Audycja dla Małżonków i Rodziców: Czy wstyd się wstydzić?
Pobierz
Ks. Franciszek Blachnicki
Pedagogia wstydliwości w świetle osoby ludzkiej
Wstydliwość w służbie osobowości
Tajemniczy odruch wstydu stał się w ostatnich czasach przedmiotem dociekań i analiz wielu psychologów, filozofów i teologów, przeważnie inspirowanych przez genialną intuicję Maxa Schelera. Za pewną syntezę tych dociekań możemy przyjąć to, co na ten temat napisał kard. Karol Wojtyła w swoim studium o miłości o odpowiedzialności.
Zwróćmy najpierw uwagę, że zjawisko wstydu związane jest nierozdzielnie z bytem osobowym. Tylko osoba potrafi się wstydzić; wstyd jest więc jednym z symptomów życia osobowego.
Jest to zjawisko złożone i wieloaspektowe. Najczęściej jednak występuje wstyd w powiązaniu z różnymi przejawami życia seksualnego i ten aspekt interesuje nas tutaj szczególnie.
Także w dziedzinie życia seksualnego zjawisko wstydu występuje w kilku aspektach i różna jest jego funkcjonalność. Objawia się ono najpierw jako tendencja do ukrywania aktu seksualnego i wszystkiego, co się z nim bezpośrednio łączy. Wszelkie zrywanie zasłony ze spraw związanych z biologicznym procesem przekazywania życia, jeśli nie jest uzasadnione względami naukowymi czy lekarskimi, uważane jest za postępowanie bezwstydne, a nawet za mniej lub więcej patologiczne. Odruch wstydu występuje w życiu seksualnym wtedy, gdy ono budzi się spontanicznie, niezależnie od rozumu i woli. Osoba wstydzi się tego, że nie potrafi nad tym zapanować swoją wolą, broni się przez odruch wstydu przed popadnięciem w niewolę popędu seksualnego i zmysłów.
W tym ostatnim wypadku już ukazuje się, że odruch wstydu stoi w służbie wartości osoby. Ten szczególny aspekt został poddany ostatnio wnikliwej analizie. W jej wyniku stwierdzono, że odruch wstydu powstaje wtedy, gdy osoba czuje się zagrożona możliwym potraktowaniem jej jako przedmiotu użycia albo gdy ona sama w ten sposób zaczyna się odnosić do drugiej osoby.
Ponieważ zagrożenie osoby ze strony popędu seksualnego przedstawia się inaczej u mężczyzny i kobiety, różnie też objawia się reakcja wstydu.
Wstyd w obronie godności osoby
U mężczyzn popęd seksualny przejawia się w sposób agresywny w odniesieniu do kobiet, zwłaszcza tych, które przez swój sposób ubierania się i zachowania w jakiś sposób rozbudzają pożądliwość zmysłową. U normalnego mężczyzny budzą się wtedy spontanicznie, szczególnie poprzez wzrok i wyobraźnię, pragnienia zdobycia i posiadania drugiej osoby lub raczej jej ciała jako przedmiotu użycia. Natychmiast jednak budzi się odruch wstydu, który każe opanować tego rodzaju pożądania. W szczególności odruch wstydu prowadzi do opanowania wzroku i wyobraźni. W ten sposób wstyd ratuje godność osoby, która dystansuje się od spontanicznych pożądań zmysłowej natury.
Mężczyzna więc wstydzi się tego, że odnosi się w sposób czynny do drugiej osoby jako możliwego przedmiotu użycia. Kobieta natomiast na ogół nie przeżywa swej seksualności w formie agresywnej w stosunku do mężczyzny, nie budzą się w niej pragnienia posiadania w stosunku do ciała mężczyzny. Natomiast fakt, że ona jest przedmiotem zainteresowania i pożądania ze strony mężczyzny, pobudza z kolei jej własny popęd seksualny. Tym tłumaczy się chęć zwrócenia na siebie uwagi, przyciągania wzroku mężczyzny przez odpowiedni sposób ubierania się i zachowania. Wobec tych tendencji, instynktownych i spontanicznych, znów budzi się reakcja wstydu, stając w obronie godności osoby. Reakcja wstydu wskazuje na to, że sam fakt znalezienia się w świadomości drugiego w charakterze możliwego przedmiotu użycia poniża osobę w swej godności. Stąd reakcja samoobrony, wyrażająca się w przysłanianiu wszystkiego, co może rozbudzić u mężczyzn seksualną pożądliwość.
Powyższa funkcjonalność wstydu tłumaczy, dlaczego u kobiet problem wstydu i wstydliwości występuje przede wszystkim w związku z problemem ubierania się i mody. Moda kobieca bowiem, poprzez obnażanie czy uwydatnianie w inny sposób wartości ciała kobiety, staje na usługach seksualnych upodobań męskich i stąd potrzebna jest miarkująca funkcja wstydu, nie pozwalająca na to, by ciało kobiety stało się dla mężczyzny przedmiotem użycia, chociażby tylko dla wzroku czy wyobraźni.
Absorpcja wstydu przez miłość
Jak głęboko odruch wstydu związany jest z wartością i godnością osoby, o tym świadczy inny, zaobserwowany fakt, określony jako absorbcja wstydu przez miłość. Tam bowiem, gdzie pomiędzy mężczyzną a niewiastą zawiązuje się prawdziwa miłość, miłość osobowa, polegająca na wzajemnym pragnieniu oddania siebie, zanika odruch wstydu. Jego funkcja obronna staje się niepotrzebna tam, gdzie osoba aktualizuje się zgodnie ze swoją naturą i swoim powołaniem. Wstyd jednakże wtedy nie zanika zupełnie, ale objawia się w innej postaci, jakby przyjmuje nowe zadania w służbie godności osoby. Funkcja jego wyraża się w ukrywaniu wobec innych i niepowołanych świadków tego wszystkiego, co należy do intymnego zakresu prawdziwej miłości i przyjaźni. Należy to bowiem do istotnych rysów osoby, że jest ona zamknięta w swojej świadomości dla wszelkiego zewnętrznego poznania. Osoba objawia tajemnicę swego wnętrza (a tą tajemnicą jest przede wszystkim miłość) tylko wtedy, gdy sama zechce i komu zechce. A tylko ten jest godny przyjąć tajemnicę osoby, kto sam gotów jest otworzyć się wobec niej ze swoją tajemnicą. Spotkanie się dwóch osób w miłości jest przeżywane przez nie jako coś świętego, co musi być ukryte wobec ciekawości postronnych osób. I tutaj właśnie znów występuje wstyd na straży tajemnicy i godności osoby.
Z powyższych rozważań wynika, jak ściśle związana jest wstydliwość z wartością osoby, z tym zwłaszcza jej istotnym rysem, że nie może ona być przedmiotem użycia. Można by nazwać odruch wstydu pewnego rodzaju instynktem osobowym. Podobnie jak instynkt samozachowawczy stoi na straży wartości życia jednostkowego, a instynkt zachowania gatunku na straży życia społecznego, podobnie instynkt wstydu stoi na straży wartości osoby.
Ogromne znaczenie wstydu dla zachowania czystości jest oczywiste w świetle powyższych analiz. Wstyd jest naturalnym strażnikiem czystości na wszystkich etapach życia ludzkiego. W etapie młodzieńczym, gdy budzący się z wielką siłą popęd seksualny zagraża w szczególny sposób wartości osoby, zgłaszający się równolegle do rozbudzonego popędu seksualnego odruch wstydu staje w jej obronie, nie dopuszczając do przedwczesnych ekscesów i umożliwiając osobie zatrzymanie steru w rękach. W okresie gdy budzi się miłość pomiędzy dwojgiem młodych ludzi, wstyd nie dopuszcza do przedwczesnego zbliżenia cielesnego, które musi mieć fundament wcześniej dojrzewającej i rozwiniętej miłości osobowej, jeżeli nie ma stać się wyrazem egoistycznej żądzy użycia. W małżeństwie staje wstyd na straży osobowej godności współmałżonków, nie dopuszczając do wynaturzenia pożycia małżeńskiego w kierunku wyrachowanego egoizmu we dwoje. Wreszcie stoi wstyd także na straży wierności małżeńskiej.
Wychowanie instynktu, zmysłu czy odruchu wstydu w kierunku świadomie pielęgnowanej postawy lub cnoty wstydliwości jest kluczowym zadaniem w ramach wychowania do czystości.
Odruch wstydu stanowi wprawdzie naturalne wyposażenie natury ludzkiej, bardziej jednak niż inne wrodzone skłonności lub „podłoża” podlega on wpływom środowiska i zależny jest od wysiłków wychowawczych.
Zagubione wartości wstydu
Cechą charakterystyczną naszych czasów jest ogólny zanik zmysłu wstydliwości, zwłaszcza u kobiet. Już Max Scheler stwierdził, że bez wątpienia dające się skonstatować w nowszych czasach zanikanie uczucia wstydu jest pewnym duchowym znakiem degeneracji rasy.
Dla potwierdzenia powyższej tezy wystarczy wskazać na pewne fakty będące przedmiotem ogólnego doświadczenia. Pierwszy dotyczy sposobu ubierania się dziewcząt i kobiet, zwłaszcza od czasu powszechnego przyjęcia się tzw. „mini” spódniczek. Współczesna moda kobieca często w sposób celowy i wyrafinowany eksponuje wartości seksualne ciała kobiety, nie licząc się nawet z elementarnymi wymaganiami higieny stroju (np. „mini” suknie w naszym klimacie w zimie). Faktem jest, że wyzywający sposób ubierania się – do niedawna charakterystyczny dla dziewcząt i kobiet lekkich obyczajów, stosowany w kabaretach i podejrzanych lokalach rozrywkowych – stał się dziś publicznym strojem większości naszych dziewcząt i kobiet. Ten sposób ubierania się pozwoliły sobie dziewczęta i kobiety narzucić przez anonimowych dyktatorów mody bez najmniejszego oporu, nie mając z tym żadnego problemu wewnętrznego.
Drugi fakt to nudyzm panujący powszechnie w sezonie letnim w miejscowościach wczasowych i turystycznych. Można by nie robić problemu ze zredukowanych do ostatecznego minimum strojów kąpielowych i plażowych. Problem jednak leży w tym, że w tych >strojach< dziewczęta i kobiety bez żenady ukazują się na ulicach miast i wiosek, w domach prywatnych i na publicznych szlakach turystycznych. Jest faktem, że wiele dziewcząt i kobiet dziś nie widzi żadnego problemu w ukazywaniu się w strojach graniczących z nagością w miejscach publicznych, nie żenując się nawet wchodzić w tych strojach do kościoła.
