Felieton „Myśląc Ojczyzna”
Przesłanie Benedykta XVI na polskiej ziemi
Drodzy Telewidzowie, Drodzy Radiosłuchacze! Kochana Rodzino
Radia Maryja!
Nasze codzienne doświadczenie wiary, niekiedy zmaganie się, by wytrwać w
niej i nie ulec pokusom łatwego życia bez odniesienia do Boga, zostało wzmocnione
przez to, co nam przekazał w dniach pielgrzymowania po naszej ziemi Ojciec
Święty Benedykt XVI. Hasło pielgrzymki – "trwajcie mocni w wierze!" – zostało
niejako rozpisane na bardziej szczegółowe wezwania, do których przyjdzie
powracać
wielokrotnie, bo na to naprawdę zasługują.
Mówi się i pisze o sukcesie pielgrzymki Benedykta XVI na polskiej ziemi.
I z pewnością można tak twierdzić. Pragnę jednak zwrócić uwagę, że jest
to najpierw
sukces Jana Pawła II. Chodzi o to, że nasz Rodak – Ojciec Święty Jan Paweł
II przez cały swój pontyfikat uczył nas wierności Chrystusowi i Kościołowi,
a nie – jak to niektórzy usiłowali nam wmówić – przywiązywał nas wyłącznie
do siebie. Od tego przywiązania do osoby Jana Pawła II wcale się nie odżegnujemy;
więcej – On nadal zajmuje trwałe miejsce w naszym sercu. Ale to On nas nauczył
kochać Kościół i w nim odnajdywać największy skarb – osobiste spotkanie
z Chrystusem.
To właśnie mocą nauczania Jana Pawła II przyjęliśmy z otwartymi sercami i
umysłami osobę i nauczanie Benedykta XVI, zwłaszcza że w tym nauczaniu widzimy
kontynuację
tego, co nam zostawił Jan Paweł II. Proszę sobie tylko przypomnieć rozważania
na temat drugiego przykazania, które Jan Paweł II powiązał tak wymownie z
przypowieścią o domu zbudowanym na skale. Tę samą przypowieść tak pięknie
przedstawił ludziom
młodym w wieczornym spotkaniu na krakowskich Błoniach Benedykt XVI.
Chciałbym dzisiaj wydobyć z przesłania obecnego Papieża to, co mogę powiązać
wyraźniej z cyklem rozważań poświęconych Dekalogowi, jaki na polskiej ziemi
głosił Jan Paweł II. Benedykt XVI, mówiąc w Warszawie o wierze, przypomniał
słowa Jezusa: "Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania.
Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na
zawsze – Ducha Prawdy" (J 14, 15-17a). Te słowa Jezusa wskazują na "najściślejszy
związek, jaki istnieje między wiarą i wyznaniem Bożej prawdy, między wiarą
i całkowitym poświęceniem się Jezusowi w miłości, między wiarą i życiem według
przykazań Bożych". Cóż to znaczy w praktyce naszego życia? Najpierw to, że
wiara ze swej istoty ma wymiar moralny, że wiara nie jest tylko aktem intelektualnym,
teoretycznym przyjęciem pewnych prawd, lecz obejmuje całe życie, które powinno
być kształtowane przez przykazania, a ich zachowywanie jest potwierdzeniem
miłości do Jezusa Chrystusa, a więc całożyciowego przylgnięcia do Niego.
Jakże często ten wymiar moralny naszej wiary bywa odrzucany albo tylko zniekształcany
poprzez próby wybierania sobie z wiary chrześcijańskiej tylko tego, co komuś
odpowiada. Do takich sytuacji trzeba odnieść słowa Ojca Świętego wypowiedziane
w Warszawie: "Podobnie jak było w minionych wiekach, i dziś są osoby lub
środowiska, które, odchodząc od tej Tradycji, chciałyby zafałszować słowo
Chrystusa i
usunąć z Ewangelii prawdy, według nich, zbyt niewygodne dla współczesnego
człowieka. Usiłuje się stworzyć wrażenie, że wszystko jest względne, że również
prawdy
wiary zależą od sytuacji historycznej i od ludzkiej oceny".
Podobnie jak Jan Paweł II, także Benedykt XVI podkreśla, że przykazania trzeba
interpretować zawsze w duchu miłości. Tak należy rozumieć Inn fragment z
jego homilii na Pl. Piłsudskiego: "Przeżywać własną wiarę jako relację miłości
do
Chrystusa znaczy również być gotowym do rezygnacji ze wszystkiego, co stanowi
zaprzeczenie Jego miłości. Oto dlaczego Jezus powiedział do Apostołów: 'Jeśli
Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania’. A jakie są przykazania
Chrystusa? Kiedy Jezus nauczał tłumy, nie omieszkał potwierdzić prawa, które
Stwórca wpisał w serce człowieka, a później zapisał na tablicach Dekalogu".
To ścisłe powiązanie wiary i życia moralnego Benedykt XVI ukazywał także
wielokrotnie poprzez wskazanie, że wiara znajduje przedłużenie w miłości,
że wezwanie do
wytrwania w wierze oznacza również wytrwanie w miłości. Mówił do nas w tej
samej homilii: "wiara jako przylgnięcie do Chrystusa objawia się przez miłość,
która potęguje dobro, jakie Stwórca wpisał w naturę każdego i każdej z nas,
w osobowość każdego człowieka i we wszystko to, co istnieje w świecie. Kto
wierzy i kocha, staje się budowniczym 'cywilizacji miłości’, której centrum
jest Chrystus". Wiara jako miłość potęguje w nas dobro, rodzi dobre czyny,
bo przecież wiara bez uczynków – dodajmy bez uczynków miłości – jest martwa.
Jakże ważne jest to osobowe i zarazem głęboko osobiste przylgnięcie do Chrystusa,
bo wówczas jest nam łatwiej naśladować Go w Jego zawierzeniu Ojcu niebieskiemu
i zarazem w Jego miłości do ludzi, zwłaszcza tych chorych, ubogich, odepchniętych
na margines życia. Dlatego Papież powiedział w niedzielę na Błoniach Krakowskich,
że ważny jest ten drugi wymiar wiary: "jako zaufanie osobie – nie zwyczajnej
osobie, ale Chrystusowi. Ważne jest, w co wierzymy, ale jeszcze ważniejsze,
komu wierzymy".
A na koniec jeszcze jeden wątek, który zasługiwałby na szersze omówienie,
ale braknie czasu. Ci wszyscy, którzy sądzili, że hasło pielgrzymki niesie
ze sobą
upomnienie dla Polaków, bo ich wiara – tak to tłumaczono – jest zbyt emocjonalna,
zapewne mocno się rozczarowali. Bo Papież nie tylko uznał, ż może się on
sam pokrzepić naszą wiarą, ale także prosił nas, byśmy "skarbem wiary dzielili
się z innymi narodami Europy i świata" i czynili to przez pamięć o naszym
Rodaku,
"który jako Następca św. Piotra czynił to z niezwykłą mocą i skutecznością".
To jedno z najważniejszych wezwań, jakie zostało skierowane do nas podczas
tej papieskiej pielgrzymki.
Pozdrawiam wszystkich. Szczęść Boże.
ks. prof. dr hab. Janusz Nagórny
