Bez tolerancji dla katolików
Decyzja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która – nie czekając nawet
na rozpoznanie odwołania wnioskodawcy – rozdzieliła wszystkie lokalizacje na
multipleksie cyfrowej telewizji naziemnej MUX1, uniemożliwiając tym samym
nadawanie w technologii cyfrowej Telewizji Trwam, nasuwa dwa wnioski. Nie
pretendują one do miana odkrywczych, stanowią natomiast dobitne potwierdzenie
wielokrotnych dotychczasowych spostrzeżeń dotyczących polityki informacyjnej
państwa i samych zasad jej funkcjonowania.
Po pierwsze, fakt ów po raz kolejny dowodzi, jak szkodliwy, błędny i zły w
samej swojej istocie jest etatystyczny system koncesjonowania działalności w
sferze nadawczo-medialnej, oparty nieuchronnie (w ogólniejszym systemie
demooligarchii partyjnej) na stronniczej, realizującej partykularne interesy
dominujących grup interesu, korupcjogennej, ostentacyjnie wręcz uznaniowej i
jeszcze na dodatek obłudnie pozorującej kompetencję zasadzie działania. Nie bez
znaczenia jest także to, że za (ekonomiczną) przesłankę negatywną (sic!) uznano
akurat to, że Telewizja Trwam swojej działalności nie chce opierać na funduszach
publicznych, lecz na środkach własnych, uzyskiwanych drogą dobrowolnych
darowizn, wyrażono zarazem typowo "nadopiekuńczą", a niewczesną troskę o pewność
owych darowizn. Jest to zatem, powtórzmy, system amoralny, patologiczny i w
żaden sposób niereformowalny, toteż jedynym słusznym rozwiązaniem jest jego
unicestwienie. Likwidacja tej chorej instytucji, czyli KRRiT, powinna być jednym
z głównych postulatów prawdziwie antysystemowej siły politycznej, jeżeli taka w
końcu się ukształtuje.
Po drugie, ostentacyjna wręcz odmowa włączenia w system nowoczesnej technologii,
udzielona jedynemu wnioskodawcy, który zarazem jest wnioskodawcą katolickim,
jaskrawo unaocznia ideologiczne przesłanki decyzji. Skoro koncesję otrzymały
wszystkie stacje, których laicki i często wręcz chrystofobiczny, skrajnie
lewicowy ideologicznie oraz permisywny w sferze moralnej charakter jest
oczywisty, a także stacje utrwalające najniższe gusta w sferze estetycznej,
negatywny wyjątek uczyniono zaś dla stacji katolickiej (i zarazem promującej
cnotę patriotyzmu), to konkluzja narzuca się sama: reżim demoliberalny – którego
instytucjonalną agendą jest przecież KRRiT – traktuje medium katolickie, kulturę
katolicką i katolicyzm tout court jako wroga publicznego (hostis) swojego
"ustanowionego (nie)porządku". Tylko bowiem wrogowi publicznemu ogranicza się
przecież możliwości działania i rozpowszechniania niesionych przez niego treści,
jeśli nie wręcz dąży się do jego zniszczenia.
Po raz kolejny zatem otrzymaliśmy dowód, że w warunkach "zaostrzającej się walki
klasowej" (by zacytować klasyka jednej ideologii antykatolickiej), wciąż
obowiązuje maksyma sformułowana przed wiekami przez klasyka innej ideologii tego
typu, tj. liberalnej, Johna Locke´a, który formułując jako postulat nowej (w
miejsce tradycyjnej, przyjmowanej przez Kościół) koncepcji tolerancji
tolerowanie wszystkich denominacji, uczynił wszelako jeden wyjątek od tej
ogólnej reguły: nie ma i nie może być tolerancji dla katolików.
Jacek Bartyzel
Autor jest politologiem i filozofem polityki, wykłada na Uniwersytecie
Mikołaja Kopernika.