W tym wszystkim bez wątpienia wyraża się jakiś zanik czy atrofia naturalnego zmysłu wstydliwości. U ogromnej większości tych osób przebiega to bezproblemowo, nie jest przeżywane jako problem moralny czy sprawa sumienia. Trudno więc mówić tutaj o bezwstydzie w sensie jakiejś zdeprawowanej intencji czy postawy. Można mówić tylko o bezwstydzie w sensie nieobecności wartości wstydu, w sensie jej zagubienia. Wstyd jest wartością zagubioną przez współczesną cywilizację i dlatego bardzo często nawet nie znajdujemy punktu zaczepienia dla rozmowy na ten temat. Rozmowa ta wydaje się być tak samo bezcelową, jak rozmowa ze ślepym i kolorach. Bo faktycznie mamy do czynienia ze zjawiskiem, które współczesna filozofia wartości określa jako ślepotę na wartości.
Można by zapytać o przyczyny tego zaniku odruchu wstydu. W odpowiedzi trzeba wskazać na współczesną cywilizację kultury masowej i masowych środków przekazu, cywilizację materialistyczną, wizualna, zmysłową, wychowującą człowieka stadnego, bez własnego „ja”, nastawionego konsumpcyjnie. Można wskazać na całkowity brak wychowania do wstydliwości, zwłaszcza w rodzinie, oraz na stopniowe przyzwyczajanie się do bezwstydnego stroju od dzieciństwa. Wszystko to prowadzi do atrofii zmysłu wstydliwości.
Ważniejszym jest pytanie o postawę, jaką wobec tego zjawiska winni przyjąć wychowawcy i duszpasterze. Ogólnie biorąc, po próbach walki z nieskromną moda i zepsuciem obyczajów w okresie międzywojennym, dziś przybraliśmy postawę kapitulacji wobec tych procesów i zjawisk. wokół problemu nieskromnej mody panuje dziś w Kościele zmowa milczenia, chociaż jeszcze Papież Pius XII był bardzo uwrażliwiony na ten problem i często zabierał głos na jego temat.
Tę postawę usprawiedliwia się takimi mniej więcej argumentami: Cieszymy się, żeśmy się wyzbyli w tej sprawie manicheizmu i pruderii; wyraża się w tym nowym stylu dowartościowanie ziemskich rzeczywistości, do których należy i ciało; decydujące jest tu przyzwyczajenie; jeżeli ludzie nie widzą dzisiaj w tym nic złego i nie gorszą się, po co robić z tym problem…?
Dlatego i osoby skądinąd bardzo poważnie traktujące swój katolicyzm poddają się ogólnej modzie i obyczajom, a wśród roznegliżowanej młodzieży, wędrującej w grupach mieszanych po górskich szlakach, są i grupy prowadzone przez duszpasterzy akademickich i innych duszpasterzy młodzieżowych, którzy nie stawiają młodzieży, zwłaszcza dziewczętom, żadnych wymagań odnośnie skromności i wstydliwości, i szczycą się,, że mimo to udaje im się stworzyć atmosferę czystą.
Mimo tych sukcesów, choćby nawet nie było żadnych podstaw do kwestionowania ich autentyczności, należałoby jednak postawić zasadniczy znak zapytania nad scharakteryzowaną „kapitulancką” postawą wobec problemu wstydliwości, zwłaszcza u współczesnych dziewcząt. Równocześnie należałoby pozytywnie sformułować tezę, że trzeba podjąć wychowanie do wstydliwości jako kluczowe i decydujące zadanie w całym procesie wychowania do czystości, zwłaszcza u dziewcząt.
Przypatrzmy się sytuacji dziewcząt pozbawionych wstydliwości jako strażniczki ich osobowej i dziewczęcej godności. Są one bezsilne wobec agresywnego seksualizmu męskiego, który nieświadomie i bezmyślnie prowokują. Z tą samą naiwnością, z jaką pozwalają się traktować jako przedmiot użycia męskim spojrzeniom, wyobrażeniom i pożądaniom, pozwalają się w dużej mierze traktować potem także w pełni w przedmałżeńskich stosunkach seksualnych. A stąd już tylko jeden krok dzieli je od dna upadku, jakim jest targnięcie się na życie dziecka poczętego nie z miłości, ale z żądzy użycia. Współzależność statystyczna takich zjawisk, jak zanik poczucia wstydu, wzrost liczby stosunków seksualnych przedmałżeńskich i wzrost liczby przerywań ciąży, jest oczywista i nietrudno byłoby wskazać na zależność genetyczną tych zjawisk. Oczywiście nie zachodzi ona w każdym wypadku pojedynczym, bo w konkretnych wypadkach wchodzi tu w grę jeszcze wiele innych czynników, ale na pewno istnieje ta współzależność w skali społecznej.
Wychowanie zmysłu wstydliwości
Wychowanie zmysłu wstydliwości jest więc naprawdę zadaniem kluczowym w wychowaniu do czystości, pojętym jako wychowanie do świadomego pielęgnowania swej godności osoby i swego powołania do osobowej miłości.
Zadanie to na pewno jest łatwiejsze w odniesieniu do chłopców niż do dziewcząt. Chłopcy na ogół w obliczu dziewcząt współczesnych swobodnie się ubierających i zachowujących reagują normalnie, tj. spontanicznym odruchem pożądania seksualnego, uświadomionym również spontanicznie przez odruch wstydu, nakazującym opanować swą agresywność seksualną. Wystarczy więc w wychowaniu chłopców odwołać się do tego przeżycia, aby je odpowiednio wyjaśnić i ustawić.
Byłoby z drugiej strony nieuczciwością, gdybyśmy wobec młodzieży ten problem przemilczali – albo z fałszywej pruderii, albo (co się częściej zdarza) z naiwnego przekonania, że młodzież dzisiejsza, wskutek koedukacyjnego wychowania i przyzwyczajenia, nie ma w tej dziedzinie problemów i trudności. Faktem jest, że młodzież dzisiejsza, wskutek niekontrolowanej swobody kontaktów i działających na nią zewsząd podniet seksualnych, zwłaszcza wizualnych, narażona jest na wielkie trudności i pokusy, którym duża część ulega. Stąd przedwczesne stosunki seksualne są dziś zjawiskiem coraz częstszym wśród młodzieży i wiele jest środowisk zarażonych już wprost nieprawdopodobnym cynizmem w sprawach seksualnych. Tym bardziej trzeba ratować przez wychowanie do wstydliwości i czystości zdrowy jeszcze odłam młodzieży.
Jeżeli chodzi o dziewczęta, to problem jest o tyle trudny, że w wychowaniu do wstydliwości nie możemy się odwołać do przeżyć istniejących w ich świadomości. Dziewczęta, jak zostało stwierdzone wyżej, nie przeżywają reakcji wstydu na tle budzącej się własnej agresywności seksualnej wobec chłopców, a subtelna reakcja wstydu notująca męską agresywność seksualną, nawet w formie spojrzeń i wewnętrznych aktów pożądań, jako zamach na własną godność osoby, jest (u dziewcząt) nie rozbudzona, albo też już przytłumiona przez przyzwyczajanie od dzieciństwa do nieskromnego stroju czy nieskromnych postaw.
Nie ma więc sensu apelować do sumienia dziewcząt czy do ich poczucia wstydu. Bardzo często popełniają tutaj duszpasterze i wychowawcy ten błąd, że usiłują rzutować własne przeżycia i trudności na przeżycia dziewcząt. Przezywając trudności z opanowaniem własnego popędu seksualnego, podchodzą do dziewcząt z pretensjami, że przez swoją nieskromność prowokują te trudności. Wtedy spadają gromy upomnień na dziewczęta i kobiety z powodu ich bezwstydu, podczas gdy one w swoim sumieniu i swojej świadomości do niczego się nie poczuwają.
Dążenie do rozbudzenia zmysłu wstydliwości musi się rozpocząć od pracy nad rozbudzeniem świadomości osobowej godności w ogóle. Trzeba pracować nad wychowaniem zdolności krytycznego myślenia i osądzania oraz wolnego działania w oparciu o świadomie akceptowane wartości. Do problemu mody należy podejść najpierw od strony zagrożenia osobowości, jej wolności, ukazując upokarzającą bezmyślność w hołdowaniu różnym, prawdziwym nieraz wybrykom mody. Trzeba ukazywać pozytywnie prawo kształtowania swego zewnętrznego wyglądu, zgodnie z wymaganiami estetyki i własnej osobowości. Trzeba wreszcie rozbudzić zdrową ambicję, wskazując na to, że nieskromna moda nie powstała w interesie kobiet i dziewcząt, ale jest podyktowana przez męski seksualizm, pragnący uczynić z kobiety przedmiot użycia dla zaspokojenia własnych namiętności.
Ogólna zasada wychowania do skromności i wstydliwości jest taka, że trzeba nieustannie ukazywać wymagania w tej dziedzinie jako konsekwencję dostrzeżenia wartości osoby. Wychowanie do skromności będzie wtedy wychowaniem do czystości, pojętym jako wychowanie do osobowej miłości.
Z drugiej strony, jak wykazuje doświadczenie, nie można poprzestać u dziewcząt na wyłożeniu ogólnych zasad dotyczących osoby i jej godności oraz praw jej życia i urzeczywistniania się. Dziewczęta teoretycznie chętnie się z tym godzą, ale w praktyce nie potrafią tego zastosować do siebie. Odnośnie mody trzeba więc ukazywać wymagania bardzo konkretne, nie cofając się nawet przed tym często ośmieszanym ustaleniem norm moralności czy skromności na centymetry. Dziewczęta bardzo często dopiero przy takim wymierzaniu na centymetry zaczynają rozumieć, o co naprawdę chodzi i wtedy dopiero budzi się uśpiony zmysł wstydu. Oczywiście takie konkretyzowanie wymagań wstydliwości nie jest już zadaniem kapłana duszpasterza, lecz wychowawczyń – kobiet lub starszych dziewcząt.
****
Paweł VI kończy swą encyklikę Humanae vitae stwierdzeniem: Człowiek bowiem nie zdoła osiągnąć prawdziwego szczęścia, do którego tęskni ze wszystkich sił inaczej, jak zachowując prawa wszczepione w jego naturę przez Najwyższego Boga. Prawa te powinny być zachowane w duchu mądrości i miłości.
Do praw, głęboko zakorzenionych w istocie ludzkiej osoby, należy też to prawo, że osoba nie może być przedmiotem użycia, a na straży tego prawa stoi uczucie wstydu. Pomóc odnaleźć współczesnemu człowiekowi zagubioną wartość wstydu – oto zadanie wychowawcze, które musimy podjąć z odwagą i konsekwencją, jakiej oczekuje od nas encyklika o zasadach moralnych w dziedzinie przekazywania życia ludzkiego.
***
Karol Wojtyła
Miłość i odpowiedzialność
Metafizyka wstydu, s. 156 i nn.
