Felieton „Spróbuj Pomyśleć”


Pobierz Pobierz

Szczęść Boże!

„Sprawa dla Reportera” należy od lat do najbardziej popularnych programów publicznej Telewizji Polskiej. Pani redaktor Elżbieta Jaworowicz przedstawia poruszającą dokumentację filmową ludzkich nieszczęść, docieka ich przyczyn i wreszcie stawia winowajców pod pręgierz opinii publicznej.

Zadaniem tego programu jest zderzyć wypowiedź ofiary i jej kata. Zwykły szary człowiek: mieszkaniec, pracownik, przedsiębiorca to z reguły osoba pokrzywdzona, a przedstawicielowi administracji państwowej czy samorządowej pisana jest rola winowajcy. Na sali nie może też zabraknąć szczerych obrońców ludu: posłów, senatorów, działaczy społecznych, autorytetów naukowych, prawnych i moralnych. To oni rozsądzają spory, wyjaśniają i doprowadzają do sytuacji, w której red. Jaworowicz może postawić kropkę nad i w postaci potwierdzenia tezy zawartej w wyjściowym materiale filmowym.

Na arenie studia telewizyjnego dochodzi do ostrej wymiany słów, kłótni i niekontrolowanych wybuchów emocji. Na szczęście – nieszczęście program jest nagrywany z kilkutygodniowym wyprzedzeniem i do emisji pozostaje sporo czasu na zgrabne poszatkowanie i poklejenie materiału, który nawet po ocenzurowaniu zapiera dech w piersiach widzów TVP.

Dyskusja telewizyjna, której nagranie odbyło się w połowie maja 2007r. miała na celu potwierdzić wyjściową tezę o tym, że wbrew nadziejom Polska nadal nie jest Polską naszych oczekiwań, a to z powodu krzywdzącego ludzi prawa i bezduszności urzędników.

Główne miejsce po stronie oskarżycieli zajmował pan prezes Roman Kluska, zaś miejsca zarezerwowane dla oskarżanych osób i instytucji przydzielono przedstawicielkom urzędu wojewódzkiego i państwowej inspekcji sanitarnej. Mając zaszczyt być ulokowanym obok reprezentującej Główny Inspektorat Sanitarny wybitnej znawczyni prawa sanitarnego w zakresie bezpieczeństwa żywności, z przykrością wysłuchiwałem bojowych okrzyków pani red, Jaworowicz, głoszącej publicznie – choć poza mikrofonem – jaką to niechęć żywi do sanepidu z powodu nieżyciowych wymagań sanitarnych, które niszczą drobną przedsiębiorczość i nie pozwalają w naszym kraju na rozwój produkcji całego szeregu atrakcyjnych wyrobów, takich samych, jakimi chlubi się wieś grecka, włoska, czy francuska – od plejady serów krowich, kozich i owczych po rozmaitość wyrobów mięsnych i innych pyszności. No po prostu sanepid kładzie się kłodą na drodze do dobrobytu polskiej wsi.

