymi skutkami. Jego znaczenie ma
swoje odniesienie do nadziei. Chrystus umacnia nadzieję, nadzieję
w szczęśliwe mał żeństwo i radosną rodzinę. I dlatego nie mówi o tym z nikim
i nie zachęcał do mówienia sług, którzy byli najbliżsi prawdzie o tym
wyjątkowym znaku życzliwości Syna Bożego.
Matka Najświętsza okazała się w tym tak ważnym dla dalszej działalności
Jezusa momencie – Matką nadziei dla nowożeńców, ich rodzin, ale też jej
źródłem dla uczniów i przyszłych apostołów. I tak już będzie przez wieki.
Pisał o tym przed stu laty, kolejny mieszkaniec Włocławka, bł. O. Honorat
Koźmiński, pisał z nadzieją: ?O,
gdybyśmy mogli cały naród nasz obrócić w Stowarzyszenie Mariańskie, które by
jednozgodnie wołało ciągle o ratunek jedynej Matki i Królowej naszej,
bylibyśmy spokojni o naszą przyszłość, bo nigdy zginąć nie może, kto Jej
całko wicie zaufał – takie jest zdanie powszechne wszystkich Ojców Kościoła
– takie niech będzie i nasze przekonanie – a za nim nieomylnie oczekiwanie
Jej ratunku" (LOK XXI 2 nr
20).
I dlatego Jej podobizny zdobiły rycerskie i wojskowe sztandary. Jej ryngra
fy towarzyszyły w najtrudniejszych operacjach. Jej wizerunek znajdował się
naj bliżej serca wszystkich naszych wygnańców, uchodźców i emigrantów. Jej
podobiz na ma swoje miejsce w każdym mieszkaniu i w każdej polskiej chacie!
Pisze o tym również kronikarz II Korpusu, czyli Polskiej Armii przebywają
cej we Włoszech pod wodzą generała Andersa. Żołnierze polscy uczestniczyli
w wyz walaniu Rzymu i w uroczystość Niepokalanego Poczęcia (8 grudnia)
znaleźli się na Placu Hiszpańskim, na którym wznosi się piękna kolumną
z Figurą Niepokalanej. ?Ciśnie
się pod stopy Panny Maryi lud rzymski, aby różami, goździkami, mimozą,
lewkoniami, narcyzami, astrami, bzami i innym kwieciem z Placu Hiszpańskiego
zbudować most dla łaski z niebios. W roku 1945 zabrzmiał stąd śpiew: ?O
Panie, któryś jest na niebie, wyciągnij sprawiedliwą dłoń". (J. Bielatowicz, Passeggiata,
Rzym 1947, str. 84-85). I popłynęła
ku Matce Najświętszej ta gorąca prośba ?o
polski dom" i żeby można było
powrócić do wolnej Polski.
5. Nadzieja wolności jest wciąż żywa.
Upłynęło już kilkadziesiąt lat, a tęsknota za pełną wolnością jest wciąż
żywa. Ona dotyczy naszych sumień, wolnych od grzechów. Ona odnosi się do
naszych oby czajów, dalekich od bezbożności. Ona woła o wolność praktyk
w wymiarze indywidu alnym i publicznym. A z tym wszystkim nie było i nie
jest najlepiej.
Pamiętamy o rugowaniu świąt, cieszących się dniem wolnym od pracy przez całe
tysiąclecia, religii ze szkół, a symboli religijnych z miejsc publicznych. A
kiedy nastąpił przełom i w części przynajmniej mogliśmy się poczuć wolnymi,
dzię kując Panu Bogu za spełnione nadzieje. I tak w ostatnich dniach
przywrócono dzień wolny od pracy w Uroczystość Objawienia Pańskiego, czyli
Trzech Króli. Czekamy, kiedy to zostanie uczynione na Uroczystość
Niepokalanego Poczęcia. Ale na przeciwności nie trzeba było długo czekać.
Najpierw jednak usadowiono kłamstwo, zwłaszcza w środkach przekazu, a potem
zaczęto wybiórczo uderzać w Kościół. Zło przerażone ożywieniem się życia
religijnego za czasów Jana Pawła II, przypuściło atak na duchownych,
wykorzys tując ku temu pomówienia z czasów starego reżimu. A teraz, kiedy
Polską wstrząs nęła straszliwa katastrofa smoleńska i zjednoczyła setki
tysięcy Polaków na modlitwie przy krzyżu, uderzono w ten święty znak. Ale
i tego było mało. Okaza ło się, że Kościół nie ma nawet prawa mieć nadzieję
na sprawiedliwość. Od dwustu lat zabierano niemal wszystko Kościołowi. Tak
czynili wszyscy zaborcy. Po dobnie postępowali komuniści. I gdyby z tego
czyniono dobry użytek, ale tak się nie stało. Setki budowli: szpitali, szkół
różnego typu, domów dziecka, domów opieki i wiele innych obiektów
najzwyczajniej doprowadzano do ruiny. Nisz czono z diabelskim chichotem. W
ten sposób uderzając w naród Polski, gdyż były to dobra, które należycie
administrowane, służyły całej Ojczyźnie. Nadszedł czas możliwości odzyskania
czegokolwiek. I znowu straszliwa agresja, że Kościół rzekomo jest pazerny.