Zjawisko wstydu seksualnego i jego interpretacja
Zjawiskiem wstydu, a w szczególności wstydu seksualnego, zajmowali się w ostatnich czasach fenomenologowie (M. Scheler, F. Sawicki). Jest to temat, który otwiera szerokie perspektywy i nadaje się do gruntownej analizy. Biorąc zjawisko wstydu powierzchownie, można powiedzieć, że dostrzegamy w nim zawsze jakieś dążenie do ukrycia. Może chodzić o ukrycie pewnych faktów zewnętrznych, jak również pewnych stanów czy przeżyć wewnętrznych. Nie można upraszczać sprawy utrzymując, że dąży do ukrycia tego tylko, co uważa się za złe, często bowiem wstydzimy się również dobra, np. dobrego uczynku, może być, że w tym ostatnim przypadku wstyd dotyczy nie tyle samego dobra, ile raczej koncentruje się tylko na fakcie uzewnętrznienia tego dobra, które w mniemaniu sprawcy winno pozostać w ukryciu, wówczas bowiem samo uzewnętrznienie odczuwa się jako coś złego. Można, więc również powiedzieć, że zjawisko wstydu występuje wówczas, gdy to, co z racji swojej istoty czy swego przeznaczenia winno być wewnętrzne, wychodzi poza obręb wnętrza osoby i staje się w jakiś sposób zewnętrzne.
[wstyd a lęk]
W tym wszystkim obserwujemy wyraźny związek wstydu z osobą. Trudno dyskutować w tej chwili nad tym, czy zjawisko to występuje również w świecie zwierzęcym. Zdaje się, że mamy tam do czynienia tylko z różnymi formami lęku. Lęk jest uczuciem negatywnym wywołanym zawsze przez jakieś zło, które grozi podmiotowi. Zło to musi być oczywiście wpierw dostrzeżone lub wyobrażone, w ślad za czym idzie dopiero uczucie lęku. Wstyd różni się od lęku, jakkolwiek zewnętrznie biorąc może się zdawać, że leży blisko niego. Jeśli człowiek wstydzi się czegoś, to towarzyszy temu również lęk, aby to, co w jego przekonaniu winno być ukryte, nie wyszło na jaw. Lęk, zatem łączy się ze wstydem, ale jest on wówczas czymś pośrednim tylko i ubocznym. Sama istota wstydu sięga poza ten lęk. Nie sposób jej pojąć, jeśli się nie zaakcentuje mocno tej prawdy, że osoba jest bytem „wewnętrznym”, tj., że posiada sobie tylko właściwe wnętrze, radzi się stąd potrzeba ukrywania (czyli pozostawania wewnątrz) pewnych treści czy pewnych wartości lub uciekania z nimi do wewnątrz. Lęk nie wykazuje tej wewnętrzności, jest to prosta reakcja na zło dostrzeżone, wyobrażone lub uświadomione. Do reakcji tej nie jest potrzebne „wnętrze”, natomiast wstydu nie sposób bez niego pojąć.
Znamienna dla wstydu potrzeba ukrycia rodzi się w człowieku stąd, że znajduje się w nim jakby teren podatny do ukrywania jakichś treści czy wartości – życie wewnętrzne. Jest to coś innego niż ukrywanie się samej reakcji lękowej, która może się zataić w psychice, co chyba jest możliwe również u zwierząt. Wstyd natomiast jest związany z osobą, a rozwój jego idzie w parze z rozwojem osobowości.
[wstyd seksualny]
Chodzi nam w szczególności o wstyd seksualny. Zewnętrzne jego przejawy wiążą się z ciałem – jest to w pewnej mierze po prostu wstyd ciała. W szczególny sposób przedmiotem wstydu są te części i organy ciała, które stanowią o jego seksualnej odrębności. Istnieje wśród ludzi prawie powszechna dążność do ich ukrywania przed okiem innych, zwłaszcza zaś przed okiem osób drugiej płci. Tym się tłumaczy w dużej mierze potrzeba unikania nagości ciała. Oczywiście, że działają tutaj również inne względy, zwłaszcza potrzeba samoobrony organizmu przed zimnem, co jest najściślej związane z klimatem. Tym znów tłumaczy się częściowa lub nawet całkowita nagość u ludów pierwotnych, żyjących w okolicach podzwrotnikowych. Wiele faktów z ich życia wskazuje na to, że nagość ciała nie utożsamia się w prosty i jednoznaczny sposób z bezwstydem. Tak, więc np. przejawem bezwstydu dla niektórych ludów pierwotnych jest – wręcz przeciwnie – zakrycie tych części ciała, które u innych bywają odsłonięte. Działa tu, więc z pewnością również przyzwyczajenie, nawyk zbiorowy, wytworzony na tle panujących warunków klimatycznych. Obnażanie ciała jest wówczas przede wszystkim prostą funkcją przystosowania organizmu do tych warunków, tak, że nie dostrzega się w nim bezpośrednio żadnej innej intencji; intencja taka natomiast może się łatwo kojarzyć z ukrywaniem tych części ciała, które stanowią o seksualnej odrębności kobiety i mężczyzny. Okazuje się, że strój może służyć nie tylko do ich ukrycia, ale również w jakiś sposób do ich uwydatnienia. Wstyd seksualny nie utożsamia się, więc w sposób prosty z samym stosowaniem stroju, tak jak bezwstyd nie utożsamia się z jego brakiem i z całkowitą lub częściową nagością ciała. To jest czynnik uboczny i warunkowy. Można najwyżej stwierdzić, że dążność do osłaniania ciała oraz tych jego części, które stanowią o odrębności płciowej kobiety i mężczyzny, idzie w parze ze wstydem seksualnym, ale istoty jego nie stanowi.
Istotna dla tego wstydu jest natomiast dążność do ukrycia samych wartości seksualnych, i to przede wszystkim o tyle, o ile w świadomości danej osoby stanowią one „możliwy przedmiot użycia” dla osób drugiej płci. Dlatego nie spotykamy się ze zjawiskiem wstydu seksualnego u dzieci, dla których jeszcze nie istnieje sfera wartości seksualnych, świadomość ich jeszcze się dla tych wartości nie otworzyła. W miarę jak sobie uświadamiają lub też w miarę jak im zostaje uświadomione istnienie tej sfery wartości, zaczynają przeżywać wstyd seksualny, i to nie jako coś narzuconego sobie z zewnątrz, od strony środowiska, w którym żyją, ale jako wewnętrzną potrzebę swej własnej tworzącej się osobowości.
[odrębność mechanizmu u kobiet i mężczyzn]
Rozwój wstydliwości – tak nazwiemy stałą zdolność i gotowość do wstydzenia się – idzie nieco inną drogą u dziewcząt oraz kobiet, a inną u chłopców i mężczyzn. Jest to związane z podkreślonym już w analizie psychologicznej miłości nieco innym układem sił psychicznych, z innym stosunkiem zmysłowości do uczuciowości.
Skoro, bowiem u mężczyzn na ogół silniejsza i bardziej się narzucająca jest zmysłowość z jej nastawieniem na ciało jako możliwy obiekt „użycia”, przeto wstydliwość oraz wstyd jako tendencja do ukrycia wartości seksualnych związanych właśnie z ciałem winna się bardziej zaznaczać u dziewcząt i kobiet. Równocześnie jednak są one mniej świadome zmysłowości i jej naturalnej orientacji u mężczyzn o, tyle, że w nich samych na ogół uczuciowość bierze górę nad zmysłowością, a ta ostatnia raczej się ukrywa w uczuciowości. Dlatego to, twierdzi się nieraz, że kobieta jest z natury „czystsza” od mężczyzny, co bynajmniej niczego jeszcze nie mówi o cnocie czystości. Jest „czystsza” o tyle, że mocniej przeżywa wartość „człowieka drugiej płci”, wartość pewnego rodzaju psychicznej „męskości”, na którą zresztą bardzo wpływa i męskość fizyczna, jakkolwiek samo przeżycie jednej i drugiej jest u kobiety bardziej psychiczne. Ale właśnie ten rys jej psychiki może poniekąd równocześnie utrudniać wstydliwość. Kobieta nie znajduje w sobie takiej zmysłowości, jaką na ogół musi w sobie odnaleźć mężczyzna, nie czuje tak wielkiej potrzeby ukrycia „ciała jako możliwego przedmiotu użycia”. Dla urobienia wstydliwości kobiecej potrzeba dopiero wczucia się w psychikę męską.
Naturalny rozwój wstydliwości chłopca i mężczyzny idzie na ogół innymi drogami. Mężczyzna nie musi się tak bardzo lękać zmysłowości kobiecej, jak kobieta męskiej. Przeżywa natomiast mocno swoją własną zmysłowość i to jest dla niego źródłem wstydu. Wartości seksualne są dla niego bardziej związane z „ciałem i płcią jako możliwym przedmiotem użycia”, w ten sposób je przeżywa – i w ten sposób przeżywane stanowią dla niego powód do wstydu. Wstydzi się, więc przede wszystkim swego sposobu przeżywania wartości seksualnej osób drugiej płci. Wstydzi się również wartości seksualnych związanych z własnym „ciałem” może jest to konsekwencja tamtego wstydu: wstydzi się ciała, dlatego, że wstydzi się tego przeżywania wartości „ciała”, z jakim spotyka się wewnątrz siebie.
[wstyd immanentny]
Oczywiście, że niezależnie od tego wstydzi się również swego ciała oraz związanych z nim wartości seksualnych w sposób – rzec by można – immanentny, o ile poprzedni nazwalibyśmy relatywnym. Wstyd nie tylko jest odpowiedzią na czyjąś reakcję zmysłowo-seksualną skierowaną do „ciała jako przedmiotu użycia” – reakcją na reakcję, ale jest również, i nawet przede wszystkim, wewnętrzną potrzebą unikania takich reakcji na ciało, które pozostają w kolizji z wartością osoby. Stąd właśnie kształtuje się wstydliwość, czyli stała gotowość do unikania tego, co bezwstydne.
Ujawnia się tutaj ów głęboki związek pomiędzy zjawiskiem wstydu a naturą osoby. Osoba jest panią samej siebie (sui iuris); nikt inny prócz Boga-Stwórcy nie ma i nie może mieć w stosunku do niej żadnego prawa własności. Jest własnością siebie samej, ma władzę samostanowienia, nikt nie może naruszać jej samoistności. Nikt też nie może uczynić jej swoją własnością, chyba, że ona sama na to pozwoli oddając mu siebie z miłości. Otóż ta obiektywna nie dostępność (alteri incommunicabilitas) oraz nietykalność osoby dochodzi do głosu właśnie w przeżyciu wstydu seksualnego. Przeżycie wstydu jest naturalnym oddźwiękiem tego, czym osoba po prostu jest. I jak z jednej strony przeżycie wstydu potrzebuje życia wewnętrznego osoby jako terenu, na którym jedynie może wystąpić, tak sięgając jeszcze głębiej widzimy, że przeżycie to potrzebuje samego bytu osoby jako naturalnej swej podstawy. Wstydzić się może tylko osoba, bo tylko ona z samej swojej natury nie może być przedmiotem używania (pierwsze i drugie znaczenie słowa „używać”). Wstyd seksualny jest poniekąd objawieniem ponad-użytkowego charakteru osoby, i to zarówno wtedy, gdy osoba (np. y) wstydzi się związanych z jej ciałem, wartości seksualnych, jak i wówczas, kiedy wstydzi się (np. y) swego stosunku do tych wartości u osób drugiej płci, swego nastawienia na samo ich użycie. W pierwszym wypadku x przeżywając wstyd, uświadamia sobie tym samym, że jej osoba nie powinna być z racji związanych z nią wartości seksualnych przedmiotem użycia, nie tylko w rzeczywistości, ale nawet w intencji, w drugim wypadku y przeżywając wstyd, uświadamia sobie, że nie powinno się osoby drugiej płci traktować (nawet tylko w wewnętrznym nastawieniu) jako przedmiotu użycia.
