Felieton „Spróbuj Pomyśleć”
Szczęść Boże!
Każdy intuicyjnie odczytuje swoją wartość jako istoty stworzonej na wzór
i podobieństwo samego Boga. Właśnie w szacunku dla osoby ludzkiej w każdym
jej stadium i każdej kondycji tkwi potęga chrześcijaństwa.
Z tej to przyczyny przynajmniej niektórzy widzowie zasiadający na kamiennych
ławach Koloseum wreszcie zrozumieli, że żywe pochodnie to męczennicy a nie
powód do dobrej zabawy. W dzisiejszej Polsce to samo zrozumienie dotarło
już do znacznej części widzów zasiadających w fotelach przed telewizorami,
na których arenie chrześcijan poniewiera się równie okrutnie jak za czasów
Nerona, choć jeszcze nie fizycznie.
Obalając bariery oddzielające niewolników od ich właścicieli, chrześcijaństwo
od samego początku było źródłem siły słabych, a tym samym celem nienawistnych
ataków ze strony tych ludzi, którzy zawłaszczyli władzę nad innymi ludźmi.
Cóż bowiem groźniejszego dla wyniosłych uzurpatorów niż Chrystusowe przykazanie:
kochaj bliźniego swego jak siebie samego! Skoro każdy człowiek jest bliźnim,
nie można było zgodzić się na niewolnictwo ani w starożytności, ani w czasach
Tadeusza Kościuszki, który na zawsze zaskarbił sobie wdzięczną pamięć u miłujących
wolność Amerykanów, wyzwalając swoich niewolników, ani obecnie, w XXI w.
wieku, w którym o zgrozo – żyje najwięcej niewolników wszechczasów.
Są to nie tylko dzieci sprzedawane lub porywane do katorżniczej pracy przy
pozyskiwaniu lateksu na plantacjach Afryki, w zalewających świat tanimi produktami
zakładów Azji, czy w kopalniach Ameryki Łacińskiej. Są to też ofiary handlu
żywym towarem, wśród nich tysiące Polek, a nawet polskich dzieci, są też
pracownicy zatrudniani na niegodziwych warunkach, a więc wykonujący pracę
półniewolniczą, a nawet sensu stricte niewolniczą, kiedy wcale nie otrzymują
uzgodnionego wynagrodzenia. Tych niewolników w naszym kraju są miliony. Dołącza
do nich rzesza rolników, przedsiębiorców budowlanych, dostawców rozmaitych
produktów i usług, którzy nigdy nie doczekali się umówionej zapłaty za wykonaną
pracę. Oznacza to, że ich praca była niewolnicza, a do tego pochłaniająca
własne środki. Ofiary systemowych i jednostkowych błędów aparatu ścigania,
sprawiedliwości i podatkowego to też niewolnicy naszych czasów; pozbawieni
wolności, poddani przez współwięźniów torturom, odarci z dobrego imienia
i dobytku w wielu przypadkach do dzisiaj nie zostali wyzwoleni, nie otrzymawszy
należnego zadośćuczynienia i zwrotu utraconych dóbr, czują się niewolnikami
wrogiego państwa. Takie same emocje targają ludźmi chorymi, rodzinami bezskutecznie
szukającymi ratunku dla swoich bliskich. Dla nich wyzwolenie z niewoli, oznaczałoby
udostępnienie podstawowego dobra współczesnej cywilizacji, jakim jest dostęp
do opieki zdrowotnej w odpowiednim czasie i na właściwym poziomie. Przecież
ludzie płacą na Narodowy Fundusz Zdrowia, a w zamian bywają traktowani gorzej
niż niewolnicy, bo nikomu nie zależy na ich zdrowiu i przeżyciu. A jaki jest
los współczesnych niewolników żyjących przy drogach zapchanych pędzącymi
jeden za drugim smrodliwymi i hałaśliwymi tirami większymi od domów, zamieszkałych
w otoczeniu zakładów zatruwających wodę i powietrze, składowisk niebezpiecznych
odpadów, w tym azbestu, pracujących w warunkach urągających godności człowieka,
mieszkających w zagrzybionych mieszkaniach w stanie rozpadu. Przecież ludzie
płacą podatki, a w zamian bywają traktowani gorzej niż niewolnicy, bo nikomu
nie zależy na ich zdrowiu i przeżyciu.