Mając w pamięci nieraz formułowane przez partyjnych bonzów PRLu oskarżenie, że sanepid przeszkadza, bo nie pozwala, aby Polska rosła siłę, a ludzie żyli dostatniej, zacząłem nie na żarty przymierzać się do publicznego starcia o dobre imię państwowej inspekcji sanitarnej, której w obecnym czasie można wiele zarzucić, ale na pewno nie nadgorliwość w działaniach na rzecz ochrony zdrowia publicznego. Niedoczyszczona ze starych i opanowana przez nowych partyjnych nominatów, od lat wykrwawiana przez redukcję kadr, zagrażającą reductio ad absurdum jeśli chodzi o osiąganie ustawowych zadań, i co rusz to paraliżowana przez rozmaite wcielenia Wielkiego Brata, służba sanitarno-epidemiologiczna wymaga ze strony Polaków silnego wsparcia za profesjonalizm kierujący się kodeksem etyki lekarskiej i bezkompromisowe egzekwowanie prawa sanitarnego. Oczywiście, usytuowanie Państwowej Inspekcji Sanitarnej w podległości do ministra zdrowia w praktyce czyni tę służbę kontrolą wewnętrzną resortu zdrowia, np. w obszarze nadzoru nad jednostkami podległymi ministrowi zdrowia albo polityki zdrowotnej, za którą odpowiada minister zdrowia. Tu trzeba szukać przyczyn ludzkich dramatów na masową skalę, których można byłoby uniknąć, gdyby w obronie zdrowia publicznego mógł stanąć inspektor podległy nie ministrowi zdrowia, a tym samym nie radzie ministrów rządzących się rozmaitymi interesami a Sejmowi, tak jak podległa Sejmowi jest Państwowa Inspekcja Pracy. Warto zauważyć, że zakres zadań Państwowej Inspekcji Pracy jest nieporównywalnie mniejszy i mniej skomplikowany od zakresu zadań Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Skoro Państwowa Inspekcja Sanitarna w znaczącym zakresie swojej działalności jest kontrolą wewnętrzną ministra zdrowia, to Inspekcja Weterynaryjna jest w całości kontrolą wewnętrzną ministra rolnictwa i rozwoju wsi. A jak wiadomo, pies nie gryzie własnego ogona, nawet, jeżeli za nim goni.

Wymieniłem dopiero dwie instytucje zajmujące się urzędową kontrolą żywności, a przecież jest ich znacznie więcej, łącznie co najmniej osiem. Wszystkie inspekcje mają swoje ustawowe obowiązki do wykonania, swoich przełożonych na szczeblu centralnym i terenowym, siedziby, transport, obsługę prawną i każdą inną. I wszystkie razem rozpoznawane są jako sanepid!. Naprawdę! Nawet przez samą panią redaktor Jaworowicz i samego pana prezesa Kluskę! Czy to nie zadziwia, że osoby tak dobrze poinformowane i tak opiniotwórcze nawet nie wyobrażają sobie, do jakiego rozproszenia doszło w zakresie urzędowej kontroli żywności, nie wiedzą, za co odpowiadają poszczególne inspekcje i jakie są aktualnie obowiązujące przepisy sanitarne. A co wobec tego mają powiedzieć właściciele drobnych gospodarstw rodzinnych? Ciężko pracujący od rana do nocy rolnicy, którzy nie mają żadnego dostępu do informacji prawnej i nie mieli żadnych szans dowiedzieć się o wejściu w życie na początku 2007r. Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 15 grudnia 2006r. w sprawie szczegółowych warunków uznania działalności marginalnej, lokalnej i ograniczonej, który to przepis prawny dopuszcza idącą w nawet w tony tygodniowo produkcję mlecznych, mięsnych i rybnych wyrobów polskiej wsi do międzynarodowej konkurencji o klientów szukających radości z dobrego jedzenia, oczywiście charakteryzującego się bezwzględnie gwarantowanym siłą Państwa Polskiego bezpieczeństwem dla zdrowia i życia konsumentów.

Objaśnienie w tej sprawie pan prezes Roman Kluska otrzymał już po nagraniu. Publicznego starcia o sanepid nie było. Podkreślić wypada wspaniałe przesłanie innych wątków dyskusji kierowanej przez panią red. Elżbietę Jaworowicz.

Ta „Sprawa dla Reportera” ma ukazać się 29. maja 2007r. i powinna być dedykowana wszystkim odpowiedzialnym i za niezrozumiałe prawo i za brak popularyzacji prawa, kiedy może ono dobrze służyć ludziom. Wyczulonym na próby zniewolenia Polakom łatwo dostrzec, że obok totalitaryzmu czerwonego i brunatnego istnieje także totalitaryzm złoty, od koloru złota, które niszczy wszystko co dobre na tym świecie. Jednym z celów totalitaryzmu złota – pieniądza jest zagłada gospodarstw rodzinnych i zmonopolizowanie produkcji żywności za pomocą narzucania narodom tak skomplikowanego prawa, że ani nie da się go wykonać, ani wyegzekwować.

Z Panem Bogiem
dr Zbigniew Hałat

drukuj