Widać stąd, że wstyd seksualny gruntownie wytycza w pewnej mierze kierunek całej moralności seksualnej. Nie wystarcza przy tym sam opis zjawiska, choćby nawet tak wnikliwy jak u fenomenologów, ale potrzebna jest jego interpretacji metafizyczna. W ten sposób etyka seksualna może znaleźć doświadczalny punkt wyjścia z przeżycia wstydu. To wszystko, co stanowiło przedmiot naszych dociekań zwłaszcza w rozdziale I, pozwala się wydobyć z przeżycia wstydu seksualnego jako z prostego faktu doświadczalnego. W interpretacji tego faktu uwzględniamy całą prawdę o osobie, tj. staramy się określić, jakim ona jest bytem jak to uczyniliśmy na początku rozdziału I. Tylko na tej drodze przeżycie wstydu seksualnego wyjaśnia nam się do końca. Osoba jest w centrum tego przeżycia, a równocześnie ona też stanowi jego fundament. Jakkolwiek przedmiotem bezpośrednim wstydu, bezpośrednią treścią przeżycia, wstydzenia się, są wartości seksualne, to jednak przedmiotem pośrednim jest osoba oraz odniesienie do osoby, i to pochodzące również od osoby. Chodzi mianowicie o wykluczenie – w znaczeniu biernym (raczej u kobiety) oraz czynnym (raczej u mężczyzny) – takiego odniesienia do osoby, które nie godzi się z jej ponad-użytkowym charakterem, nie godzi się z samą „osobowością” jej bytu. Ponieważ zaś istnieje niebezpieczeństwo takiego odniesienia właśnie z racji wartości seksualnych, które tkwią w osobie, przeto wstyd seksualny przejawia, się jako dążność do ich ukrycia. Jest to dążność naturalna i spontaniczna; widać tutaj dobrze, jak porządek moralny wiąże się z porządkiem bytu, z porządkiem natury. Etyka seksualna tkwi korzeniami w prawie natury[1].
Ów spontaniczny pęd do ukrycia wartości seksualnych oraz seksualnego charakteru przeżyć, z jakim spotykamy się u kobiety i mężczyzny, ma jednak jeszcze głębszy sens. Nie chodzi tylko o to, aby niejako uciec ze wszystkim, co seksualne, przed reakcją osoby innej płci, ani też tylko o to, aby „uciec” wewnętrznie przed reakcją na osobę innej płci. W parze z tą ucieczką przed reakcją na same wartości seksualne idzie, bowiem pragnienie wywołania miłości, czyli jakiejś „reakcji” na wartość osoby, oraz pragnienie przeżycia miłości w tym samym znaczeniu – pierwsze jest silniejsze u kobiety, drugie u mężczyzny, chociaż nie trzeba tego pojmować zbyt jednostronnie. Kobieta chce raczej doznawać miłości, aby mogła miłować. Mężczyzna raczej chce miłować, aby mógł doznawać miłości. W każdym wypadku wstyd seksualny nie jest ucieczką przed miłością, ale wręcz przeciwnie – jakimś otwieraniem sobie drogi do niej. Spontaniczna potrzeba ukrycia samych wartości seksualnych związanych z osobą jest naturalną drogą do odsłonięcia wartości samej osoby. Wartość osoby jest ściśle związana z jej nietykalnością, z jej pozycją „ponad przedmiotem użycia”. Wstyd seksualny niejako odruchowo broni tej pozycji, broni, więc także wartości osoby. Ale nie chodzi tylko o to, aby ją obronić. Chodzi o to, aby tę wartość niejako objawić, i to objawić właśnie w łączności z wartościami seksualnymi, które się z nią łączą w danej osobie. Wstyd nie ukazuje wartości osoby w jakiś abstrakcyjny sposób, jako teoretycznej wielkości dostępnej tylko dla rozumu, ukazuje ją natomiast w sposób żywy i konkretny, tak jak ona jest zespolona z wartościami sexus, a jednak w stosunku do nich nadrzędna. Stąd owo przeżycie nietykalności (x: „Nie wolno ci mnie tknąć nawet samym wewnętrznym pożądaniem” – y: Nie wolno mi jej tknąć nawet samą wewnętrzną wolą użycia, ona nie może być przedmiotem użycia”). Ów znamienny dla prawdziwie kochających się osób „lęk przed zetknięciem” jest pośrednim wyrazem afirmacji wartości samej osoby, a wiadomo, że to moment konstytutywny miłości we właściwym, czyli etycznym, znaczeniu tego słowa.
Istnieje też pewien naturalny wstyd przeżywania miłości jako sprawy ciała. Słusznie mówi się o intymności owych przeżyć. Kobieta i mężczyzna uciekają wówczas przed wzrokiem i przed obecnością innych ludzi, a każdy moralnie zdrowy człowiek uzna inny sposób postępowania za wybitnie nieprzyzwoity. Zachodzi tutaj jakby rozbieżność pomiędzy obiektywną wielkością tego aktu, o czym była już mowa w rozdziale I, a owym wstydem, który go otacza w świadomości ludzi. Nie ma on nic wspólnego z pruderią, czyli z fałszywym wstydem. Wstyd ten jest słuszny, istnieją, bowiem głębokie powody ukrywania przejawów miłości między kobietą a mężczyzną, a zwłaszcza ich współżycia małżeńskiego, przed okiem innych ludzi. Miłość jest zjednoczeniem osób, które dopełnia się w danym przypadku zbliżeniem i współżyciem cielesnym. To ostatnie polega na jakimś współprzeżywaniu wartości seksualnych, które stanowi o wspólnym używaniu seksualnym kobiety i mężczyzny. To, kiedy współprzeżywanie wartości sexus może być gruntownie zespolone z miłością, może w niej znajdować swe obiektywne pokrycie i uzasadnienie (to właśnie droga do przezwyciężenia wstydu u samych osób biorących udział w akcie seksualnym; będzie o tym jeszcze mowa osobno).
Tylko oni jednak świadomi są tego pokrycia i uzasadnienia, tylko dla nich miłość jest jakąś sprawą „wnętrza”, sprawą duszy, nie tylko ciała. Dla każdego natomiast człowieka z zewnątrz wystąpiłyby tylko zewnętrzne przejawy, a więc tylko owo współprzeżywanie wartości sexus, podczas gdy samo zjednoczenie osób, obiektywna istota miłości pozostałaby z zewnątrz niedostępna. Zrozumiała rzecz, iż wstyd, który dąży do ukrycia wartości seksualnych, ażeby przez to zabezpieczyć wartość osoby, dąży również do ukrycia samego współprzeżywania wartości seksualnych, ażeby przez to zabezpieczyć wartość samej miłości, i to przede wszystkim dla tych dwojga osób, które ją wspólnie przeżywają. Jest to, więc wstyd nie tylko relatywny, ale także immanentny.
Samo współprzeżywanie wartości sexus łączy się z takimi faktami, które domagają się zawsze jakiegoś ukrycia. Człowiek z reguły wstydzi się tego, co w nim tylko „dzieje się”, a co nie jest świadomym aktem jego woli, tak, więc np. wstydzi się wybuchów namiętności, choćby gniewu czy strachu, wstydzi się tym bardziej pewnych procesów fizjologicznych, które dokonują się niezależnie od jego woli w określonych warunkach; działanie woli ogranicza się do wywołania tych warunków czy też do ich dopuszczenia. Znajdujemy w tym potwierdzenie duchowości i „wewnętrzności” osoby ludzkiej, która dostrzega pewne „zło” w tym wszystkim, co nie jest dosyć wewnętrzne, czyli duchowe, ale tylko zewnętrzne, cielesne, irracjonalne. Ponieważ więc we współprzeżywaniu wartości seksualnych przez kobietę i mężczyznę wszystko to bardzo mocno dochodzi do głosu i uwydatnia się, podczas gdy samo osobowe ich zjednoczenie jest niejako utajone wewnątrz każdej z tych osób i niedostępne dla nikogo z zewnątrz, stąd potrzeba ukrywania całej miłości jako sprawy „ciała i płci”.
Prawo absorpcji wstydu przez miłość
O ile miłość jako sprawa ciała w sposób naturalny łączy się na zewnątrz (tj. w stosunku do jakiejkolwiek innej osoby poza tą kobietą i tym mężczyzną, którzy przeżywają ją wspólnie) ze wstydem, to, wewnątrz, czyli pomiędzy nimi, zachodzi znamienne zjawisko, które tutaj określamy jako „absorpcję wstydu przez miłość”. Wstyd zostaje niejako wchłonięty przez miłość, roztopiony w niej, tak, że kobieta i mężczyzna przestają się wzajemnie wstydzić współprzeżywania wartości sexus. Proces ten ma olbrzymie znaczenie dla moralności seksualnej, zawiera się w nim jakaś głęboka wskazówka, którą należy wykorzystać w etyce. Jest to, bowiem proces naturalny, którego nie sposób zrozumieć bez uchwycenia właściwej proporcji między wartością osoby a wartościami seksualnymi w człowieku oraz w miłości mężczyzny i kobiety.
Analizując zjawisko wstydu seksualnego, doszliśmy do przeświadczenia, że chodzi w nim o fakt posiadający dogłębne znaczenie osobowe, dlatego wstyd seksualny ma rację bytu tylko w świecie osób. Fakt ten ma zresztą znaczenie podwójne: z jednej strony ucieczka – dążność do ukrycia wartości seksualnych w tym celu, aby nie przesłoniły one wartości samej osoby; z drugiej – pragnienie miłości, jej wywołania czy też jej przeżycia (miłość pomiędzy kobietą a mężczyzną kształtuje się, jak wiadomo, na podstawie wartości sexus, ale ostatecznie stanowi o niej wzajemny stosunek do wartości osoby, skoro jest ona osobowym zjednoczeniem osób). Tak, więc już z samej analizy wstydu seksualnego widać; że toruje on niejako drogę do miłości.
