Felieton „Spróbuj pomyśleć”: Platforma odrabia pańszczyznę


Pobierz Pobierz


Szanowni Państwo!


Miłośnicy „Przygód dobrego wojaka Szwejka” z pewnością pamiętają, jak to Szwejk ukradł psa dla nadporucznika Lukasza. Pies wkrótce przyzwyczaił się do nowej sytuacji i tak obłaskawił, że nadporucznik Lukasz zdecydował wybrać się z nim na spacer. Pech chciał, że kiedy tak spacerowali, na ulicy pojawił się dawny właściciel psa, na domiar złego – pułkownik. Na jego widok pies wyrwał się nadporucznikowi Lukaszowi, podbiegł do pułkownika i zaczął się łasić.

Kto raz był królem, zawsze zachowa majestat – głosi francuskie przysłowie, które – podobnie jak opisaną u Szwejka historię z psem – warto przypomnieć z okazji opublikowania przez Platformę Obywatelską tak zwanego „antyraportu” – wypracowania krytykującego raport przygotowany przez Komisję Weryfikacyjną po formalnym rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych.

Warto przypomnieć, że w latach 80-tych, a zwłaszcza – w drugiej połowie tej dekady, wywiad wojskowy stał się absolutnym hegemonem polskiej sceny politycznej. Człowiekiem wywiadu wojskowego był generał Jaruzelski, podobnie jak generał Kiszczak, który w wywiadzie był chyba od urodzenia. Wywiad wojskowy zatem organizuje uwłaszczenie nomenklatury, polegające na rozkradaniu majątku państwowego, jako że innego wtedy nie było. W ten sposób przygotowuje się do zajęcia pozycji społecznej w nowych warunkach ustrojowych, jakie musiały się pojawić po wycofaniu imperium sowieckiego z Europy Środkowej. Wywiad wojskowy przeprowadza też transformację ustrojową, której fundamentem jest umowa okrągłego stołu. Oficjalnej umowie towarzyszyły nieoficjalne porozumienia między wywiadem wojskowym, a tak zwaną lewicą laicką, to znaczy – dawnymi stalinowcami, tworzącymi jeden z nurtów opozycji demokratycznej w Polsce. Celem tych nieoficjalnych porozumień było nie tylko zagwarantowanie komunie zachowania pozycji społecznej i kradzionych właśnie „zdobyczy”, ale również – wspólna dbałość o to, by przy pozorach wolności, nadal utrzymywać Polaków w dyskretnej zależności zarówno od komuny, jak i lewicy laickiej.

O istnieniu tego porozumienia mogliśmy przekonać się 4 czerwca 1992 roku, kiedy to za próbę ujawnienia komunistycznej agentury w strukturach państwa, rząd premiera Olszewskiego został obalony przez koalicję obydwu stron umowy okrągłego stołu. Później sejmowe komisje odsłoniły nieco mechanizmy III Rzeczypospolitej, ukryte za demokratyczną fasadą – no i teraz – Raport Komisji Weryfikacyjnej, który odsłonił nie tylko dalsze fragmenty tych mechanizmów, ale ujawnił też powiązania między Wojskowymi Służbami Informacyjnymi, a sowieckim, a następnie rosyjskim wywiadem wojskowym.

Jak powiedział kiedyś były szef Sztabu Generalnego, gen. Tadeusz Wilecki” jedni wyszli z Polski, ale pozostawili ariergardy, a drudzy weszli awangardami. W jaki sposób to się dokonało? Kiedy byłem w Chicago, pokazano mi budynek, w którym siedzi pan Edward Mazur w oczekiwaniu na decyzję w sprawie ekstradycji do Polski. Był on funkcjonariuszem wywiadu wojskowego, ale w drugiej połowie lat 80-tych nawiązał kontakty z FBI. Sądzę, że to była sytuacja typowa. W obliczu perspektywy ewakuacji imperium sowieckiego ze Środkowej Europy, każdy z tych razwiedczyków musiał zadać sobie pytanie: no dobrze, Sowieci się ewakuują – a co ze mną? I tak, jedni przewerbowali się do niemieckiego BND, drudzy – do izraelskiego Mosadu, inni – do razwiedki amerykańskiej, a jeszcze inni – pozostali przy tradycyjnych związkach z sowieckim, a następnie rosyjskim GRU. W rezultacie razwiedka przez ostatnie 17 lat kręciła sobie lody, jako największa organizacja gospodarczego podziemia w Polsce, zaś Polska, wskutek tych przewerbowań, penetrowana była na wylot przez państwa ościenne. Dopiero na tym tle rozumiemy, dlaczego zarówno Rosja, jak i Niemcy tak niechętnie odniosły się do rządu, jaki zainstalował się w Polsce po wyborach 2005 roku.