Masy niewolników trzymane są w karbach przez garstkę możnych i wpływowych.
Przepustką do tej grupy nie są ani zasługi na polu chwały, jak to dawniej
bywało, ani wybitne zdolności i pracowitość. Źródeł nagłych wzbogaceń, fortun
nieosiągalnych w żaden dający się uzasadnić prawnie sposób należy szukać
choćby w materiałach komisji śledczych sejmu poprzedniej kadencji.
Zamieszkać za murem odgradzającym skutecznie od obrabowanych, schować łupy
zagranicą lub zainwestować w czysty interes, przemieszczać się na niskim
poziomie lotu własnym helikopterem, samolotem tuż nad głowami ogłuszanej
reszty, leczyć się we Wiedniu lub Londynie, a w kraju korzystać z elitarnych
systemów opieki zdrowotnej, które już wypatrują zysków z prywatnych ubezpieczeń
społecznych, to nagroda za umiejętność odebrania innym ludziom szansy na
zwykłe przeciętne życie. Aby jej nie utracić, trzeba być bezwzględnie lojalnym
w stosunku do szajki o charakterze wielogłowej hydry. Trzeba też pozyskać
i dobrze opłacić gotowych do każdej niegodziwości najemników. Przecież rzymscy
cesarze nie krzyżowali chrześcijan własnymi rękoma, mieli do tego swoich
ludzi. Byli jednak znani z imienia, jak np. Neron. Dyktatorzy stojący na
czele ludobójczych systemów XX w. też nie byli anonimowi. W pamięci wielu
narodów, zwłaszcza polskiego, zapisały się także nazwiska ich pretorianów
– masowych morderców. Dlaczego więc obecna forma zniewalającej przemocy,
jaką jest przemoc propagandowa, nie ma swojej twarzy, odpowiednika Hitlera
lub Stalina? Przecież nikt nie dałby wiary masowym mordercom, takim jak Bierut,
Światło i jego podwładni, gdyby ci zapewniali, że do nich należy pełnia władzy.
W stanie wojennym każdy wiedział, że przebrani w mundury spikerzy dziennika
telewizyjnego, jak pani Falska i pan Tumanowicz, wypełniają wolę pana Jaruzelskiego,
który się z tym wcale nie krył. Dzisiaj na froncie walki o utrzymanie systemu
niewolniczego w Polsce pokazywane są tylko twarze dziennikarzy albo tzw.
autorytetów wykreowanych w minionych epokach. Nawet w telewizji publicznej
zleceniobiorcy zlecenia na medialne zabójstwo chrześcijańskiego przeciwnika
niewolnictwa otrzymują po piętnaście tysięcy złotych za udział w dwugodzinnym
programie rozrywkowym. Są to jednak tylko najemnicy. Ich mocodawcy i zleceniodawcy
pozostają w cieniu. Jawne są jednak nazwiska redaktorów naczelnych, wiadomo
do kogo należą poszczególne media, kto i ile daje im na reklamę, kto decyduje
o wypłatach dla najemników pieniędzmi pochodzącymi wszak z naszych kieszeni,
bo albo z abonamentu radiowo-telewizyjnego, albo z tej części ceny kupowanych
produktów, która pokrywa wydatki na reklamę. Obowiązuje tu stara zasada,
że za wszystko i tak zapłaci konsument, nawet na swoją zgubę.
Czy w takiej sytuacji można się dziwić, że miliony Polaków szukają wyzwolenia
w znoszącym niewolnictwo chrześcijaństwie, okazują szacunek wybranym w demokratycznych
wyborach władzom państwowym kierującym się nauką Chrystusa, a w rzeczywiście
katolickich mediach chcą odbierać prawdziwy obraz świata?
Z Panem Bogiem
dr Zbigniew Hałat