Kiedy mówimy o „absorpcji” wstydu przez miłość, nie znaczy to, bynajmniej, że miłość znosi czy też niszczy wstyd seksualny, wręcz przeciwnie: jeszcze bardziej wyostrza poczucie tego wstydu w mężczyźnie i kobiecie, realizuje się bowiem w całej pełni, przy najpełniejszym jego zachowaniu. Słowo „absorpcja” znaczy jedynie, że miłość gruntownie wykorzystuje dla siebie te dane, jakie tkwią w zjawisku wstydu seksualnego; wykorzystuje mianowicie tę proporcję pomiędzy wartością osoby a wartościami, sexus, jaką wnosi wstyd we wzajemne odniesienie kobiety i mężczyzny jako coś naturalnego, co się przeżywa spontanicznie, co jednak – niepielęgnowane odpowiednio – może ulec zniszczeniu ze szkodą dla osób i dla ich wzajemnej miłości.
Na czym więc polega owa absorpcja wstydu przez miłość i czym się tłumaczy? Oto wstyd stanowi jakby naturalną samoobronę osoby przed zejściem lub też zepchnięciem jej na pozycję przedmiotu użycia seksualnego. Pozycja ta – jak to już wielokrotnie stwierdzono – jest sprzeczna z samą naturą osoby. Osoba nie może (nie powinna) sama zejść na pozycję przedmiotu użycia dla drugiej osoby czy też dla innych osób; tak np. x nie może zejść na tę pozycję w stosunku do y. Ale też nie może ona spychać żadnej osoby drugiej płci na pozycję przedmiotu użycia; tak, więc nie może postępować y w stosunku do żadnej x. Z jednej i drugiej strony przeciwstawia się temu wstyd seksualny – wstyd zarówno ciała, jak i przeżycia. Otóż miłość, jak już stwierdziliśmy na początku tej książki, jest takim odniesieniem osoby do osoby (y do x oraz x do y), które od samych podstaw wyklucza traktowanie osoby jako przedmiotu użycia, stanowczo nie pozwala osobie zejść na pozycję przedmiotu użycia ani też nie dopuszcza do tego, aby zepchnąć ją na tę pozycję. Dlatego właśnie wstyd w tak naturalny sposób otwiera się dla miłości.
Dla miłości istotna jest przede wszystkim afirmacja wartości osoby; opierając się na niej wola podmiotu miłującego dąży do prawdziwego dobra osoby miłowanej, i to dobra pełnego i całkowitego, dobra „ze wszech miar” – dobro takie utożsamia się ze szczęściem. Takie nastawienie woli u osoby miłującej jest całkowicie przeciwne jakiemukolwiek nastawieniu tej woli na używanie. Miłość i odniesienie do osoby jako do przedmiotu użycia wykluczają się wzajemnie. Wobec tego też wstyd jako naturalna forma ucieczki przed takim odniesieniem ustępuje, traci, bowiem swoją obiektywną rację bytu. Ustępuje jednakże o tyle, o ile osoba w ten sposób miłowana, np. x, sama również odpowiada miłością osobie miłującej (x), i to – rzecz najważniejsza – miłością gotową do oddania siebie. Wypada przypomnieć w tym miejscu to, co zostało wydobyte w analizie miłości oblubieńczej. W każdym razie prawo absorpcji wstydu przez miłość tłumaczy nam na płaszczyźnie psychologicznej cały problem czystości, a raczej wstydliwości małżeńskiej. Faktem jest przecież, że współżycie seksualne małżonków nie stanowi tylko jakiejś formy bezwstydu zalegalizowanego z zewnątrz, ale jest wewnętrznie zgodne z wymaganiami wstydu (chyba że małżonkowie sami uczynią je bezwstydnym przez sam sposób jego dopełniania).
Ujmując rzecz integralnie, (do czego przygotowała nas już w poprzednim rozdziale integralna analiza miłości), należy stwierdzić, że tylko miłość prawdziwa, a więc posiadająca w pełni swą etyczną istotę, zdolna jest zabsorbować wstyd. To zrozumiałe wobec faktu, że wstyd stanowi tendencję do ukrycia wartości seksualnych w tym celu, aby nie przesłonić nimi wartości osoby, lecz przeciwnie – tym bardziej ją uwydatnić. Miłość prawdziwa zaś to taka miłość, w której wartości seksualne są podporządkowane wartości osoby. Ona dominuje, a afirmacja wartości osoby przenika wszystkie te przeżycia, które rodzą się z samej naturalnej zmysłowości czy też uczuciowości człowieka. Wiadomo, że przeżycia te są w naturalny sposób związane z wartościami seksualnymi (zmysłowość z wartością „ciała i płci”, uczuciowość z wartością „kobiecości” czy też, „męskości” w człowieku drugiej płci). Otóż miłość prawdziwa sprawia, że przeżycia te są na tyle przeniknięte afirmacją wartości osoby, iż zostaje wykluczone odniesienie woli do drugiej osoby jako do przedmiotu użycia. Na tym polega w praktyce istotna siła miłości – sama teoretyczna afirmacja wartości osoby jeszcze o niej nie stanowi.
Przy takim, więc nastawieniu nie ma powodu do wstydu, czyli do ukrywania wartości sexus jako tych, które przesłaniają wartość osoby, które godzą w jej niedostępność (alteri incommunicabilitas) i nietykalność, sprowadzając ją samą na pozycję przedmiotu użycia. Nie ma wówczas powodu do wstydu ciała (np. po stronie x), gdyż zawarta w tym wstydzie pozytywna tendencja do wywołania miłości spotkała się z adekwatną odpowiedzią. Nie ma też powodu do wstydu przeżycia (np. po stronie y), gdyż odniesienie do osoby (x) jako do przedmiotu użycia nie zachodzi. Jeśli nawet zmysłowość w sposób sobie właściwy reaguje na „ciało” jako na „możliwy przedmiot użycia”, to jednak wola jest nastawiona przez miłość na prawdziwe dobro osoby, a nie na jej używanie, co bynajmniej nie wyklucza faktu, że (w małżeństwie) jest to ta osoba, ta x, z którą łączy odnośnego y współżycie cielesne, a więc także wspólne używanie seksualne. Potrzeba wstydu została wewnętrznie zaabsorbowana przez sam fakt dojrzałej miłości do osoby: y nie musi się wewnętrznie (i zewnętrznie również) ukrywać ze swym nastawieniem na użycie skierowanym ku x, gdyż owo nastawienie zostało wchłonięte przez prawdziwą miłość woli. Afirmacja wartości osoby przenika na tyle wszystkie reakcje zmysłowo-uczuciowe nawiązujące do wartości seksualnych, że woli nie zagraża postawa użycia niezgodna z odniesieniem do osoby. Owszem, afirmacja ta udziela się uczuciowości tak, że wartość osoby jest nie tylko abstrakcyjnie rozumiana, ale jest także głęboko odczuwana. Jest to wówczas również psychologiczna pełnia miłości, w której dokonuje się do głębi prawidłowa absorpcja wstydu seksualnego. Kobieta i mężczyzna mogą stanowić „jedno ciało” – wedle owych dobrze znanych słów Księgi Rodzaju (2,24), którymi Stwórca określił istotę małżeństwa ta jedność nie będzie żadną formą bezwstydu, ale tylko pełną realizacją zjednoczenia osób, wypływającego ze wzajemnej miłości oblubieńczej. Wiąże się z tym jak najściślej problem stosunku x do rodzicielstwa, ale sprawa ta zostanie osobno omówiona w rozdziale IV.
[uczucie a bezwstyd]
W związku z tym znamiennym zjawiskiem „absorpcji” wstydu seksualnego przez miłość trzeba jeszcze zasygnalizować pewne niebezpieczeństwo. Wstyd ma swe korzenie głęboko w samym bycie osoby, dlatego trzeba było właśnie metafizyki osoby dla pełnego zrozumienia jego istoty. Istnieje jednak niebezpieczeństwo zbyt powierzchownego potraktowania zarówno wstydu, jak i tej jego absorpcji, która dokonuje się prawidłowo przez miłość. Wiadomo, że wstyd subiektywnie biorąc jest pewnym uczuciem o charakterze negatywnym, nieco podobnym do uczucia lęku. Uczucie lęku wiąże się w świadomości ze sferą wartości seksualnych i ustępuje wraz z przekonaniem, że wartości te nie są podnietą wywołującą tylko „pożądanie seksualne”. Uczucie to jednak również ustępuje, w miarę jak rodzi się uczucie miłości, tak np. u x w stosunku do „y”. Podobnie też uczucie wstydu wywołane w „y” przeżyciem pożądania seksualnego skierowanego do x zostaje niejako zatarte w świadomości, o ile łączy się z nim uczuciowy stosunek do tejże x. Uczucie miłości, jak widać, ma moc absorbowania, wchłaniania – uczucia wstydu, moc uwalniania świadomości to zarówno świadomości y, jak i x – od odczucia wstydu. I tym procesem emocjonalno-afektywnym tłumaczy się ów jakże często wypowiadany i sugerowany pogląd, według, którego samo „uczucie (miłości) daje prawo do zbliżenia cielesnego oraz do współżycia seksualnego mężczyzny i kobiety”.
Jest to pogląd błędny, samo, bowiem przeżywanie uczucia miłosnego, choćby obustronne (tj. równoczesne po stronie x i x), nie jest jeszcze bynajmniej równoznaczne z dojrzałą miłością woli. Ta, bowiem, zakłada wzajemny wybór osób (x przez x, y przez x) oparty na gruntownej afirmacji ich wartości i zmierzający do ich trwałego zjednoczenia w małżeństwie, przy czym zostaje jasno ustalony stosunek do rodzicielstwa. Miłość osób posiada – i winna posiadać – swój wyraźny profil obiektywny. Miłość jako przeżycie emocjonalno-afektywne posiada często tylko czysto subiektywny charakter, brak jej zaś odpowiedniej dojrzałości pod względem etycznym. Powiedziano już wiele razy, że nie można mieszać samego zużywania „tworzywa” z twórczością w tej dziedzinie ani też utożsamiać doraźnego przeżycia miłosnego z miłością.