To nie Kościół jest pazerny. Kościół od tysiąca lat uczes tniczy w tworzeniu
dóbr narodowych, dóbr użyteczności publicznej.
Jakże ubogo wyglądałyby polskie miasta i wioski bez kościelnej architektury.
Żadna instytucja, żadna organizacja w ciągu ponad tysiąca lat tyle dóbr nie
wy tworzyła, nie utrzymywała w porządku, zabezpieczając im wypełnianie
określonych funkcji
A teraz słyszymy, że Kościół, który odzyskał niektóre swoje dob ra �przez
lata bezprawnie zabierane, na sumę blisko 24 miliardów. Czy to jest dużo? To
bardzo niewiele, gdyż za brano znacznie więcej. Niech to zostanie obliczone.
O to prosimy. Nie tylko, z resztą, Kościół Katolicki może cokolwiek
odzyskać. To samo prawo przysługuje wszystkim związkom wyznaniowym,
kościołom oraz gminom żydowskim. I wszyscy korzys tają z tego. Ale ich jest
znacznie mniej. Gdybyśmy wyżej przytoczoną sumę podzie lili na 36 milionów
katolików, to okaże się, że wypada 611 złotych na osobę. My nie wiemy, ile
otrzymują na jednego wyznawcę inne podmioty. O tym jakoś wrogowie Kościoła
nie chcą mówić. A może postępują tak, aby dzielić prześladowanych?! Mają
w tym wprawę, wciąż przeciw komuś budując okopy.
Kościół nie odzyskuje dla siebie. Kościół nigdy w dziejach Polski niczego
nie odsprzedał obcym, ani niczego nie wywiózł za granicę. Kościół z wielką
pieczo łowitością strzeże różnych dóbr i wciąż je odnawia. I to wszystko
pozostaje we właściwych pa rafiach, czy wspólnotach zakonnych. To wszystko
jest do Waszego użytku, moi dro dzy, jak ta katedra, jak kościół
franciszkański, jak seminarium. To wszystko stanowi wizytówkę Waszego
Miasta, z czego możecie być dumni. Zastanawia nas, skąd się bierze ta
nienawiść do Kościoła. Najczęściej � jak dotąd – pocho dzi z kręgów
postkomunistycznych, ale nie tylko. I w tej sytuacji przypominam sobie
Dostojewskiego. W ?Biesach" znajdujemy ciekawą rozmowę. Prowadzą ją dwaj
mężczyźni. Jeden z nich ze straszliwą nienawiścią mówi o dawnym swoim
znajomym. Jego rozmówca, aby jakoś go usprawiedliwić pyta: pewnie on, ten,
którego nienawidzi, zro bił mu jakieś wielkie świństwo? Ale ten pierwszy
protestuje. Otóż nie. To ja mu wyrządziłem, wyznaje, wielkie świństwo,
a później zacząłem go potwornie nienawidzić. Mam wrażenie, że Dostojewski
był wnikliwym znawcą pokręconych ludzkich sumień. I że się to sprawdza na
naszych oczach. I dlatego żal nam tych ludzi, tak bezprzykładnie
nienawidzących wszystkiego, co kościelne. Przecież brak im jakiejkolwiek
nadziei na radosną twórczość, bo nienawiść, bo niszczenie, bo oczernianie
nigdy nie przyniosą nadziei.
Możemy im ofiarować serdeczną modlitwę. Niech Maryja Matka Łaskawa
Niezawodnej Nadziei wspomoże te nasze siostry i tych naszych braci, aby
odzyskali duchową równowagę i wyzwolili się spod jarzma nienawiści. Prośmy
Ją również o wytrwanie w nadziei, dla każdej i każdego z nas, dla wszystkich
Pola ków i wszystkich ludzi. Prośmy w duchu św. Franciszka, nikogo nie
pomijając, choćby to wiązało się z naszym cierpieniem, z naszym krzyżem.
Powracajmy często do Matki Łaskawej, do Matki Nadziei, gdyż Ona jest właśnie
Tą, której przepiękne wyznanie przytacza Maria Konopnicka:
? Nigdym ja ciebie,
ludu, nie rzuciła,
Nigdym ci mego nie odjęła lica,
Ja – po dawnemu – moc twoja i siła!
� Bogurodzica".
I dlatego, Maryjo, otrzymujesz koronę, koronę naszej wdzięczności i miłości,
a przede wszystkim w tym Wizerunku Kościół ofiaruje Ci koronę ozdobioną
brylantami ufności, abyś Zasze mogła go wspierać Niezawodną Nadzieją. Amen