W tych wyborach razwiedka postawiła na Platformę Obywatelską, stawiając do jej dyspozycji zarówno kontrolowane przez siebie media, w rodzaju TVN i Polsatu, jak i całą, zmobilizowaną na tę okoliczność kompanię gwiazd polskiego dziennikarstwa, nie mówiąc już o sponsorowanym przez siebie Salonie otoczonym chórem pożytecznych idiotów. Ale teraz Platforma musi tamte dobrodziejstwa odrobić i w ten oto sposób pojawiło się wypracowanie, zwane „antyraportem”.

To jest przyczyna, że tak powiem, zasadnicza, ale nie brak w tej inicjatywie akcentów osobistych. Jak bowiem wiadomo, ministrami obrony narodowej bywali w przeszłości różni politycy; Jerzy Szmajdziński z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, ale i Janusz Onyszkiewicz – obecny przywódca sfederowanej z SLD Partii Demokratycznej, a także – Bronisław Komorowski, wybitny działacz Platformy Obywatelskiej. Że związki Wojskowych Służb Informacyjnych z rosyjskim wywiadem wojskowym mógł tolerować, a nawet aprobować min. Jerzy Szmajdziński – to chyba nikogo by nie dziwiło. Dziwna byłaby raczej sytuacja odwrotna – gdyby min. Szmajdziński takie powiązania demaskował i zwalczał. Kto raz był królem, ten zawsze zachowa majestat, a w końcu panu Jerzemu Szmajdzińskiemu, podobnie jak i innym politykom SLD zwłaszcza starszego pokolenia – nogi wyrastają z sowieckiej ojczyzny. Ale Janusz Onyszkiewicz, czy Bronisław Komorowski, to zupełnie inna sprawa. Ministrowie obrony z opozycyjnym rodowodem, tolerujący, a może nawet aprobujący powiązania Wojskowych Służb Informacyjnych z rosyjskim wywiadem wojskowym? Trudno by to wytłumaczyć inaczej, niż na dwa sposoby: albo Janusz Onyszkiewicz i Bronisław Komorowski byli żałosnymi figurantami, którym razwiedka robiła koło pióra, co tylko chciała, albo – jeśli nie byli figurantami, a takie związki tolerowali – to znaleźli się na granicy zdrady.

Ta druga ewentualność jest oczywiście znacznie gorsza niż pierwsza również ze względu na wiarygodność w NATO, ale ta pierwsza też nie przysparza obydwu politykom chwały. I tak źle i tak niedobrze, więc nic dziwnego, że Platforma Obywatelska uwija się jak w ukropie – po pierwsze – żeby zrewanżować się razwiedce za nadymanie w roku 2005 i później, a po drugie – żeby ratować reputację nie tylko własnych działaczy, ale i Janusza Onyszkiewicza, z którym pewnie Platforma Obywatelska będzie musiała wejść w konfidencję, podobnie jak z Sojuszem Lewicy Demokratycznej – kiedy trzeba będzie w imieniu Polski przyjąć konstytucję Unii Europejskiej. Kto raz zdradził, temu kolejna zdrada przychodzi łatwiej i dlatego również w interesie obydwu strategicznych partnerów, tzn. Rosji i Niemiec, jest utrzymanie w Polsce nieformalnych wpływów razwiedki tak samo, jak w XVIII wieku – utrzymanie w Polsce stanu anarchii. Trzeba to rozumieć i nie dać się nabrać.

Szczęść Boże!

Stanisław Michalkiewicz

drukuj