Dlatego też owa „absorpcja wstydu przez miłość” musi mieć znaczenie głębsze, nie tylko emocjonalno-afektywne. Nie wystarcza samo zniesienie „przeżycia wstydu” przez jakiekolwiek „przeżycie miłosne”, to bowiem jest właśnie sprzeczne z gruntownie rozumianą istotą wstydu seksualnego, owszem, w tym się kryje zawsze jakaś forma bezwstydu. (Bezwstyd wygrywa swe „prawa” na samych doraźnych przeżyciach). Łatwość, z jaką uczucie wstydu ustępuje przed pierwszym lepszym przeżyciem emocjonalno – afektywnym, jest właśnie zaprzeczeniem wstydu i wstydliwości. Prawdziwy wstyd ustępuje z trudnością (i dzięki temu nie pozostawia osoby w sytuacji ostatecznie bezwstydnej). Prawdziwy wstyd może zostać wchłonięty, zaabsorbowany tylko przez prawdziwą miłość, która afirmując wartość osoby ze wszystkich sił szuka jej najpełniejszego dobra. Taki też wstyd jest rzetelną siłą moralną osoby. Ponieważ jednak istnieje realne niebezpieczeństwo jego spłycenia z różnych przyczyn wewnętrznych (są ludzie jakby mniej wstydliwi „z natury”) oraz zewnętrznych (różnorodne poglądy, style życia i postępowania mężczyzn i kobiet względem siebie w różnych środowiskach lub epokach) istnieje, przeto potrzeba wychowania wstydu seksualnego. Potrzeba ta zaś jest najściślej zespolona z wychowaniem miłości, właśnie, dlatego, że tylko prawdziwy, rzetelny wstyd domaga się prawdziwej, pełnowartościowej miłości na zasadzie rozważonego tutaj „prawa absorpcji”.
W świetle tego, co powiedziano wyżej na temat wstydu seksualnego oraz na temat absorpcji wstydu przez miłość, spróbujmy spojrzeć jeszcze na zagadnienie bezwstydu. Samo słowo „bezwstyd” mówi po prostu o braku wstydu lub też o jego zaprzeczeniu. W praktyce wychodzi to zresztą na to samo. Spotykamy się z różnymi faktami, z różnymi sposobami bycia i postępowania u osób obu płci, z różnymi sytuacjami pomiędzy nimi, które określamy jako bezwstydne, stwierdzając przez to, że nie ma w nich tego, czego domaga się wstyd, że pozostają w kolizji z wymogami wstydliwości. Istnieje pewna relatywność w samym określaniu tego, co bezwstydne. Relatywność ta tłumaczy się różnymi dyspozycjami wewnętrznymi poszczególnych osób, tak, więc np. większą lub mniejszą pobudliwością zmysłową, większą lub mniejszą kulturą moralną danej jednostki, nawet takim lub innym światopoglądem. Tłumaczy się ona również różnorodnymi uwarunkowaniami zewnętrznymi, choćby np. klimatem, jak o tym była już mowa, a prócz tego panującymi obyczajami, nawykami zbiorowymi itp.
Jednakże ta relatywność w uznawaniu za bezwstydne poszczególnych objawów życia i obcowania osób różnej płci nie dowodzi bynajmniej, że sam bezwstyd jest czymś względnym, że nie istnieją jakieś czynniki czy też momenty w sposobie bycia i postępowania ludzi, które decydują o nim stale, nawet pomimo tego, że te różnorodne uwarunkowania od wewnątrz i z zewnątrz nakazują różnym ludziom czy też w różnych środowiskach, co innego uznawać za bezwstydne (siłą faktu, oczywiście, co innego też uznaje się za wstydliwe, czyli zgodne z wymaganiami wstydu seksualnego). Nie chodzi tutaj o to drugie, tzn. o zestawienie różnych poglądów na to, co bezwstydne, a co wstydliwe, chodzi natomiast o to pierwsze – mianowicie o uchwycenie momentu wspólnego, bo tego zresztą prowadzą poprzedzające etapy analizy, które mieszczą się w ramach „metafizyki wstydu”.
Wstyd to owa niesłychanie znamienna dążność osoby ludzkiej do ukrycia wartości seksualnych z nią związanych na tyle, aby nie przesłoniły one samej wartości osoby. Dążność ta ma na celu swoistą samoobronę osoby, która nie chce być przedmiotem używania ani w uczynku, ani nawet w intencji, ale chce być przedmiotem miłości. Ponieważ przedmiotem używania może się stać właśnie ze względu na wartości seksualne, powstaje, więc dążność do ich ukrycia, na tyle jednak, aby mogły one w połączeniu z wartością osoby stanowić równocześnie niejako punkt zaczepienia dla miłości. W parze z tą formą wstydu, który można określić jako „wstyd ciała”, gdyż wartości seksualne są zewnętrznie związane przede wszystkim z ciałem męskim i kobiecym, idzie druga forma, którą nazywaliśmy „wstydem przeżycia”, jest to dążność do ukrycia tych reakcji i przeżyć, w których uwydatnia się odniesienie do „ciała i płci” jako do przedmiotu użycia, właśnie z uwagi na to, że ciało i płeć są właściwością osoby ludzkiej, która nie może być przedmiotem użycia. Zarówno jedna; jak i druga forma wstydu może zostać prawidłowo zaabsorbowana tylko przez miłość.
Bezwstyd burzy cały ten porządek. Analogicznie do rozróżnienia wstydu ciała i wstydu przeżyć możemy mówić również o bezwstydzie ciała i przeżyć. Bezwstydem ciała nazwiemy taki sposób bycia czy postępowania jakiejś konkretnej osoby, w którym wysuwa ona na pierwszy plan samą wartość sexus tak dalece, że przesłania istotną wartość osoby. W konsekwencji staje ona niejako w pozycji przedmiotu użycia, w pozycji bytu, do którego można odnieść się używając go tylko (zwłaszcza w drugim znaczeniu słowa „używać”), a nie miłując. Bezwstyd przeżycia polega na odrzuceniu tej zdrowej dążności do wstydzenia się takich reakcji i takich przeżyć, w których druga osoba okazuje się tylko przedmiotem użycia ze względu na wartości seksualne będące jej własnością. Tak, więc np. jakiś konkretny y jest bezwstydny w swych przeżyciach w stosunku do x, gdy nie wstydzi się wewnętrznie nastawienia na użycie zmysłowo-seksualne, gdy wysuwa je jako jedyną formę odniesienia do x, nie usiłując podporządkować tego nastawienia prawdziwej miłości osoby ani też prawidłowo włączyć go do niej.
Ów wewnętrzny „wstyd przeżycia” nie ma nic wspólnego z pruderią. Pruderia, bowiem polega na ukrywaniu właściwych intencji w odniesieniu do osób drugiej płci czy też w ogóle do całej dziedziny seksualnej. Człowiek, który uległ pruderii, a kieruje się intencją użycia, stara się stwarzać pozory, że nie chodzi mu o użycie – gotów jest nawet potępiać wszelkie przejawy płci i tego, co płciowe, nawet najnaturalniejsze. Bardzo często zresztą nie mamy tutaj do czynienia z pruderią, która jest pewną formą zakłamania, zafałszowania intencji, ale tylko z jakimś uprzedzeniem czy też z przekonaniem, że to, co seksualne, może być tylko przedmiotem użycia, że płeć daje tylko okazję do wyżywania się seksualnego, a w żaden sposób nie toruje dróg miłości wśród ludzi. Pogląd taki ma posmak manicheizmu i kłóci się z tym odniesieniem do spraw ciała i płci, jakie jest znamienne zarówno dla Księgi Rodzaju, jak i – przede wszystkim – dla Ewangelii. Dlatego też prawdziwy wstyd przeżycia nie utożsamia się bynajmniej z aktem pruderii. Wstyd przeżycia to zdrowa reakcja wewnątrz osoby (np. y) na takie odniesienie do drugiej osoby (x), które pomija jej istotną wartość, a sprowadza ją na pozycję przedmiotu użycia seksualnego. Przeciw takiemu odniesieniu do osoby (do „niewiasty”) protestował Chrystus w znanych i przytoczonych już poprzednio słowach, (Mt 5,28: „Kto by patrzył na niewiastę, aby jej pożądał […]”). Chodziło, jak widać, o akt wewnętrzny. Pruderia łączy się często, a nawet z reguły, z bezwstydem intencji. Jest to coś innego niż bezwstyd przeżycia. Wspomnieliśmy już o relatywności w uznawaniu jakiegoś faktu za bezwstydny, zwłaszcza faktu zewnętrznego, jakiegoś zewnętrznego sposobu bycia czy postępowania. Osobny problem powstaje, gdy chodzi o uznawanie za bezwstydny jakiegoś faktu wewnętrznego – sposobu myślenia czy odczuwania wartości sexus, sposobu reagowania na nie. Między poszczególnymi ludźmi, żyjącymi nawet w tej samej epoce i w tym samym społeczeństwie, nie zachodzi pod tym względem ścisła korelacja. Nie zachodzi ona zwłaszcza pomiędzy kobietami i mężczyznami. Bardzo często konkretna x nie uważa za bezwstydny np. pewien sposób ubierania się (chodzi o „bezwstyd ciała”), który pewien mężczyzna czy nawet wielu różnych mężczyzn oceni jako bezwstydny. I na odwrót – jakiś y może przeżywać bezwstydnie swój stosunek do kobiety czy też do różnych kobiet (chodzi o bezwstyd przeżycia), chociaż żadna z nich nie dała po temu powodu bezwstydnym sposobem bycia czy postępowania, np. nieprzyzwoitym strojem lub tańcem.
[zdrowe obyczaje]
Ogólnie biorąc, istnieje tutaj pewna korelacja: wstyd ciała jest potrzebny, dlatego, że istnieje możliwość bezwstydu przeżyć zwłaszcza jak się wydaje – w kierunku od x do y. I vice versa – wstyd przeżyć potrzebny jest, dlatego, że istnieje możliwość bezwstydu ciała (to raczej w kierunku od y do x). Jednakże trudno uchwycić tę korelację we wszystkich szczegółowych wypadkach. Ale właśnie, dlatego należy raczej przyjąć pewne założenia rozszerzające możliwość bezwstydu po jednej i drugiej stronie. Na tym polega kształtowanie zdrowych obyczajów w dziedzinie współżycia osób różnej płci, a raczej w różnych dziedzinach ich współżycia. Nie może to jednak mieć nic wspólnego z purytanizmem w dziedzinie seksualnej. Przesada, bowiem łatwo wyzwala pruderię.
Wspomnieliśmy już mimochodem o sprawie stroju czy ubrania. Jest to jedna z tych spraw szczegółowych, wokół których narasta najczęściej problem wstydu i bezwstydu. Trudno znów wnikać w całą szczegółową specyfikę tego zagadnienia, w niuanse mody kobiecej czy męskiej. Problem wstydu i bezwstydu na pewno łączy się z tą sprawą, chociaż może nie w taki sposób, jak się na ogół mniema. Wiadomo, że strój może się w różny sposób przyczynić do uwydatnienia wartości sexus, dodajmy, jeszcze: w różny sposób przy różnych okazjach, jeśli nawet abstrahujemy od dyspozycji wrodzonych lub nabytych u danej jedenastki. Uwydatnienie wartości sexus przez strój jest zresztą nieuniknione i bynajmniej nie musi się kłócić ze wstydem. Bezwstydne w stroju jest to, co wyraźnie przyczynia się do rozmyślnego przesłonięcia najbardziej istotnej wartości osoby przez wartości seksualne, co „musi” budzić taką reakcję, jakby osoba ta była tylko, możliwym sposobem użycia” ze względu na sexus, a nie „możliwym” przedmiotem miłości ze względu na swą wartość osobową.
Zasada jest prosta i oczywista, jej zastosowanie natomiast w, konkretnych wypadkach należy już do poszczególnych jednostek oraz do całych środowisk i społeczeństw. Sprawa stroju jest zawsze sprawą społeczną, jest więc funkcją zdrowego (lub niezdrowego) obyczaju. Trzeba tylko podkreślić, że jakkolwiek względy natury estetycznej wydają się tutaj decydujące, to jednak nie są, one i nie mogą być wyłączne; obok nich i wraz z nimi istnieją względy natury etycznej. Niestety człowiek nie jest istotą tak doskonałą, aby widok ciała osoby, zwłaszcza osoby drugiej płci, budził w nim tylko bezinteresowne upodobanie i w ślad za tym proste umiłowanie tej osoby. W rzeczywistości budzi on również „pożądanie”, czyli chęć użycia, skoncentrowaną na wartościach sexus z pominięciem istotnej wartości osoby. I z tym trzeba się liczyć.
Nie znaczy to jednak bynajmniej, ażeby bezwstyd ciała utożsamiał się po prostu i wyłącznie z jego całkowitą lub częściową nagością. Są okoliczności, w których nagość nie jest bezwstydna. Jeśli ktoś wykorzystuje ją wówczas jako okazję do potraktowania osoby w roli przedmiotu użycia (choćby w aktach wewnętrznych), to tylko on dopuszcza się bezwstydu (przeżycia), a nie ta osoba. Sama nagość ciała nie jest jeszcze równoznaczna z bezwstydem ciała; bezwstyd ten, zachodzi tylko wówczas, kiedy nagość spełnia negatywną funkcję w stosunku do wartości osoby, kiedy celem nagości jest budzenie pożądliwości ciała; przez co stawia się osobę w pozycji przedmiotu użycia. Dokonuje się wówczas jakby depersonalizacja poprzez seksualizację. Jednakże nie musi to bynajmniej wystąpić. Nawet wówczas, kiedy nagość łączy się ze wspólnym używaniem seksualnym mężczyzny i kobiety, może być w pełni zachowany wzgląd na godność osoby. Tak właśnie winno być w małżeństwie, gdzie istnieją obiektywne warunki do tego, aby dokonała się prawdziwa absorpcja wstydu przez miłość. Wrócimy jeszcze do tej sprawy w rozdziale następnym. W każdym razie bez takiego poglądu na rolę ciała w miłości osób nie można myśleć i mówić o wstydliwości i czystości współżycia małżeńskiego, co stanowi przecież stały wątek nauki katolickiej.
Jakkolwiek bezwstyd ciała nie utożsamia się w prosty sposób z samą nagością ciała, niemniej potrzeba bardzo gruntownego wysiłku wewnętrznego, aby nie odnieść się w sposób bezwstydny do nagiego ciała. Trzeba jednak dodać, że bezwstyd przeżycia nie utożsamia się z samorzutną reakcją zmysłowości, która spontanicznie odnosi się do ciała i płci jako do „możliwego przedmiotu użycia”. Podobnie jak ciało ludzkie samo przez się nie jest bezwstydne, tak też nie jest sama z siebie bezwstydna reakcja zmysłowości czy w ogóle zmysłowość ludzka. Bezwstyd (podobnie jak wstyd i wstydliwość) jest funkcją wnętrza osoby, a w nim funkcją wnętrza osoby, która symplicystycznie przyjmuje reakcję zmysłowości i redukuje drugą osobę poprzez „ciało i płeć” do roli przedmiotu użycia.
Skoro już mowa o stroju w związku z zagadnieniem bezwstydu i wstydliwości, to warto może jeszcze zwrócić uwagę na pewną funkcjonalność różnych strojów. Otóż tak jak istnieją pewne sytuacje obiektywne, w których nawet całkowita nagość ciała nie jest bezwstydna, ponieważ właściwą funkcją tej nagości nie jest wywoływanie odniesienia do osoby jako do przedmiotu użycia, tak też z pewnością istnieją różne funkcje różnych strojów, różnych sposobów ubierania się i związanego z tym częściowego obnażania ciała, np. przy pracy fizycznej podczas upału, w kąpieli, u lekarza. Jeśli więc chodzi o moralną kwalifikację tych różnych strojów, to trzeba wyjść od tych różnych funkcji, jakie mają do spełnienia. Kiedy osoba używa takiego stroju w ramach jego obiektywnej funkcji, wówczas nie można w tym widzieć bezwstydu, chociaż strój ten jest związany z częściowym obnażeniem ciała. Bezwstydne natomiast będzie użycie takiego stroju poza jego właściwą funkcją, i tak też musi być odczute. Dla przykładu: nie jest bezwstydem używanie stroju kąpielowego w kąpieli, natomiast jego używanie na ulicy czy choćby na spacerze kłóci się z wymogami wstydu.
Trudno nie poruszyć bodaj pobieżnie innego jeszcze szczegółowego zagadnienia, mianowicie zagadnienia pornografii, (czyli bezwstydu) w sztuce. Jest ono rozległe i w szczegółach mocno skomplikowane ze względu na bardzo różnorodną specyfikę różnych dziedzin sztuki. Chodzi w tej chwili o uchwycenie istoty zagadnienia. Przez sztukę rozumiemy całą wytwórczość człowieka, a w szczególności artystyczną, np. pisarską czy rzeźbiarską. Artysta komunikuje w swym dziele własne myśli, uczucia, postawy, jakkolwiek dzieło to nie tylko temu służy. Służy ono prawdzie, ma, bowiem uchwycić i przekazać jakiś fragment rzeczywistości w sposób piękny. Piękno artystyczne jest najbardziej znamienną właściwością dzieła sztuki. Tym fragmentem rzeczywistości, który bardzo często starają się uchwycić artyści, jest właśnie miłość kobiety i mężczyzny, a w plastyce ciało ludzkie. Dowodzi to pośrednio, jak ważny i atrakcyjny jest ten temat w całokształcie życia ludzkiego. W imię realizmu sztuka ma prawo i obowiązek odtwarzać ciało ludzkie, ma również prawo i obowiązek odtwarzać miłość mężczyzny i kobiety taką, jaką jest w rzeczywistości, mówić całą prawdę o niej. Ciało ludzkie jest autentyczną częścią prawdy o człowieku, tak jak moment zmysłowo-seksualny jest autentyczną częścią prawdy o ludzkiej miłości. Błędem będzie, jeśli ta część przesłoni całość. A nieraz tak właśnie dzieje się w sztuce.
Jednakże istota tego, co nazywamy pornografią w sztuce, leży głębiej. Pornografia to wyraźna tendencja do takiego zaakcentowania w dziele sztuki momentu sexus w odtworzeniu ciała ludzkiego czy też w odtworzeniu miłości oraz osób, które ją przeżywają, która to tendencja zmierza do wywołania u odbiorcy tego dzieła, czytelnika lub widza przeświadczenia, iż wartość seksualna jest jedyną istotną wartością osoby, a miłość nie jest niczym więcej jak przeżywaniem czy też współprzeżywaniem tych tylko wartości. Tendencja taka jest szkodliwa, niszczy, bowiem całkowity obraz tego ważnego fragmentu ludzkiej rzeczywistości, jaki stanowi miłość kobiety i mężczyzny. Prawda, bowiem o ludzkiej miłości leży zawsze w odtworzeniu wzajemnego stosunku osób, bez względu na to, jak bardzo w tym stosunku dominowałyby wartości sexus. Tak samo jak prawdą o człowieku jest, iż jest on osobą bez względu na to, jak bardzo w jego ciele uwydatniają się wartości seksualne.
Dzieło sztuki winno wydobyć tę prawdę niezależnie od tego, w jakim stopniu wypada mu dotknąć dziedziny sexus, jeśli zawiera tendencję do jej skrzywienia, zniekształca obraz rzeczywistości. Ale pornografia nie jest tylko pomyłką czy błędem, jest tendencją. Gdy zniekształcony obraz zostaje wyposażony w prerogatywy piękna artystycznego, istnieje tym większa możliwość, że przyjmie się on i zaszczepi w świadomości i woli odbiorców. Wola ludzka wykazuje, bowiem w tym punkcie bardzo często wielką podatność na przyjęcie zniekształconego obrazu rzeczywistości.
[1] „Te dwie normy – jedna wydobyta z natury popędu seksualnego i domagająca się respektowania jego celowości oraz druga wydobyta z godności osoby, ze względu, na którą osobie należy się miłość – wzajemnie się zawierają i warunkują w każdej międzyosobowej relacji związanej z czynnikiem płci. […] Norma porządku natury domagająca się respektowania celowości popędu jest bardziej elementarna i podstawowa. Norma domagająca się właściwego odniesienia do osoby w relacji seksualnej jest nadrzędna i spełnia rolę doskonalącą – zwłaszcza w swej konkretyzacji ewangelicznej. Nie może być mowy o spełnieniu normy personalistycznej, zwłaszcza w jej konkretyzacji chrześcijańskiej, ewangelicznej, bez respektowania celowości popędu w relacji do osoby drugiej płci” (Zagadnienie katolickiej etyki seksualnej s. 14)
***
Kard. Stefan Wyszyński
TYLKO CZYSTE SERCE
JEST ZDOLNE DO PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI
(Przemówienie do dziewcząt polskich)
CZYSTOŚĆ JEST TWOIM SKARBEM
Do rodziny, do narzeczeństwa, do małżeństwa wniesiesz przede wszystkim siebie… Twoje serce. To, co wniesiesz, będzie takie, jaka ty jesteś: czyste i nieskalane lub zbrukane… Szczęście twego narzeczeństwa i małżeństwa zależy – od ciebie samej. Jeśli wejdziesz w życie narzeczeńskie czysta, twoje małżeństwo będzie czyste. Próg twego domu będzie święty, dzieci twoje będą się rodzić z czystej matki. Jeśli wejdziesz zbrukana, wszystko będzie zbrukane.
Dobrze wiesz, jak bardzo potrzebne jest rodzinie twoje miłujące serce. Ale tylko czyste serce jest zdolne do prawdziwej miłości. I dobrze wiesz również, że aby zachować i ustrzec czystość, trzeba ją cenić jak skarb i czuwać, by go nie stracić przez nieostrożność czy lekkomyślność. Jak naprawić cenny kryształ, gdy upadnie i rozpryśnie się w kawałki?… Jak naprawisz kryształ twego serca i ciała? Skazy zostaną a szkoda, bo kryształ straci wtedy swą cenę.
Dlatego trzeba ostrożności i dużej czujności, aby ustrzec swoje serce, zachować czystość i godność.
TWÓJ SPOSÓB ŻYCIA
Tym, co cię najlepiej ustrzeże i uchroni, jest twoje zachowanie i postawa, sposób i styl życia. To jakby mur obronny, strzegący skarbu twego serca. Od skromności i godności twego zewnętrznego zachowania zależeć będzie – i już dziś zależy – czystość i nietknięta wielkość twego serca.
Dlatego dziś, najmilsze dziewczęta, w trosce o polski kraj i polski dom, o zagrożoną godność polskiej kobiety, w walce o czyste serce polskich dziewcząt, zacznijcie jakiś nowy styl w codziennym zachowaniu, w stosunkach koleżeńskich i towarzyskich z chłopcami. Styl prawdziwie dziewczęcy, pełen najwyższego wdzięku i kobiecości, prostoty, a przecież pełen godności.
Wiecie, co to znaczy ładny? To znaczy pełen ładu. Musicie być ładne, to znaczy – uporządkowane, zharmonizowane we wszystkim. Uczucie musi być w harmonii z wolą i rozumem, a całe zachowanie zewnętrzne musi być wyrazem ładu wewnętrznego – musi być ładne. Nie może się zdarzyć, by dziewczyna wewnętrznie czysta i pełna godności zachowywała się jak chłopczyca, ot, bo taka jest moda.
Twój styl ubierania się, czesania, spojrzenia, gestów, słów niech ci dyktuje twoje serce, poddane rozumnej woli. Jasnym jest, że twoje serce musi być czyste – za wszelką cenę – twoje uczucie musi być rozumne, a cała twoja postawa zewnętrzna musi być pełna godności dziecka Bożego i godności Polki.
TWÓJ SPOSÓB MÓWIENIA
Nie wszystko jedno, jakim językiem przemawiasz do swoich koleżanek i kolegów, nawet do siebie samej, gdy cię nikt nie słyszy, gdy czegoś szukasz w pośpiechu. Nie wszystko jedno, jakie słowa rzucasz… martwym przedmiotom. Słowo niegodne twoich ust coś w tobie rzeźbi, zostawia ślad. Ceń swoje usta i słowa, zwłaszcza gdy zwracasz się do innych ludzi, gdy one w innych coś mogą wyrzeźbić…
Przypatrz się, jakie usta ma Najświętsza Panna w Cudownym Obrazie Jasnogórskim: przedziwnie dobre, spokojne, raczej milczące. Jak kojące są słowa z tych ust – nikogo nie ranią, lecz goją. A są tak brzemienne, że do końca świata starczy ich treści dla wszystkich dzieci Kościoła.
TWOJE SPOJRZENIE
Nie wszystko jedno, moja droga, jak patrzysz. Od twojego spojrzenia zależy bardzo wiele. Nieraz czyjś spokój lub nawet życie. A więc panuj nad swoim spojrzeniem i szanuj je. Nie rozrzucaj go na prawo i lewo.
Włoski poeta, Dante, w „Boskiej Komedii” opisuje drogę przez czyściec. Prowadzi go spowita welonem ukochana Beatrycze. Gdy na progu nieba uniosła welon i spojrzała na niego, Dante zdumiał się: w oczach Beatrycze ujrzał Boga.
Twoje oczy muszą głęboko patrzeć w oczy Najświętszej Matki, bo w nich najlepiej widać jej Syna. Gdy w nie się wpatrzysz – będą ludzie w twoich oczach oglądali, co Boże. Kiedyś będziesz patrzyła – a może już patrzysz – w oczy ukochanego człowieka, kiedyś będziesz patrzyła w oczy twoich dzieci. Zachowaj dla nich czystość i głębię swego spojrzenia. Nie trwoń go. Nie zniekształcaj uwodzącym przymrużaniem oczu.
Naucz się patrzeć prosto i szczerze w oczy i serca ludzkie. Czystym oczom wszystko wydaje się czyste. Brudne spojrzenie jest jak zakurzona szyba: wszystko w nim brudne i zniekształcone.
Na Jasną Górę przyszedł kiedyś pewien mężczyzna i poprosił o spowiedź, po dwudziestu latach. „Co się stało, że dziś właśnie postanowiłeś się wyspowiadać?” – pyta spowiednik. „Jechałem w jednym przedziale z młodą dziewczyną. Otaksowałem ją oczyma jak wszystkie inne kobiety. Czytała książkę, raz popatrzyła na mnie. Wysiadając jeszcze raz podniosła oczy. I więcej nic. Nie powiedziała ani słowa: I nagle poczułem się taki brudny, taki strasznie zły, że wysiadłem z pociągu i przyszedłem tutaj. Proszę mi pomóc, Ojcze, dobrze się wyspowiadać, bo sam pewnie nie potrafię”.
Proście o takie spojrzenie, by się od niego odmieniały serca.
TWOJE GESTY I RUCHY
Spójrz na obraz Jasnogórskiej Matki: na lewym ręku trzyma Syna, prawą przyciska do serca. Co oznacza ta ręka na sercu? Wskazuje na serce: patrz w serce, miej serce. Ale równocześnie ona tego serca strzeże. Chociaż to serce jest Niepokalane, Maryja jakby trwoży się o nie. Musi je przecież zachować nienaruszone, nietknięte, dla swojej jedynej, największej miłości – dla Boga, którego niesie światu.
I wam potrzebny jest taki Maryjny gest, taka – powiedzmy w przenośni – „dłoń na sercu”.
Czy wszystkie twoje gesty i ruchy strzegą twojego serca? Czy może wręcz przeciwnie, prowokują, rzucają jakieś wyzwania?
Tak często się mówi o wyzywającym zachowaniu wielu dziewcząt. Jak chodzisz, jak trzymasz swoje nogi, ręce, jak się pochylasz i podnosisz? Przyjrzyj się sobie. Twoje zachowanie powinno skłaniać raczej do przyklęknięcia przed tobą, niż do znieważenia ciebie. To tylko od ciebie zależy, czy ktoś przed tobą uklęknie, czy cię sponiewiera.
I od ciebie też zależy, jakie uczucia wyzwolisz w drugim człowieku: szacunek i gest miłości czy lekceważenie i namiętność. Pamiętaj, jesteś odpowiedzialna nie tylko za uczucia, które masz w sercu swoim dla kogoś, ale także za to, jakie budzisz w drugiej istocie.
Skromność gestów i ruchów, postawy całego ciała, ustrzeże i uchroni skarb twego serca dla wielkiej miłości, dla towarzysza całego twojego życia, przyszłego ojca twoich dzieci.
Wpatrzone w Matkę Jezusową, Matkę pięknej miłości, zacznijcie dzisiaj, najmilsze dziewczęta, czujną straż nad sercem polskiej dziewczyny.
WASZ STRÓJ
Nie wszystko jedno, przeciwnie, to bardzo ważne jak się ubierasz.
Królowa Polski z Jasnej Góry ma suknię ozdobioną liliami. Czy do każdej swojej sukienki mogłabyś przypiąć lilijkę z szaty Matki Boskiej jako wyraz maryjnego stylu i mody? Współczesne niewiasty, nawet te na tronie, często pokazują się publicznie niezupełnie ubrane. A przecież suknia jest po to, aby zasłonić ciało.
Pamiętaj, masz strzec serca. Aby to uczynić, musisz najpierw strzec swego ciała. Czy je osłaniasz? Czy jesteś zawsze naprawdę ubrana? Patrząc na modne sukienki odnosi się wrażenie, jakby krawcowa zapomniała uszyć to, co najważniejsze. Dekolty mogą być ładne, ale nie do pasa. Krótkie rękawy też, jednak bez przesady, niech przy sukience jeszcze coś z rękawów zostanie. Pamiętaj, że sukienka cię okrywa, a nie odsłania. Te obnażające ubrania są nie tylko nieskromne, ale najczęściej po prostu brzydkie.
Bądź modna, ale moda ma także swoje granice. Nie dopuść, aby moda ograniczała twą skromność i godność. Nie dopuść, aby moda ciebie kształtowała. To ty twórz modę. Nie jesteś lalką ani manekinem, by można było tobą dowolnie obracać. Jesteś żywym człowiekiem, kobietą, Polką, dzieckiem Bożym.
Skończcie z tą straszną opinią, że Polki chodzą półnago, że są „najłatwiejsze”. I „najtańsze”. Wy jesteście trudne, a nie łatwe do zdobycia. Ceńcie się.
CZYSTOŚĆ KOSZTUJE, STAĆ WAS NA TO
Przypatrzcie się cięciom na twarzy Jasnogórskiej Pani. To rycerska Pani, zna walkę i krew. Jesteście Jej dziećmi, dziećmi Jej rycerskiego Narodu. Czystość kosztuje i to drogo kosztuje, to cnota rycerska, cnota zwycięzców i ludzi odważnych. Tchórzów i wygodnisiów na nią nie stać. Trzeba o nią walczyć, trzeba się nad nią nieraz upracować do krwi. Do krwi ciała i serca. Jeśli Marię Goretti, dziewczynkę spod włoskiego nieba, stać było ‑ z miłości dla Chrystusa i Jego Matki ‑ na męczeńską śmierć w obronie czystości, to czyż polskich dziewcząt wpatrzonych w zranione Oblicze Jasnogórskiej Królowej nie stać na odwagę czystości i skromności? Czy nie stać was na przeciwstawienie się nieskromnej modzie, a choćby na męczeństwo opinii?
Stać was na to, drogie dziewczęta. Stać was na to, aby dziś u stóp Jasnej Góry rozpocząć walkę o czyste serca młodzieży polskiej. „Krucjatę” czystych serc o czysty i zdrowy moralnie Naród.
Stać was na to, aby dziś zerwać z głupią i nieskromną modą, z całym zachowaniem, które obraża godność polskiej dziewczyny.
Stać was na to, aby wprowadzić nowy obyczaj, nowy styl, nowy sposób zachowania się, godny, skromny. Styl, który będzie strzegł godności waszego ciała i waszego serca, przyszłych rodzin i obyczaju narodowego.
Wy pierwsze zacznijcie żyć tym nowym stylem. Stwórzcie go. Wypracujcie. Narzućcie go innym: waszym siostrom, koleżankom, kolegom.
A potem zażądajcie waszą własną postawą, aby w tym stylu i inni do was się odnosili. Zachowując się godnie, same będziecie miały prawo oczekiwać takiego zachowania od innych, będziecie miały prawo żądać go dla siebie.
To będzie wasz wspaniały Maryjny czyn.
Jestem zbyt słaba, pomyślisz, aby wytrwać w tych postanowieniach. Co zrobić? Jest jeden sposób niezawodny: złożyć całą siebie, swoje oczy, serca I dłonie w ręce Niepokalanej. Wtedy nie działasz już ty, ale działa Ona w tobie. Niech więc strzeże i prowadzi ciebie zawsze Zwycięska.


